Etykiety

środa, 28 stycznia 2015

TAG EKSTREMALNE SCENARIUSZE :)




Hej :) Dawno, dawno nie było u mnie na blogu żadnego luźnego postu typu TAG więc już nadrabiam zaległości. Zapraszam dziś na "Ekstremalne scenariusze" czyli 8 pytań dla zdesperowanych kosmetykoholiczek. Oto moje odpowiedzi :)
 
Pytania i odpowiedzi:
1. Musisz pozbyć się wszystkich swoich podkładów i możesz zatrzymać tylko 1 z wyższej półki i 1 z drogeryjnych - które to będą?
Nie miałam okazji używać żadnych podkładów z takiej naprawdę wysokiej półki więc tutaj nie mogę wybrać żadnego ulubieńca. Natomiast mam dwa podkłady, bez których nie wyobrażam sobie już makijażu to BOURJOIS HEALTHY MIX i RIMMEL WAKE ME UP :)

2. Idziesz na rozmowę o pracę i pani przeprowadzająca rozmowę ma szminkę na zębach - mówisz jej o tym czy unikasz tematu?
Zdecydowanie unikam tematu. W miarę możliwości staram się skupić na swoich kompetencjach i uważnie słuchać zadawanych mi pytań. Mój punkt widzenia wynika też z tego, że sama takie rozmowy o pracę czasami przeprowadzam i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś zamiast na własnych kompetencjach skupiał się na jakiejś tam szmince czy innej wpadce (która każdemu czasami się zdarza).

3. Masz zły humor/ czujesz się nieswojo i chcesz sobie poprawić humor - jaką pomadkę nałożysz żeby poczuć się piękniejszą?
Wybieram mocniejsze kolory i trwałe formuły. Zazwyczaj idę w jakiś subtelny odcień czerwieni lub mocny ale ciepły róż. Marzy mi się jakaś ładna śliwka ale nie trafiłam jeszcze na odpowiedni odcień :) Jeśli miałabym wskazać marki to byłyby to Golden Rose Velvet Matte oraz Bourjois Rouge Edition Velvet. 

4. Cofasz się na 1 dzień do swoich lat nastoletnich - co zmieniłabyś w swoim makijażu i fryzurze?
Jeśli chodzi o fryzurę to nie będę tu oryginalna - po prostu nie zaczęłabym farbować włosów. Ograniczyłabym się do jakichś subtelnych refleksów ale na bank nie farbowałabym całych włosów. 
A makijaż? Nie używałabym podkładów/pudrów ani innych kosmetyków, które maskowały moją cerę. Muszę też nieskromnie przyznać, że w wieku nastoletnim miałam cerę wręcz idealną (zero pryszczy itp) i sama nie wiem dlaczego nakładałam na nią jakiś makijaż. Chyba dlatego, że koleżanki to robiły :)

 
5. Prosisz fryzjera o obcięcie włosów do ramion a'la Pixie Lott, ale fryzjer źle Cię zrozumiał i obciął Ci włosy na chłopaka (pixie cut) Co robisz?
a) Uśmiechasz się, dziękujesz a po wyjściu dzwonisz do mamy rozhisteryzowana.
b) Wybuchasz płaczem i sytuacja robi się niezręczna.
c) Skarżysz się managerowi i żądasz zwrotu pieniędzy.
Na dzień dzisiejszy śmiało mogę powiedzieć, że wybieram odpowiedź C. Zrobiłabym w salonie małe piekiełko, poprosiła managera i na pewno bym nie zapłaciła za taką usługę. Dlaczego? Dlatego, że w swoim życiu trafiłam na tylu niekompetentnych fryzjerów, którzy NIE SŁUCHAJĄ i robią co chcą, że szok. Zawsze jednak z podkulonym ogonem płaciłam i wychodziłam z płaczem ale odkąd sama zobaczyłam co to znaczy kompetencja i profesjonalizm, to już bym nie darowała :)

6. Twój przyjaciel/przyjaciółka robi Ci niespodziankę i zaprasza na 4-dniowy wyjazd za miasto. Masz 1 godzinę żeby się spakować - którą paletę 'do wszystkiego' spakujesz do kosmetyczki?
Zdecydowanie byłaby to paleta theBalm - Balm Jovi. Są tam i śliczne cienie i piękny róż i rozświetlacz i pomadki, więc nic więcej mi nie trzeba :)

7. Okradziono Twój dom - nie martw się, wszyscy są bezpieczni, ale włamywacz splądrował Twoją toaletkę. O który produkt martwisz się najbardziej i masz nadzieję że nie został skradziony?
Oczywiście najbardziej martwię się o te najdroższe, czyli perfumy. Bez względu na to które by zginęły to żałowałabym równie mocno, dlatego, że dla mnie każdy z nich ma swoją historię i wszystkie uwielbiam :)

8. Twoja koleżanka pożycza od Ciebie kosmetyki i oddaje je w okropnym stanie. Co robisz?
a) Udajesz że nie zauważyłaś/ że nic się nie stało.
b) Prosisz żeby odkupiła zniszczony produkt
c) Po kryjomu robisz to samo z jej kosmetykami
Żadna z wyżej wymienionych odpowiedzi. Dlaczego? Ponieważ nie wyobrażam sobie, żeby ktoś korzystał z moich kosmetyków. I mówię to nie ze skąpstwa ale jedynie z higienicznych względów. Jak pomyślę, o czyimś palcu w moim kremie/cieniu do powiek/pudrze itp to robi mi się niedobrze. To samo w przypadku szminek, korektorów z aplikatorami itd. Oczywiście razem z moimi siostrami lub najbliższymi koleżankami lubimy sobie czasami nawzajem popróbować nasze kosmetyki, ale na szczęście mamy do tego takie same podejście i robimy to w bardzo higieniczny sposób. Może mam  jakąś schizę na tym punkcie ale jednak podczas samodzielnego korzystania z kosmetyków trzeba się pilnować, żeby nie zrobić z nich bomby bakteryjnej a co dopiero gdy korzysta z nich ktoś jeszcze. 

To już wszystkie moje odpowiedzi. Taguję jak zwykle WSZYSTKICH czytelników mojego bloga - jeśli macie ochotę to zróbcie swoją wersję tego tagu :) Ja z miłą chęcią poczytam wasze odpowiedzi :)
Buziaki !!!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

PIERWSZE WRAŻENIE - SERUM ALTERRA ORCHIDEA


Hej ;) Dziś post z serii "pierwsze wrażenie", czyli po prostu przemyślenia po kilku użyciach danego kosmetyku. Nie jest to w żadnym wypadku recenzja, bo do nich staram się używać kosmetyku co najmniej kilka miesięcy. W ciągu poprzedniego roku, przekraczając magiczną granicę 25 lat skupiłam się na dogłębnym nawilżaniu i nawadnianiu mojej skóry. Efekty są jak najbardziej zadowalające, moja cera jest aktualnie miękka, przyjemna w dotyku i dobrze nawilżona. Jednak na rok, który teraz się rozpoczął założyłam sobie nowy cel - ochrona przed zmarszczkami :) Jak dotąd nie mam żadnych wyraźnych zmarszczek a jedynie delikatne linie mimiczne na czole i w okolicach oczu. Jest to więc najwyższy czas na kurację przeciwzmarszczkową, dlatego zakupiłam na próbę Alterra Serum Orchidea Anti-Age (około 9zł za 30 ml).


OPIS PRODUCENTA
"Wieloskładnikowe serum przeciwko starzeniu się skóry. Z olejem arganowym BIO. Zawiera ekstrakt z Ginko Biloba i naturalny koenzym Q10. Do skóry dojrzałej i bardzo wymagającej. Stosowanie produktów marki Alterra to naturalna forma pielęgnacji. Każdy rodzaj skóry wymaga indywidualnej pielęgnacji. Bogaty w składniki i intensywnie pielęgnujący olej arganowy BIO w połączeniu z gliceryną roślinną w optymalny sposób rozpieszcza skórę i długotrwale ją nawilża. Wykazano, że przy regularnym stosowaniu serum skóra jest bardziej napięta, wyczuwalnie wzmocniona i elastyczniejsza. Ekstrakt z Ginko Biloba i naturalny koenzym Q10 chronią przed wolnymi rodnikami mogącymi spowodować przedwczesne starzenie się skóry."

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE O SKŁADZIE
* Zawiera alkohol
* Zawiera glicerynę roślinną
* Zawiera ekstrakty: wanilii, ginko biloba, orchidei
* Zawiera bio olej arganowy (ale na końcu składu)
* Nie zawiera parafiny, silikonów 
* Nie zawiera barwników i konserwantów
* Kompozycje zapachowe i ekstrakty są naturalnego pochodzenia
* Jest to kosmetyk wegański


MOJE PIERWSZE WRAŻENIE
Serum jest umieszczone w bardzo praktycznej buteleczce z pompką o pojemności 30 ml. Opakowanie nie jest przezroczyste, dlatego nie widzimy ile kosmetyku jeszcze nam zostało do zużycia. Pompka działa sprawnie i wydobywa taką ilość produktu, że wystarcza akurat na twarz i szyję. Jeśli chodzi o zapach kosmetyku to tutaj się zawiodłam - myślałam, że skoro w nazwie jest orchidea to będzie to jakiś przyjemny, kwiatowy aromat. Natomiast ten zapach jest typowo waniliowy z wyczuwalną alkoholową nutą... 
Konsystencję najtrafniej można by określić jako lekko rozwodniony żel. Jest lekko lejąca i trzeba uważać żeby nie spłynęła. Aplikuje się ją bardzo szybko, dobrze i równomiernie się rozprowadza. 
Serum bardzo szybko wchłania się w skórę i po chwili jest wyczuwalne lekkie uczucie ściągnięcia - czy może raczej napięcia skóry, bo nie zauważyłam żadnego przesuszenia. To wszystko jest spowodowane zawartością alkoholu, który umożliwia wnikanie składników aktywnych, ale też przyczynia się do tego, że jest to typowe serum nakładane pod krem. Nie wyobrażam sobie użycia tylko i wyłącznie tego produktu, gdyż jak dotąd nie zauważyłam żadnego uczucia nawilżenia skóry jedynie przez ten kosmetyk. Jednak używany razem z kremem daje komfortowe uczucie. 
Ważne jest to, że absolutnie nie nadaje się jako kosmetyk na dzień! Dlaczego? Po kilku próbach z różnymi kremami i różnymi podkładami/korektorami jasno muszę stwierdzić, że każdy posiadany przeze mnie kosmetyk kolorowy rolował się i warzył. Nie byłam w stanie nawet nałożyć podkładu/korektora jeśli wcześniej użyłam tego serum i kremu - wszystko od razu się rozjeżdżało i rolowało. Stosuję go aktualnie na noc i w tym wypadku sprawdza się jak na razie ok. 
Podsumowując - skład serum byłby fantastyczny, ale alkohol troszkę przeszkadza. Zawiódł mnie zapach i to, że nie mogę go stosować również na dzień i że nie współgra z żadnymi moimi kosmetykami kolorowymi. Natomiast na noc uważam, że jak dotąd jest ok - dobrze się dogaduje z kremami i faktycznie jakby poprawia nieco ich działanie. Nie mogę ocenić jego działania przeciwzmarszczkowego ani stwierdzić czy faktycznie przy dłuższym stosowaniu poprawia napięcie i nawilżenie skóry ale o tym dam znać w recenzji za jakiś czas. Jak na razie jestem średnio zadowolona z tego produktu.

Miałyście styczność z tym produktem?? Jakie serum polecacie przeciw pierwszym zmarszczkom?? :)
Buziaki!


czwartek, 22 stycznia 2015

MIXA OPTYMALNA TOLERANCJA - RECENZJA MLECZKA DO DEMAKIJAŻU


Hej :) Zapraszam dziś na recenzję kolejnego kosmetyku, który jednocześnie denkuję w dzisiejszym poście. Dzięki temu, że całkiem go zużyłam recenzja będzie bardziej rzetelna i pozbędę się pustej buteleczki. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki, ale mam wiele ulubionych mleczek do demakijażu więc poprzeczka jest wysoko postawiona. Zapraszam do czytania :)

MOJE OCZEKIWANIA
Od mleczka oczekuję przede wszystkim tego, żeby skutecznie zmywało makijaż bez pocierania skóry i bawienia się z tym pół godziny. Ale jeśli chodzi o ten typ kosmetyku to mam też inne wymagania. Mleczko musi być delikatne dla okolicy oczu - nie powodować pieczenia, szczypania i podrażnień. Dodatkowo absolutnie nie może zawierać w swoim składzie parafiny, która bardzo mnie zapycha ani innych składników zatykających pory. I to tak właściwie tyle z najważniejszych rzeczy. A oto jak się spisało mleczko Mixa.

ZALETY
* Nie wywołuje żadnych podrażnień nawet w okolicach oczu
* Bardzo skutecznie zmywa makijaż
* Działa szybko - wystarczy 3-4 waciki na całą twarz i oczy
* Przy tej całej skuteczności jest też bardzo delikatne
* Ma krótki i przyzwoity skład
* Nie zawiera parafiny, parabenów i alkoholu
* Nie zapycha, nie powoduje problemów z cerą
* Ma wygodne opakowanie z pompką
* Konsystencja jest gęsta, kremowa i przyjemna
* Delikatny, kremowy zapach
* Pozostawia na skórze delikatny film, który koi skórę

WADY
* Średnia cena - około 14 zł za 200 ml
* Bardzo słaba wydajność - opakowanie wystarczyło mi na niecałe 3 tygodnie
* Pompka nie chce wydobywać końcówki produktu 


MOJA OPINIA
Mleczko to kupiłam, ponieważ wykończyłam moje 5 butelek mleczka Celia i niestety nie udało mi się dostać nigdzie kolejnego opakowania. W drogerii przeżyłam niemiłe zaskoczenie, bo większość tego typu produktów miała w składzie parafinę co wyklucza dla mnie produkt. Mleczko Mixa zrobiło na mnie dobre wrażenie w sklepie i kupiłam. W domu okazało się, że to naprawdę świetny kosmetyk! Zmywa makijaż po prostu fantastycznie i błyskawicznie. Zawsze po demakijażu mleczkiem myję jeszcze buzię żelem bez sls ale w tym wypadku okazało się, że nie ma już na niej ani śladu makijażu. Po użyciu mleczka na twarzy zostaje delikatny film, dzięki czemu wydaje się jakby skóra była nawilżona i odżywiona a uczucie dla mojej suchej cery jest bardzo komfortowe. Oczywiście mleczko nie powoduje żadnego zapychania ani innych cyrków czy podrażnień nawet oczu. Ale mam też kilka negatywnych obserwacji. Przede wszystkim jest to wydajność, która jest tragiczna... Mleczko Celia, które kosztuje około 6-7 złotych wystarczało mi prawie na 2 miesiące używania. W przypadku Mixa już po niecałych 3 tygodniach zobaczyłam dno, a nie kosztuje ono wcale tak mało w porównaniu do innych produktów. Myślę, że jest to spowodowane tym, że konsystencja jest dość gęsta i bardzo bogata. Ale tak czy siak średnio się to opłaca. Dodatkowo jeszcze pompka, która działa świetnie, ale gdy produktu zostaje na dnie mniej to nie ma możliwości wydobycia go. Poza tym nie mam innych zarzutów. 

Mleczko oceniam jako jedno z lepszych dostępnych na rynku produktów. Zmywa świetnie, dobrze działa na skórę i pozwala szybko wykonać demakijaż. Gdyby nie marna wydajność to raczej nie zmieniłabym go na nic innego, ale po prostu to z Celii bardziej się opłaca więc będę z nich korzystać naprzemiennie. Polecam :)

Buziaki :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

RECENZJA MINI-KOLEKCJI PĘDZLI HAKURO


Hej :) Dziś mój pierwszy post na temat pędzli :) Jak pewnie już wiecie, nie jestem makijażystką i wszelkie makijaże lub testy kosmetyków przeprowadzam jedynie na sobie. Dzięki temu mogę wypowiedzieć się jak u mnie dane produkty się spisują i czy mi osobiście odpowiadają czy nie. Jednak w przypadku pędzli sprawa wygląda nieco inaczej - nie wystarczy ich po prostu mieć, trzeba jeszcze umieć sprawnie się nimi posługiwać. I tu u mnie bywa różnie, w zależności od tego jak często z danego pędzla korzystam i jakie znajdę dla niego zastosowanie :) Pokażę wam dzisiaj wszystkie pędzle marki Hakuro jakie posiadam i opowiem co nieco o tym jak się u mnie spisują na co dzień. Z tej firmy mam ich 7 i oto recenzja.



HAKURO H13
Czarny pędzel o kształcie "jajeczka" wykonany z włosia naturalnego (kozy). Według producenta ten pędzel jest przeznaczony do konturowania oraz nakładania takich kosmetyków jak bronzer, róż, rozświetlacz. Moim zdaniem najleiej sprawdza się właśnie w takim bardzo precyzyjnym konturowaniu twarzy. Jeśli chcemy w dość mocny sposób zaznaczyć bronzerem kość policzkową to tu sprawdzi się świetnie. "Czubeczek" precyzyjnie narysuje nam linię bronzerem na policzku a przy mocniejszym dociśnięciu rozetrzemy ją ładnie. Ten czubeczek świetnie się też sprawdzi do nakładania rozświetlacza, natomiast nie lubię nakładać tym pędzlem różu (wolę takie z puchatą końcówką). Na co dzień malując się raczej nie konturuję tak precyzyjnie twarzy dlatego akurat z tego pędzla rzadko korzystam. Włosie jest sprężyste, nie wypada i trzyma kształt więc jakość wykonania jest super. Kosztuje około 26 złotych.

HAKURO H22
Małe "jajeczko" wykonane z dwukolorowego włosia syntetycznego. Według producenta służy do nakładania korektora lub pudru pod oczy lub rozświetlacza na policzki. I tu muszę się w 100% zgodzić z producentem, bo po prostu uwielbiam ten pędzel i nie wyobrażam sobie już życia bez niego. Najczęściej nakładam nim właśnie puder pod oczy i na powieki i jego rozmiar jest tu idealny - wszystko idzie szybko, sprawnie i dokładnie. Do rozświetlacza i korektora też jest super. Włosie jest mięciutkie, sprężyste i dobrze trzyma kształt. Kosztuje około 27 złotych i polecam go gorąco :)

HAKURO H24
Pędzel skośny, syntetyczny służący do nakładania różu lub bronzera. W praktyce ma bardzo wiele funkcji, bo oprócz samej aplikacji i rozcierania tych kosmetyków może również doskonale wykonturować twarz, posłużyć do aplikacji rozświetlacza a nawet z braku innego pędzla można nim nałożyć podkład. Jest milutki, lekko puchaty ale bardzo sprężysty. I tak jak wszystkie posiadane przeze mnie pędzle Hakuro ma bardzo dużo włosia. Bardzo przydatny pędzel. Kosztuje około 26 zł.



HAKURO H77
Czarny pędzelek z włosia naturalnego (kozy) służący do rozcierania cieni. Jest fantastyczny :) Zanim go kupiłam rozcierałam cienie jakimś takim "bezmarkowym" pędzelkiem i w sumie byłam zadowolona. Ale tak naprawdę dopiero gdy użyłam tego h77 to zobaczyłam jak można szybko, ładnie i precyzyjnie rozetrzeć cienie nie tracąc przy tym ich koloru :) Oprócz rozcierania świetnie mi się spisuje wtedy, gdy chcę tylko nałożyć na powiekę 1 cień - czy to w postaci mgiełki koloru na całej powiece czy też na delikatnym podkreśleniu załamania. Można tylko nim sprawnie zrobić cały makijaż powieki. Bardzo go lubię i cieszę się, że zdecydowałam się na zmianę na ten właśnie model. Kosztuje około 17 złotych.

HAKURO H70
Ten pędzelek jest wykonany z naturalnego włosia kucyka. ma spłaszczony kształt i służy do aplikacji cieni. jest niezwykle miękki mimo tego, że zawiera naprawdę dużo włosia. Dobrze nakłada się nim cienie na całą powiekę, a przez to, że jest spłaszczony można coś nim pokombinować w załamaniu i na dolnej powiece. Jest wygodny w użyciu ale nie niezastąpiony i gdybym miała wybierać między tym a tym h77 to wygrałby h77. Tak czy siak świetny w aplikacji. kosztuje około 15 złotych.

HAKURO H78
Pędzelek z naturalnego włosia kucyka nazywany potocznie kuleczką. Ma okrągłą skuwkę i służy do nakładania cieni w załamaniu powieki. Równie dobrze wg mnie sprawdzi się do makijaży dolnej powieki oraz rozświetlania wewnętrznego kącika oka i łuku brwiowego. Nie jest to pędzel niezbędny i na co dzień, kiedy nie maluję się mocno, jest mi właściwie zbędny. Ale za to gdy już chcę wyczarować coś fajnego na powiekach to jest niesamowicie przydatny i znacznie ułatwia sprawę, głównie na dolnej powiece. Jest te solidnie wykonany i przyjemny w używaniu. kosztuje około 17 złotych.

HAKURO H85
Pędzelek skośny, syntetyczny do brwi lub eyelinera. Bardzo rzadko go używam, ponieważ brwi albo wcale nie maluję albo podkreślam kredką natomiast do eyelinera wolę cieniutki i precyzyjny pędzelek. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo łatwo jest nim zrobić prostą kreskę - czy to przy linii brwi czy rzęs i wiele osób znajdzie tu wybawienie :) Jest dość sztywny w porównaniu z resztą, ale sprężysty i ładnie sunie po skórze. Zachowuje kształt i nie gubi włosia. Kosztuje około 11 złotych.

To już wszystkie moje pędzelki. Teraz szukam fajnego, bardzo puchatego pędzla do pudru dowolnej marki więc jeśli znacie jakiegoś fajnego puchacza to napiszcie mi koniecznie :) Mam nadzieję, że zdjęcia i krótki opis tych pędzli pozwoli Wam sobie je pooglądać. Post nie jest sponsorowany i wszystkie te egzemplarze kupiłam sama lub kupili mi najbliżsi, więc moja opinia nie ma żadnego drugiego dna :) 

Pozdrowionka :)

piątek, 16 stycznia 2015

DENKO, CZYLI MINIRECENZJE KILKU PRODUKTÓW


Hej :) Dziś ciąg dalszy recenzji, ale w nieco innej formie, bo połączonej z denkiem. Bardzo się cieszę, że będę mogła się wreszcie pozbyć tych pustych opakowań i za jednym razem opowiedzieć Wam trochę o tych produktach. Oto więc minirecenzje, na które serdecznie Was zapraszam :)


1. OCEANIA ŻEL POD PRYSZNIC 
Czyli, żel pod prysznic z Biedronki. Kupiłam go dlatego, że akurat mój codzienny żel się skończył i nie chciało mi się latać po innych sklepach. Nie spodziewałam się po nim niczego cudownego a jednak w jednej kwestii bardzo mnie zaskoczył. Chodzi mi tu o zapach. Mam wersję Lawenda i Patchouli i jest on po prostu przepiękny, bardzo odprężający i naprawdę uroczy :) Pachnie głównie lawendą, ale tak bardziej kwiatowo (nie ziołowo). Zapach niestety nie utrzymuje się na skórze praktycznie wcale i sam żel to również żadna rewelacja - myje jako tako, jest mało wydajny, zawiera SLSy i trochę przesusza wrażliwą skórę. Ale za butelkę o pojemności 500 ml zapłaciłam 4,99 zł więc za sam zapach nie żałuję :) Czy go jeszcze kupię? Kto wie?? :)


2. LIRENE RÓŻANY OGRÓD, ŻEL POD PRYSZNIC
Kolejny produkt do mycia o po prostu boskim zapachu!!! Pachnie on jak dla mnie takim prawdziwie różanym ogrodem, i zapach jest tak intensywny, że wypełnia całą łazienkę. Oczywiście tutaj też zapach nie utrzymuje się jakoś specjalnie na skórze, a bardzo szkoda, bo jest cudowny. Sam żel ma bardzo fajną, żelową konsystencję, dość gęstą. W miarę łatwo go wycisnąć ale jest mały problem gdy zostanie go już niewiele. Opakowanie jest estetyczne i praktyczne ale zamykanie jest słabej jakości - po jednym upadku pod prysznicem straciłam spory kawałek nakrętki. Żel zawiera SLSy i również odrobinę przesusza. Kosztuje około 13 zł za 400 ml. Pewnie za ten zapach kupię go od czasu do czasu. 


3. BE BEAUTY SPA MAROKO, ŻEL POD PRYSZNIC
A to kolejny żel, który najkrócej mogę opisać jako straszne paskudztwo... Kupiony tym razem z ciekawości w Biedronce jako jakaś limitowana seria. Najbardziej przeszkadzał mi w nim okropny zapach nie do zniesienia... Określiłabym to jako mieszankę aromatu jakiś śmierdzących orzechów arachidowych i jakiegoś likieru. Ohyda. Sam żel również beznadziejny - bardzo wysuszający skórę. Konsystencja ok, dobre pienienie się i mycie w miarę ok, ale przez ten zapach z całą pewnością więcej go nie kupię.


4. CELIA WOMAN MLECZKO DO DEMAKIJAŻU
Już wcześniej o nim wspominałam i nie raz znajdował się w moich ulubieńcach. Jest to rewelacyjne mleczko, które w  przeciwieństwie do większości tego typu produktów nie zawiera parafiny, parabenów, silikonów i wielu niekorzystnych składników. Kupiłam je kiedyś gdy raz były w promocji w Biedrze i po wypróbowaniu dokupiłam jeszcze 4 butelki. Ta, którą tu widzicie jest ostatnia i strasznie mi żal, że się skończyła... Mleczko doskonale zmywa makijaż, nie zapycha, zostawia skórę dobrze oczyszczoną i delikatnie nawilżoną dzięki zawartości olejku arganowego i świetlika. Jest rewelacyjne i tanie - około 8 zł chyba. Ale ma jeden zasadniczy minus - strasznie ciężko je dostać i dlatego musiałam na razie kupić inny kosmetyk. Ale jak spotkam to od razu kupię na zapas :)


5. EMULSJA MYJĄCA ALTERRA BIO-GRANAT
Emulsję tą używam jak mleczka do demakijażu, tzn. rozprowadzam wacikiem na skórze twarzy i po chwili spłukuję. Bardzo dobrze oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i z delikatnego makijażu, ale z całą pewnością nie poradzi sobie z jakimś mocniejszym makijażem. Ma bardzo dobry skład i właściwości kojące oraz nawilżające. U mnie sprawdził się bardzo dobrze i mogę go polecić jako delikatny produkt do oczyszczania dla osób z cerą suchą i normalną. Przy cerze mieszanej i tłustej może Wam przeszkadzać delikatny film, jaki emulsja zostawia na cerze. Pachnie pięknie, jest w estetycznej i higienicznej tubce i jest dość wydajne. Kosztuje około 9 zł. Na pewno kupię jeszcze nie raz :)


6. ANTYPERSPIRANT NIVEA STRESS PROTECT
Jednym z moich ulubieńców wśród antyperspirantów jest kulka Nivea Dry Comfort. Używałam go przez długi czas praktycznie niezmiennie, ale w ostatnich miesiącach trochę mi się to znudziło i zaczęłam wybierać inne produkty. I tak właśnie trafiła do mnie wersja Stress Protect, która u mnie kompletnie się nie sprawdziła. Nie chroniła wystarczająco nawet w normalnych sytuacjach, al co dopiero w stresowych :) Muszę tu zaznaczyć, że nie mam absolutnie żadnych problemów z poceniem i zazwyczaj każdy antyperspirant w miarę spełnia moje oczekiwania. Z tego jednak nie byłam zadowolona i z trudem go wykończyłam. Oczywiście nigdy więcej go nie kupię. Cena to około 10 zł.

To tyle z dzisiejszego denka, ale z całą pewnością nie koniec, bo mam jeszcze całe mnóstwo zużytych kosmetyków. Kolejne denka pewnie niedługo, ale też będę się starała, żeby pokazywać Wam po kilka kosmetyków i w miarę je opisać :)

Buziaczki :*

niedziela, 11 stycznia 2015

L'OREAL TRUE MATCH - RECENZJA PODKŁADU


Hej :) Tak jak ostatnio zapowiadałam, w najbliższym czasie skupię się na recenzjach, ponieważ wiele ciekawych kosmetyków czeka u mnie w kolejce. Najbardziej ciekawią mnie zawsze opisy podkładów, ponieważ jest to ten typ kosmetyku, od którego każda z nas oczekuje zupełnie czegoś innego :) Sama również zacznę od recenzji podkładu L'Oreal True Match w odcieniu D1W1 Golden Ivory, który kupiłam z ciekawości podczas promocji 1+1 w Rossmannie. Oto moje spostrzeżenia po dwóch miesiącach używania :)

MOJE OCZEKIWANIA
Kupując podkład marki L'Oreal, który cenę regularną ma dość wysoką jak na drogeryjny kosmetyk (ok 55 zł) oczekiwałam przede wszystkim dobrej jakości adekwatnej do ceny :) A co idzie za jakością - ładnego wyglądu na buzi i trwałości.


ZALETY
* Bardzo szeroki wybór odcieni
* Mój odcień jest ślicznym, jasnym żółtobeżowym kolorem
* Odcień bardzo dobrze dopasowuje się do koloru skóry
* Podkład jest bardzo leciutki 
* Pozwala nałożyć cieniutką warstwę kosmetyku
* Ma płynną i dość rzadką konsystencję ułatwiającą rozprowadzanie
* Nie jest wyczuwalny na twarzy
 * Ma estetyczne opakowanie i sprawną pompkę
* Jest całkiem wydajny
* Nie zapycha porów, nie powoduje wyprysków

WADY
* Podkład w żadnym razie nie jest nawilżający (a już tym bardziej przez 8 godzin)
* Mimo lekkiej konsystencji jest dość widoczny na skórze
* Ma dość "suchą" konsystencję
* Daje jakby "pudrowy" efekt na twarzy
* Nie jest zbyt trwały, po 2-3 godzinach znacznie go ubywa z twarzy
* Jego krycie jest lekkie w kierunku średniego (co może być i + i -)
* Cena

OTO PORÓWNANIE KOLORYSTYCZNE DO INNYCH ZNANYCH PODKŁADÓW
(światło dzienne, na białej kartce papieru)



MOJA OPINIA
Najogólniej mogę uznać ten podkład za typowego średniaka. Ma on wiele zalet, z czego najważniejszą jest szeroka gama kolorystyczna i odcienie dopasowujące się do skóry. Dzięki temu nawet jak nie trafimy idealnie w swój odcień to nie zmarnujemy produktu, tylko damy radę coś z nim zrobić :) Konsystencja podkładu ma jak dla mnie i zalety i wady. Zaletami są przede wszystkim lekkość, płynność i świetne rozprowadzanie. Dzięli tej lekkości możemy również naprawdę niewielką ilością kosmetyku pokryć cieniutko całą twarz. Natomiast bardzo przeszkadzało mi to, że podkład opisywany przez producenta jako nawilżający przez 8 godzin ma tak "suchą" konsystencję... Nie wiem jak to bardziej trafnie opisać niż poprzez słowa "suchy" i "pudrowy". Jako posiadaczka cery suchej nie chcę, żeby mój podkład zostawiał mi takie suche i pudrowe wykończenie na twarzy. I w dodatku nie nawilża nic a nic, ale nie jest to akurat cecha którą musi mieć podkład.
Krycie jest lekkie i można je delikatnie budować do lekko-średniego :) Ja zazwyczaj preferuję kosmetyki o średnim kryciu ale tutaj nie byłam jakoś specjalnie zawiedziona - po prostu użyłam korektora i tyle. Ale już to, że szybko znikał z twarzy nie odpowiadało mi bardzo. 

Ogólnie określiłabym ten podkład jako idealny dla nastolatek. Lekkie krycie i ładne dopasowanie kolorów pozwoli uniknąć efektu maski czy kolorystycznej wpadki jaka czasami się zdarza w młodym wieku :) W dodatku ta "pudrowa" konsystencja pozwala uniknąć warstw pudru co też u nastolatek się zdarza. Natomiast ja (niestety) nie mam już 16 lat i potrzebuję podkładu, który coś tam ukryje, co nieco rozświetli i będzie trwały a to nie jest to. Nie zmienia to jednak faktu, że z chęcią wykończę moje opakowanie. Ale czy kupię ponownie??? Raczej nie.

A Wy jakie macie z nim doświadczenia?? 
Buziaki :):):)


 

czwartek, 8 stycznia 2015

KILKA STYCZNIOWYCH NOWOŚCI


Hej :) Dziś chciałabym Wam pokazać kilka nowości, które w ostatnim czasie nabyłam - tym razem jednak trzymając się mojego postanowienia, że nie kupię nic póki poprzednik nie sięgnie dna :) Skorzystałam głównie z promocji na serię Babydream w Rossmannie oraz dokupiłam kilka innych rzeczy. Oto moje zdobycze :)


1. SZAMPON BABYDREAM
Nigdy wcześniej go nie miałam mimo tego, że uwielbiam tą serię kosmetyków. Teraz wreszcie jest mój dzięki temu, że skończył mi się dotychczasowy szampon bez SLS. Kosztował mnie w promocji 3,99 zł :)

2. BABYDREAM KREM OCHRONNY
Jak pewnie już wiecie moja skóra jest raczej normalna ale ma tendencję do przesuszania się. Ale zimą muszę ją określić zdecydowanie jako suchą i problematyczną (zarówno na twarzy jak i na ciele). Postanowiłam kupić ten krem jako specyfik do ciała i to do zadań specjalnych :) Dlaczego akurat ten?? Ponieważ większość tego typu kremów aż ocieka parafiną i w dodatku są dosyć drogie. ten natomiast ma świetny skład i kosztował mnie 3,99 zł :)

3. OLIWKA BABYDREAM
Z tym kosmetykiem znamy się już bardzo dobrze. Właśnie skończyła mi się moja ukochana oliwka z Hipp i miałam ją odkupić, ale ta jest prawie tak samo dobra przy znaczącej różnicy w cenie (Hipp kosztuje 14,99 zł a za Babydream w promocji zapłaciłam około 5,19 zł). Jestem z niej równie zadowolona.


4. MLECZKO DO DEMAKIJAŻU MIXA
Skończyło mi się mleczko z Celii, które bardzo lubię i które jest straaaasznie słabo dostępne... Musiałąm znaleźć coś innego, ale prawie każde mleczko w sklepie miało na początku składu parafinę, której ja nie mogę używać. To z firmy Mixa nie miało ani parafiny ani żadnych świństw więc się skusiłam. Będzie o nim oddzielna recenzja, ale już wspomnę, że jest świetne :) Kosztowało 12,99 zł.

5. ZIAJA WODA TONIZUJĄCA Z WIT. C
To chyba jakaś nowa seria firmy Ziaja, bo wcześniej jej nie widziałam. Kupiłam dlatego, że nie mam ani jednego toniku a często mam ochotę odświeżyć sobie twarz :) Ten jest w wygodnym atomizerze i kosztował około 9 złotych.

6. DUŻE PŁATKI Z BIEDRONKI
Genialne :) Kupiłam dwa opakowania i żałuję, że nie wzięłam więcej bo już dziś ich nie było... Są bardzo duże, nie rozwarstwiają się i są wygodne. Kosztują tylko 2,99 zł więc mam nadzieję, że wejdą do stałej oferty Biedronki.

To tyle na dziś :) W najbliższym czasie mam zamiar nadrobić zaległe recenzje, bo wiele produktów czeka na swoją kolej :) A jak u Was z nowościami - przybywa?? :)
Buziaki :)

wtorek, 6 stycznia 2015

ULUBIENIEC I... ROZCZAROWANIE, CZYLI RECENZJA L'OREAL VOLUME MILLION LASHES


Hej :) Dziś krótka recenzja o tuszu do rzęs, który bardzo mnie w ostatnim czasie zaskoczył i to niestety negatywnie. Mowa o L'Oreal Volume Million Lashes w wersji klasycznej. Kupiłam go w promocji 1+1 w Rossmannie w listopadzie i zrobił na mnie wtedy bardzo dobre wrażenie - i to na tyle dobre, że wylądował w ulubieńcach listopada. Po kilku miesiącach używania czas na pełną recenzję i uzupełnienie tego pierwszego wrażenia o kilka dodatkowych informacji.


MOJE OCZEKIWANIA
Jak zawsze od tuszu wymagam dokładnie tego samego - ładnego pogrubienia, podkreślenia rzęs i naturalnego efektu bez posklejanych włosków i osypywania się. 

ZALETY
* Ładnie pogrubia rzęsy i optycznie dodaje im objętości
* Rzęsy są efektownie podkręcone 
* Kolor jest czarny, ale nie smolisty
* Silikonowa szczoteczka dość dobrze rozczesuje włoski (tuż po otwarciu opakowania)
* Szczoteczką w miarę dobrze się manewruje 
* Nabiera się właściwa ilość tuszu na szczoteczkę
* Jest możliwość stopniowania efektu 
* Dobrze zamykane i ładne opakowanie

WADY
* Cena
* Tusz strasznie się kruszy po kilku godzinach
* Po miesiącu używania sprawia wrażenie nieświeżego
* Ma nieprzyjemny zapach
* Z czasem coraz gorszy efekt daje na włoskach


MOJA OPINIA
Tak jak już wspominałam, maskara tuż po zakupie zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Bardzo ciekawie podkręcała rzęsy, pogrubiała je i podkreślała. Przy nałożeniu jednej warstwy dostajemy idealny efekt na co dzień - wyraźny ale nie przesadzony. Jeśli natomiast dołożymy kolejną to makijaż staje się bardziej spektakularny. Szczoteczka jest bardzo wygodna, nabiera odpowiednią ilość tuszu i ładnie wyczesuje rzęsy. Ogólnie możne by było więc stwierdzić, że jest to naprawdę rewelacyjny tusz i tak też sama sądziłam. Niestety mój punkt widzenia zmienił się już niecały miesiąc po zakupie. Dlaczego?? Przede wszystkim dlatego, że tusz zaczął sprawiać wrażenie nieświeżego! Trwałość podana na opakowaniu to standardowo 6 miesięcy od otwarcia i mój tusz nie wyglądał na wcześniej otwierany. Niestety zaczął niespecjalnie pachnieć a jego konsystencja stawała się coraz gorsza - efekt na rzęsach był mniej estetyczny, rzęsy gorzej wyczesane... Ale najgorsze było to gdy z przerażeniem zauważyłam pewnego popołudnia na policzkach paskudny, czarny i bardzo wyraźny pył. Tusz potwornie się kruszył i wszystko zostawało na policzkach i pod oczami. Aż strach pomyśleć ile razy musiałam tak chodzić bez wiedzy o tym :) 

Podsumowując, tusz ma znaczące wady, które jeszcze można by mu jakoś wybaczyć, bo efekt na początku jest naprawdę ładny. Ale niestety nie jestem w stanie przełknąć takich wad w tuszu który kosztuje 61 złotych!!!! Za takie pieniądze, żeby tusz śmierdział po miesiącu i robił ze mnie Indianina popołudniami?? Zdecydowanie nie! Jest wiele maskar które kosztują 10-15 złotych, dają śliczny efekt i są o niebo trwalsze. I co najważniejsze możemy się nimi cieszyć przez kilka ładnych miesięcy. Nie widzę więc żadnego sensu wydawania 60 złotych na produkt, który nie spełnia oczekiwań. Żałuję, że nie zdecydowałam się na ten tusz w wersji So Cuture, który jest podobno o wiele lepszy...

Taka jest moja osobista opinia o tym produkcie. Dajcie znać czy u Was doświadczenia są podobne czy też może trafiłam na jakiś felerny egzemplarz. 

Gorące pozdrowienia i buziaczki ;)

piątek, 2 stycznia 2015

LAKIEROWE LOVE, CZYLI LAKIERY NA KARNAWAŁ :)


Witajcie w nowym roku :) Mam nadzieję, że Sylwestra spędziłyście na szalonej zabawie i Wasz rok zaczął się niezwykle przyjemnie. Jeśli jednak nie byłyście zachwycone swoją zabawą lub macie ochotę na więcej to wszystko jeszcze przed Wami - w końcu czas karnawału dopiero się zaczął :) Dziś chciałabym podsunąć kilka pomysłów na to jaki kolor lakieru możemy wybrać w tym szczególnym okresie w roku i to nie tylko na imprezę, ale również na co dzień. W końcu zima wcale nie oznacza szarości a karnawał zachęca do szaleństw :) Oto więc kilka moich propozycji.

ŚLIWKOWY RAJ
Odcienie głębokich, ciemnych fioletów to coś za co kocham zimę - wtedy i na paznokciach i na ustach wygląda niesamowicie. Oto lakiery od prawej:
1. Golden Rose Rich Color nr 57 - jasne, zgaszone bordo
2. Golden Rose Rich Color nr 14 - cudowna, intensywna fuksja
3. Golden Rose Rich Color nr 28 - po prosty śliwka


OWOCOWY KOKTAJL
Karnawał pozwala na szalone, soczyste kolory na paznokciach nawet na co dzień. Blade pastelowe róże lepiej zostawić na wiosnę i korzystać z uroków tego okresu :)
1. Golden Rose Rich Color nr 13 - soczysty arbuz
2. Eveline miniMax nr 686 - uroczy koral
3. Rimmel 60 seconds nr 260 - różowa malinka


BROKATOWE ISKRY
Brokatowy blask świetnie roziskrzy nam paznokcie i długo utrzyma się, dzięki czemu nie musimy się martwić o odpryski :)
1. Golden Rose Jolly Jewels - piękny, jasny liliowy
2. Lovely Blink Blink  nr 1 - fioletowo-srebrne, duże drobiny brokatu
3. Wibo Glamour Sand nr 3 - fioletowo-brązowy, drobny brokat

NUDE...
Gdy kolorystyka kreacji lub intensywny makijaż nie pozwala nam na szaleństwo na paznokciach zawsze możemy postawić na elegancki i szykowny manicure nude. Nie będzie on się może rzucał w oczy ale da wrażenie zadbanych dłoni i podkreśli biżuterię na dłoniach.
1. Rimmel 60 seconds nr 513 - typowy, beżowy nude
2. Golden Rose Rich Color nr 05 - nude złamany delikatnie brązem i odrobiną fioletu
3. Eveline miniMax nr 496 - nude złamany różem

To już wszystkie moje propozycje "paznokciowe". To fantastyczne, że mamy tak ogromny wybór kolorów lakierów na rynku i każdy jest niepowtarzalny. Możemy idealnie dopasować kolor do swoich potrzeb. Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie coś idealnego dla siebie na karnawałowe szaleństwo :)
Buziaki :)