Etykiety

czwartek, 28 grudnia 2017

PIELĘGNACYJNE HITY ROKU 2017 !!! PALMERS, BIOLAVEN, EVREE, JOHNSON'S, DOVE


Stary rok dobiega końca i czas na podsumowania. Muszę przyznać, że rok 2017 nie należał zdecydowanie do najlepszych lat mojego życia ;) Zdecydowanie był on wypełniony wieloma wyzwaniami i miałam wrażenie, że ciągle napotykam na swojej drodze przeszkody nie do pokonania. Był to również rok kiedy pierwszy raz w życiu zaczęłam wątpić w swoje siły i zaczynałam się poddawać. Na szczęście pojawiła się też ukradkiem pozytywna strona tego wszystkiego - mam poczucie, że niesamowicie przez ten rok dojrzałam, zdecydowanie ugruntowałam swoje priorytety i dzięki temu jestem o dziwo silniejsza - bo już wiem co w życiu jest dla mnie ważne i jak chcę żeby się ono toczyło. nie ma wiec tego złego, co by na dobre nie wyszło ;) Po cichutku liczę jednak, że ten nowy 2018 rok będzie nieco łaskawszy i wreszcie będę mogła trochę odetchnąć :)

Dobra, ale koniec tych rozważań - czas przejść do podsumowania kosmetycznego mijającego roku. Pokażę Wam kosmetyki, które towarzyszyły mi przez prawie cały ten czas i zostaną ze mną jeszcze na długo. Nie wyobrażam sobie już teraz, że któregoś z nich mogłoby mi zabraknąć i nie mam zamiary ich niczym innym zastępować. oto moje hity 2017 roku!


ŻELE POD PRYSZNIC I PŁYNY JOHNSON'S
To dla mnie największe zaskoczenie tego roku a uświadomiłam sobie, że chyba nigdy nie pokazywałam ich w ulubieńcach miesiąca! Pewnie dlatego, że stały pod moim prysznicem jako oczywista oczywistość ;) Ogólnie kiedyś nie miałam najlepszej opinii o tej marce - kojarzyłam ją jako "przereklamowane" kosmetyki dla dzieci, które w sumie nic w sobie nie mają a jest na nie wielki szał. Moja opinia zmieniła się diametralnie gdy zaczęłam używać tych kosmetyków na sobie - a stało się tak dlatego, że moja córeczka dostała od kogoś z bliskich w prezencie szampon i żel a do jej pielęgnacji używam innych preparatów. Żeby się nie zmarnowały zużyłam je ja, a szampon pokochały moje pędzle do makijażu ;) Jeśli chodzi o skład jako kosmetyki dla dorosłych są po prostu super - delikatniejsze niż typowe drogeryjne żele a łatwo dostępne i w świetnej cenie. Do tego najistotniejszy jest aspekt zapachowy - delikatne żele, których używałam dotychczas były rewelacyjne w działaniu, ale umówmy się - ich zapach nie był zachęcający. Natomiast żele Johnson's pachną obłędnie! Szczególnie uwielbiam serię fioletową (na dobranoc), która pachnie świeżo, lawendowo, mega relaksująco. Natomiast ta w biało-żółtych opakowaniach ma zapach, który wcale nie kojarzy mi się z niemowlakiem a z zadbaną kobietą, lekko otuloną perfumami. Nie szukam już innych żeli - chcę używać tylko tych i serdecznie Wam je polecam jeśli znudziło Wam się poszukiwanie dobrych ale trudno dostępnych żeli. te są w każdym Rossmannie czy Biedronce. Dodam, że wszystkie te kosmetyki kupiłam sama. 


BIOLAVEN ŻEL MYJĄCY DO TWARZY
O tym żelu pisałam w kilku postach niedawno więc nie będę się rozpisywać. jest po prostu genialny. bardzo skutecznie myje twarz z pozostałości po demakijażu, daje uczucie bardzo czystej, świeżej skóry a jednocześnie zupełnie jej nie przesusza i nie podrażnia. ma naturalny skład, jest w wygodnym opakowaniu, pachnie jak owocowe cukierki. Cena to około 16 zł więc naprawdę warto wypróbować :)


EVREE MAGIC ROSE - OLEJEK RÓŻANY DO TWARZY
To mój ulubieniec od kilku już lat - niezmiennie uważam go za najlepszy kosmetyk pielęgnacyjny jaki spotkałam na swojej drodze i nie ma opcji, żeby zabrakło go w mojej kosmetyczce. Nakładam go zawsze wieczorem na umytą i oczyszczoną skórę. Kilkoma kropelkami masuję twarz, delektuję się pięknym, różanym zapachem a moja skóra tylko na tym korzysta. Olejek ten pięknie uspokaja wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia na skórze oraz sprawia, że niedoskonałości mniej się rzucają w oczy. Dodatkowo bardzo delikatnie pielęgnuje skórę - leciutko nawilża, natłuszcza ale absolutnie nie zapycha. U mnie po prostu zapewnia idealną równowagę pomiędzy nawilżeniem, natłuszczeniem i trzymaniem w ryzach niedoskonałości i przebarwień. Cudo i nie wyobrażam sobie już pielęgnacji bez niego.


GORVITA ALOE VERA ŻEL
Żel aloesowy to również produkt, bez którego nie wiem jak żyłam wcześniej. Zaczęłam go używać jako kosmetyk do twarzy - zamiast kremu jak dotychczas, nakładałam właśnie żel aloesowy i jakiś olejek albo serum. Taka pielęgnacja to była prawdziwa rewolucja i dała niesamowite efekty. Moja cera wreszcie nie jest zapychana żadnymi ciężkimi mazidłami a ma zapewnione i nawilżenie (dzięki żelowi) i natłuszczenie (dzięki olejkom). Stan skóry bardzo mi się poprawił. Dodatkowo zaczęłam używać żelu również do innych rzeczy i hitem okazało się stosowanie go do włosów - na suche włosy nakładałam żel aloesowy i olejek do olejowania włosów a potem myłam jak zwykle. Efekt był o wiele lepszy niż przy zwyczajnym olejowaniu. I tak krok po kroku używałam tego żelu na milion sposobów i nie wiem teraz jak funkcjonowałam bez niego :)


DOVE ANTYPERSPIRANT W KREMIE
O tym kosmetyku był tutaj osobny post, bo odkryłam go niedawno. Musiałam jednak koniecznie go umieścić jako hit 2017 roku bo zakochałam się w jego konsystencji, zapachu i działaniu na amen ;) Dodatkowo wyparł on mojego wieloletniego ulubieńca od Nivea (Dry Comfort Plus) a to już nie lada wyczyn. Antyperspirant ten delikatnie chroni, dba o skórę pod pachami, ładnie się wchłania, ma wygodne opakowanie, jest mega wydajny, tani i cudnie pachnie - czego więcej chcieć do szczęścia? :) 

To tyle - kilka kosmetyków, ale absolutnie ulubionych, wyjątkowych i godnych polecenia. Post nie jest sponsorowany w żaden sposób a wszystkie opinie są szczere :) W najbliższym czasie postaram się również podsumować kok makijażowo i pokazać wam co takiego najbardziej zaskoczyło mnie w kosmetykach kolorowych.

A Wy jakie macie swoje pielęgnacyjne hity? Chętnie się z nimi zapoznam :)

Buziaki
Martyna

wtorek, 19 grudnia 2017

OPENBOX! PIĘKNA PRZESYŁKA OD LE PETIT MARSEILLAIS

Hej :)
Dzisiaj pokażę Wam zawartość cudownej przesyłki od Le Petit Marseillais, którą otrzymałam w ramach kampanii ambasadorskiej. O tym jak zostać ambasadorką i co zrobić aby móc testować kosmetyki tej firmy przeczytacie tu
Ideą tej kampanii LPM było po pierwsze zapoznanie nas, konsumentów z produktami, które niedawno pojawiły się na rynku, czyli dezodorantami. Ale na szczęście promocja marki nie opiera się jedynie na wysłaniu do bloggerów kilku dezodorantów na zasadzie "weźcie i sobie zobaczcie" ;) W poprzedniej edycji ambasadorki otrzymały 20 pokaźnych próbek  żelu truskawkowego, którymi można było podzielić się z naszymi koleżankami, rodziną , przyjaciółmi. Natomiast sensem tej kampanii jest wspólne testowanie produktów wraz z naszą najbliższą przyjaciółką. W pięknie zapakowanej paczce przychodzą do nas dwa komplety kosmetyków - żel pod prysznic i dezodorant, oczywiście z tej samej linii zapachowej. To zupełnie co innego otwierać taką paczkę razem z przyjaciółką - te emocje co jest w środku, debata, która z nas który zestaw przetestuje i wzajemna wymiana opinii i poglądów na temat kosmetyków. Super! To dla mnie jest istota blogowania - możliwość dzielenia się z innymi radością z danych produktów, wymiana wrażeń i opinii a czasami konfrontacja poglądów (jeśli są odmiennie). Bo co to za frajda samemu otworzyć paczkę, zużyć kosmetyk i opisać ? Dla mnie żadna. Wolę zabawę i wspólne emocje :)
Muszę tu również wspomnieć, że zapachy tych kosmetyków są niezwykle nasycone, energetyzujące i przypominające słoneczne, gorące lato :) Mimo tego, że choinka już w domu a za oknem śnieg to używając np. kosmetyków o zapachu soczystej brzoskwini przenosimy się zupełnie gdzie indziej. Po takim owocowym prysznicu fajnie zrobić sobie szklankę lemoniady i już można się poczuć jakby był czerwiec a nie grudzień ;) ;) ;)

Dobrze, koniec tego gadania, czas pokazać przesyłkę :) 


Jak widzicie otrzymałam zestaw o zapachu Kwiatu Pomarańczy oraz Białej Brzoskwini i Nektarynki. Jeden z nich zatrzymałam dla siebie do testów a drugi będzie testować moja przyjaciółka. Mam nadzieję, że kosmetyki nas nie zawiodą i dostarczą trochę letnich aromatów w nadchodzące święta:))

#swiezosclpm #ambasadorkalpm

Buziaki
Martyna :)

wtorek, 5 grudnia 2017

(BLACK FRIDAY) KOSMETYCZNY HAUL ZAKUPOWY !!! DOVE, SYLVECO, RESIBO, IOSSI, BIOLAVEN

Hej :)
Czy Wy też tak macie, że gdy jeden kosmetyk Wam się kończy to nagle okazuje się że we wszystkich innych też widać denko?? U mnie często to się zdarza - i właśnie teraz nastąpił ten moment. Na szczęście udało mi się dotrwać do Black Friday i chociaż raz skorzystać ze zniżek. Wreszcie też kupiłam kosmetyki, na które miałam chrapkę od dawna ale zapasy nie pozwalały mi na kupowanie kolejnych specyfików. Ale wreszcie mam to, o czym od dawna marzyłam więc zapraszam Was na mały przegląd :)


IOSSI
Strasznie chciałam wypróbować kosmetyki tej marki - przede wszystkim dlatego, że mają cudowne składy, są naturalne, polskie i bardzo chwalone. Niestety mają też krótki termin przydatności (jak to na prawdziwe naturalne kosmetyki przystało) więc nie mogłam nic kupić póki nie zużyję swoich już otwartych produktów. Na szczęście wreszcie mogłam poszaleć i kupiłam sobie całkiem sporą ilość kosmetyków do wypróbowania. Zdecydowałam się na mniejsze pojemności, dzięki czemu mogłam kupić więcej różności i sprawdzić co mi najlepiej pasuje. Kupiłam więc:

-Peeling cukrowy Energetyzująca trawa cytrynowa
- Peeling cukrowy Odświeżający Rozmaryn i Limonka
- Peeling cukrowy Aromatyczna mandarynka i pomarańcza
- Serum Rozświetlające Dzika Róża, Geranium, Cyprys
- Serum Głęboko Nawilżające Drzewo Sandałowe i Awokado
- Krem Nawilżający NAFFI

Z okazji Black Friday marka Iossi dała -20% na kosmetyki, nie objęło to jednak peelingów, które były w zestawie (3x120ml). Tak czy siak dobrze, że chociaż tyle udało się zaoszczędzić, bo powiem szczerze, że ceny regularne tych produktów są dość przerażające ;) Oby były tego warte!


RESIBO - OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
Wreszcie go mam i mogę testować. Jak pewnie już wiecie uwielbiam olejki w pielęgnacji i w demakijażu a ten od Resibo dawno był na mojej liście "must have". Jego cena także nie należy do najniższych ale tym razem Cocolita.pl na Black Friday zaoferowała -20% na niektóre marki i akurat  udało mi sie go kupić go odrobinę taniej. Miałam oczywiście wielką chęć na więcej kosmetyków tej marki, ale skoro zamówiłam taki "pakiet" od Iossi to poczekam aż zużyję.

SYLVECO I BIOLAVEN
Pomadkę z Sylveco uwielbiam - nawet nie za te właściwości peelingujące a to jak ładnie nawilża mi usta. Dłuższy już czas zapominałam ją kupić ale wreszcie jest u mnie i już się nie rozstaniemy.
Kupiłam też kolejną buteleczkę żelu do mycia twarzy z Biolaven, bo jest świetny i nie wyobrażam już sobie bez niego wieczornej pielęgnacji. Obydwa kosmetyki kupiłam na Cocolita.pl ze zniżką na Black Friday.


DOVE
Ostatnio pisałam recenzję rewelacyjnego antyperspirantu w kremie z Dove, który niedawno odkryłam przez przypadek. Całe szczęście w mojej Biedronce byłą dostawa tych kosmetyków i kupiłam sobie jego kolejny egzemplarz. 
Ten zapach tak mnie zachwycił, że postanowiłam wypróbować inne kosmetyki z tej granatowej, standardowej linii Dove (często używam kosmetyków z Dove ale tej serii nigdy nie miałam). Akurat w Tesco była promocja na zestawy kosmetyczne różnych marek i udało mi się niedrogo kupić zestaw z żelem pod prysznic i antyperspirantem w spray'u. I niestety powiem Wam, że to nie jest ten sam zapach. Obydwa kosmetyki zużyję z przyjemnością bo też pachną pięknie, ale nie jest to ten sam cudowny zapach co antyperspirantu w kremie.

To tyle jeśli chodzi o kosmetyczne zakupy podczas Black Friday. Z jednej strony fajnie, że są zniżki i można trochę zaoszczędzić jednak zdecydowanie milej by było gdyby zniżki były wyższe ;) Tak jak pisałam wyżej wszystkie te kosmetyki kupiłam sama, za własne pieniądze i zabieram się za testowanie. Szczególnie kosmetyki Iossi mnie kuszą więc na pewno za jakiś czas dam Wam znać czy są warte tego całego zamieszania i tych cen.

A Wy skorzystałyście z jakiś promocji podczas Black Friday? Może znacie sklepy, gdzie zniżki są większe??

Buziaki
Martyna

wtorek, 28 listopada 2017

DENKO PRODUKTÓW DO WŁOSÓW - MATRIX, BIOVAX, ISANA, JOHNSON'S BABY

 
Hej :)
Dziś zapraszam Was na denko kosmetyków do włosów, które zużyłam w ostatnim (dłuższym) czasie. Przyznaję się, że to nie wszystkie zdenkowane produkty, bo czasami się zapominałam i wiele opakowań poleciało prosto do śmieci. Niektóre były z tych samych serii co te, które dziś opiszę więc wspomnę i o nich co nieco. 


MATRIX TOTAL RESULTS COLOR OBSESSED - SZAMPON I ODŻYWKA
Fioletowa seria z Matrixa jest przeznaczona do włosów farbowanych i jej zadaniem jest ochrona koloru. Ma podobno właściwości antyoksydacyjne i chroni przed promieniowaniem UV. Zużyłam dwa opakowania szamponu i dwa opakowania odżywki - głównie w czasie kiedy jeszcze farbowałam włosy, czyli jakieś pół roku temu (zachowałam tylko jedno opakowanie żeby już domu nie zagracać;). Mimo tego, że szampon zawiera sls nie wypłukiwał on koloru z włosów i był naprawdę delikatny. Odżywka lekko dociążała włosy, była dosyć silikonowa ale ogólny efekt po użyciu tych kosmetyków był super. Kolor faktycznie chroni bardzo dobrze - wystarczyło, że raz dla odmiany umyłam włosy innym szamponem niż ten a już widziałam jak kolor znika - a przy Matrixie tego nie było. Bardzo polecam tą serię szczególnie, że przez internet można je kupić w cenie kosmetyków z drogerii (ok. 18 zł sztuka). U fryzjera płaciłam drożej - po ok 35 zł za buteleczkę. Teraz nie wrócę do tej serii ale tylko dlatego, że nie farbuję już włosów.

MATRIX TOTAL RESULTS MEGA SLEEK - SZAMPON I ODŻYWKA
Seria pomarańczowa z Martixa bardzo mi się spodobała. Są to typowo wygładzające produkty do włosów puszących się i niesfornych. Zdecydowanie nie sprawdzą się do włosów cienkich, bo będą zbyt obciążające. natomiast u mnie dawały bardzo fajny efekt - włosy były wygładzone, lejące i dociążone ale nie musiałam ich myć częściej niż zwykle. O wiele lepiej również współpracowały z prostownicą a efekt lepiej się utrzymywał. Jeśli chodzi o działanie pielęgnacyjne, to teoretycznie jest tu masło shea, które trochę nawilża włosy ale jak to w przypadku typowo fryzjerskich produktów - bardziej chodzi tu o efekt wizualny niż faktyczną pielęgnację. Nie narzekałam jednak i bardzo podobał mi się efekt tych kosmetyków. Z tej serii oprócz szamponu i odżywki mam również Spray Wygładzający, który ułatwia prostowanie ale nie doczeka się on chyba denka bo wystarcza na sto lat :) Ogólnie całą serię polecam jeśli macie puszące się włosy - szczególnie za cenę internetową :)

JOHNSON'S BABY SZAMPON
Przyznaję, że nie kupiłabym sama wcześniej tego szamponu, bo nie uważam go za jakiś wybitny kosmetyk dla dzieci i moja córka go nie używa. Natomiast dostała go ona w jakimś prezencie od kogoś z rodziny i nie bardzo wiedziałam jak go zużyć. Zaczęłam myć num pędzle i do tego sprawdzał mi sie idealnie. Nastał jednak taki dzień, że zapomniałam zamówić szampon dla siebie i sama musiałam z niego skorzystać i umyć moje włosy. I ogólnie zrobił na mnie całkiem fajne wrażenie ;) W dalszym ciągu nie uważam go za delikatny szampon - wręcz przeciwnie wydaje mi się że jest on dosyć mocno oczyszczający. Ale czasami lubię taki efekt i tego potrzebuję. Dodatkowo nie uczula mnie i nie podrażnia skóry głowy więc w ogólnym rozrachunku spisał się całkiem ok. No i bardzo lubię jego rumiankowy zapach :)


BIOVAX GOLD INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASECZKA ARGAN I ZŁOTO
Kupiłam tą maseczkę razem z Oleo-Kremem z tej samej serii. I jak pisałam już w ulubieńcach Oleo-Krem jest po prostu booooski :) Natomiast co do maseczki... Bardzo lubię markę L'biotica i ich produkty do włosów - od wielu lat używam maseczek i zawsze byłam zadowolona. Maseczka Argan i Złoto również mi odpowiada - całkiem fajnie wygładza włosy, lekko dociąża i nawilża. Do tego pachnie po prostu obłędnie. Moje włosy mam wrażenie, że wchłaniają tą maseczkę jak gąbka (zresztą wszystkie maski tej firmy). Jedyny minus jaki widzę to to, że jej działanie nie jest już tak długotrwałe i mocne jak te wcześniejsze maski w plastikowych słoikach. Ta lepiej pachnie, ładniej wygląda ale działanie ma zdecydowanie słabsze. No i wydajność nie jest jakaś super bo bardzo szybko zużyłam całość. Także ogólnie polecam jako odżywkę niż jako maskę, która ma jakoś super regenerować włosy.

ISANA REPAIR NUTRITION MINI MASKA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH
I kolejny fajny produkt. Wychodzi na to, że dzisiejsze denko to tylko kosmetyki warte uwagi ;) Tego malucha z Isany kupiłam kiedyś podczas promocji w Rossmannie na produkty do włosów. Nie pamiętam ile kosztował, ale Isana to tania marka wiec pewnie nie dużo. I muszę przyznać , że bardzo byłąm mile zaskoczona. Całą tą tubeczkę zużyłam na raz i włosy były bardzo ładne po jej użyciu - miękkie, dociążone lekko, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Po jednorazowym użyciu tyle tylko mogę powiedzieć - jakiegoś super efektu wow nie było ale maseczka spisała się całkiem fajnie. Nie wykluczone, że kiedyś kupię duże opakowanie.

MATRIX BIOLAGE REPAIR INSIDE ODŻYWKA DO WŁOSÓW
Ta odżywka pochodzi z serii Matrix Biolage, czyli tej bardziej zaawansowanej i droższej. Z tej serii miałam wiele produktów i głównie z serii Color Last, którą bardzo lubiłam. Odżywkę Repair Inside kupiłam dla odmiany i mam co do niej mieszane uczucia - z jednej strony jest to bardzo dobra odżywka. Bardzo widocznie nawilża włosy, pozytywnie wpływa na ich regenerację, jest treściwa, daje widoczne rezultaty i włosy są miękkie i przyjemne. Mimo gęstej konsystencji i dobrego działania nie obciążała mi ona fryzury i miałam dosyć sypkie włosy - czyli super. Ale niestety tutaj już niezbyt odpowiada mi skład - zarówno w tej odżywce jak i w całej serii Matrix Biolage, którą miałam. Jest tutaj na samym początku składu olej sojowy, którego unikam w kosmetykach. Dodatkowo Phenoxyethanol i cała masa innych niezbyt sprzyjających substancji. Uważam, że serie, które opisałam powyżej (fioletowa i pomarańczowa z linii Total Results) mają o wiele lepsze składy i przy tym są dużo tańsze. Za kosmetyki z serii Martix Biolage musimy już zapłacić minimum 35 zł za sztukę - czasami nawet 50-60 zł zależy co kupujemy. Efekt tych kosmetyków jest bardzo fajny ale uważam, że w tej cenie można dostać coś o wiele lepszego.

MATRIX BIOLAGE SUGAR SHINE ODŻYWKA
W sumie opinia taka jak wyżej - bardzo dobra odżywka, mocno nabłyszczająca włosy i dająca naprawdę ładny efekt. Skład jednak też pozostawia wiele do życzenia a cena jest wysoka. Ja akurat mam próbkę 50 ml od mojej fryzjerki, ponieważ większość kosmetyków kupowałam w salonie i czasem dostawałam jakiś prezent. Jeśli chcecie spróbować to jak najbardziej ale za cenę tej linii kosmetyków z pewnością znajdziecie coś lepszego.

To tyle - większość produktów okazała się bardzo fajna. Może nie są to hity, które koniecznie muszę mieć i za którymi bardzo tęsknię ale były naprawdę ok i nie zrobiły mi żadnej krzywdy. Teraz moja pielęgnacja włosów bardzo się zmieniła, bo już ich nie farbuję i potrzebują one już czegoś innego także kolejne denko pewnie będzie zupełnie inne.
A Jak u Was spisały się te produkty? Miałyście je?

Buziaki
Martyna

poniedziałek, 27 listopada 2017

DOVE ORIGINAL ANTYPERSPIRANT W KREMIE - RECENZJA



Hej :)
Dziś zapraszam na recenzję antyperspirantu, który bardzo mnie zaskoczył w ostatnich tygodniach. Recenzje tego typu kosmetyków nie zdarzają się u mnie często, ponieważ antyperspirant to kosmetyk, którego praktycznie nie zmieniam - od lat miałam swojego ulubieńca (Nivea Dry Comfort Plus w kulce) i poza kilkoma epizodami gdzie kupiłam coś "na próbę" nic więcej nie używałam. Przyczyna jest prosta - większość antyperspirantów na rynku przeokropnie przesusza mi skórę pod pachami i jest ona tak podrażniona, że nie jestem w stanie nad tym zapanować potem przez długi czas. Wszelkie Rexony, Fa, Garniery i inne tego typu kulki i sztyfty mimo pięknego zapachu i cudownych właściwości antyperspiracyjnych niestety się u mnie nie sprawdzały bo po kilku użyciach miałam wielkie suche placki pod pachami i skóra zaczynała świrować ;)

Najlepiej dotychczas sprawdzała się u mnie marka Nivea, a konkretnie właśnie jeden z wariantów ich kulek (Dry Comfort Plus) - nie przesuszał nic a nic i bardzo dobrze chronił. To mi wystarczało i używam go serio już chyba z 10 lat (nie pamiętam jedynie czy od początku w tej właśnie wersji bo opakowania nieco się zmieniały). Kilka tygodni temu skończył się mój milionowy już chyba egzemplarz i chciałam dokupić w Biedronce ale akurat nie było - idealny moment żeby więc wziąć coś innego na próbę :) I mimo, że przeszłam w ostatnich latach przez wszystkie chyba marki antyperspirantów na rynku to nagle zorientowałam się, że NIGDY nie miałam tego kosmetyku z Dove! A że akurat był w Biedrze duży wybór to padło akurat na tą markę :)

Antyperspiranty Dove były dostępne w różnych wariantach - w spray'u, w kulce, w sztyfcie... Mnie natomiast zaciekawił jeden jedyny egzemplarz, który stał i miał "dziwne" opakowanie - antyperspirant w kremie! Kupiłam, poużywałam kilka tygodni i oto co o nim myślę :)



ZALETY
- bardzo funkcjonalne i wygodne opakowanie
- konsystencja treściwego kremu
- świetne rozprowadzanie
- szybkie wchłanianie się
- pielęgnacja skóry pod pachami
- bardzo dobre właściwości antyperspiracyjne
- absolutnie cudowny zapach
- ogromna wydajność
- niska cena

WADY
- dostępność ?!
- skład typowo "drogeryjny"



MOJA OPINIA
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to najlepszy antyperspirant jakiego miałam okazję używać!!! To "dziwne opakowanie po otwarciu okazało się jeszcze dziwniejsze - mała dziurka z której wykręcamy krem na plastikową, białą główkę i smarujemy. Myślałam, że to będzie porażka ale nie - krem rozprowadza się gładko i przyjemnie a porcje jakie wykręcamy możemy idealnie dopasować do naszych potrzeb. Antyperspirant naprawdę tak jak producent sugeruje jest w postaci gęstego kremu i faktycznie takie mamy wrażenie podczas aplikacji - że kremujemy sobie paszki ;) Jak na tak treściwą formę to wchłania się on bardzo szybko i nie pozostawia takiej suchej i nieestetycznej białej poświaty pod pachą - wręcz przeciwnie skóra jest miękka, jakby trochę nawilżona i wygląda naturalnie. Wydajność tego kosmetyku jest zaskakująca - od kilku tygodni używam intensywnie i ciągle tego samego opakowania a końca jakby nie widać ;) Nie można ocenić ile w środku faktycznie go zostało ale chyba jeszcze sporo, bo ciągle wykręca się bez problemu. Jak na antyperspirant za 13 złotych to uważam, że jest to kosmicznie dobra wydajność :) Jeśli chodzi o działanie to moim zdaniem chroni on bardzo dobrze i nie mam żadnych zastrzeżeń, ale muszę zauważyć, że nie mam żadnych problemów z poceniem i tak naprawdę pod względem ochrony przed poceniem sprawdza się u mnie prawie każdy tego typu specyfik. Natomiast koniecznie muszę wspomnieć o największym (dla mnie) atucie tego produktu - o zapachu! Piękny, boski, absolutnie genialny. lekko pudrowy, kremowy, może odrobinkę kwiatowy. Niby delikatny ale naprawdę mam ochotę czasami cała się nim wysmarować. Bardzo przypadł mi do gustu i ten zapach i cały antyperspirant.
Ale przechodząc do minusów - przez to, że tak długo go już używam i codziennie wieczorem zastanawiam się kiedy mi się skończy to chciałam ostatnio dokupić sobie jeszcze jeden, żeby już był w domu w zapasie. Niestety wtedy w Biedronce był tylko jeden i nie pojawił się ponownie. Odwiedziłam więc 3 okoliczne Rossmanny i supermarket i niestety też go nie znalazłam. Wszędzie są dostępne tylko kulki, sztyfty i aerozole. Więc ratunku - powiedzcie mi gdzie go można kupić? Jeśli to jakaś edycja limitowana, to się chyba zastrzelę ;) :) :) 
Ostatni mały minusik (choć zależy jak dla kogo) to skład. jest to "tradycyjny" antyperspirant z aluminium w składzie więc jeśli stosujecie tylko te naturalne to nie będzie on dla Was. Ja naturalnych jeszcze nie używałam, bo jedyne dobre opinie słyszałam o Schmid's który jest ciężko dostępny więc używam zwykłych, drogeryjnych i na razie nie narzekam. 

Podsumowując - Dove Originals w kremie to mój hit ostatnich tygodni i o dziwo na ten moment całkiem przyćmił mojego dotychczasowego faworyta od Nivea. Z wielką przyjemnością kupię kolejne opakowania i będę używać - o ile oczywiście gdzieś go wreszcie dorwę :):):)

Mam też pytanie do Was - czy wszystkie antyperspiranty z Dove są takie fajne czy tylko ten akurat tak trafiłam? Pytam, bo to mój pierwszy taki specyfik marki Dove i jeśli nie znajdę tego w kremie to z chęcią kupię inny z tej firmy. Który najbardziej polecacie? Dajcie znać :)
Ps. post nie jest sponsorowany. Kosmetyk kupiłam sama i opinia jest jak najbardziej "moja" :)

Buziaki
Martyna

poniedziałek, 20 listopada 2017

L'OREAL SKIN EXPERT ŻEL PEELINGUJĄCY CZYSTA GLINKA - RECENZJA



Hej :)
Jakiś czas temu na drogeryjnych półkach pojawiła się nowa seria kosmetyków do pielęgnacji twarzy marki L'Oreal. Mowa tu o serii CZYSTA GLINKA. Nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłam z pojawienia się tych produktów, ponieważ w drogerii bardzo rzadko znajduję odpowiednie dla siebie kosmetyki do twarzy a już w szczególności żele do mycia. 
Większość dostępnych na drogeryjnych półkach żeli myjących do twarzy zupełnie nie odpowiada moim wymaganiom i na maxa przesusza skórę. Ponadto wiele z nich nie reprezentuje sobą nic - są to po prostu silne detergentu na bazie sls-ów a ich dodatkowe składniki to tak naprawdę minimalny dodatek, który nie ma szans zadziałać a służy jedynie promocji marketingowej. Niestety takie właśnie mam złe doświadczenia z tego typu kosmetykami i zazwyczaj szukam albo bardziej naturalnych żeli myjących albo kupuję przez Internet takie, których skład pozwoli dobrze i delikatnie oczyścić skórę bez uszczerbku na niej :)

Dlatego właśnie ucieszyłam się, że L'Oreal wypuszcza nową serię, ponieważ cenię tą markę, uważam, że ich kosmetyki są starannie zrobione i faktycznie są przemyślane. Myślałam: "Wreszcie będę mogła mieć dobre żele na wyciągnięcie ręki...". Podczas zakupów w Rossmannie zakupiłam dwa (chyba z trzech dostępnych) żeli. I dziś właśnie opiszę Wam jak sprawdził się u mnie ŻEL PEELINGUJĄCY :)


MOJE OCZEKIWANIA
Od kosmetyku myjącego do twarzy oczekuję przede wszystkim skutecznego oczyszczenia cery ale przy w miarę delikatnym działaniu. Żel nie może mnie podrażniać, uczulać, przesuszać. Ważny dla mnie jest też skład - niech zawiera coś więcej niż sls i wypełniacze, niech coś sobą reprezentuje ;) Konsystencja i opakowanie to dla mnie w tym wypadku drugorzędna sprawa - ważne, żeby żel robił co ma robić.

 WŁAŚCIWOŚCI ŻELU PEELINGUJĄCEGO CZYSTA GLINKA
Według producenta żel ten ma za zadanie oczyścić naszą skórę i ją wygładzić a także sprawiać, by z dnia na dzień stawała się ona coraz piękniejsza. Zawiera w swoim składzie 3 glinki:

KAOLIN - który ma absorbować zanieczyszczenia i sebum
MONTMORYLONIT - który ma redukować niedoskonałości
GHASSOUL - z oligoelementami rozjaśniającymi skórę

Faktycznie patrząc na skład glinki są w nim wysoko i widać, że jest to przemyślana formuła. Dodatkowo żel został wzbogacony o:

CZERWONE ALGI - o właściwościach ujednolicających koloryt.

Żel z zasady jest peelingujący i faktycznie zawiera liczne drobinki ścierające o takim średnim stopniu tarcia - krzywdy sobie raczej nim nie zrobimy ale faktycznie przy codziennym używaniu powinno być to wystarczające, żeby usunąć martwy naskórek.

Tego właśnie szukałam - czegoś co oczyści, rozjaśni i ujednolici mi cerę a przy tym zadba o codzienne pozbywanie się warstwy rogowej naskórka. Myślałam, że kupiłam ideał. ALE......



MOJA OPINIA
ALE... Czemu zawsze musi być jakieś ale? :) Niestety od razu powiem, że żel ten kompletnie się u mnie nie sprawdził. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona - kosmetyk przepięknie pachnie, fajnie ale delikatnie złuszcza, chyba przez jego czerwono-ceglasty kolor skóra wydaje się bardziej zdrowa niż jest. Czułam przesuszenie skóry ale nie było ono jakieś straszne - uznałam, że skoro żel tak porządnie oczyszcza to niestety lekkie przesuszenie to nic dziwnego. I zaczęłam stosować żel regularnie. To co później działo się z moją skórą twarzy to jakiś koszmar. Moja cera zaczęła po prostu WARIOWAĆ! Niby żel zostawiał po myciu lekkie przesuszenie, ale po aplikacji moich standardowych kosmetyków nawilżających czułam komfort. Okazuje się, że moja twarz już nie :) Niby była odrobinę przesuszona a zaczęła się regularnie świecić i przetłuszczać (a przypominam, że mam skórę normalną w stronę suchej). Każdy makijaż (sprawdzonymi kosmetykami, nieważne czy lekki czy mocniejszy) wyglądał na skórze nieświeżo, podkład potrafił się warzyć, cera była zupełnie nieswoja. Zaznaczę, że zarówno do pielęgnacji jak i makijażu używałam wyłącznie moich wieloletnich ulubieńców. Niestety na tym negatywne działanie się nie skończyło. Żel pozornie nie zapchał mi porów, nie przybyło mi też zaskórników ale spowodował, że na skórze zaczęły się pojawiać bardzo brzydkie i bolące "ropne" pryszczyki. Bardzo rzadko mi się takie coś zdarza. Na dodatek ci delikwenci strasznie długo się goją więc twarz przez ponad tydzień wygląda okropnie...
Nie wiem czy to jakieś uczulenie na składnik żelu, czy efekt zbyt mocnego oczyszczenia ale efekty używania tego żelu były straszne. Używałam go przez ponad 3 tygodnie regularnie (myśląc jeszcze, że początkowy wysyp pomaga oczyścić skórę dogłębnie a potem będzie ok) ale była tylko coraz większa katastrofa. Odstawiłam do na dłuższy czas i kilka dni temu dałam mu kolejną szansę.
Po dwóch użyciach mam 3 paskudne pryszcze na środku czoła i kilka na brodzie, a cerę miałam super. Tak więc niestety żel pójdzie do kogoś z rodzinki bo mimo takiego czasu używania jest go jeszcze strasznie dużo - może u nich się sprawdzi bo ja więcej go na twarz nie nałożę :( 

ZALETY
-zapach
- dostępność 
- ciekawy skład
- mega wydajność 

WADY
- przesusza moją skórę
- wywołuje wysyp niedoskonałości ciężkich do "wyleczenia"
- zaburza równowagę skóry przez co się świeci i nieestetycznie wygląda
- dosyć trudno się zmywa (gęsta konsystencja, czuć glinki w składzie)

Za ten żel zapłaciłam 29,99 zł wiec uznaję ją na cenę średnią. Jak na tą wydajność to nie jest ona wysoka. Jak na działanie to jest wysoka, bo żel z Biedronki za 5 zł lepiej się u mnie spisał niż ten :) 

Ogólnie cieszę się, że marki drogeryjne wychodzą z nowymi, ciekawymi produktami i że będzie w czym wybierać. Koncepcja tego żelu, jego skład i zaplanowane przez producenta działanie jest spójna i miałaby szansę okazać się hitem. U mnie akurat się nie okazała niestety i pewnie mam na coś uczulenie co jest w jego składzie ale zapewne znajdzie się wiele osób, którym przypadnie on do gustu. Ja polecić go nie mogę, bo leczenie cery to nic przyjemnego. A kosmetyk ma sprawiać, że wyglądam pięknie a nie chowam niedoskonałości.

Miałyście stycznosć z tym żelem? Jak się u Was spisał??

Buziaki
Martyna

środa, 15 listopada 2017

NAJLEPSZA DROGERYJNA ODŻYWKA DO WŁOSÓW - FRUCTIS OIL REPAIR 3!


Hej :)
Dziś kilka słów o odzywce, która działa cuda na moich włosach i naprawdę nie mogę uwierzyć, że kosztuje przy tym około 8 złotych! Mowa oczywiście o Fructis Oil Repair 3, którą znajdziecie w każdym Rossmannie czy Biedronce.

U KOGO SIĘ SPRAWDZI?
Moim zdaniem jest to idealna odżywka dla włosów wysokoporowatych, puszących się i łamiących. Czyli jeśli masz problem z tzw. "sianem" na głowie to będzie ona idealna ;) Moje włosy na końcówkach są zniszczone latami koloryzacji i ich struktura pozostawia wiele do życzenia... Kiedy umyję włosy bardzo rzadko chodzę w rozpuszczonych, ponieważ mniej więcej od ucha w dół mam takie "chaszcze" że nie wygląda to estetycznie. Moim marzeniem są gładkie i lśniące włosy, które nie będą się puszyć ani łamać i podjęłam kroki ku temu - od około pół roku już ich nie farbuję, postawiłam też na mocną regenerację. Z dnia na dzień jednak cudów nie oczekuję, dlatego też na razie muszę sobie radzić odżywkami i kosmetykami, które te włosy jako okiełznają ;)



JAK DZIAŁA?
Główną zaletą Fructis Oil Repair 3 jest to, że działa natychmiastowo - wystarczy, że podczas mycia włosów nałożę ją na 1-2 minuty i to w zupełności wystarczy, żeby uzyskać efekt. Włosy po jej użyciu są przede wszystkim DOCIĄŻONE na końcach, wygładzone i miękkie. Nakładam ją zawsze od ucha w dół i dzięki temu końce są ogarnięte a cała fryzura nie jest ani trochę obciążona i nie muszę myć włosów częściej niż zwykle. 

CO O NIEJ MYŚLĘ?
No cóż, jak w tytule - to dla mnie jak dotąd najlepsza odżywka jakiej miałam okazję używać. 

* jest tania i łatwo dostępna
* ładnie, owocowo pachnie
* działa natychmiastowo
* dociąża ale nie obciąża
 * jest bardzo wydajna
* ma gęstą konsystencję i nie spływa z włosów
* wygładza i uelastycznia włosy
* dodaje fryzurze miękkości i sprawia, że włosy lepiej się rozczesują

Jeśli chodzi o wady to jedyne co mam jej do zarzucenia to fakt, że nie jest to produkt pielęgnacyjny, dający długotrwały efekt i faktycznie wspomagający regenerację włosów. jest to raczej taka doraźna pomoc i zdaje egzamin od jednego mycia do drugiego. Nie jest to dla mnie żadna katastrofa - w końcu od prawdziwego, dogłębnego odżywiania mam pełno masek i innych specyfików do włosów. A Fructis Oil Repair 3 wraz z Oleo-Kremem z Biovax (o którym pisałam tutaj) tworzą dla mnie duet idealny na co dzień, żeby mieć w miarę wygładzoną fryzurę i ładnie wyglądające włosy.

Polecam serdecznie jeśli potrzebujecie dociążenia i okiełznania siana na głowie :) Do włosów cienkich czy przetłuszczających się raczej nie jest wskazana.

Buziaki
Martyna

piątek, 10 listopada 2017

TRUSKAWKOWA PRZESYŁKA OD LE PETIT MARSEILLAIS - AMBASADORKA LPM I JAK PRZEDŁUŻYĆ LATO :)

Hej :)
Ostatnio pisałam Wam jak zostać Ambasadorką marki Le Petit Marseillais, a dziś pokażę jak wygląda taka przesyłka, żebyście same mogły zdecydować czy warto testować te kosmetyki. Moim zdaniem warto - przede wszystkim dlatego, że przesyłka oprócz produktu dla nas zawiera też sporą ilość próbek, którymi możemy obdarować najbliższych i przyjaciół. 
Tu w tej paczce znalazł się duży, truskawkowy żel pod prysznic dla mnie, prześliczny truskawkowy zaparzacz do herbaty (a ja ostatnio jestem herbato-maniaczką) i aż 20 szt sporych saszetek z próbkami tego żelu pod prysznic. Tak właśnie rozumuję bycie Ambasadorką danej marki - że oprócz samodzielnego testowania mogę też podarować znajomym dany kosmetyk, żeby sami mogli sprawdzić na swojej skórze czy dany produkt im pasuje. 
I muszę przyznać, że cała przesyłka wyglądała tak kusząco, że nawet mój mąż (zatwardziały miłośnik tradycyjnego mydła) "poczęstował się" jedną saszetką żelu, mówiąc, że podoba mu się taki truskawkowy zapach ;)

Oto więc kilka zdjęć obrazujących zawartość paczki.






Zapach tego żelu (który podczas prysznica czuć w całej łazience)  pozwala nam dłużej cieszyć się latem. Choć za progiem już zima niezwykle fajnie jest na chwilę zapomnieć o chłodzie i powspominać słońce, letnią zabawę i słodkie desery na świeżym powietrzu. I to właśnie zapach pysznych lodów truskawkowych z soczystą, truskawkową polewą najbardziej kojarzy mi się z zapachem tego żelu od Le Petit Marseillais. Skusicie się?? :)

#truskawkowylpm
#lpmprzedluzalato
#ambasadorkaLPM

Buziaki!
Martyna :)

środa, 8 listopada 2017

Zostań ambasadorką Le Petit Marseillais! :)


Hej Dziewczyny :)
Dziś króciutki post o marce Le Petit Marseillais, którą na pewno świetnie znacie z niezwykle pachnących żeli pod prysznic. Otóż marka ta bardzo często prowadzi rekrutację do swoich kampanii i wybiera wiele dziewczyn, które mogą przetestować i ocenić ich produkty. Piszę o tym dlatego, że pewnie wiele z Was nie wie o tym a miałoby ochotę sprawdzić te kosmetyki na sobie i wyrazić swoją opinię. 
Jeśli chciałybyście zostać Ambasadorkami Le Petit Marseillais, a przy tym sprawdzać i oceniać produkty tej pachnącej marki to nic prostszego. Wystarczy zalogować się na portalu dla Ambasadorek (LINK https://ambasadorkalpm.pl/ ) i wziąć udział w rekrutacji. Znajdują się tam również wszystkie szczegółowe informacje na temat marki, produktów oraz szczegóły wspólnej przygody z testowaniem. 
Wiele cennych informacji uzyskacie też na Instagramie - szukajcie pod hashtagami:
#truskawkowylpm
#twojachwilalpm
#ambasadorkaLPM

 Zachęcam do zabawy i testowania, szczególnie, że gama produktów Le Petit Marseillais jest szeroka i warta sprawdzenia na własnej skórze. 

Dajcie znać czy używałyście już kosmetyków marki  Le Petit Marseillais i jak się u Was sprawdziły!

Pozdrawiam
Martyna

czwartek, 26 października 2017

L'BIOTICA, BOURJOIS, AVON I INNE, CZYLI KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY WRZEŚNIA I PAŹDZIERNIKA!


Hej :) 
Kolejny jesienny miesiąc już prawie za nami wiec pora na ulubieńców. Będą to hity z września i października i nie ma ich dużo, ponieważ mam zamiar pokazywać Wam tylko i wyłącznie perełki, które naprawdę zachwyciły mnie na tyle, że nie rozstanę się z nimi przez dłuższy czas. Oto więc one ;)
 

BOURJOIS 123 PERFECT - PODKŁAD, ODCIEŃ 52 VANILLA
O tym podkładzie pisałam Wam od początku istnienia mojego bloga, czyli mniej więcej od 4 lat i mimo, że miałam dłuższą przerwę w stosowaniu go to nadal go uwielbiam (a może nawet bardziej niż kiedyś). Przestałam go na jakiś czas używać, bo oczywiście w międzyczasie testowałam bardzo wiele nowości, szukałam czegoś nowego i ciekawego a także stan mojej skóry był różny. Teraz, gdy ponownie go używam czuję się jak zdrajczyni, która zapomniała o swoim najlepszej perełce ;) Jest to niesamowicie dobry podkład do cery normalnej, ewentualnie lekko suchej lub lekko mieszanej. Daje na twarzy super-naturalne, leciutko matowe wykończenie ale serio wygląda tak jak nasza druga skóra. Nie muszę go pudrować, jest trwały, ma piękny jasny ale oliwkowo-żółty odcień i absolutnie nie zapycha. Cera wygląda świeżo. Jest ciut lepiej kryjący niż Healthy Mix ale też zdecydowanie mniej nawilżający i bardziej "suchy" w konsystencji (dlatego nie używam go gdy moja cera się przesusza na maxa bo podkreśli to). Kolor trochę ciemnieje na twarzy więc trzeba to wziąć pod uwagę podczas zakupów - ja używam odcienia 52 Vanilla przez większość roku.Jest też zupełnie inny niż CC Cream z tej samej serii. Moją starą recenzję tego podkładu znajdziecie TU

L'BIOTICA BIOVAX ODŻYWCZY OLEO-KREM DO WŁOSÓW
Takie cudo kupiłam jakiś czas temu jak była w Rossmannie promocja na odżywki do włosów. Miał to być dla mnie produkt bardziej do wykańczania fryzury i ogarnięcia szopy niż coś co wykazuje jakieś właściwości pielęgnacyjne. Poza tym lubię bardzo Biovax i zawsze z chęcią sięgam po ich produkty więc kupiłam i to. I powiem krótko - jestem zachwycona! Moje włosy aktualnie mają lekki kryzys, bo od ponad pół roku ich nie farbuję (wracam do naturalnego koloru). I mimo, że kolor farbowanych i naturalnych włosów różni się niewiele to już ich stan i faktura to zupełnie coś innego. Od góry mam piękne, zdrowe i lśniące włosy a mniej więcej od ucha siano-szopę ;) Dlatego myję włosy a gdy wyschną delikatnie wygładzam je prostownicą a na koniec na tą część farbowaną nakładam odrobinę tego Oleo-Kremu z Biovax. I sprawdza się idealnie! Wygładza, dyscyplinuje nadaje sprężystości i miękkości, delikatnie dociąża. A jak pachnie.... To taki perfumowany, lekko orientalny zapach, no coś pięknego! Oprócz właściwości użytkowych zauważyłam, że faktycznie trochę nawilża te włosy i są one przyjemne i wyglądają na zadbane. Trzeba uważać jedynie z ilością, wiadomo :)Polecam!

AVON ATTRACTION WODA PERFUMOWANA
Jeden z moich ulubionych zapachów Avon (bo o tym najulubieńszym będzie zaraz) :) Cudowny zapach, bardzo elegancki, kobiecy, troszkę jakby wieczorowy ale nie na tyle ciężki żeby nie używać go w dzień - przynajmniej ja używam ;) Dla mnie właśnie tak pachnie zadbana, zmysłowa kobieta świadoma swojej siły a przy tym zachowująca naturalny urok. Wiadomo, że zapachy to rzecz bardzo indywidualna, ale polecam choćby powąchać przy okazji bo warto. twarzą tego zapachu była Justyna Steczkowska i moim zdaniem idealnie odzwierciedla te perfumy. Dodam jeszcze, że są naprawdę intensywne i trwałe i wiele osób zaskoczyłam gdy pytali co to za zapach - myśląc, że to perfumy z najwyższej półki.


AVON SENSUELLE WODA PERFUMOWANA
A oto właśnie mój ukochany zapach z Avon. Dawno go nie miałam, bo miałam zapasy innych perfum, które chciałam wykończyć i w między czasie też coś tam dokupiłam więc nie miałam miejsca na kolejne. Ale, Dziewczyny żebyście mnie widziały w momencie gdy wreszcie przyszło moje Sensuelle... Stałam i chyba z 10 minut wąchałam i wąchałam i wąchałam. teraz nie mogę się od nich oderwać, tak jakby to był naprawdę MÓJ zapach. Jest on zupełnie inny niż wyżej opisany Attraction. Sensuelle to aromat bardzo subtelny, delikatny, ulotny (nie w sensie trwałości tylko takiej "zwiewności"). Jest przede wszystkim PUDROWY, dziewczęcy, lekko kwiatowy, może troszkę mydlany ale w tym dobrym sensie :) Czasami jak mam ochotę na coś bardziej charakterystycznego, kobiecego to sięgam po Attraction, a w pozostałe dni mogłabym pachnieć tylko Sensuelle :) Nie są aż tak trwałe jak Attraction ale i tak nieźle dają radę jak na perfumy za około 30 zł wiec polecam powąchać :)

CELULOZOWE PŁATKI DO DEMAKIJAŻU
Takie oto "coś" kupiłam jakiś czas temu w Biedronce, z ciekawości. Są to dwa płatki średnicy mniej więcej 5 cm każdy, z daleka wyglądają jak małe, płaskie gąbeczki. Zaczęłam używać tego do demakijażu, ale w ten sposób, że najpierw tradycyjnie zmywałam makijaż olejkiem a kolejnym krokiem jest u mnie mycie twarzy żelem (aktualnie Biolaven). I po prostu zamiast pod prysznicem nalewać żel do twarzy na dłonie to nalewałam go na zwilżony właśnie ten płatek, zmywałam makijaż i od razu "prałam" płatek żeby móc go wysuszyć i potem znów użyć. I to po prostu cudowny sposób na dokładne zmycie z twarzy resztek makijażu olejku i oczyszczenie skóry z zanieczyszczeń. Dodatkowo płatek jest delikatnie szorstki dzięki czemu od razu pozbywamy się (ale w bardzo delikatny sposób) martwego naskórka, który zgromadził się w ciągu dnia. Świetny produkt bez którego nie wyobrażam sobie już demakijażu. Jedna sztuka starczyła mi na kilka użyć (pewnie by wystarczyła i na więcej ale wolę często zmieniać takie rzeczy) i jako ostatni raz zmywałam nim maseczkę i wędrował do śmieci. Za takie dwa płatki zapłaciłam 2,99 zł i kupiłam sobie kilka paczek. Mam nadzieję, że będą jeszcze dostępne albo znajdę podobne w drogerii.

I to już wszystko - same hity, wyłącznie produkty warte każdej złotówki. Mam nadzieję, że coraz częściej będę trafiać właśnie na takie, bo szczerze mówiąc mam już serdecznie dosyć pseudo-kosmetyków, których jedyną zaletą jest świetny marketing firmy. Kosmetyk ma działać, ma coś robić i przede wszystkim ma być przydatny. Po to wydajemy pieniądze, żeby zobaczyć jakiś efekt - choć niekoniecznie w postaci pryszcza ;)

Pozdrawiam was serdecznie
Martyna :)

poniedziałek, 23 października 2017

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY - NIEKOSMETYCZNE HITY :)

Hej :)
Muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach odkryłam o wiele więcej perełek niekosmetycznych niż tych faktycznie urodowych. Dlaczego? Dlatego, że wśród kosmetyków mało kiedy znajduję produkty naprawdę warte polecenia, które faktycznie COŚ robią, zaskakują mnie w jakiś sposób lub oczarowują - a tylko takie właśnie chcę tutaj pokazywać :) Natomiast wśród innych rzeczy, które mnie otaczają znalazłam ostatnio niezliczoną ilość inspiracji. Doceniam rzeczy/miejsca w sieci/ludzi, którzy coś wnoszą w moje życie i sprawiają, że dzięki temu/dzięki nim mogę się zrelaksować, uśmiechnąć lub wynieść jakąś wartość dla siebie na przyszłość. Dlatego dziś właśnie chcę Wam pokazać kilka rzeczy, które naprawdę wywarły na mnie wrażenie w ostatnim czasie. Oto one - smoothie, trzy kanały na YouTube i dwie książki :)


SMOOTHIE

Nie jestem ekspertem w dziedzinie zdrowego odżywiania a mojej figurze daleko do ideału ale dużą uwagę przywiązuję do tego aby w codziennych posiłkach (moich i mojej rodziny) nie brakowało świeżych warzyw i owoców. uważam, że to właśnie w nich drzemie siła witamin i w ten sposób powinniśmy je czerpać a nie z suplementów. Dlatego też stałam się ostatnio kokatjlową wariatką, bo pozwala mi to w smaczny sposób dostarczyć sobie znaczną porcję świetnych składników w postaci warzyw, których często nie lubię w innej formie (a w takiej koktajlowej naprawdę dają radę ). Oto dwa moje ulubione zestawienia składników na zielone koktajle :)

SMOOTHIE Z MELONEM (na dwie szklanki)
Garść świeżego szpinaku, ćwiartka obranego i pokrojonego melona, 2 nieduże banany, szklanka niegazowanej wody (ilość wody zależna od tego jak gęsty chcecie mieć koktajl). Wszystko wrzucamy do blendera i blendujemy chwilę aż pozbędziemy się kawałków i łodyżek szpinaku - chociaż mi one nie przeszkadzają i miksuje tylko chwilę ;)

SMOOTHIE Z AWOKADO
Garść jarmużu, pokrojona połówka dojrzałego awokado, duży banan, kawałek świeżego ananasa i szklanka wody. Wszystko blendujemy aż jarmuż wystarczająco się rozdrobni.

KANAŁY NA YOUTUBE

 LANGUSTA NA PALMIE (KLIK)  - SERIA "SZUSTA RANO" (KLIK)
 Zdecydowanie wyjątkowy i niesamowity kanał na YouTube, a przede wszystkim zupełnie inny niż się spodziewałam. Gdy trafiłam na ten kanał po raz pierwszy i dowiedziałam się, że prowadzi go Ojciec Adam Szustak (Dominikanin) to miałam od razu ochotę to wyłączyć - pomyślałam, że w końcu nie po to odpalam YouTuba, żeby słuchać kazań. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli - jestem osobą wierzącą ale nie lubię się z tym afiszować, popadać w fanatyzm czy sprowadzać całego swojego życia do wiary (uważam, że wszystko musi ze sobą współgrać i że trzeba zachować równowagę). Dlatego oglądanie na YouTubie zakonników wydawało mi się już lekkim przegięciem :) Całe szczęście jednak, że nie zraziłam się od razu i postanowiłam zapoznać się z tym kanałem!!!!
NIC ALE TO NIC nie daje mi takiego "powera" i motywacji do działania jak gadanina tego oto "Ojczulka". Polecam Wam przede wszystkim SERIĘ "SZUSTA RANO" pełną motywujących cytatów, pozytywnego nastawienia, zabawnych historyjek a także wielu mądrości życiowych. 

KAROLINA BASZAK (KLIK) 
Na ten kanał trafiłam stosunkowo niedawno i przypadkowo włączając z ciekawości pierwszy lepszy filmik o ulubieńcach. I zauroczyłam się :) Zarówno klimatem kanału, jego spójnością i samą Karoliną. Kanał ten to nie jest w żadnym wypadku kolejny jakiś tam kanał o kosmetykach. Znajdziemy tutaj wiele inspiracji muzycznych, urodowych a także po prostu życiowych. Muzyka Karoliny bardzo mi się podoba - niesamowicie koi i wycisza mnie kiedy tego potrzebuję. Sama autorka również bardzo motywuje w niesamowicie subtelny sposób, a mianowicie pokazując, że można osiągnąć w życiu coś istotnego stawiając na pierwszym miejscu nie karierę i zawrotne tempo życia a rodzinę, tradycję, przywiązanie do tradycji i celebrowanie kultury. W wielu kwestiach mam podobne poglądy i cieszę się, że znalazłam kanał, który tak miło się ogląda i jednocześnie można się nim inspirować w życiu codziennym. Swoją drogą to właśnie po rekomendacji Karoliny w jednym z jej filmów zajrzałam na kanał Langusta Na Palmie i nie żałuję :)

MARKA (KLIK)
Po poważniejszych kwestiach przyszedł czas na fajny chillout i dużo śmiechu na kanale Martyny i Karoliny z kanału MARKA. Jest to głównie urodowy kanał, pełny świetnych recenzji i ogromnej ilości świetnych, kosmetycznych filmów. Natomiast najistotniejsze jest to, że recenzje te są w widoczny sposób niezależne, szczere i ciekawe. Wybierane kosmetyki to często właśnie te produkty, które mnie najbardziej ciekawią (naturalne, azjatyckie, polskie). Dodatkowo same autorki są tak sympatyczne, zabawne i luzackie, że mam wrażenie iż oglądam jakieś moje koleżanki a nie zupełnie nieznane mi osoby. Serdecznie polecam :)

KSIĄŻKI


LUCINDA RILEY "SIEDEM SIÓSTR" (KLIK)
Uwielbiam tą autorkę i to nie pierwsza jej powieść, która mnie zauroczyła. "Siedem Sióstr" to początek serii i już nie mogę doczekać się kolejnych tomów do przeczytania. Nie chcę tutaj zdradzać Wam zbyt wiele - zostawię Wam u góry link do Empiku, gdzie możecie przeczytać co nieco o książce. Ze swojej strony dodam, że to niesamowicie wciągająca, wielowątkowa opowieść o losach jednej z sióstr, która po stracie adopcyjnego ojca zaczyna poszukiwania swojej prawdziwej tożsamości. To co odkrywa jest bardzo zaskakujące i pozwala jej poznać losy całej swojej prawdziwej rodziny na przestrzeni wielu lat wstecz. Całość historii osadzona jest w pięknych i niespodziewanych dla głównej bohaterki miejscach a smaczku dodaje tajemnicza aura zmarłego ojca i pozostawionych przez niego wskazówek. Więcej nie powiem, przeczytajcie sami :)


KRISTIN HANNAH "SŁOWIK" (KLIK)
Bardzo dobra książka, niesamowicie przejmująca i pokazująca świat w czasie wojny od najgorszej możliwej strony... Jest to opowieść o losach dwóch sióstr, Francuzek, podczas Drugiej Wojny Światowej. Siostry różni bardzo wiele - charakter, podejście do życia, wartości, emocjonalność... W obliczu zagrożenia obie siostry muszą podejmować trudne decyzje, konfrontować swoje człowieczeństwo z wolą przetrwania i co ważne - ze sobą nawzajem. Nie jest to "lekka" lektura na wieczór, bo mimo iż świetnie się ją czyta to porusza w czytelniku tyle emocji, że ciężko się oderwać a jednocześnie ciężko pozbyć sie potem tej historii z własnych myśli. Tak czy siak - bardzo polecam. Link u góry do opisu książki na stronie Empiku.

To tyle na dziś. Muszę przyznać, że to tylko ułamek z tego co spodobało mi się w ostatnim czasie ale nie chcę nikogo zanudzać długaśnymi wpisami. Z pewnością teraz często będę wrzucać coś takiego, może dzięki temu i Wy odkryjecie coś naprawdę fajnego.

A może Wy możecie polecić coś ciekawego?? Z chęcią poczytam o Waszych inspiracjach.

Buziaki
Martyna :)

piątek, 20 października 2017

ZGASZONA JESIEŃ - TYPY URODY, ANALIZA KOLORYSTYCZNA, SOFT AUTUMN


Hej :)
Długo się zbierałam, żeby zacząć posty o kolejnej urodowej porze roku, czyli o Jesieni - a wszystko dlatego, że robię co w mojej mocy aby jak najlepiej przedstawić informacje i możliwie najdokładniej wytłumaczyć to co mam do przekazania. Tak jak chciałabym aby ktoś mi wytłumaczył i aby rozwiać wszelkie wątpliwości :) Ale koniec tych wstępów, bo dzisiejszy post będzie obszerny i trzeba się brać za szczegółowy opis Pani Zgaszona Jesień. 

Zacznę od krótkiego wyszczególnienia cech jakie charakteryzują Zgaszoną Jesień. Przede wszystkim jest to typ urody:

ZGASZONY - czyli harmonijny, pozbawiony kontrastów i intensywności. Zgaszone typy urody z pozoru można uznać za nieciekawe, ponieważ brak tutaj tej iskry, tej wyrazistości, która charakteryzuje inne podtypy kolorystyczne. Natomiast ja uważam, że zgaszone typu urody są niesamowite. Mają w swoim wizerunku ogrom miękkości, kobiecej subtelności i szlachetności zarazem. Nie potrzeba wiele aby podkreślić piękno takiego typu urody - wręcz przeciwnie, nadmiar jest szkodliwy, bo tłumi to co najważniejsze - harmonijność i naturalne, idealne dopasowanie poszczególnych cech.

CIEMNY - mimo z pozoru delikatnej urody Zgaszona Jesień zdecydowanie lepiej prezentuje się w średnich i ciemniejszych kolorach. Oczywiście muszą być one odpowiednio dobranie (nie jaskrawe, nie przytłaczające itp.) ale po prostu ciemniejsze, stonowane, lekko przydymione. Bardzo często to właśnie tendencja do ciemniejszych kolorów pomaga mi stwierdzić, że dana dziewczyna będzie prawdopodobnie jesienią - bo kiedy np. blondynka o jasnych oczach w bladej bluzeczce wygląda słabo i "coś jest nie tak" to wiem już, że coś jest na rzeczy :):):)

CIEPŁY - jest to najmniej istotny parametr ze wszystkich trzech akurat dla Zgaszonej Jesieni. Dlaczego? Ponieważ ten typ (oraz siostrzane Zgaszone Lato) to bardzo neutralne typy urody, które absolutnie nie powinny sugerować się tym, że są ciepłe lub zimne. Pani Zgaszone Lato będzie nie najlepiej wyglądać w super-zimnych kolorach (np. lodowatym błękicie) mimo, że jest chłodna a Pani Zgaszona Jesień źle będzie wyglądać w bardzo ciepłych odcieniach (np. ostrym pomarańczu, lub rdzawym brązie) mimo, że jest ciepła...W zgaszonych, stonowanych typach urody nie można popadać w skrajności - trzeba trzymać się bezpiecznych i neutralnych kolorów o lekko zimnej (dla Lata) lub lekko ciepłej (dla Jesieni) tonacji.

A teraz kilka słów na temat fizycznych cech jakie możemy zaobserwować u Zgaszonej Jesieni.

OCZY
Bardzo często są zielone albo mają z zielenią coś wspólnego ;) Mogą to być zarówno chłodne odcienie zieleni (szarozielone, zgaszona zieleń, zielono-niebieskie) poprzez typowe "trawiaste" odcienie aż do ciepłych zieleni z miodową nutą. Równie często co zielone, Zgaszona Jesień ma oczy piwne lub brązowe. Często są to odcienie brązu wpadające w odcienie koniaku, złocistego brązu, mlecznej czekolady czy orzecha. Piękne są też występujące mieszane odcienie gdzie zależnie od światła ciężko nam stwierdzić czy tęczówka jest zielona czy brązowa bo tak ładnie te kolory się przenikają. Oczy niebieskie i szare występują rzadziej i zazwyczaj w wersji niebiesko-zielonej, szaro-zielonej, szaro-brązowej. Oczy Zgaszonego Lata nawet jeśli mają chłodniejszy odcień to często mają na tęczówce drobne plamki lub refleksy złociste, brązowe, żółtawe. Oprawa oczu idealnie współgra z naturalnym kolorem włosów.

WŁOSY
Zgaszona Jesień rzadko ma włosy bardzo, bardzo jasne albo strasznie ciemne. Dominują tu odcienie średnie, bez skrajności. Najczęściej spotykane są szatynki, panie o jasnobrązowych i brązowych włosach i średnie odcienie blondu (od miodowych odcieni poprzez "mysie" średnie blondy aż po ciemny blond). Często spotykane są też rudości ale nie dosłowne, czyli kolory kasztanowe, mahoniowe. Bardzo charakterystyczne dla Zgaszonej Jesieni są też oliwkowe refleksy we włosach, tzn. czasami mamy wrażenie, że dostrzegamy w naszej fryzurze zielonkawe refleksy :) Jeśli chodzi o samą tonację włosów to nie jest ona w oczywisty sposób ciepła czy zimna, często mamy problem żeby jednoznacznie stwierdzić czy to kolor ciepły czy zimny - zależnie właśnie od światła i pory roku pojawiają się w nich refleksy i takie i takie.

CERA
Skóra Jesieni może być jasna ale rzadko jest bardzo biała, skrajnie blada. Dominują tu odcienie jasne i średnie i zazwyczaj Panie Zgaszona Jesień nie sięgają w drogerii po ten "najjaśniejszy z najjaśniejszych podkładów", np z numerem 1, tylko wybierają odrobinkę ciemniejsze (np. 2 lub 3) ale dalej w jasnej tonacji. Jeśli chodzi o kolorystykę to najczęściej jest to cera lekko żółtawa lub oliwkowa, czasem neutralna - beżowa. Różowe odcienie naturalnie raczej rzadko występują ale mylne może być to, że typy zgaszone mają często tendencję do widocznych naczynek - i przez to cera w niektórych partiach może wydawać się lekko różowa. 

JAK ROZPOZNAĆ ZGASZONĄ JESIEŃ??
Zgaszona Jesień nie jest łatwym do identyfikacji typem urody głównie przez to, że kobiety, które go posiadają dosyć często maja subtelny, delikatny wizerunek i "z automatu" kojarzą nam się raczej z tymi jaśniejszymi typami urody czyli Latem i Wiosną. Poza tym jest to typ zgaszony, czyli ma mało wyrazistych cech a na dodatek (razem ze Zgaszonym Latem) balansuje na granicy neutralności kolorystycznej, czyli ma i ciepłe i zimne akcenty w swojej urodzie (z lekką przewagą ciepłych).
Często piszecie mi w komentarzach, że jesteście typem mieszanym, bo macie cechy wszystkich typów urody. To zupełnie normalne. Masło która osoba jest jednoznacznie i na wszystkich płaszczyznach jednym, konkretnym typem urody. Możecie mieć różne cechy: typy zimne mogą mieć czasem piegi a typy ciepłe mogą mieć oczy w zimnym odcieniu itp. Nic w tym dziwnego, bo nie chodzi tu przecież o to aby mieć wszystko wedle instrukcji ;) Natomiast najważniejsza (!!!) jest ta cecha jaką macie dominującą! Taka, która Was w pewien sposób definiuje i sprawia, że przy źle dobranym typie urody będzie przeszkadzać, będzie do Was krzyczeć: "Hej! Widzisz mnie???" "Coś tu nie gra" "Widzisz, że tu nie pasuję?!" :):):) To takie humorystyczne podejście, ale o to właśnie tutaj chodzi - często mamy tak, że ubierając piękną nową bluzkę za "kupę kasy" nagle przed wyjściem przebieramy bo okazuje się, że coś nie gra. Albo kupujemy szminkę w boskim kolorze sezonu i po pomalowaniu ust okazuje się, że mamy jakąś cerę zmęczoną, że nagle widać jakieś zmarszczki i że w ogóle ten kolor jakoś nam nie pasuje.

Akurat przy Zgaszonej Jesieni mam idealny, żywy przykład na to jak nieoczywisty jest to typ urody i jak niuanse decydują o tym, że właśnie tym a nie innym typem urody jesteśmy, a mianowicie mnie samą :) I pozwólcie, że na przykładzie mojej własnej twarzy wszystko wytłumaczę. Wybaczcie zdjęcia ale nie były one robione na potrzeby postu a jedynie wyszperane z moich zasobów. Więc oto ja w kilku wersjach.


Jak widać na powyższych zdjęciach moje oczy są zielone, mają chłodny odcień i wyraźną zimno-szarą obwódkę wokół tęczówki. Ogólne pierwsze wrażenie, że oczy są w zimnym kolorze. Jeśli jednak się przyjrzę to widać na tęczówce całe mnóstwo złocistych i brązowych plamek. Można więc powiedzieć, że moje oczy nie definiują w żaden sposób mojego typu urody, bo zarówno ich chłodny wyraz jak i ciepłe refleksy tak samo pasują do jesieni jak i do lata czy wiosny. Jedyne co można tu stwierdzić to że być może jestem typem zgaszonym bo spojrzenie nie jest zbyt wyraziste a kolor mało przejrzysty.

Włosy mam farbowane na kolor bardzo zbliżony do mojego naturalnego ciemnego blondu, bardzo podobnego zresztą do moich brwi. To cecha typów zgaszonych, że oprawa oczy harmonizuje z kolorem włosów. Jednak sam mój naturalny kolor jest raczej mysi i mało wyrazisty. Raczej delikatnie chłodny a złociste refleksy pojawiają się pod wpływem słońca. Natomiast bardzo charakterystyczną cechą moich włosów jest ich "oliwkowa" poświata ;) Często w słońcu lub intensywnym świetle mam wrażenie, że w moich włosach mam jakieś zielonkawe nuty co powoli kieruje mnię jednak w stronę jesieni.

Cera. To jest w moim przypadku kwestia, która definitywnie i raz na zawsze klasyfikuje mnie jako zgaszoną jesień. Nie jest ona różowa. Nie jest ona neutralna. Nie jest nawet żółta ani złocista. Jest jasna i oliwkowa, ot co :) Zawsze wydawało mi się, że cerę mam raczej w cieplejszej tonacji jednak wątpiłam kiedy stałam przy mojej koleżance o prawdziwie pięknej, złocistej skórze (swoją drogą cudownej Wiośnie). Przy jej złocistym odcieniu cery moja wydawała się jakaś taka zielonkawa, bardziej zgaszona. Tak samo miałam wątpliwości wybierając podkład dla siebie. Bo, że różowe i neutralne tonacje mi nie pasują to wiedziałam. Ale żeby brzoskwiniowe i złote odcienie też nie? Dopiero gdy trafiłam na podkłady żółte ale o oliwkowych (a nie brzoskwiniowych i złotych) podtonach to znalazłam coś dla siebie. Nigdy nie byłam też strasznym bladziochem a najpopularniejsze odcienie podkładów (w stylu Revlon ColorStay 150 Buff) były dla mnie za jasne mimo jasnej karnacji.

Źle wyglądam również w bardzo jasnych i chłodnych kolorach, chyba że te jasne odcienie są odpowiednio do mojej urody dobrane (np. śmietankowy) . Najlepiej czuję się w takich "średniakach" czyli już nie całkiem jasnych ale też jeszcze nie przytłaczających barwach. Dlatego po długich dywagacjach nastąpił ten moment - tak, jestem Zgaszoną Jesienią i nie wyobrażam już sobie jak kiedyś ktoś mógł twierdzić inaczej :)

Mam nadzieję, że wytłumaczyłam wystarczająco i teraz Panie Zgaszona jesień mogą przystąpić do tego co najlepsze, czyli do pasujących nam kolorów :)

KOLORY ZGASZONEJ JESIENI
Zgaszonej jesieni pasują barwy neutralne, a także bardzo subtelnie ciepłe lub minimalnie chłodne. W żadnej barwie skrajnej - czyli bardzo ciepłej lub bardzo zimnej nie będziemy wyglądać dobrze, bo takimi kolorami podbijemy część naszych cech (np. tych chłodniejszych) ale te drugie cechy (cieplejsze) będą krzyczeć, że im to nie pasuje.... Musimy zachować harmonię i stonowanie barw. Jeśli chodzi o kolory jasne to należy zwrócić uwagę na to aby znajdowały się w neutralnej lub ciepłej tonacji i miały "szlachetne", subtelne odcienie, np. śmietanka, piaskowy lub lekko oliwkowy beż, szarość lekko złamana beżem, jasne odcienie taupe, zgaszony róż, pastelowy zółty itp. 
W Średnio ciemnych kolorach mamy pewną dowolność bo jeżeli nie są to typowo zimne/ciepłe odcienie a ich odcień jest lekko zgaszony to właściwie większość nam pasuje.
Kolory ciemne mogą natomiast nas już lekko przytłaczać dlatego tutaj rozwiązaniem są takie, które pasują odcieniem do naszej karnacji - śliwka, burgund, khaki, ciemna zieleń, neutralny brąz, granat (zgaszony). 
Oto palety kolorów :)


MAKIJAŻ 
Tak jak przystało na typ zgaszony - makijaż delikatny, stonowany z roztartymi krawędziami i bez kontrastów. Oczywiście na wielkie wyjście można zaszaleć ale dobrze jest wtedy wybrać barwy podkreślające w szczególności naszą urodę - czyli np. szminka w idealnie "naszym" odcieniu np. śliwki czy bordo i delikatne rozdymione oko, albo odwrotnie - mocne smokey eye na oku i zgaszona pomadka w zgaszonym kolorze. 

BIŻUTERIA
Rose gold jest idealna bo ma delikatnie ciepły odcień ale nie rzuca się w oczy tak jak typowe złoto. Natomiast żółte złoto też będzie ok ale w biżuterii drobnej, nie narzucającej się. 

PRZYKŁADY ZGASZONEJ JESIENI
Dzisiaj oprócz mnie samej podam Wam jeszcze dwa przykłady pięknych i niesamowicie inspirujących kobiet o typie urody Zgaszona Jesień. Dlatego dwa, że obie Panie różnią się nieco od siebie (dzięki czemu widać różnorodność tego typu urody) ale obie genialnie prezentują jego cechy.

DREW BARRYMORE - oto linki do jej cudownych stylówek :)

GISELE BUNDCHEN - i linki to jej looku :)

 Ufff, trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że każda z Was będzie w stanie po tym wpisie stwierdzić czy ta właśnie "TEN" typ cz raczej nie :)

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na kolejne wpisy z tej serii!

Martyna :)