środa, 30 września 2015

DENKO, DENKO CZĘŚĆ DRUGA :)

Hej :) 
Zapraszam na kolejną porcję zużytych kosmetyków. Myślałam, że na tym się skończy ale z tego co widzę to znów zbierają mi się jakieś kończące się produkty więc chyba nigdy się z tym denkiem nie ogarnę :) Ale to za jakiś czas dopiero bo nieustające posty o denku wieją nudą. Oto więc to co dziś mam Wam do pokazania :)


LOVELINESS ENERGIZUJĄCY KREM DO TWARZY I CIAŁA - NIE KUPIĘ
Krem z marketu Netto za 4,99 zł. Kupiony z ciekawości. Ma śliczny zapach, nie zapycha, dobrze się rozsmarowuje i szybko wchłania ale bardzo słabo nawilża więc do niego nie wrócę.

CELIA GLOW LEKKI KREM BAZA - NIE KUPIĘ
Przyjemny, lekki, subtelnie rozświetlający krem, który dobrze się spisuje pod podkładem ale również baaardzo słabo nawilżający. Ja do mojej suchej cery potrzebuję dużo więcej ale dla nastolatek pewnie byłby niezły. Recenzja tutaj.

ZIAJA 30+ KREM NAWILŻAJĄCY - KUPIĘ PONOWNIE
Jeden z moich ulubionych kremów na dzień. Jest taki neutralny - ani nie za tłusty ani nie za lekki ale już nieco bogatszy niż typowe lekkie kremy nawilżające. Bardzo lubię stosować go na co dzień pod makijaż gdy moja cera nie jest jakoś szczególnie przesuszona. Polecam.

ZIAJA 25+ KREM NAWILŻAJĄCY MATUJĄCY - KUPIĘ PONOWNIE
Ten z kolei jest już typowo lekkim kremem ale lubię go latem pod makijaż. Nie zapycha, dobrze współgra z podkładami i leciutko nawilża ale nie powiedziałabym, żeby jakoś szczególnie matowił (mi na tym nie zależy ale jak ktoś szuka kremu typowo matującego to może się rozczarować). Fajny, lekki krem za 13 złotych.

RIVAL DE LOOP REGENERATION KREM POD OCZY - KUPIĘ PONOWNIE
Bardzo wydajny krem, który super nawilża i lekko natłuszcza skórę pod oczami. Bardzo dobrze mi się spisał ale nie zdążyłam zużyć całego przed końcem terminu ważności. Teraz kupiłam inny z ciekawości ale do tego z chęcią wrócę zwłaszcza, że kosztuje około 7 złotych. Recenzja tutaj.

RIVAL DE LOOP REGENERATION KREM NA DZIEŃ - KUPIĘ PONOWNIE
Absolutnie świetny krem do cery suchej jeśli lubicie takie bogate i lekko tłuste konsystencje. Świetnie nawilża, koi, otula i doskonale pielęgnuje skórę no i oczywiście jej nie zapycha. Ja przez większość roku stosuję go na noc a gdy przychodzą mrozy to również i na dzień - mimo tłustej konsystencji świetnie spisuje się z makijażem. Recenzja tutaj.


JOANNA BALSAM DO WŁOSÓW - NIE KUPIĘ
Bardzo miło wspominam ten balsam. Ma ładny zapach, leciutką konsystencję i jest strasznie wydajny (odlałam trochę siostrze, trochę wzięłam na wakacje i ciągle końca nie było widać). Nie obciąża też włosów i delikatnie je nawilża. Nie kupię go więcej tylko z tego względu, że jest to balsam bez spłukiwania a ja wolę jednak kosmetyki zmywalne :)

MARION SPRAY PROSTUJĄCY WŁOSY - KUPIĘ PONOWNIE
Genialny kosmetyk!!! Bardzo pomaga w prostowaniu włosów, działa termoochronnie i pielęgnująco na włosy. A do tego ładnie pachnie. Nic tylko się zachwycać. Szkoda, że u mnie jest słabo dostępny bo nie mogę go ostatnio znaleźć. Polecam serdecznie.

MARION OLEJKI ORIENTALNE DO WŁOSÓW - MOŻE KUPIĘ
Olejek do włosów, którego skład oczywiście bazuje na silikonach a nie na prawdziwych olejkach. Ale nie ma co narzekać bo kosztował on około 6 złotych, ma piękny zapach, pomaga zdyscyplinować końcówki i fruwające wszędzie włosy i jest mega wydajny. Trzeba uważać z ilością bo może obciążać :) Recenzja tutaj.

ULTRA DOUX SEKRETY PROWANSJI - NIE KUPIĘ
Szampon kupiony głównie ze względu na zapach, który według opakowania ma być lawendowo-różany. Uwielbiam obydwa aromaty więc od razu rzuciłam się po niego i liczyłam na cudnie pachnące włosy. Niestety szampon pachnie jedynie lawendą i to taką typowo ziołową więc nie tak jak oczekiwałam. Dodatkowo włosy po umyciu nim wyglądają na nieświeże więc już całkiem odpada. 

Ok, na razie to by było na tyle :) Jeszcze w kolejce czeka trochę kosmetyków do makijażu i znów jakieś bieżące kosmetyki dobijają dna ale tak jak mówiłam to dopiero za jakiś czas bo nie chcę ciągle tylko o denku pisać. Dajcie znać jak u was się spisały te kosmetyki - może macie inne wrażenia niż ja to będzie większy przekrój opinii dla innych :)
Buziaczki :*:*:*

czwartek, 24 września 2015

DENKO, DENKO CZĘŚĆ PIERWSZA :)

Hej :)
Kilka tygodni temu wreszcie znalazłam czas na porządki w szafkach z kosmetykami. I muszę przyznać, że sama siebie zaskoczyłam bo dla większości kosmetyków nie miałam litości - jeśli czegoś nie używałam dłuższy czas lub czegoś nie lubiłam od razu szło do wora. A z wora dalej w świat czyli głównie do moich sióstr :) Nie miałam czasu na robienie zdjęć tego bajzlu ale na szczęście zdjęcia większości kosmetyków miałam gdzieś tam w archiwum dlatego też dziś pokażę Wam te kosmetyki w takiej formie (oraz w dwóch postach). Zaczynamy :)


MYDEŁKA ALTERRA - NIE KUPIĘ
Kupiłam z ciekawości, bo większość kosmetyków tej firmy bardzo lubię. Liczyłam na piękne zapachy i naturalne, dobre mydło. Niestety ani zapach nie był fajny ani działanie jakieś szczególne. Zwykłe mydło. Recenzja tutaj.

FACELLE - KUPIĘ NA PEWNO
Mój niezbędny kosmetyk, który kupuję od dłuuugiego czasu i nie zamierzam przestać. Świetnie spisuje się jako żel do higieny intymnej, szampon, żel pod prysznic i żel do mycia twarzy i to wszystko za 4,99 zł. Oczywiście nie zawiera SLS. Polecam.

ISANA MED BALSAM Z 10% MOCZNIKIEM - NIE KUPIĘ
Dla mnie totalna porażka. Balsam jest mega tłusty, zupełnie się nie wchłania, źle rozsmarowuje i śmierdzi atramentem z długopisów. Wiele osób go polecało ale nie wiem dlaczego. Dla mnie to bubel.

ALTERRA ŻEL POD PRYSZNIC POMARAŃCZA I WANILIA- NIE KUPIĘ
Żel, na który miałam straszną ochotę bo nie zawiera sls ale niestety mi nie przypadł do gustu. Głównie przez zapach, któy większości osób się podoba ale dla mnie pachnie on jak ciasto pomarańczowe. A ja nie lubię pachnieć ciastem więc żel odpada :) Recenzja tutaj.

DOVE WINTER CARE KREM DO RĄK - MOŻE KUPIĘ
Nie używam kremu do rąk zbyt często bo jakoś nigdy nie znajduję na to czasu (a powinnam). Jednak zima czasami mnie zmusza do tego i ten krem wspominam całkiem przyjemnie. Może kiedyś kupię jeśli nie zaciekawi mnie żadna nowość.

BE BEAUTY ZMYWACZ - NIE KUPIĘ
Nie lubię tego zmywacza bo strasznie wysusza mi paznokcie i skórki i po zużyciu tej butelki paznokcie zaczęły mi się rozdwajać. O wiele bardziej wolę ten z Isany, który świetnie zmywa i nie robi szkód. 


CELIA MLECZKO DO DEMAKIJAŻU - KUPIĘ NA PEWNO
Najlepsze mleczko jakiego kiedykolwiek używałam. Niestety nigdzie go nie mogę dostać ale jak tylko spotykam to kupuję hurtem :) Recenzja tutaj.

RIVAL DE LOOP ŻEL NAWILŻAJĄCY - NIE KUPIĘ
Zel, który ma wspomagać krem w bardziej dogłębnym nawilżaniu. Niestety nie dość, że nie nawilżał to wręcz wysuszał, bo bardzo wysoko w składzie ma alkohol. Nie polecam.

RIVAL DE LOOP HYDRO MASECZKA - NIE KUPIĘ
Ani nie nawilżyła za bardzo ani nie zrobiła żadnej krzywdy. Oczekiwałam czegoś więcej.

BE BEAUTY ŁAGODZĄCY PŁYN MICELARNY - NIE KUPIĘ
Masakra - taki bubel, że hej. Strasznie podrażnia oczy aż ma się wrażenie, że zaraz je wypali. Dla skóry też jest niezbyt łaskawy. Nie polecam.

ALTERRA EMULSJA MYJĄCA - MOŻE KUPIĘ
Bardzo fajny skład, super zapach i bardzo delikatne oczyszczanie. Nie za bardzo radzi sobie z demakijażem ale tak czy siak przyjemny kosmetyk.

BE BEAUTY ŻELE DO MYCIA TWARZY - MOŻE KUPIĘ
Całkiem fajne żele. Bardziej odpowiadał mi ten różowy ze względu na kremową konsystencję. Teraz ich nie używam bo wolę inne produkty ale może kiedyś kupię.

MASECZKI PERFECTA - NIE KUPIĘ
Nie dają one żadnych spektakularnych efektów no i zawierają parafinę więc trochę strach ich używać. Na rynku jest tyle ciekawych maseczek, że do tych na pewno nie wrócę.

TONIK ACNE LINE - NIE KUPIĘ
Śmierdziuch jakich mało! Pachnie ziołowo, głównie kozieradką i muszę przyznać, że choćby działał cuda to tego zapachu bym nie zniosła. Co do faktycznego działania to się nie wypowiem bo nie mam cery trądzikowej (tonik dostałam dlatego nie jest trafiony do cery).

To tyle w części pierwszej. Kolejną porcję kosmetyków postaram się opisać na dniach o ile córeczka mi na to pozwoli :)
Buziaczki!!!

niedziela, 20 września 2015

BUBLE MAKIJAŻOWE x4


Hej :)
Dziś post o kosmetykach, które absolutnie nie są godne zachwytu. Są to cztery produkty, które rozczarowały mnie tak bardzo, że według mnie zasługują na miano bubli. Oczywiście wiadomo, że to co dla mnie jest bublem dla kogoś innego może być super kosmetykiem ale nie po to założyłam przecież bloga, żeby się nad wszystkim zachwycać tylko po to aby pisać jak się faktycznie sprawy mają :) Więc do dzieła - oto te cztery beznadziejne produkty :)


MISS SPORTY MINI-ME LINER W ODCIENIU 050 SNOW
Te kredki z Miss Sporty miałam w swoim życiu w kilku kolorach i byłam z nich raczej zadowolona - w miarę przyzwoity produkt za niewielkie pieniądze. Ale pewnego dnia naszło mnie, żeby kupić sobie kolejną w białym odcieniu - wiadomo, na linię wodną. I tu pojawia się klops :) Bo jak się okazuje nie wszystkie te kredki są jednakowej jakości. Ta moja, w odcieniu 050 Snow jest tak twarda że co najwyżej można nią sobie wydłubać oko ale z całą pewnością nie da się nią nic pomalować. A przecież produkt na linię wodną nie powinien nas raczej zmuszać do pocierania twardą kredką po tak delikatnej okolicy. Próbowałam ją trochę "wyrobić" na dłoni ale to nic nie dało. Kredka, która nie maluje :) Nie polecam.

W7 CAMOUFLAGE KIT
Jest to zestaw kremowych kamuflaży w pięciu odcieniach. Kupiłam z wielkim zapałem, bo po tym jak świetnie spisywał się u mnie kamuflaż z Catrice. Myślałam sobie, że w tym zestawie od W7 jest kilka kolorów i będę mogła je mieszać żeby uzyskać nowe, idealnie dopasowane odcienie. Niestety okazało się, że te kamuflaże, które jak sama nazwa wskazuje powinny mocno kamuflować niedoskonałości prawie zupełnie nie kryją!!! W dodatku baardzo słabo się utrzymują i beznadziejnie rozprowadzają. Do kamuflażu z Catrice te z W7 nawet się nie umywają (ba, nawet mój lekki korektor pod oczy lepiej kryje). Zestaw ten kosztuje tylko kilkanaście złotych ale nie jest według mnie wart nawet tyle...


ASTOR PERFECT STAY LIP TINT
Ten "mazak" do ust kupiłam ze względu na piękny, śliwkowy odcień (104 Prune Flush). Czasami, szczególnie jesienią lubię takie odcienie i byłam ciekawa jak się sprawdzi taka wersja w pisaku, bo nigdy wcześniej nic takiego nie miałam. I niestety - katastrofa. Po pierwsze kolor na ustach wygląda zupełnie inaczej niż w opakowaniu czy na dłoni ale to się zdarza. Najgorsze jest jednak to, że wygląda on jakbyśmy faktycznie poprosili przedszkolaka żeby swoim fioletowym mazaczkiem pomalował nam usta. Kolor jest nierównomierny, wcale się długo nie utrzymuje za to schodzi po prostu paskudnie - w jednych miejscach nie ma go wcale a w innych tak wżera się w usta że nie można tego niczym zmyć. Sztyft na końcu opakowania łamie się przy pierwszym użyciu i rozmazuje kolor., Porażka.

TUSZ MAX FACTOR MASTERPIECE MAX
I oto największe rozczarowanie... Wiele dobrego słyszałam o tuszach marki Max Factor a że sama żadnego nigdy nie miałam to zakupiłam Masterpiece Max. Tusz, który w regularnej cenie kosztuje około 50 złotych, czyli wcale nie mało i który na pewno kupiłam nieotwierany wcześniej (kupiłam w drogerii internetowej). I powiem tak - lubię delikatne tusze do rzęs ale jeszcze w życiu się tak nie namachałam żeby było widać jakikolwiek efekt. Przy jednej warstwie prawie go nie widać, przy dwóch ledwo coś tam robi. Poza tym ma strasznie suchą konsystencję i ciężko go dobrze nabrać. A najlepsze jest to, że wystarczył mi on na UWAGA 1,5 miesiąca używania po czym był już tak suchy i beznadziejny, że nie dało się nim wcale pracować. Żałuję, że go kupiłam.

To tyle tego narzekania :) Ciekawa jestem czy Wy ostatnio trafiłyście na jakieś koszmarne buble. Dajcie znać czy jakieś dziadostwo przypałętało się do Waszej kosmetyczki to może inni (w tym i ja) unikną nieszczęśliwego zakupu :)
Buziaki!!!

piątek, 11 września 2015

NOWY L'OREAL TRUE MATCH - PODWÓJNA RECENZJA I PORÓWNANIE KOLORÓW:)

 
Hej :) 
Wreszcie zapraszam Was na recenzję podkładu, który miałam przyjemność testować dzięki przesyłce od firmy L'Oreal. Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, iż fakt, że otrzymałam ten produkt za darmo nie ma żadnego wpływu na moją ocenę - zarówno mi jak i firmie L'Oreal zależy na rzetelnej opinii. Chciałabym, żeby to było jasne już na samym początku, ponieważ czasami sama mam wątpliwości czytając posty sponsorowane jest to opinia szczera czy nieco wymuszona. Na moim blogu nie znajdziecie ŻADNEJ opinii podyktowanej jakąś szemraną współpracą - wszystkie moje oceny kosmetyków są w 100% zgodne z moimi wrażeniami :)

Ok, koniec tych wylewnych słów :) Czas przystąpić do recenzji i to podwójnej recenzji! Tak jak Wam pisałam wcześniej otrzymałam przesyłkę zawierającą trzy odcienie nowego podkładu L'OREAL TRUE MATCH SUPER-BLENDABLE FOUNDATION:

1.N - IVORY- najjaśniejszy, piękny neutralny odcień
2.N - VANILLA - boski, neutralny odcień, chyba będzie dla mnie idealny
3.R/3.C - ROSE BEIGE - nieco ciemniejszy, chłodny odcień

Odcień najjaśniejszy, który dla mnie jest za jasny podarowałam mojej młodszej siostrze, która zechciała go również przetestować. Myślę, że jej opinia będzie równie cenna jak moja, ponieważ jesteśmy posiadaczkami różnych typów cery. Oto nasza krótka charakterystyka :)

JA (MARTYNA) -
 mam 26 lat i cerę na którą nigdy nie mogłam za bardzo narzekać. Kiedy moje koleżanki borykały się z trądzikiem ja miałam buzię jak niemowlaczek. Natomiast z czasem moja "normalna" cera zaczęła się lekko przesuszać i zaczęły się pojawiać delikatne naczynka i zaczerwienienia. Dla mnie więc podkład ma za zadanie rozświetlić i może nawet lekko nawilżyć cerę i wyrównać jej koloryt. Nie potrzebuję wielkiego krycia, bo nie mam niedoskonałości i lubię wyglądać naturalnie.

DOMINIKA (MOJA SIOSTRA) -
ma lat 21 i jest posiadaczką typowej cery mieszanej - policzki są "normalne" natomiast strefa T ma tendencję do lekkiego przetłuszczania się i sporadycznych niedoskonałości. Dominice zależy więc na lekkim zakryciu tych nieprzyjaciół ale nie tracąc przy tym naturalnego wyglądu. Ważne jest też to, że Dominika to typowy bladzioszek :) Bardzo często nawet najjaśniejsze podkłady z całej gamy kolorystycznej okazują się dla niej za ciemne.

ZALETY (WEDŁUG NAS):
* Bardzo, bardzo lekka konsystencja
* Minimalna ilość podkładu wystarcza na całą twarz (pół pompki!)
* Idealnie się rozprowadza
* Genialnie stapia się ze skórą - zupełnie nie widać go na twarzy
* Podkład jest lekko rozświetlający i daje efekt zdrowej, ładnej skóry
* Doskonale wyrównuje koloryt i maskuje lekkie zaczerwienienia mimo bardzo lekkiego krycia
* Przypudrowany utrzymuje się calutki dzień
* Zawiera delikatne drobinki, niewidoczne na skórze ale dodające blasku
* Ma przepiękne kolory !!!
* Nie powoduje żadnych niedoskonałości, nie podkreśla skórek
* Komfortowo nosi się go na twarzy cały dzień

WADY (WEDŁUG NAS):
* Jest zbyt lekki żeby przykrywać niedoskonałości
* Nie zastyga na twarzy przez co nawet po przypudrowaniu może brudzić ubrania

PORÓWNANIE KOLORÓW
A oto zdjęcia z kolorami wszystkich posiadanych przeze mnie podkładów, czyli L'Oreal True Match 2N i 3R/3C, Bourjois Healthy Mix nr 51, 52 i 53, Rimmel Wake Me Up 100 i 103 oraz Bourjois 123 Perfect nr 52 :)


MOJA OPINIA:
Jak pewnie już wiecie od lat jestem wierną fanką podkładu Bourjois Healthy Mix. I nigdy nie sądziłam, że pójdzie on w odstawkę ale właśnie nastąpił ten moment :) Nowy L'Oreal True Match jest lepszy!!!! Najbardziej podoba mi się w nim to, jak pięknie wygląda na twarzy. Praktycznie go nie widać, a jednocześnie powoduje, że cera wygląda bosko - koloryt jest wyrównany, buzia lekko rozświetlona, promienna i bardzo naturalna. Nakładając go wystarczy mi pół pompki żeby dobrze pokryć całą twarz a wieczorem przy demakijażu mam wrażenie, że zmywam go dokładnie tyle samo :) Podkład bardzo ładnie wygląda cały dzień i u mnie utrzymuje się cały dzień (pudruję go delikatnie pudrem Bourjois Healthy Balance). A już w ogóle strzałem w dziesiątkę są kolory! Dotychczas myślałam, że Bourjois HM w kolorze 52 to mój idealny odcień lecz dopiero gdy nałożyłam L'Oreal True Match w odcieniu 2N to zobaczyłam co to znaczy idealnie dopasowany podkład :) Od teraz ten podkład jest moim absolutnym hitem i aż mi żal, że mam w szafce zapas Healthy Mix. Bardzo serdecznie polecam go wszystkim fankom lekkiego krycia, rozświetlenia i naturalnego wyglądu :)

OPINIA DOMINIKI:
Podkład idealnie dopasowuje się do koloru skóry, nawet u osób z bardzo jasną karnacją jak moja. Moja skóra po jego nałożeniu jest gładka i nieskazitelna - jak po żadnym innym podkładzie. Ma bardzo lekką konsystencję i nie zatyka porów (przynajmniej u mnie). Na twarzy wygląda bardzo naturalnie i nie daje efektu maski. Do tego jest naprawdę bardzo wydajny!! Nic dodać nic ująć :) Jestem młodą osobą i zależy mi na lekkim podkładzie, w którym będę się czuła świeżo i naturalnie. W przypadku tego podkładu mam to wszystko zapewnione. Dzięki tej nowej formule True Match moja skóra wygląda jak porcelana :)

Jak widać mimo różnych typów cery nowy podkład L'Oreal True Match zachwycił nas obie dlatego tym bardziej jest godny polecenia. Bardzo się cieszę, że mogłam go przetestować, ponieważ (po tym jak poprzednia wersja nie za bardzo trafiła w mój gust) sama pewnie bym go nie kupiła. A tak to znalazłam prawdziwą perełkę wśród podkładów i już wiem, że zostanie on ze mną na długo :)

A co Wy o nim sądzicie??
Buziaki :)


czwartek, 3 września 2015

MAŁE ZAKUPY - ROSSMANN I AVON

Hej :) 
Skończyło mi się w ostatnim czasie kilka rzeczy i musiałam zaopatrzyć się w nowe produkty. Wybrałam się jak zawsze do Rossmanna i oto co kupiłam:


ŻELE BABYDREAM
Przede wszystkim musiałam nabyć jakieś żele pod prysznic. Ale że w ostatnim czasie stosowałam różne dziwadła-myjadła, które wysuszyły mi skórę (wspomnę o nich niebawem) postanowiłam powrócić do żeli z serii Babydream. Ten duży z pompką świetnie się u mnie sprawdza również do włosów. Za to ten mniejszy ma lepszą, kremową konsystencję. Była promocja więc kupiłam oba - duży za około 9 złotych a mniejszy chyba za około 6 złotych. 


MLECZKO MIXA
Musiałam kupić coś do demakijażu, a że dalej nigdzie nie mogę znaleźć ukochanej Celii (i nigdy nie pamiętam, żeby w porę zamówić przez Internet) to pozostało mi kupić to mleczko z Mixa. Już je miałam wcześniej i jest bardzo fajne tyle tylko, że mało wydajne. Ale to i tak jedno z nielicznych mleczek, które nie ma parafiny w składzie więc super. Cena około 16 złotych. Recenzja tutaj.

CC CREAM NA ZACZERWIENIENIA BIELENDA
Mojego ukochanego kremu na zaczerwienienia Bielenda Sexy Mama (opis tutaj) też nie ma w moim Rossmannie więc skusiłam się na inny kosmetyk tej firmy - zielony CC Cream :) Bardzo jestem ciekawa czy równie dobrze będzie poprawiał koloryt. Cena w promocji około 11 złotych.

FACELLE
Nic dodać nic ująć - mój kosmetyk wszechczasów do wszystkiego :)


SCHWARZKOPF PERFECT MOUSSE
Po tym jak ostatnio zafarbowałam włosy na ciemniejszy, złocisty blond tak mi się spodobało, że postanowiłam pójść krok dalej i teraz kupiłam farbę jeszcze o ton ciemniejszą. Muszę wspomnieć, że wcześniej miałam zawsze blond na poziomie kolorystycznym 10-11, ostatnio zrobiłam poziomem 9 a teraz kupiłam 8. Zmiana diametralna ale bardzo mi się podoba :)

AVON LITTLE RED DRESS
Bardzo lubię ten zapach... Jest taki kobiecy, ma wiele ciekawych nut i dość długo się utrzymuje. Kupiłam już kolejny raz co świadczy o tym, że naprawdę mnie ten zapach zaintrygował :)

AVON LITTLE WHITE DRESS
Ten zapach natomiast kupiłam pierwszy raz i to zupełnie w ciemno - po prostu spodobał mi się opis. Pierwsze wrażenie mnie trochę zawiodło bo mimo iż pachnie dość ładnie to strasznie słabo się utrzymuje. Zobaczymy jak będzie dalej.

To tyle na dziś :) Muszę jeszcze w najbliższym czasie kupić tusz do rzęs i chcę znów spróbować jakiegoś nowego, którego jeszcze nie miałam. Jakieś polecacie??

Buziaki :)