Etykiety

piątek, 23 września 2016

HITY MAKIJAŻOWE OSTATNICH MIESIĘCY :)

Heeej!!! :)
Nie ma co tu się długo rozpisywać - wróciłam i jestem ;) Pora nadrobić zaległości w blogowaniu i dodać post do którego zabierałam się jak pies do jeża. A jest to jeden z moich ulubionych tematów, czyli ulubieńcy kosmetyczni ostatnich miesięcy. Trochę się tych ulubieńców nazbierało, trochę się pozmieniało w szeregach używanych przeze mnie specyfików więc z wielką przyjemnością prezentuję Wam teraz to, co sprawdziło się u mnie najlepiej :)

BOURJOIS 123 PERFECT CC CREAM
Mimo tego, że jest on niezwykle popularny w blogosferze to jakoś nie kusił mnie za bardzo, żeby go kupić. Bo po co mi CC Cream skoro mam dwa świetne podkłądy, które lubię (Bourjois Healthy Mix oraz L'Oreal True Match)?? No ale jak to u prawdziwej kobiety przystało, podczas jednej z licznych pielgrzymek do Rossmanna wylądował on w koszyku. I co? I naprawdę, naprawdę jest to świetny produkt! Krycie ma jak  średnio-kryjący podkład (więc to całkiem mocny cc cream :)) Dość długo się utrzymuje - na mojej skórze około 8 godzin bez poprawek. Ale najważniejszy jest jego cudowny, przepiękny kolor! Ja mam odcień 32 Beige Clair i jest to średnio-jasny, żółciutki kolor, który idealnie stapia się z cerą i poprawia jej koloryt - skóra wygląda naprawdę promiennie. Ma jedną małą wadę (o której muszę koniecznie wspomnieć z racji tego, że bardzo mnie to wkurza :) - baaardzo brudzi ubrania! Nie zastyga nawet mocno przypudrowany i czego nie dotkniecie tam on zostaje. Aż dziw, że przy tym ma aż tak świetną trwałość. Tak czy siak polecam :)

CATRICE LONGLASTING BROW DEFINER
Czyli nic innego jak pisak do brwi :) Przyznaję się, że nie jestem brwio-maniaczką i zazwyczaj moje brwi są zupełnie au naturel - po prostu nie chce mi się z nimi bawić skoro wyglądają nie najgorzej, a w dodatku mam często wrażenie, że pomalowane wyglądają mega nienaturalnie (albo za szaro, albo za brązowo - wiecie o co chodzi :) Wszystko się jednak zmieniło po zakupie tegoż właśnie pisaka z Catrice. Nie dość, że ma idealny dla mnie kolor (020 Flashy Brows) to jeszcze pozwala na stopniowanie efektu. Mogę nim bez problemu uzupełnić tylko gdzie popadnie ubytki w brwiach, mogę też zaznaczyć delikatnie łuk oraz zrobić sobie mega brwi przy zachowaniu naturalnego efektu. Dodatkowo mam mój egzemplarz już chyba z pół roku jak nie lepiej i nie widać, żeby miał mi się skończyć. Aha! I jest wodoodporny - nie marze się, nie rozpływa i nie ściera nawet jak potrzecie dłonią brew. Super :)

 SZMINKI AVON
Zamówiłam sobie próbki kilkunastu kolorów z różnych serii, ponieważ nigdy nie miałam akurat szminek z Avonu i chciałam przetestować, powybierać itd. - szczególnie, że kolory w katalogu często bardzo odbiegają od tych "na żywo". Jedne kolory pozytywnie mnie zaskoczyły, inne zupełnie zawiodły. Ale wśród wszystkich tych kolorów znalazłam trzy w których się absolutnie zakochałam i używam ich non stop! Są to:
Szminka Zmysłowa Przyjemność - odcień Day Lily
Szminka Powiększająca usta - odcień Mad for Mauve
Szminka Ultra Colour - odcień Carnation.
Oczywiście nie wierzę w żadne właściwości cudownie powiększające usta itp. i zresztą nie zauważyłam żadnej różnicy w formułach tych pomadek mimo, że pochodzą z trzech różnych serii. Wszystkie są jednak cudowne :) Mają piękne, bardzo nasycone kolory, są strasznie kremowe i bardzo komfortowe na ustach. Nie przesuszają, ładnie się rozprowadzają, można się malować nawet bez lusterka. Jak wszystkie tak kremowe szminki, nie są zbyt trwałe ale mi to nie przeszkadza, bo ładnie schodzą. Polecam.

SYLVECO POMADKA Z PEELINGIEM
Mój hit, bez którego nie mogę już żyć. Nie chodzi tu nawet o ten peeling, który jest bardzo przyjemny i pomocny przy delikatnym złuszczaniu (najlepiej pomóc sobie przy tym palcem i pomasować usta). Ta pomadka ma przede wszystkim niesamowite właściwości pielęgnacyjne! A wiem co mówię, bo moje usta mają tendencję do stawania się rodzynkami z suchymi skórami wszędzie :) Odkąd mam tą pomadkę używam jej codziennie i mam piękne, nawilżone usta. To już mój 3 egzemplarz, bo nie jest zbyt wydajna ale kosztuje 8,90 zł więc nic tylko kupować :)

Papierowe opakowanie bardzo mi odpowiada, ale niestety bardzo się z czasem brudzi :/

theBALM BALM DESERT
Na co dzień prawie nigdy nie konturuję twarzy. Nie mam na to czasu, poza tym lubię bardziej naturalny makijaż na co dzień. Jednak zdecydowanie lubię dodać twarzy odrobinę koloru i zazwyczaj wybieram delikatny bronzer do lekkiego opalenia buzi. Sto lat szukałam jednak produktu, który nie będzie dla mnie zbyt brązowy, zbyt złocisty, zbyt ciepły bo moja cera jest raczej neutralna i źle znosi wszelką ciepłotę :) I odnalazłam bronzer idealny - Balm Desert. Jest on często nazywany różo-bronzerem i zgadzam się z tym w 100%. Wygląda on dosłownie tak jakby do chłodnego bronzera dodać odrobinkę ciepłego różu :) Taka kawka z mleczkiem, lekko orzechowy kolor. Nie za ciepły nie za zimny, dla mnie w sam raz :) Bardzo wydajny, wykończenie delikatnie satynowe i długo się utrzymuje. Wart swojej ceny :)

To tyle jeśli chodzi o makijaż. W następnym odcinku zapraszam na hity pielęgnacyjne a później na parę bubli, które p[rzez ten czas niestety się u mnie pojawiły :/:/:/ W końcu nie ma nic lepszego niż pastwienie się nad czymś, co zmarnowało nasz czas i pieniądze nie?? :)

Buziaki dla Was :)