Etykiety

niedziela, 20 września 2015

BUBLE MAKIJAŻOWE x4


Hej :)
Dziś post o kosmetykach, które absolutnie nie są godne zachwytu. Są to cztery produkty, które rozczarowały mnie tak bardzo, że według mnie zasługują na miano bubli. Oczywiście wiadomo, że to co dla mnie jest bublem dla kogoś innego może być super kosmetykiem ale nie po to założyłam przecież bloga, żeby się nad wszystkim zachwycać tylko po to aby pisać jak się faktycznie sprawy mają :) Więc do dzieła - oto te cztery beznadziejne produkty :)


MISS SPORTY MINI-ME LINER W ODCIENIU 050 SNOW
Te kredki z Miss Sporty miałam w swoim życiu w kilku kolorach i byłam z nich raczej zadowolona - w miarę przyzwoity produkt za niewielkie pieniądze. Ale pewnego dnia naszło mnie, żeby kupić sobie kolejną w białym odcieniu - wiadomo, na linię wodną. I tu pojawia się klops :) Bo jak się okazuje nie wszystkie te kredki są jednakowej jakości. Ta moja, w odcieniu 050 Snow jest tak twarda że co najwyżej można nią sobie wydłubać oko ale z całą pewnością nie da się nią nic pomalować. A przecież produkt na linię wodną nie powinien nas raczej zmuszać do pocierania twardą kredką po tak delikatnej okolicy. Próbowałam ją trochę "wyrobić" na dłoni ale to nic nie dało. Kredka, która nie maluje :) Nie polecam.

W7 CAMOUFLAGE KIT
Jest to zestaw kremowych kamuflaży w pięciu odcieniach. Kupiłam z wielkim zapałem, bo po tym jak świetnie spisywał się u mnie kamuflaż z Catrice. Myślałam sobie, że w tym zestawie od W7 jest kilka kolorów i będę mogła je mieszać żeby uzyskać nowe, idealnie dopasowane odcienie. Niestety okazało się, że te kamuflaże, które jak sama nazwa wskazuje powinny mocno kamuflować niedoskonałości prawie zupełnie nie kryją!!! W dodatku baardzo słabo się utrzymują i beznadziejnie rozprowadzają. Do kamuflażu z Catrice te z W7 nawet się nie umywają (ba, nawet mój lekki korektor pod oczy lepiej kryje). Zestaw ten kosztuje tylko kilkanaście złotych ale nie jest według mnie wart nawet tyle...


ASTOR PERFECT STAY LIP TINT
Ten "mazak" do ust kupiłam ze względu na piękny, śliwkowy odcień (104 Prune Flush). Czasami, szczególnie jesienią lubię takie odcienie i byłam ciekawa jak się sprawdzi taka wersja w pisaku, bo nigdy wcześniej nic takiego nie miałam. I niestety - katastrofa. Po pierwsze kolor na ustach wygląda zupełnie inaczej niż w opakowaniu czy na dłoni ale to się zdarza. Najgorsze jest jednak to, że wygląda on jakbyśmy faktycznie poprosili przedszkolaka żeby swoim fioletowym mazaczkiem pomalował nam usta. Kolor jest nierównomierny, wcale się długo nie utrzymuje za to schodzi po prostu paskudnie - w jednych miejscach nie ma go wcale a w innych tak wżera się w usta że nie można tego niczym zmyć. Sztyft na końcu opakowania łamie się przy pierwszym użyciu i rozmazuje kolor., Porażka.

TUSZ MAX FACTOR MASTERPIECE MAX
I oto największe rozczarowanie... Wiele dobrego słyszałam o tuszach marki Max Factor a że sama żadnego nigdy nie miałam to zakupiłam Masterpiece Max. Tusz, który w regularnej cenie kosztuje około 50 złotych, czyli wcale nie mało i który na pewno kupiłam nieotwierany wcześniej (kupiłam w drogerii internetowej). I powiem tak - lubię delikatne tusze do rzęs ale jeszcze w życiu się tak nie namachałam żeby było widać jakikolwiek efekt. Przy jednej warstwie prawie go nie widać, przy dwóch ledwo coś tam robi. Poza tym ma strasznie suchą konsystencję i ciężko go dobrze nabrać. A najlepsze jest to, że wystarczył mi on na UWAGA 1,5 miesiąca używania po czym był już tak suchy i beznadziejny, że nie dało się nim wcale pracować. Żałuję, że go kupiłam.

To tyle tego narzekania :) Ciekawa jestem czy Wy ostatnio trafiłyście na jakieś koszmarne buble. Dajcie znać czy jakieś dziadostwo przypałętało się do Waszej kosmetyczki to może inni (w tym i ja) unikną nieszczęśliwego zakupu :)
Buziaki!!!

22 komentarze:

  1. Nie znam żadnego, ale w takim razie nie ubolewam..;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz widzę te kosmetyki :) dobrze , że napisałaś o nich i uprzedziłaś , że nie warto na nie wydawać pieniądze.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście na żaden z nich nie trafiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam tych produktów :) I raczej mnie zniechęciłaś :) Obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja miałam tą samą z Miss Sporty i było w porządku. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mój egzemplarz to totalna porażka :)

      Usuń
  6. Czaiłam się na ten tusz z Max Factora, bo teraz mam 2000 calorie i jest świetny, ale jednak się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie mialam nic ale jak widac to dobrze :D obserwuje:*

    OdpowiedzUsuń
  8. nie miałam żadnego z tych produktów. będę wiedzieć na przyszłość, aby nie poświęcać im większej uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O to zaskoczyłaś mnie swoją recenzją tuszu, bo wiele razy miałam go ochotę kupić z powodu pochlebnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może inni mają inne wymagania ale dla mnie tusz ma "wyglądać" na oczach a tego prawie nie widać :):):)

      Usuń
  10. Nie miałam żadnego z powyższych produktów chociaż moja mama miała ten pisak z Astora. Również nie była zadowolona, bardzo wysuszał usta i wyglądały jakby pomalowała się zwykłym flamastrem, a balsam szybko się skończył. Z niedrogich kredek polecam Ci cielistą z My Secret.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam tu nigdzie My Secret pod ręką ale jak spotkam to na pewno kupię :)

      Usuń
  11. tusze z MF uwielbiam ale akurat za masterpiece nie przepadam :) a co do produktu z astora miałam i tez uważam, że masakra :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba mam szczęście bo żadnego z nich nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award, więcej szczegółów znajdziesz u mnie na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze, inspiracje i pomysły :)