Etykiety

wtorek, 6 stycznia 2015

ULUBIENIEC I... ROZCZAROWANIE, CZYLI RECENZJA L'OREAL VOLUME MILLION LASHES


Hej :) Dziś krótka recenzja o tuszu do rzęs, który bardzo mnie w ostatnim czasie zaskoczył i to niestety negatywnie. Mowa o L'Oreal Volume Million Lashes w wersji klasycznej. Kupiłam go w promocji 1+1 w Rossmannie w listopadzie i zrobił na mnie wtedy bardzo dobre wrażenie - i to na tyle dobre, że wylądował w ulubieńcach listopada. Po kilku miesiącach używania czas na pełną recenzję i uzupełnienie tego pierwszego wrażenia o kilka dodatkowych informacji.


MOJE OCZEKIWANIA
Jak zawsze od tuszu wymagam dokładnie tego samego - ładnego pogrubienia, podkreślenia rzęs i naturalnego efektu bez posklejanych włosków i osypywania się. 

ZALETY
* Ładnie pogrubia rzęsy i optycznie dodaje im objętości
* Rzęsy są efektownie podkręcone 
* Kolor jest czarny, ale nie smolisty
* Silikonowa szczoteczka dość dobrze rozczesuje włoski (tuż po otwarciu opakowania)
* Szczoteczką w miarę dobrze się manewruje 
* Nabiera się właściwa ilość tuszu na szczoteczkę
* Jest możliwość stopniowania efektu 
* Dobrze zamykane i ładne opakowanie

WADY
* Cena
* Tusz strasznie się kruszy po kilku godzinach
* Po miesiącu używania sprawia wrażenie nieświeżego
* Ma nieprzyjemny zapach
* Z czasem coraz gorszy efekt daje na włoskach


MOJA OPINIA
Tak jak już wspominałam, maskara tuż po zakupie zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Bardzo ciekawie podkręcała rzęsy, pogrubiała je i podkreślała. Przy nałożeniu jednej warstwy dostajemy idealny efekt na co dzień - wyraźny ale nie przesadzony. Jeśli natomiast dołożymy kolejną to makijaż staje się bardziej spektakularny. Szczoteczka jest bardzo wygodna, nabiera odpowiednią ilość tuszu i ładnie wyczesuje rzęsy. Ogólnie możne by było więc stwierdzić, że jest to naprawdę rewelacyjny tusz i tak też sama sądziłam. Niestety mój punkt widzenia zmienił się już niecały miesiąc po zakupie. Dlaczego?? Przede wszystkim dlatego, że tusz zaczął sprawiać wrażenie nieświeżego! Trwałość podana na opakowaniu to standardowo 6 miesięcy od otwarcia i mój tusz nie wyglądał na wcześniej otwierany. Niestety zaczął niespecjalnie pachnieć a jego konsystencja stawała się coraz gorsza - efekt na rzęsach był mniej estetyczny, rzęsy gorzej wyczesane... Ale najgorsze było to gdy z przerażeniem zauważyłam pewnego popołudnia na policzkach paskudny, czarny i bardzo wyraźny pył. Tusz potwornie się kruszył i wszystko zostawało na policzkach i pod oczami. Aż strach pomyśleć ile razy musiałam tak chodzić bez wiedzy o tym :) 

Podsumowując, tusz ma znaczące wady, które jeszcze można by mu jakoś wybaczyć, bo efekt na początku jest naprawdę ładny. Ale niestety nie jestem w stanie przełknąć takich wad w tuszu który kosztuje 61 złotych!!!! Za takie pieniądze, żeby tusz śmierdział po miesiącu i robił ze mnie Indianina popołudniami?? Zdecydowanie nie! Jest wiele maskar które kosztują 10-15 złotych, dają śliczny efekt i są o niebo trwalsze. I co najważniejsze możemy się nimi cieszyć przez kilka ładnych miesięcy. Nie widzę więc żadnego sensu wydawania 60 złotych na produkt, który nie spełnia oczekiwań. Żałuję, że nie zdecydowałam się na ten tusz w wersji So Cuture, który jest podobno o wiele lepszy...

Taka jest moja osobista opinia o tym produkcie. Dajcie znać czy u Was doświadczenia są podobne czy też może trafiłam na jakiś felerny egzemplarz. 

Gorące pozdrowienia i buziaczki ;)

23 komentarze:

  1. Co za niewdzięczny w użytkowaniu tusz! Rzeczywiście za takie pieniądze wymaga się jednak dobrej jeżeli nie bardzo dobrej jakości. Ale z tuszami właśnie tak bywa, że te tańsze okazują się lepsze od tych drogich... Od taka ich przewrotność...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już się wydaje więcej pieniędzy to podwójnie żal :)

      Usuń
  2. Miałam go kiedyś i byłam z niego zadowolona, ale stosowałam go w czasie gdy moje rzesy były w świetnej kondycji więc to zapewne także miało wpływ na moja opinię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dobrze się zaczęło ale skończyło średnio...

      Usuń
  3. Za 20 zł może bym go wypróbowała... Ale zbyt wiele złych opinii czytałam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakość jest właśnie taka jak za dyszkę a nie 60 zł :)

      Usuń
  4. Te ceny regularne produktów L'oreal zawsze mnie rozwalały... 61 zł za tusz, który jest średniakiem to przesada:).

    OdpowiedzUsuń
  5. ja uwielbiam tą maskarę, jedyna ulubiona i zawsze kupuje ją w promocji, nigdy nie kupiłam jej w pełnej cenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie miałam okazji używać tej mascary :) ale może się na nią skuszę z ciekawości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej polecam pooglądanie innych jej wersji bo ta zostawia trochę do życzenia...

      Usuń
  7. Nigdy nie miałam i raczej się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi i faktycznie słaby... Moja koleżanka kiedyś go sobie sprawiła, efekt nie zachęcił mnie :) Nawet w cenie promocyjnej.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja też się na niego strasznie nacięłam ;/ okropny jest! skusiłam się przez to piękne opakowanie i potem bardzo żałowałam straty 60zl. u mnie ten tusz po godzinie kruszyl się i okropnie odbijal, a zeby tego bylo malo jeszcze mnie uczulil ;/ porazka! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to nie mój egzemplarz a sam tusz jest do niczego. Przestrzegamy :)

      Usuń
  10. Mam jego fioletową wersję i bardzo się z nia polubiłam, tej nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam właśnie o niej, że jest podobno lepsza :)

      Usuń
  11. nie miałam go.. ale raczej się nie skuszę skoro się kruszy i szybko staje się nieświeży.
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Może masz jakiś felerny egzemplarz? Ja jestem z niego bardzo zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Używałam go kiedyś przez dłuższy czas ale teraz moim ulubieńcem jest buttefly effect:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałam kiedyś tusz z Eveline Celebrities bodajże. Miała świetną szczoteczkę, która rozdzielała dosłownie każdą rzęsę i maksymalnie wydłużała. Z takim efektem nigdy się nie spotkałam. Niestety po miesiącu tusz zaczął się bardzo osypywać. Nie było wyjścia - musiałam wyrzucić, chociaż błędem było niezatrzymanie szczoteczki. Na szczęście tusz MF 2000 Calorie Dramatic Volume nigdy mnie nie zawiódł.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze, inspiracje i pomysły :)