Etykiety

czwartek, 17 listopada 2016

PRZEGLĄD NOWOŚCI + PIERWSZE WRAŻENIA Z ICH UŻYWANIA :)

Hej :)
Moja kosmetyczna "szafa" pęka w szwach, ale jak każda kobieta uważam, że zawsze czegoś w niej brakuje. I mimo, że mój kosmetyczny zakupoholizm znacząco ograniczyłam (nie kupując rzeczy, których naprawdę NIGDY nie używam) to jest wiele produktów które kupuję dla czystej przyjemności :)
Dziś zapraszam na przegląd nowości jakie zakupiłam sobie w ostatnich tygodniach. Ze względu na to, że większość z nich już jest ze mną jakiś czas napiszę Wam od razu jak się sprawują i czy moje pierwsze wrażenia są pozytywne. Oto one.


MATRIX BIOLAGE COLORLAST
Ostatnio moja pielęgnacja włosów (jak i ich kolor) bardzo się zmieniła i zrobię chyba o tym osobny post. W każdym razie moja fryzjerka używa na mnie kosmetyków z serii Matrix Biolage i rewelacyjnie działają na moje włosy dlatego zakupiłam sobie szampon i odżywkę. Seria Color Last bardzo fajnie dba o kolor i jestem bardzo zadowolona. Zaliczyłam jednak małą wtopę Kupując tzw. "ampułki" :) Myślałam, że to po prostu takie mini-odżywki i pomyślałam, że będą super na podróż. Okazało się jednak, że są to preparaty do profesjonalnego użytku i wydałam pieniądze na darmo. Tak to jest jak się nie czyta co się kupuje ;)


ISANA DELIKATNY OLEJEK POD PRYSZNIC
Muszę przyznać, że nie jestem fanką żeli Isana, bo dla mnie ich zapachy są zbyt mocne, zbyt "chemiczne", drażniące. Jednak gdy zobaczyłam ten delikatny olejek to zaryzykowałam. I okazał się bardzo przyjemnym żelem (tak, żelem bo z olejku to on raczej nic nie ma) pod prysznic. Mimo zawartości sls nie przesusza skóry, a przez to, że zawiera masło shea i olejek macadamia to skóra jest przyjemna w dotyku. Zapach jak dla mnie zbyt mocny ale w miarę przyjemny.

RIMMEL LASTING FINISH COLOUR RUSH
To moja pierwsza w życiu pomadka w kredce. A właściwie balsam koloryzujący w kredce, bo tak producent opisuje go na opakowaniu. I na razie powiem Wam tylko, że jestem zachwycona :) Z całą pewnością trafi do ulubieńców i tam napiszę o nim więcej.

EVELINE ART SCENIC KOREKTOR
Skończył mi się mój ulubiony korektor pod oczy z Catrice (ten płynny) i nie mogłam go u mnie w mieście nigdzie kupić. Na zamawianie też nie było czasu bo miałam wyjazd służbowy więc wróciłam do mojego poprzedniego ulubieńca z Eveline. Nie jest może aż tak kryjący jak Catrice ale bardzo go lubię i z przyjemnością używam. Mam kolor 04 light.

MAYBELLINE FIT ME KOREKTOR
Zanim kupiłam ten z Eveline chciałam wypróbować nowość z Maybelline - korektor Fit Me. Kupiłam kolor 20, bo w świetle sklepowym wydawał mi się jasny i żółty. Na ten moment powiem Wam tylko jedno: PORAŻKA. Zarówno kolor, konsystencja, działanie, wszystko na nie. Zrobię osobny post, ale już teraz nie polecam.


TUSZ AVON SUPER SHOCK - recenzja.

AVON ULTRA GLAZEWEAR BŁYSZCZYK
Ostatnio ze względu na przesuszające się usta zostałam miłośniczką błyszczyków. I mimo tego, że zawsze byłam "pomadkowa" i błyszczyki źle mi się kojarzyły to teraz bardzo je lubię. Zmiany na stare lata :) Ten błyszczyk pięknie wygląda, jest komfortowy i ma fajne, proste opakowanie.

AVON TRUE COLOUR CZARNA KREDKA
Dawno nie miałam czarnej kredki, bo zazwyczaj używam eyelinera albo po prostu nic nie nakładam. Ale zawsze dobrze mieć jeden egzemplarz w zapasie, szczególnie jeśli kredka jest tak fajna jak ta z Avonu. Jest bardzo czarna, w sam raz miękka i długo się utrzymuje. Dla mnie super.


EVREE GOLD ARGAN OLEJEK DO TWARZY
Kupiłam, bo uwielbiam tą markę i ich kosmetyki. Jak wiecie bez olejku różanego nie wyobrażam już sobie życia. Tym razem natomiast kupiłam Gold Argan, żeby wspomóc ochronę zimową mojej suchej skóry. Jeszcze nie mogę się wypowiedzieć na temat tego olejku bo mam co do niego skrajnie mieszane uczucia - od miłości do nienawiści :) Jak się zdecyduję co o nim myśleć to na pewno dam znać ;)

AVON ANEW CLINICAL
Kupiłam krem pod oczy i do twarzy ze względu na zmarszczki, które śnią mi się po nocach ;) Niestety oba kremy mnie zawiodły. Ten do twarzy zachowuje się jak zwyczajny, słabo nawilżający, lekki kremik a ten drugi "wypala oczy" o czym pisałam tutaj :):):)

AVON DREAMS
Mała perfumetka do torebki. Nie jest to mój ulubiony zapach, ponieważ jestem fanką Sensuelle i Pur Blanci Nie mniej jednak również są to bardzo ładne perfumy i fajne, praktyczne opakowanie więc polecam.


MASECZKI ZIAJA
Nienawidzę robić maseczek - dla mnie to po prostu babranina. Jeśli chociaż taka maseczka robi jakieś cuda to jestem w stanie się poświęcić :) Te z Ziaji niestety nie robią z moją buzią nic... Ani nie nawilżają ani nie regenerują. Mam też wrażenie, że chyba trochę zapychają. Nie kupię ponownie.

PEELINGI BIELENDA
Bardzo poręczne opakowanie - saszetka jest podzielona na dwie części i każda z nich wystarcza akurat na raz. Fajny produkt na wyjazdy, dobrze zdziera. Ogólnie ok.

KREM JANDA NA DZIEŃ DOBRY I DOBRANOC
Dostałam w Rossmannie kilka próbek tego kremu i muszę powiedzieć, że nie zrobił na mnie wrażenia. Nic specjalnego. To tylko próbki, ale w sumie nie zachęciły mnie do zakupu całego opakowania.

O matko to chyba tyle. I tak pewnie zapomniałam o wielu produktach ale dobrze, że chociaż tyle udało mi się zebrać i pokazać :) Teraz idą świąteczne promocje i aż boję się pomyśleć ile będzie pięknych zestawów kosmetycznych i innych bibelotów na półkach sklepowych... Ach te zakupy :) A Wy jak radzicie sobie z zakupoholizmem??? :):):)

Buziaki :)

czwartek, 3 listopada 2016

AVON superSHOCK - RECENZJA TUSZU DO RZĘS

 

Hej :)
Właśnie uświadomiłam sobie jak dawno nie było u mnie żadnej recenzji i aż mi wstyd, bo przecież właśnie po to założyłam ten blog - żeby recenzować kosmetyki ;) Już teraz zabieram się za nadrabianie zaległości bo w kolejce czeka bardzo dużo ciekawych produktów. Na pierwszy ogień idzie tusz superSHOCK, który kupiłam z ciekawości podczas zakupów z katalogu Avon. Oto jakie zrobił na mnie wrażenie.

MOJE OCZEKIWANIA
Jestem szczęściarą jeśli chodzi o rzęsy - są raczej mocne, długie i fajnie podkręcone. Nie mam więc wielkich wymagań - mój idealny tusz ma pogrubiać rzęsy, dawać naturalny ale nie zbyt subtelny wygląd. Czyli rzęsy mają być wyraźnie zaznaczone, przyciemnione ale bez przerysowanego efektu i sklejenia. Niby mało a jednak nie każdy tusz potrafi spełnić te proste wymagania. Jak się spisał tusz z Avonu? Przedstawiam moje wrażenia.


ZALETY
* Rewelacyjnie rozczesuje rzęsy
* Doskonale daje się nim "budować" efekt i dodawać kolejne warstwy
* Znacząco je wydłuża i lekko podkręca
* Bardzo dobrze "trzyma się"
rzęs, nie osypuje się i nie kruszy
* Nie odbija się na górnej powiece
* Ma silikonową szczoteczkę, która nabiera odpowiednią ilość tuszu
* Nie skleja rzęs
* Bardzo dobra cena

WADY
* Daje bardzo, bardzo subtelny efekt 
* Słabo pogrubia rzęsy
* Szczoteczka jest dla mnie odrobinę za długa

MOJA OPINIA
Ten tusz zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie ale raczej nie zostanie moim ulubieńcem ;) Powód jest prosty - bardzo słabo pogrubia on rzęsy i jak dla mnie daje zbyt delikatny efekt. Tusze, które najbardziej lubię przy jednej lub maksymalnie przy dwóch warstwach dają efekt "w sam raz" - wyraźnie podkreślone oko ale bez przesady. I to właśnie mi najbardziej pasuje. Natomiast Avon SuperShock przy dwóch warstwach daje ciągle bardzo delikatne podkreślenie rzęs, lekkie podkręcenie i wydłużenie w miarę ok - określiłabym to na efekt odpowiedni do gimnazjum :):):) Niby jest tusz, niby ładnie oko wygląda ale to trochę za mało. Oczywiście da się go przepięknie budować
i dokładać kolejne warstwy - rzęsy się nie sklejają i można zrobić naprawdę ładny efekt. Tyle tylko, że ja nie mam czasu się bawić w pięć warstw. Najbardziej ten tusz przypomina mi pod względem osiągniętego efektu MaxFactor 2000 Calorie, który u mnie właśnie nie spisał się z tych samych przyczyn - po prostu szału nie było :) Wiem jednak, że wiele z Was szuka właśnie takiego, bardzo subtelnego efektu więc z całą pewnością Avon SuperShock znajdzie wiele fanek.

Jeśli chodzi o inne, typowo użytkowe wrażenia to tusz spisał się świetnie. Szczoteczka nabiera tak w sam raz tuszu, dzięki czemu ani opakowanie ani ja nie byliśmy pobrudzeni :)
Mimo iż konsystencja tuszu jest dosyć sucha to nie osypuje się on podczas nakładania i nie kruszy w trakcie dnia. Trzyma się również cały dzień bez najmniejszego problemu.
takimi, ale w Avon SuperShock ta szczota jest na końcu płasko ścięta i ciężko dotrzeć w kąciki oczu. Gdyby miała choć mały "czubeczek" to byłoby o wiele wygodniej :)
Muszę również wspomnieć o bardzo dobrej cenie tuszu. Ja za opakowanie 10 ml zapłaciłam z tego co pamiętam około 16 złotych, co jak za całkiem dobry tusz jest bardzo niską ceną. Szczególnie, że średnie ceny tuszy w drogeriach to zazwyczaj 30 złotych wzwyż.
I uwaga atut zasadniczy - tusz z Avonu przychodzi szczelnie zafoliowany i wiadomo, że nikt go wcześniej nie macał :)

Podsumowując - ten tusz nie skradł może mojego serca, bo oczekuję trochę innego efektu na rzęsach, ale z bez problemu wykończę swoje opakowanie. Z wielką przyjemnością zamówię też inne tusze Avon, bo ceny są naprawdę korzystne jak za taką jakość i myślę, że prędzej czy później znajdę taki, który przebije moje ulubione tusze z L'Oreal i Maybelline.
A Wy miałyście może jakie tusze z Avonu?? Które polecacie najbardziej??

Buziaki
M.

poniedziałek, 17 października 2016

KOSMETYKI, KTÓRE SIĘ U MNIE NIE SPRAWDZIŁY :/


Hej:)
Dziś nie będzie pochwał, nie będzie miłych słów. Dziś będzie brutalnie o tych kilku delikwentach widocznych na zdjęciu. Celowo nie nazywam ich bublami, ponieważ to, że nie sprawdziły się oni u mnie, nie oznacza, że są złymi kosmetykami. Może jestem zbyt wybredna po prostu ;) Albo się nie znam ;) Tak czy siak dla mnie powyższe produkty okazały się kasą wyrzuconą w błoto i dlatego też serdecznie Wam ich nie polecam i oto ich przedstawiam :)


TOŁPA ŁAGODNY PŁYN MICELARNY - TONIK 2W1
To już niestety nie pierwszy kosmetyk marki Tołpa, który się u mnie nie sprawdził i raczej już ostatni bo więcej nic nie kupię... Moja cera zdecydowanie się z nimi nie lubi. Ten płyn micelarny zapowiadał się całkiem nieźle - nawet dobrze zmywał makijaż, nie podrażniał, zapach całkiem przyjemny... Wszystko z pozoru ok. Ale... kilka dni po tym jak zaczęłam go używać totalne pogorszenie cery. Może nie był to jakiś straszny wysyp pryszczy, bo moja buzia nie ma aż takiej tendencji ale co chwilę coś - a tu pryszczyk, a tu krostka a tu jakiś bolący bąbel. Winowajcą okazał się właśnie ten płyn i więcej do niego nie wrócę.

ALTERRA ŻEL POD PRYSZNIC CHIŃSKA HERBATA BIO
Lubię żele do mycia o bardziej naturalnych składach, bez sls. Lubię też markę Alterra dlatego też kupiłam ten żel pod prysznic. I zemściło się na mnie to, że z kultury osobistej nie otwieram i nie macam i nie obwąchuję kosmetyków w sklepie. Oesu Dziewczyny, jak on śmierdzi!!! :) W pierwszej chwili zapach wydaje się ok ale po chwili jego "bukiet" się rozszerza i zaczyna się jazda :) Jak dla mnie jest to mix zapachu herbaty, płynu do naczyń i jakichś ziół. Może komuś to się i podoba ale ja nie byłam w stanie nawet raz się tym umyć.

DELIA SREBRNA PŁUKANKA DO WŁOSÓW
Nie wiem czy już Wam wspominałam, ale od jakiegoś czasu nie jestem już blondynką ;) Mój aktualny odcień to (zbliżony do mojego naturalnego) dość ciemny blond wpadający lekko moccę (jeśli wiecie o co mi chodzi:) A że długo miałam jasny, wręcz popielaty blond to teraz przy ciemnym kolorze włosów łatwo wychodzą mi żółte refleksy i szukałam czegoś co pomoże mi nieco schłodzić kolor w domu, żeby nie latać co chwilę do fryzjera. Przeczytałam na kilku blogach o tej płukance, że daje fajny popielaty efekt i w przeciwieństwie do fioletowej sama w sobie nie zostawia koloru. Na moich włosach jednak srebrna płukanka daje efekt jakby zielonych włosów więc już nie wiem co gorsze - fiolet czy zieleń :) Także jak dla mnie odpada :)


ZIAJA BLOKER
Kultowy antyperspirant, o którym słyszałam i czytałam bardzo wiele dobrego. I pewnie działa super - nie mogę tego zakwestionować, bo nie sprawdziłam :) A dlaczego? Dlatego, że wywołuje u mnie tak masakryczne podrażnienie, że po piętnastu minutach od nałożenia go szybko lecę go zmywać. Cały obszar pod pachami mega mega swędzi, piecze i to tak że można oszaleć. Skóra czerwona i podrażniona... jedna z koleżanek powiedziała mi, że to normalne bo on tak właśnie działa. No nie wiem :) I dodam, że nie stosowałam go po depilacji...

EVELINE 3W1 WYSUSZACZ, UTWARDZACZ I NABŁYSZCZACZ
Z tym produktem natomiast jest tak, że nie jest on zły w swoim działaniu wysuszającym i nabłyszczającym. Jego zasadnicza wada jest zupełnie inna. Nakładając go na jakikolwiek lakier kolorowy (a próbowałam z wieloma kolorami i markami) po chwili na powierzchni lakieru zaczynają się tworzyć malutkie pęcherzyki/bąbelki - jak zwał tak zwał i po ich pęknięciu zostaje poodpryskiwany lakier. Nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć - mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :) Więc dzięki niemu mamy pazurki w bąbelki i manicure na 10 minut ;)

AVON ANEW CLINICAL KREM POD OCZY KOREKTOR ZMARSZCZEK
Zaczynam rozpaczliwie poszukiwać dobrego kremu pod oczy bo czuję, że to już "ten" moment :) Kupiłam ostatnio taki duet z Avonu - krem na dzień i krem pod oczy z serii Anew Clinical (pokażę Wam je w najbliższym haulu), żeby sprawdzić czy faktycznie są one korektorami zmarszczek :) Niestety ten krem pod oczy po dwóch użyciach wylądował od razu tutaj w kosmetykach, które się nie sprawdziły. Dlaczego? Bo wypala oczy :) Moje oczy nie są wrażliwe, kremu nie nakładam blisko spojówek i wszystkie kremy pod oczy zazwyczaj nie robią mi krzywdy. Ale po tym w dwie minuty po nałożeniu oczy mi płakały, powieki były napuchnięte a oczy całe czerwone. Nie polecam.

Miało być krótko a wyszło jak zwykle. Zresztą, dobrze czasami sobie ponarzekać, szczególnie jeśli wydaje się kasę na zupełnie nietrafione rzeczy. Oby takich w przyszłości było jak najmniej :) 
A Może u Was sprawdzają się te kosmetyki?? Dajcie znać :)

Buziaki!!!!

piątek, 7 października 2016

MAŁE ZAKUPY W ROSSMANNIE - LAKIERY DO PAZNOKCI :)

Hej :)
Dziś szybciutki post o moich drobnych zakupach w Rossmannie w ostatnich dniach. Jeśli chodzi o moją opinię na temat promocji -49% na kosmetyki to oczywiście uważam, że świetnie, że ona jest. Jednak sama w ostatnim czasie rzadko kupowałam coś poza właśnie lakierami do paznokci. Dlaczego? Dlatego, że produktów do makijażu oczu mam zdecydowanie więcej niż potrzebuję, natomiast kosmetyki do twarzy są w większości tak "wymacane", że bałabym się je nakładać na twarz ;) Wolę kupować takie rzeczy w drogeriach internetowych gdzie ceny są korzystne cały rok a produkty przychodzą w nienaruszonym stanie. Ale to miał być post o lakierach :) A lakierów nigdy za wiele, oto więc co kupiłam :)


SALLY HANSEN ODŻYWKA HARD AS NAILS
Moje paznokcie są ostatnio w opłakanym stanie i koniecznie potrzebuję czegoś co je wzmocni. Nie znam tej odżywki, nic o niej nie słyszałam więc kupiłam totalnie w ciemno. Jedyne co mną kierowało to to, że uważam markę Sally Hansen za jednego z najlepszych producentów tego typu specyfików. Zobaczymy, czy ta odżywka nie zszarga tej opinii ;)

SALLY HANSEN INSTA-DRI
O tym topie za to wiele słyszałam i korzystając z promocji skusiłam się. Ma on przyspieszać wysychanie lakieru i przedłużać jego trwałość. A że ja nie mam teraz za bardzo czasu na zbyt częste i długie malowanie paznokci to powinno być to dla mnie wybawienie. O ile się sprawdzi, bo o tym przekonam się w najbliższym czasie.


MISS SPORTY GEL SHINE NR 552 - przeboski, nudziakowy odcień zgaszonego, brudnego różu
LOVELY FAST DRY NR 2 - zgaszona, brudna śliwka, na paznokciach nieco ciemniejszy niż w opakowaniu. Piękny!!
MISS SPORTY GEL SHINE NR 390 - na żywo nieco bardziej zgaszony niż tu wyszedł na zdjęciu. Jeszcze go nie otwierałam.

Jeśli chodzi o lakiery kolorowe to wśród droższych marek podczas mojej wizyty nie było już za bardzo w czym wybierać, dlatego znalazłam sobie kilka lakierów wśród tych tańszych marek - tam wybór był ogromny. Jestem zachwycona ich kolorami. Szczególnie te dwa pierwsze to idealnie "moje" kolory. mam nadzieję, że z trwałością nie będzie najgorzej choć w sumie i tak teraz wszystkie lakiery wytrzymują u mnie nie za długo, bo paznokcie są w nie najlepszej kondycji.

 To tyle na ten moment. Czekam jeszcze na zamówienie z Avonu i mam w planach kilka rzeczy do kupienia więc kolejny haul zakupowy już niebawem ;) Zapraszam!

Buziaki :):):)

sobota, 1 października 2016

HITY PIELĘGNACYJNE OSTATNICH MIESIĘCY :)


 Hej :)
Dziś tak jak zapowiedziałam ulubieńcy pielęgnacyjni kilku ostatnich miesięcy. A tak w ogóle, to dziś już październik!!! Możecie w to uwierzyć ??:) Bo ja nie!!! :) Odkąd wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim czas przecieka mi przez palce. Dobrze, że chociaż nie brakuje w nim cudownych chwil :) Ale koniec marudzenia - oto moje kosmetyczne hity!

ZIAJA KOZIE MLEKO KREM 1
Kupiłam ten krem przypadkiem, ponieważ nie było akurat innego lubianego przeze mnie kremu tej firmy (Ziaja 30+) a potrzebowałam kremu nawilżającego pod makijaż. Ogólnie bardzo lubię markę Ziaja i wiele ich kosmetyków dobrze się u mnie sprawdza ale w przypadku kremów do twarzy muszę uważać na zawartość parafiny - wiele kremów ją ma a moja cera ma po takim kosmetyku wysyp niedoskonałości. Jednak Ziaja Kozie mleko nie ma jej w swoim składzie i zdecydowałam się spróbować. Krem jest świetny. Bardzo dobrze nawilża skórę, ma dosyć bogatą konsystencję jak na krem nawilżający ale szybko się wchłania. Zostawia cerę komfortową i jest rewelacyjny pod makijaż. Będzie dobry dla cery suchej i normalnej, dla mieszanej i tłustej może być troszkę zbyt bogaty.


GARNIER PŁYN MICELARNY DO SKÓRY NORMALNEJ I MIESZANEJ
Moja cera jest zazwyczaj normalna w stronę suchej, odwodnionej i dlatego też do demakijażu zazwyczaj wybieram mleczka, które pozostawiają uczucie komfortu na skórze. Ale że moje ukochane mleczko z Celii zostało wycofane a większość innych zawiera tony parafiny w składzie to czasami kupuję płyny micelarne i też są ok. Płyn micelarny z Garniera kupowałam dotychczas w wersji różowej, czyli do cery wrażliwej, bo byłam przekonana, że taki najlepiej się u mnie sprawdzi. I był naprawdę fajny, ale gdy ostatnio zobaczyłam w sklepie właśnie tą zieloną wersję to uznałam, że spróbuję. I u mnie sprawdza się jeszcze lepiej! Mimo zawartości alkoholu w składzie absolutnie nie przesusza mi cery, dobrze ją oczyszcza z makijażu i fajnie odświeża w ciągu dnia gdy się nie maluję. Ale najważniejsze jest to, że odkąd zaczęłam go używać to mam wrażenie, że moja skóra złapała fajny balans między dokładnym oczyszczaniem a mocnym nawilżaniem i jej wygląd jest coraz lepszy. Polecam spróbować :)

MARION SPRAY PROSTUJĄCY WŁOSY
Moje włosy są naturalnie kręcone. Ale nie - nie tak ślicznie jak to pewnie sobie w tej chwili myślicie ;) Są kręcone paskudnie - miejscami bardziej miejscami mniej, w różne strony i w dodatku niemiłosiernie się puszą co daje jeden efekt - siano :) Mimo, że moja pielęgnacja już zdecydowanie korzyustnie na nie wpłynęła to dalej nie wyobrażam sobie życia bez prostownicy do włosów, która pomoże mi ujarzmić ten busz :) A że takie siano nie chce się prostować to mamy kolejny problem. Próbowałam wielu kosmetyków wspomagających prostowanie i żaden nie sprawdził się u mnie tak świetnie jak właśnie Marion Keratin Mix. Bardzo pomaga przy prostowaniu, dłużej utrzymuje się efekt wy[prostowanych włosów i nie obciąża ich (o ile zastosujemy go w rozsądnej ilości). Do tego jest tani jak barszcz (ok. 8 zł) i ma przyjemny zapach. Dla mnie szał. Jak zresztą wiele kosmetyków do włosów tej marki. Polecam!!! :)


APART SILK&NONI
Ta seria (żel pod prysznic i płyn do kąpieli) to moi ulubieńcy wszechczasów. Używam tego żelu pod prysznic (z przerwami dłuższymi lub krótszymi) od jakichś 7 lat i zawsze do niego wracam. Powód jest jeden - zapach :) Ja wiem, że zapachy to delikatna sprawa i każdemu podoba się co innego, ale dla mnie to właśnie jest zapach zadbanej kobiety. Dodatkowo pięknie się łączy z zapachem wielu moich perfum co rzadko się zdarza. Sama jakość żelu też jest ok. Mimo, że zawiera SLSy to nie przesusza jakoś znacząco mojej skóry, dobrze ją myje i jestem z niego zadowolona. Może nie jest szczególnie wydajny ale drogi też nie (ok. 9 zł). Polecam powąchać przy okazji :)

AVON SENSUELLE
Bardzo bardzo lubię perfumy z Avonu i wiele zapachów mi się podoba. Poza białą Pur Blancą (która jest moim hitem) używam naprzemiennie kilku innych zapachów i zazwyczaj jestem bardzo zadowolona Jakiś czas temu skusiłam się na kolejny ich zapach - Sensuelle. I jestem zachwycona :) Bardzo kobiecy, delikatnie kwiatowy, subtelny zapach. Bardzo otulający ale nie mdły i naprawdę długo się utrzymuje. Jedyne co mi się nie podoba to flakonik, który jest jakiś taki badziewiasty trochę ;) Hmmm.... myślę, że moja ukochana Pur Blanca ma teraz solidnego konkurenta i naprawdę nie będę mogła się zdecydować czym tym razem mam się popryskać :):):)

To tyle z hitowych kosmetyków ostatnich miesięcy. Starałam się pokazać Wam tylko te produkty, które naprawdę bardzo mnie zauroczyły (bo takich po prostu "fajnych" było wiele). W kolejnym poście zapraszam na kity, czyli kosmetyki, które w ostatnich miesiącach mnie rozczarowały na tyle, że muszę je tutaj obsmarować :) Zapraszam!

Buziaki :*

piątek, 23 września 2016

HITY MAKIJAŻOWE OSTATNICH MIESIĘCY :)

Heeej!!! :)
Nie ma co tu się długo rozpisywać - wróciłam i jestem ;) Pora nadrobić zaległości w blogowaniu i dodać post do którego zabierałam się jak pies do jeża. A jest to jeden z moich ulubionych tematów, czyli ulubieńcy kosmetyczni ostatnich miesięcy. Trochę się tych ulubieńców nazbierało, trochę się pozmieniało w szeregach używanych przeze mnie specyfików więc z wielką przyjemnością prezentuję Wam teraz to, co sprawdziło się u mnie najlepiej :)

BOURJOIS 123 PERFECT CC CREAM
Mimo tego, że jest on niezwykle popularny w blogosferze to jakoś nie kusił mnie za bardzo, żeby go kupić. Bo po co mi CC Cream skoro mam dwa świetne podkłądy, które lubię (Bourjois Healthy Mix oraz L'Oreal True Match)?? No ale jak to u prawdziwej kobiety przystało, podczas jednej z licznych pielgrzymek do Rossmanna wylądował on w koszyku. I co? I naprawdę, naprawdę jest to świetny produkt! Krycie ma jak  średnio-kryjący podkład (więc to całkiem mocny cc cream :)) Dość długo się utrzymuje - na mojej skórze około 8 godzin bez poprawek. Ale najważniejszy jest jego cudowny, przepiękny kolor! Ja mam odcień 32 Beige Clair i jest to średnio-jasny, żółciutki kolor, który idealnie stapia się z cerą i poprawia jej koloryt - skóra wygląda naprawdę promiennie. Ma jedną małą wadę (o której muszę koniecznie wspomnieć z racji tego, że bardzo mnie to wkurza :) - baaardzo brudzi ubrania! Nie zastyga nawet mocno przypudrowany i czego nie dotkniecie tam on zostaje. Aż dziw, że przy tym ma aż tak świetną trwałość. Tak czy siak polecam :)

CATRICE LONGLASTING BROW DEFINER
Czyli nic innego jak pisak do brwi :) Przyznaję się, że nie jestem brwio-maniaczką i zazwyczaj moje brwi są zupełnie au naturel - po prostu nie chce mi się z nimi bawić skoro wyglądają nie najgorzej, a w dodatku mam często wrażenie, że pomalowane wyglądają mega nienaturalnie (albo za szaro, albo za brązowo - wiecie o co chodzi :) Wszystko się jednak zmieniło po zakupie tegoż właśnie pisaka z Catrice. Nie dość, że ma idealny dla mnie kolor (020 Flashy Brows) to jeszcze pozwala na stopniowanie efektu. Mogę nim bez problemu uzupełnić tylko gdzie popadnie ubytki w brwiach, mogę też zaznaczyć delikatnie łuk oraz zrobić sobie mega brwi przy zachowaniu naturalnego efektu. Dodatkowo mam mój egzemplarz już chyba z pół roku jak nie lepiej i nie widać, żeby miał mi się skończyć. Aha! I jest wodoodporny - nie marze się, nie rozpływa i nie ściera nawet jak potrzecie dłonią brew. Super :)

 SZMINKI AVON
Zamówiłam sobie próbki kilkunastu kolorów z różnych serii, ponieważ nigdy nie miałam akurat szminek z Avonu i chciałam przetestować, powybierać itd. - szczególnie, że kolory w katalogu często bardzo odbiegają od tych "na żywo". Jedne kolory pozytywnie mnie zaskoczyły, inne zupełnie zawiodły. Ale wśród wszystkich tych kolorów znalazłam trzy w których się absolutnie zakochałam i używam ich non stop! Są to:
Szminka Zmysłowa Przyjemność - odcień Day Lily
Szminka Powiększająca usta - odcień Mad for Mauve
Szminka Ultra Colour - odcień Carnation.
Oczywiście nie wierzę w żadne właściwości cudownie powiększające usta itp. i zresztą nie zauważyłam żadnej różnicy w formułach tych pomadek mimo, że pochodzą z trzech różnych serii. Wszystkie są jednak cudowne :) Mają piękne, bardzo nasycone kolory, są strasznie kremowe i bardzo komfortowe na ustach. Nie przesuszają, ładnie się rozprowadzają, można się malować nawet bez lusterka. Jak wszystkie tak kremowe szminki, nie są zbyt trwałe ale mi to nie przeszkadza, bo ładnie schodzą. Polecam.

SYLVECO POMADKA Z PEELINGIEM
Mój hit, bez którego nie mogę już żyć. Nie chodzi tu nawet o ten peeling, który jest bardzo przyjemny i pomocny przy delikatnym złuszczaniu (najlepiej pomóc sobie przy tym palcem i pomasować usta). Ta pomadka ma przede wszystkim niesamowite właściwości pielęgnacyjne! A wiem co mówię, bo moje usta mają tendencję do stawania się rodzynkami z suchymi skórami wszędzie :) Odkąd mam tą pomadkę używam jej codziennie i mam piękne, nawilżone usta. To już mój 3 egzemplarz, bo nie jest zbyt wydajna ale kosztuje 8,90 zł więc nic tylko kupować :)

Papierowe opakowanie bardzo mi odpowiada, ale niestety bardzo się z czasem brudzi :/

theBALM BALM DESERT
Na co dzień prawie nigdy nie konturuję twarzy. Nie mam na to czasu, poza tym lubię bardziej naturalny makijaż na co dzień. Jednak zdecydowanie lubię dodać twarzy odrobinę koloru i zazwyczaj wybieram delikatny bronzer do lekkiego opalenia buzi. Sto lat szukałam jednak produktu, który nie będzie dla mnie zbyt brązowy, zbyt złocisty, zbyt ciepły bo moja cera jest raczej neutralna i źle znosi wszelką ciepłotę :) I odnalazłam bronzer idealny - Balm Desert. Jest on często nazywany różo-bronzerem i zgadzam się z tym w 100%. Wygląda on dosłownie tak jakby do chłodnego bronzera dodać odrobinkę ciepłego różu :) Taka kawka z mleczkiem, lekko orzechowy kolor. Nie za ciepły nie za zimny, dla mnie w sam raz :) Bardzo wydajny, wykończenie delikatnie satynowe i długo się utrzymuje. Wart swojej ceny :)

To tyle jeśli chodzi o makijaż. W następnym odcinku zapraszam na hity pielęgnacyjne a później na parę bubli, które p[rzez ten czas niestety się u mnie pojawiły :/:/:/ W końcu nie ma nic lepszego niż pastwienie się nad czymś, co zmarnowało nasz czas i pieniądze nie?? :)

Buziaki dla Was :)