Etykiety

czwartek, 29 października 2015

EVREE MAX REPAIR BALSAM DO CIAŁA - RECENZJA


Hej :)
Przyznaję się bez bicia - nienawidzę się balsamować!!! Jesienią i zimą tuż po prysznicu mam ochotę natychmiast wskoczyć w ciepłą piżamkę i biegiem lecieć pod kołdrę więc myśl o żmudnym smarowaniu się jakimś balsamem i czekaniu aż delikwent łaskawie się wchłonie nie jest zbyt przyjemna. Z kolei latem i wiosną gdy jest ciepło to przeraża mnie wizja ubrań przyklejających się do nabalsamowanego ciała i spływającej w ukropie warstwy kosmetyku... Wrrrrr :) Niestety moja skóra jest bardzo sucha i mimo wszelkiej niechęci nie mogę pozwolić sobie na rezygnację z kosmetyków pielęgnacyjnych. Staram się jednak wyszukiwać możliwie najbardziej bezproblemowe balsamy - z różnym skutkiem :) Tym razem skusiłam się na balsam EVREE MAX REPAIR i oto moje refleksje na jego temat.

MOJE OCZEKIWANIA
Bardzo porządne nawilżenie, super szybkie wchłanianie i cudowne właściwości pielęgnacyjne :) 

ZALETY:
* Rewelacyjnie nawilża skórę
* Daje długo utrzymujący się komfort skóry
* Bardzo szybko się wchłaniania
* Ma przyjemną konsystencję - nie za lekką, nie za ciężką
* Nie klei się do ubrań, nie brudzi ich
* Ma bardzo porządny skład pełen świetnych składników
* Jest wydajny i przy tym niedrogi
* Ma bardzo słabo wyczuwalny zapach przez co nie gryzie się z perfumami
* Nie zawiera świństw typu parabeny, parafina, barwniki
* Jest bardzo dobrze dostępny (w każdym Rossku) 

WADY:
* Mało atrakcyjne opakowanie


MOJA OPINIA:
Absolutnie genialny produkt! Jak nienawidzę balsamów do ciała tak ten pokochałam od razu. Przede wszystkim dlatego, że jak każda kobieta lubię mieć wypielęgnowaną, miękką, nawilżoną skórę i poczucie, że dbam o nią najlepiej jak potrafię. A dzięki temu kosmetykowi mogę to osiągnąć bez żmudnego wcierania, czekania na wchłonięcie i na jakiekolwiek efekty. Ten balsam działa od razu - tuż po rozsmarowaniu go na skórze od razu czuć komfort i świetne nawilżenie skóry. I nie jest to złudny efekt jaki dają często kosmetyki zawierające parafinę w składzie (która zamiast nawilżać oblepia nam skórę i daje jedynie chwilowe wrażenie komfortu). W balsamie Evree Max Repair nie ma ani parafiny ani innych olejów mineralnych za to jest całe bogactwo przyjemnych składników takich jak olej migdałowy, słonecznikowy, mocznik, masło shea, olej arganowy czy ekstrakt z rozmarynu. I o dziwo mimo sporej zawartości olejków balsam wchłania się ekspresowo - odczekuję po nałożeniu może ze 2 minuty i śmiało mogę się ubierać nie brudząc niczego i nie przyklejając się :) Skóra po jego użyciu jest bardzo długo nawilżona - smarując się wieczorem jeszcze rano czuję bardzo przyjemnie ukojoną skórę co dotychczas zupełnie mi się nie zdarzało w przypadku innych balsamów. Jedyne zastrzeżenia jakie mogą się pojawić to np. zapach. Mi on odpowiada bo jest bardzo delikatny i słabo wyczuwalny co dla mnie jest najważniejsze bo nie lubię jak coś gryzie się z zapachem perfum czy żelu pod prysznic. Natomiast nie ma co ukrywać, że nie jest on szczególnie przyjemny i jeśli ktoś preferuje pachnące balsamy to powinien sobie powąchać ten specyfik zanim kupi (u kogoś a nie macając balsam w sklepie :):):) Jeszcze opakowanie nie wzbudza u mnie jakiegoś szczególnego entuzjazmu, bo jest to po prostu duża czerwona, plastikowa butla i tyle. Ale w końcu nie opakowanie tylko zawartość jest ważna. Podsumowując, ja zakochałam się w tym balsamie i cieszę się, że wreszcie trafiłam na coś co porządnie nawilża mi skórę i nie rozpaczam przy tym, że muszę go używać :) Polecam Wam go serdecznie!

A czy Wy miałyście już okazję poznać ten balsam?? A może znacie inne "balsamowe" hity??
Buziaki :)





sobota, 24 października 2015

BIELENDA CC CREAM NA ZACZERWIENIENIA - RECENZJA ZIELONEGO MAZIDŁA :)

Hej :)
Uwielbiam kupować kremy. I kropka. To moja mała mania, z której muszę się chyba leczyć bo często mam wiele słoiczków pootwieranych i nie jestem w stanie tego zużyć w odpowiednim terminie :) Ostatnio mam "fazę" głównie na kremy redukujące zaczerwienienia, ponieważ moja dość jasna skóra ma tendencję do czerwonych przebarwień i drobnych naczynek. Po kremie z serii Sexy Mama marki Bielenda (który był totalnie cudowny i jego recenzję znajdziecie tutaj) postanowiłam wypróbować kolejny specyfik tej marki, czyli BIELENDA CC CREAM FACE PERFECTOR 10w1. Oto jak się spisał :)

MOJE OCZEKIWANIA
Redukcja widoczności naczynek i zaczerwienień, mocne nawilżenie skóry i współpraca z makijażem - czyli jak zwykle :) To małe oczekiwania w porównaniu do tego co obiecuje nam producent. Na opakowaniu znajduje się informacja, że krem przyniesie 10 korzyści naszej skórze:


ZALETY:
* Krem ma przepiękny zapach!!!
* Jest zamknięty w wygodnej i higienicznej tubce
* Jest bardzo lekki i łatwo się rozprowadza
* Ekspresowo się wchłania
* Nie zapycha i nie podrażnia
* Dobrze współgra z makijażem
* Dobrze sprawdza się jako leciutki krem na dzień pod makijaż
* Jest dość wydajny

WADY:
* Baaardzo słabo nawilża
* Ma bardzo lejącą konsystencję i dużo wylewa się za jednym razem z opakowania
* Krem ma zielony kolor i twarz w samym kremie ma dziwny odcień :)
* Redukcja zaczerwienień jest malutka


MOJA OPINIA
Jeśli mówimy o zaczerwienieniach to ten krem ma pewne plusy i minusy. Nakładając go pod makijaż otrzymujemy w miarę fajnie poprawiony koloryt i faktycznie zaczerwienienia mniej rzucają się w oczy więc efekt jest fajny. Jeśli natomiast mówimy o samym kremie to raczej bez podkładu bym go nie nakładała bo po jego samodzielnej aplikacji skóra ma nieco dziwny kolor (przez zielony odcień kremu) a zaczerwienia i tak są widoczne. Tak więc pod makijaż - tak, samodzielnie - nie :)  Samo używanie tego kremu jest bardzo przyjemne, głównie przez zapach (choć normalnie nie lubię pachnących kremów to ten ma tak boski zapach, że szok:) Krem szybciutko się rozprowadza, ekspresowo wchłania więc jest idealny pod poranny, szybki makijaż. Trzeba jedynie uważać żeby nie wylać sobie pół tubki na raz bo opakowanie ma dość dużą dziurę a sam krem jest bardzo lejący. I gdyby nie to, że krem naprawdę słabo nawilża to myślę że pokochałabym go na co dzień. Niestety jak wiecie ja mam suchą skórę i bez solidnej dawki porządnego nawilżacza ani rusz. I ten fakt powoduje, że kremik mimo wielu wspaniałych cech nie może być u mnie stosowany codziennie bo wyschłabym na wiór :) Ale z wielką przyjemnością zużyję moje opakowanie od czasu do czasu pod makijaż i z pewnością będę miło wspominać :)

A może znacie jakieś inne ciekawe kremy na zaczerwienienia?? Co polecacie??
Buziaki :)

niedziela, 18 października 2015

MIXA BOGATY KREM ODŻYWCZY - RECENZJA

Hej :)
Tak jak zapowiadałam dziś pojawia się recenzja Bogatego Kremu Odżywczego Mixa. Jest on u mnie od niedawna ale stosując go przez około 3 tygodnie wyrobiłam sobie już konkretną opinię na jego temat. Dlaczego aż tak szybko?? Ponieważ jest to krem bardzo charakterystyczny i tak naprawdę już po zaledwie kilku użyciach wiedziałam co w trawie piszczy. Oto więc moja opinia :)


MOJE OCZEKIWANIA
Krem kupiłam, ponieważ miałam ochotę wypróbować coś nowego na dzień. Ten kremik był akurat w promocji w Rossmannie, a że markę Mixa dotychczas bardzo lubiłam to postanowiłam się się skusić. Oczekiwałam tego co obiecuje producent, czyli intensywnego odżywienia, ukojenia suchej skóry oraz dobrej współpracy z makijażem. Krem kosztował mnie ok. 18 złotych a jego cena regularna to około 28 zł.


ZALETY
* Absolutnie genialna konsystencja!!
* Idealne, szybkie wchłanianie się 
* Brak jakiejkolwiek tłustości czy filmu na skórze
* Rewelacyjne rozprowadzanie
* Dobrze się spisuje z makijażem
* Bardzo ładny, szklany słoiczek
* Faktyczne uczucie ukojenia skóry (choć chwilowe)
* Zawartość masła shea i oleju z wiesiołka
* Dostępność testera w sklepie

WADY
* Krem ewidentnie zapycha...
* Mimo bardzo bogatej konsystencji krem baaaardzo słabo nawilża i odżywia
* Jak na produkt do cery wrażliwej ma wysoko w składzie alkohol
* Dość intensywnie pachnie


MOJA OPINIA
Może zacznę od tych dobrych rzeczy :) Absolutnym plusem tego kremu jest jego konsystencja - gęsta, bogata, dosłownie masełkowata. Ideał dla większości posiadaczek skóry suchej. Jeśli dodać do tego naprawdę idealne rozprowadzanie się, super szybkie wchłanianie, ukojenie skóry i dobrą współpracę z makijażem to wydawałoby się, że jest to krem idealny :) I dokładnie tak sobie pomyślałam tuż po zakupie ciesząc się z tak znakomitego nabytku :) Jednak szybko okazało się, że krem ma także kilka wad, które dla mnie są niesamowicie istotne. Oczywiście najważniejsze to zapychanie porów - moja skóra jest bardzo wrażliwa na takie rzeczy i jeśli dany kosmetyk ma tendencję do zapychania to u mnie już po kilku dniach stosowania to widać. I tak właśnie było w tym przypadku. Po dwóch trzech dniach zauważyłam grudki na skórze a po około tygodniu zaczął się "wysyp" małych pryszczyków, które przy mojej suchej skórze są w normalnych warunkach rzadkością. Bardzo mnie to zasmuciło bo takie coś od razu dyskwalifikuje krem na starcie - bo kto chciałby na własne życzenie mieć pryszcze?? :) Muszę również wspomnieć o tym, że krem mimo cudownej konsystencji, która otula i koi naszą buzię po chwili się wchłania i co?? I nic, niestety. Nie ma prawie żadnego uczucia nawilżenia czy odżywienia skóry... Nie tylko na dłuższą metę ale już po kilkunastu minutach miałam wrażenie jakbym potrzebowała nawilżyć czymś twarz. Dla dziewczyn ze skórą mieszaną czy tłustą takie uczucie "niczego" na skórze może byłoby fajne ale dla mojej suchej cery brak jakiegokolwiek nawilżania to po prostu masakra :) 

 
Podsumowując - krem robi fantastyczne wrażenie i naprawdę przyjemnie się go używa. Dla osób niewrażliwych na zapychanie i nie potrzebujących za bardzo nawilżania może by się sprawdził (choć z drugiej strony po co komu krem nawilżający, który nie nawilża?? :) U mnie niestety zapycha i nie daje komfortu odżywionej skóry więc mimo booooskiej konsystencji i aplikacji nie kupię go ponownie. 

A Wy miałyście styczność z tym kremem?? Polubiliście się??
Buziaczki :)

wtorek, 13 października 2015

ZAKUPY - INGLOT, EVREE, MIXA, BIELENDA I INNE :)


Hej :) 
Dziś zapraszam Was serdecznie na szybki przegląd moich zakupów z ostatnich 2 tygodni. Są to głównie kosmetyki do pielęgnacji, ponieważ makijażowy shopping mam dopiero w planach :) Oto więc co kupiłam!

  
L'OREAL RECITAL PREFERENCE NR 9.1
Ciemny blond, który zrobiłam sobie ostatnio nie wygląda już najlepiej bo bardzo zbladłam więc czas wrócić do nieco jaśniejszego odcienia. A ta farba L'Oreala to mój ulubieniec. Cena w promocji 24,99 zł.

FACELLE
Już nie wiem która to z kolei butla - chyba dwusetna :) Cena 4,99 zł.

EVREE MAX REPAIR BALSAM DO CIAŁA
Potrzebny był mi skuteczny i w miarę możliwości bezzapachowy balsam do ciała bo nie znoszę jak coś gryzie się z zapachem moich perfum. Wybrałam Evree bo ta marka mnie jak dotąd nie zawiodła. Oby i tym razem tak było :) Cena w promocji to 11,99 zł.

RIVAL DE LOOP REVITAL Q10
Krem pod oczy. Dotychczas używałam kremu z tej samej firmy ale z serii Regeneration (czerwonej) i byłam bardzo zadowolona. Teraz wybrałam coś nowego dla odmiany i liczę, że też będę pod wrażeniem ceny do jakości (cena około 8 złotych z tego co pamiętam).

MIXA BOGATY KREM ODŻYWCZY
Potrzebowałam kremu na dzień i miałam ochotę na coś innego niż zwykle. Tester tego kremu był wystawiony w sklepie i zachwyciła mnie jego cudowna konsystencja. Kupiłam, testuję już dwa tygodnie i mam wiele do powiedzenia na jego temat więc jakiś post pojawi się niebawem (raczej na minus niż plus). Koszt w promocji to ok. 18 złotych (bez promo około 28 zł).

LOVELY AUTOMATIC LINER
Czarna kredka, którą lubię mieć pod ręką, bo można nią szybko i sprawnie podkreślić oko. Nie jest zbyt trwała ani zbyt czarna ale do mojego codziennego makijażu mi pasuje. Koszt ok. 8 zł.

SKARB
Bardzo lubię go sobie poczytać i zawsze bardzo żałuję gdy nie udaje mi się go już zdobyć.


INGLOT MAKEUP FIXER
Utrwalacz makijażu bardzo ostatnio polecany. Na co dzień takie rzeczy są mi zbędne, bo makijaż na mojej skórze raczej dobrze się trzyma (zresztą i tak nie przywiązuję do tego jakiejś wielkiej wagi). Za jakiś czas jednak szykuje mi się wielkie wyjście i potrzebuję kosmetyków, które zapewnią mi nienaganny wygląd. Mam nadzieję, że ten spray się sprawdzi :) Koszt to ok. 21 zł.

BIELENDA GOLDEN OIL PEELING NAWILŻAJĄCY
Wreszcie mój :) Od dawna się nad nim zastanawiałam i w końcu kupiłam. Mam nadzieję, że okaże się mocnym zdzierakiem i zapewni piękną i mięciutką skórę :) Cena to ok. 14 zł.

MASECZKI BIOVAX
Bardzo, bardzo się za Biovaxem stęskniłam :) Na razie kupiłąm sobie 2 saszetki w Biedronce ale koniecznie muszę sobie kupić duże opakowanie mojej ulubionej wersji - do włosów blond. Cena saszetki to 1,99 zł.

I to tyle. Teraz rozglądam się za jakimiś naprawdę dobrymi kosmetykami do makijażu, żeby zrobić sobie nimi perfekcyjny makijaż na wielkie wyjście niebawem. Polecacie coś???
Buziaki :):):)

niedziela, 4 października 2015

10 PROSTYCH RAD JAK WIDOCZNIE POPRAWIĆ STAN CERY I NIE ZBANKRUTOWAĆ :)



Hej :)
Dziś zapraszam na nieco inny post niż zazwyczaj, bo trochę znudziło mi się chwilowo wypisywanie w kółko o tym co kupiłam lub zużyłam (choć nie na długo bo zakupy już czekają na pokazanie ich Wam) :) Tym razem chciałabym powiedzieć Wam w jaki sposób można łatwo i tanio poprawić stan swojej cery - bez względu na jej typ. Są to rady, które albo gdzieś zasłyszałam albo sama zauważyłam i wszystkie oczywiście zastosowałam na sobie. I dzięki nim z cery odwodnionej, przesuszająco-przetłuszczającej się i po prostu wyglądającej niezdrowo mam teraz całkiem ładną cerę, która przede wszystkim zachowuje równowagę. Oto więc 10 moich sprawdzonych trików :D

1. SPÓJRZ KOBIETO CZYM MYJESZ TWARZ :)
Cery mamy różne - wiadomo. Jednak żadna skóra nie lubi mocno wysuszających i mega oczyszczających, antybakteryjnych żeli do mycia twarzy. nawet trądzikowa skóra po potraktowaniu takim specyfikiem zareaguje wyrzutem jeszcze większej ilości sebum, bo po prostu będzie musiała pokryć twarz warstwą ochronną, którą z niej zdarłyśmy. Najlepiej więc przerzucić się na mycie twarzy kosmetykami bez sls/sles lub bardzo łagodnymi preparatami z tym składnikiem. Efektów nie widać od razu ale po kilku tygodniach skóra odzyskuje równowagę, sebum jest kontrolowane i nie ma suchych skórek :)

2. POMYŚL JAK JĄ MYJESZ...
Kiedyś wydawało mi się, że bardzo dobrze oczyszczam twarz wieczorem. Bo przecież zmywałam makijaż mleczkiem/płynem micelarnym, przepłukałam wodą, zastosowałam jakiś tonik czy coś. I cały czas nie wiedziałam skąd się biorą te zatkane pory czy niedoskonałości od czasu do czasu. I gdzieś w jakimś filmiku na YouTube usłyszałam, że po demakijażu należy przez co najmniej minutę myć twarz łagodnym (!!!) żelem do mycia twarzy żeby mógł on faktycznie usunąć resztki kosmetyków i oczyścić pory. Spróbowałam i już nie wyobrażam sobie inaczej! 

3. PIJ WODĘ BĘDZIESZ PIĘKNA :)
Prawda, prawda, prawda... :) Choćbym nałożyła na siebie 10 kremów nawilżających to żaden nie zadziała jeśli moja skóra (i organizm) będzie odwodniona. Nie mówię tu o jakiś hektolitrach płynów ale o jednej butelce wody niegazowanej dziennie. Pomaga nie tylko na cerę, ale też na samopoczucie i lepsze zdrowie :)

4. ŁYKNIJ SOBIE MAGNEZ 
Naprawdę nie wiem co ma piernik do wiatraka, a raczej magnez do stanu cery, ale jeśli regularnie biorę magnez to moja cera jest o wiele lepsza. Może ma to związek z tym, że uzupełnia on niedobory wypłukane przez stres i kawę a może dlatego, że wprowadza jako taką równowagę w organizmie - nie wiem. Ale polecam wypróbować :)

5. RĘCE PRECZ OD TWARZY! 
Mam taki głupi zwyczaj - uwielbiam mimowolnie dotykać twarzy. A to się podpieram, a to bawię ustami albo brwiami albo całkiem nieświadomie gdzieś tam coś miziam. I co? Potem nagle pryszcz! I co wtedy? Oczywiście silna wola słabnie i zamiast zostawić delikwenta w spokoju to aż korci, żeby go wycisnąć... I tym sposobem cera doprowadzona jest do ruiny - macaniem twarzy aplikujemy sobie różne bakterie na buzię a wyciskając pryszcze roznosimy je i robimy małe blizny... Jeśli chcemy mieć ładną buźkę to niestety - ręce precz od twarzy :)

6. KREM MA BYĆ SKUTECZNY A NIE MODNY
Dawniej był to mój najczęstszy błąd - kupowałam albo jakieś nowe kremy ze względy na fajną reklamę w telewizji albo takie jak używały moje koleżanki. Niestety kończyło się to zawsze nieciekawie, np. dlatego, że większość koleżanek miało cerę mieszaną/tłustą a ja suchą i modne kremy antybakteryjne tylko mi szkodziły. Jednak zanim sobie uświadomiłam, że coś tu jest nie halo to minęło trochę czasu. Dlatego dobrze jest zastanowić się, czego buzi potrzeba - matu, nawilżenia, odżywienia, rozświetlenia? Jest tyle kremów na rynku, że naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie i nie musi to być zawsze ten krem, którego reklama leci co chwilę w tv :)

7. SKŁADY KOSMETYKÓW TO LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Kiedy już określimy jakiego rodzaju kremu potrzebujemy warto zacząć przyglądać się ich składom. Po krótkim czasie nabierzemy wprawy i będziemy rozróżniać główne składniki - i te służące naszej buzi i te, które robią na niej masakrę. I dzięki temu szybko nasza cera odżyje gdy uzmysłowimy sobie np., że w naszym kremie jest alkohol a w żelu sls (a mamy cerę suchą i nie chcemy jej przesuszyć) albo jest tam parafina po której mamy niespodzianki. Czytajmy i bądźmy świadome co kupujemy :)

8. SEN, RELAKS, ŚWIEŻE POWIETRZE
Niby błahostka ale wszystkie pewnie wiemy jak ciężko się w dzisiejszych czasach tak po prostu wyspać... A gdy jesteśmy niewyspane, siedzimy potem minimum 8 godzin zamknięte w biurze a potem wracamy do domu autobusem w smogu to jak ta nasza cera ma wyglądać dobrze?? Warto wykorzystywać każdą wolną chwilę żeby nadrobić zaległości w śnie/relaksie/ruchu na świeżym powietrzu. Odpłaci nam to ładną, zdrową i lekko muśniętą słońcem cerą i lepszym zdrowiem :)

9. SYSTEMATYCZNOŚĆ TO PODSTAWA WSZYSTKIEGO
Nic nie pomoże jeśli będzie stosowane od czasu do czasu... Trzeba się zaprzeć i wprowadzić jakieś gruntowne zmiany na co dzień. U mnie zaczęło się od tego faktycznego codziennego mycia buzi przez co najmniej minutę. Wcześniej też zmieniłam żel i tak krok po kroku poprawiało się wszystko. Ważne to systematycznie działać i obserwować pozytywne zmiany!

10. MINIMALIZM TO JEST TO!
Nałożenie 5 niedopasowanych do naszej cery kremów wcale nie da nam więcej efektu. Lepiej nałożyć jeden a dobry. Nie każdemu służy też nakładanie za każdym razem toniku/serum/kremu na dzień/pod oczy i jeszcze olejku na raz. Czasami mniej znaczy więcej :) Doceniajmy jakość i faktyczne działanie a nie ilość. Wydamy przy okazji mniej i będziemy jeszcze bardziej zadowolone :)

To tyle moich rad :) Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś interesującego dla siebie. Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone patenty na lepszą cerę bez wydawania fortuny to dzielcie się i piszcie! Każdej z nas to się przyda :)
Buziaki!!!