Etykiety

wtorek, 15 grudnia 2015

NOWOŚCI KOLORÓWKA!!! - THEBALM, CATRICE, REVLON, MUR I INNE :)

Hej :) 
Bardzo dawno mnie tu nie było, ale same wiecie jak to jest - czasami zdarza się taki mega gorący okres w życiu i nic na to nie poradzimy. Za to nazbierało mi się sporo rzeczy, które chciałabym Wam pokazać, bo nieźle poszalałam z zakupami w ostatnim czasie. Kupiłam sporą ilość nowej kolorówki i to wcale nie dlatego, żeby mi czegoś brakowało :) Po prostu od dawna miałam ochotę na przetestowanie wielu rzeczy i przeglądając kosmetyki w Rossmannie i na mintishop.pl dodawałam i dodawałam i dodawałam je do koszyka aż trochę się nazbierało i postanowiłam zamówić :) Oto więc szybki przegląd moich zakupów!


REVLON COLORSTAY - 
miałam kiedyś wersję do cery tłustej i zupełnie się u mnie nie sprawdziła. Tym razem z ciekawości kupiłam tą do cery suchej i normalnej. Kolor 150 Buff, który miał podobno być ciemniejszy niż w tej wersji do cery tłustej. Dla mnie to i tak bladzioch i będę musiała coś pokombinować. Kosztował 29,99 zł.

CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE - 
sławny w ostatnim czasie korektor wreszcie mój. Mam wersję w słoiczku ale pod oczy jest dla mnie zbyt wysuszająca. Ten płynny już zaczęłam stosować i pierwsze wrażenie jest ekstra :) Mam kolor 20 , który jest ciepłym, jasnym beżem - jasnym ale nie dla bladzioszków :) W opakowaniu wygląda na jaśniejszy niż faktycznie jest. Kosztował 15,99 zł.

THE BALM DESERT - 
wreszcie zdecydowałam się wypróbować kosmetyki tej marki. Bronzer jest typowym odcieniem do opalania twarzy ale jeszcze muszę się nim pobawić żeby wyrobić sobie jakieś zdanie na jego temat. Kosztował około 60 złotych.

THE BALM HOT MAMA - 
piękny, piękny, boski róż!!! Spodziwałam się innego koloru bo zdjęcia w internecie są strasznie przekłamane i jest on tam pokazany jako zdecydowanie różowy odcień. Natomiast faktycznie jest taki "herbaciany" - troszkę różowy, troszkę brzoskwiniowy, opalizujący na złoto. Myślę, że moje zdjęcie dość dobrze oddaje kolor. Na skórze wygląda bosko i jestem zachwycona :) Kosztował około 60 zł.

MUR ESSENTIAL MATTES 2 - 
 wstyd przyznać ale to mój pierwszy kosmetyk od MakeUp Revolution! Cienie jak za cenę 19,99 zł są mega napigmentowane i bardzo fajne na pierwszy rzut oka :)

MUR AWESOME METALS -
musiałam kupić słynne folie :) Wybrałam kolor Rose Gold i Black Diamond. Oba piękne ale tak strasznie błyszczą, że muszę się zastanowić jak je użyć, żeby nie zrobić sobie dyskoteki na oku :) Każdy kosztował 20 zł.

MAYBELLINE COLOR TATTOO - 
przecudowny kolor "On and on bronze" zachwycił mnie od pierwszego wrażenia. Kosztował 25 zł.

EVELINE CELEBRITIES EYELINER - 
wybrałam tym razem tą wersję eyelinera bo ma tradycyjny pędzelek a nie gąbką jak ten, który miałam wcześniej. Kosztował około 12 zł.

CATRICE BROWDEFINER - 
genialny produkt! Mam odcień 020 i jest dla mnie idealny - wcale go nie widać a super podkreśla brwi. Kosztował 15,99 zł.

L'OREAL VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE - 
od dawna chciałam go mieć i wreszcie mogę przyznać, że jest wart całego tego zgiełku jaki wokół niego jest. Bardzo dobre pierwsze wrażenie więc mam nadzieję, że nic się nie zmieni :) Kosztował mnie 32 zł.


CATRICE ULTIMATE COLOUR - 
kolejna szminka z Catrice. Piękne opakowanie i piękny kolor nude (20 Hey Nude). Uwaga dla osób z ciemniejszą karnacją - możecie wyglądać w niej jak w korektorze, to typowy kolor dla jasnych karnacji :) Kosztowała 16,99 zł.

SYLVECO POMADKA Z PEELINGIEM
zbawienie dla suchych ust zmasakrowanych kaloryferami i zimnem na dworze. Pierwsze wrażenie cudowne. Kosztowała 9,50 zł.

Ufff i to tyle :) Dajcie znać jakie macie wrażenia z tymi kosmetykami.
Buziaki!!!!!!!!!!!!!!!!!

środa, 11 listopada 2015

SYLVECO - POZNAJMY SIĘ BLIŻEJ :)

Hej :)
Dziś króciutki post o moich małych zakupach kosmetyków marki Sylveco. Wieeeele słyszałam na ich temat - że dobre, że polskiej produkcji, że mają naturalne składy itp. itd... Postanowiłam przekonać się na własnej skórze jak się sprawdzają, bo jak pewnie wiecie lubię sięgać po naturalną pielęgnację. Wykorzystałam również moment, że w mojej aptece odbywały się dermokonsultacje właśnie firmy Sylveco. Przemiła Pani Konsultantka zbadała stan nawilżenia i natłuszczenia mojej skóry i troszkę pogadałyśmy sobie o pielęgnacji twarzy. O dziwo okazało się, że moja sucha skóra jest całkiem przyzwoicie nawilżona i natłuszczona co świadczy o ty, że moja pielęgnacja sprawdza się bardzo dobrze. Wiem jednak doskonale, że chwila nieuwagi lub zaniedbania zaraz jest widoczna i nie mogę sobie pozwolić na rezygnację z codziennych rytuałów. 

Ale koniec gderania, czas pokazać na co się zdecydowałam :)


Na dobry początek i poznanie marki zdecydowałam się kupić dwa kosmetyki.
LIPOWY PŁYN MICELARNY to podobno hit marki Sylveco, dlatego też kupiłam go mimo, że nie jestem wielką fanką miceli. 
KREM BRZOZOWY Z BETULINĄ pomacałam sobie u Pani Konsultantki i od razu stwierdziłam, że biorę bo ma genialną mega-masełkowatą konsystencję a ja wprost uwielbiam takie gęste kremy.



Dostałam również 3 próbki:
LEKKI KREM BRZOZOWY - czyli lżejsza wersja tej co kupiłam (na miejscu również go mogłam sprawdzić i faktycznie jest bardzo leciutki - dla mnie chyba zbyt).
ŁAGODZĄCY KREM POD OCZY - jeszcze nie próbowałam, ale lubię testować wszelkie kremy :)
BIOLAVEN KREM NA NOC - czyli inna linia marki Sylveco o podobno pięknym zapachu - przekonamy się :)

Muszę przyznać, że kosmetyki Sylveco mają naprawdę krótkie i bardzo naturalne składy - dodatkowym plusem jest tłumaczenie składu na polski na opakowaniu. Ceny są troszkę wyższe niż w przypadku tradycyjnych, drogeryjnych kosmetyków no ale i składy znacząco się różnią więc nie ma się tu do czego przyczepić.

Mam nadzieję, że sprawdzą się i u mnie. A jak Wasze doświadczenia z marką Sylveco?
Buziaki :)

poniedziałek, 2 listopada 2015

ULUBIEŃCY WRZEŚNIA I PAŹDZIERNIKA


Hej :)
Pora na ulubieńców ale powiem Wam, że ostatnio mało co mnie zachwyca. Ciągle kupuję jakieś nowe rzeczy do testowania (zazwyczaj w ciemno) i mało co okazuje się jakimś szałem. Nie chcę też w kółko pokazywać Wam tych już sprawdzonych kosmetyków bo one pojawiały się w ulubieńcach wielokrotnie. Dlatego też dzisiaj pięć kosmetyków, które faktycznie w ostatnim czasie zrobiły na mnie wrażenie i warto o nich tu napisać :) 


EVREE MAX REPAIR
Balsam, o którym pisałam Wam w poprzednim poście. Absolutnie fantastyczny, świetnie nawilża i na długo daje uczucie komfortu. Polecam :)

GARNIER PŁYN MICELARNY 3W1 SKÓRA WRAŻLIWA
Nie jestem fanką płynów micelarnych, bo jako posiadaczka suchej skóry lubię konsystencję mleczek do demakijażu. Ale muszę przyznać, że ten płyn z Garniera jest naprawdę świetny! Doskonale zmywa makijaż i robi to ekspresowo a przy tym zupełnie nie podrażnia. Super! :)


RIVAL DE LOOP REVITAL Q10 KREM POD OCZY
Fantastyczny krem :) Już wcześniej zachwycałam się kremem pod oczy tej firmy tyle, że z serii czerwonej (Regeneration). Teraz śmiało mogę powiedzieć, że ten Revital Q10 jest jeszcze lepszy. Przede wszystkim tak dobrze nawilża i koi, że nakładając go na noc jeszcze rano czuję cudownie nawilżoną i wygładzoną skórę pod oczami. Świetny krem za niecałe 10 zł. Recenzja wkrótce :)

NOWY L'OREAL TRUE MATCH
Uwielbiam odkąd pierwszy raz spróbowałam. To naprawdę bardzo leciutki, uniwersalny podkład, który świetnie sprawdza się na co dzień i po prostu sprawia, że skóra wygląda świetnie. Myślę, że zostanie ze mną na długo. Mój odcień to 2N.

BOURJOIS HEALTHY MIX
Gdyby ten podkład umiał mówić to nazwałby mnie zdrajczynią, bo regularnie go ostatnimi czasy omijałam żeby używać True Match :) Ale gdy po kilku tygodniach znów zaczęłam go od czasu do czasu nakładać to przypomniałam sobie o wszystkich jego zaletach i dalej jest u mnie w czołówce najlepszych podkładów. Teraz stosuję go na przemian z True Match i jestem zachwycona :) Mój odcień to 52.

I to tyle :) 
Buziaczki :)

czwartek, 29 października 2015

EVREE MAX REPAIR BALSAM DO CIAŁA - RECENZJA


Hej :)
Przyznaję się bez bicia - nienawidzę się balsamować!!! Jesienią i zimą tuż po prysznicu mam ochotę natychmiast wskoczyć w ciepłą piżamkę i biegiem lecieć pod kołdrę więc myśl o żmudnym smarowaniu się jakimś balsamem i czekaniu aż delikwent łaskawie się wchłonie nie jest zbyt przyjemna. Z kolei latem i wiosną gdy jest ciepło to przeraża mnie wizja ubrań przyklejających się do nabalsamowanego ciała i spływającej w ukropie warstwy kosmetyku... Wrrrrr :) Niestety moja skóra jest bardzo sucha i mimo wszelkiej niechęci nie mogę pozwolić sobie na rezygnację z kosmetyków pielęgnacyjnych. Staram się jednak wyszukiwać możliwie najbardziej bezproblemowe balsamy - z różnym skutkiem :) Tym razem skusiłam się na balsam EVREE MAX REPAIR i oto moje refleksje na jego temat.

MOJE OCZEKIWANIA
Bardzo porządne nawilżenie, super szybkie wchłanianie i cudowne właściwości pielęgnacyjne :) 

ZALETY:
* Rewelacyjnie nawilża skórę
* Daje długo utrzymujący się komfort skóry
* Bardzo szybko się wchłaniania
* Ma przyjemną konsystencję - nie za lekką, nie za ciężką
* Nie klei się do ubrań, nie brudzi ich
* Ma bardzo porządny skład pełen świetnych składników
* Jest wydajny i przy tym niedrogi
* Ma bardzo słabo wyczuwalny zapach przez co nie gryzie się z perfumami
* Nie zawiera świństw typu parabeny, parafina, barwniki
* Jest bardzo dobrze dostępny (w każdym Rossku) 

WADY:
* Mało atrakcyjne opakowanie


MOJA OPINIA:
Absolutnie genialny produkt! Jak nienawidzę balsamów do ciała tak ten pokochałam od razu. Przede wszystkim dlatego, że jak każda kobieta lubię mieć wypielęgnowaną, miękką, nawilżoną skórę i poczucie, że dbam o nią najlepiej jak potrafię. A dzięki temu kosmetykowi mogę to osiągnąć bez żmudnego wcierania, czekania na wchłonięcie i na jakiekolwiek efekty. Ten balsam działa od razu - tuż po rozsmarowaniu go na skórze od razu czuć komfort i świetne nawilżenie skóry. I nie jest to złudny efekt jaki dają często kosmetyki zawierające parafinę w składzie (która zamiast nawilżać oblepia nam skórę i daje jedynie chwilowe wrażenie komfortu). W balsamie Evree Max Repair nie ma ani parafiny ani innych olejów mineralnych za to jest całe bogactwo przyjemnych składników takich jak olej migdałowy, słonecznikowy, mocznik, masło shea, olej arganowy czy ekstrakt z rozmarynu. I o dziwo mimo sporej zawartości olejków balsam wchłania się ekspresowo - odczekuję po nałożeniu może ze 2 minuty i śmiało mogę się ubierać nie brudząc niczego i nie przyklejając się :) Skóra po jego użyciu jest bardzo długo nawilżona - smarując się wieczorem jeszcze rano czuję bardzo przyjemnie ukojoną skórę co dotychczas zupełnie mi się nie zdarzało w przypadku innych balsamów. Jedyne zastrzeżenia jakie mogą się pojawić to np. zapach. Mi on odpowiada bo jest bardzo delikatny i słabo wyczuwalny co dla mnie jest najważniejsze bo nie lubię jak coś gryzie się z zapachem perfum czy żelu pod prysznic. Natomiast nie ma co ukrywać, że nie jest on szczególnie przyjemny i jeśli ktoś preferuje pachnące balsamy to powinien sobie powąchać ten specyfik zanim kupi (u kogoś a nie macając balsam w sklepie :):):) Jeszcze opakowanie nie wzbudza u mnie jakiegoś szczególnego entuzjazmu, bo jest to po prostu duża czerwona, plastikowa butla i tyle. Ale w końcu nie opakowanie tylko zawartość jest ważna. Podsumowując, ja zakochałam się w tym balsamie i cieszę się, że wreszcie trafiłam na coś co porządnie nawilża mi skórę i nie rozpaczam przy tym, że muszę go używać :) Polecam Wam go serdecznie!

A czy Wy miałyście już okazję poznać ten balsam?? A może znacie inne "balsamowe" hity??
Buziaki :)





sobota, 24 października 2015

BIELENDA CC CREAM NA ZACZERWIENIENIA - RECENZJA ZIELONEGO MAZIDŁA :)

Hej :)
Uwielbiam kupować kremy. I kropka. To moja mała mania, z której muszę się chyba leczyć bo często mam wiele słoiczków pootwieranych i nie jestem w stanie tego zużyć w odpowiednim terminie :) Ostatnio mam "fazę" głównie na kremy redukujące zaczerwienienia, ponieważ moja dość jasna skóra ma tendencję do czerwonych przebarwień i drobnych naczynek. Po kremie z serii Sexy Mama marki Bielenda (który był totalnie cudowny i jego recenzję znajdziecie tutaj) postanowiłam wypróbować kolejny specyfik tej marki, czyli BIELENDA CC CREAM FACE PERFECTOR 10w1. Oto jak się spisał :)

MOJE OCZEKIWANIA
Redukcja widoczności naczynek i zaczerwienień, mocne nawilżenie skóry i współpraca z makijażem - czyli jak zwykle :) To małe oczekiwania w porównaniu do tego co obiecuje nam producent. Na opakowaniu znajduje się informacja, że krem przyniesie 10 korzyści naszej skórze:


ZALETY:
* Krem ma przepiękny zapach!!!
* Jest zamknięty w wygodnej i higienicznej tubce
* Jest bardzo lekki i łatwo się rozprowadza
* Ekspresowo się wchłania
* Nie zapycha i nie podrażnia
* Dobrze współgra z makijażem
* Dobrze sprawdza się jako leciutki krem na dzień pod makijaż
* Jest dość wydajny

WADY:
* Baaardzo słabo nawilża
* Ma bardzo lejącą konsystencję i dużo wylewa się za jednym razem z opakowania
* Krem ma zielony kolor i twarz w samym kremie ma dziwny odcień :)
* Redukcja zaczerwienień jest malutka


MOJA OPINIA
Jeśli mówimy o zaczerwienieniach to ten krem ma pewne plusy i minusy. Nakładając go pod makijaż otrzymujemy w miarę fajnie poprawiony koloryt i faktycznie zaczerwienienia mniej rzucają się w oczy więc efekt jest fajny. Jeśli natomiast mówimy o samym kremie to raczej bez podkładu bym go nie nakładała bo po jego samodzielnej aplikacji skóra ma nieco dziwny kolor (przez zielony odcień kremu) a zaczerwienia i tak są widoczne. Tak więc pod makijaż - tak, samodzielnie - nie :)  Samo używanie tego kremu jest bardzo przyjemne, głównie przez zapach (choć normalnie nie lubię pachnących kremów to ten ma tak boski zapach, że szok:) Krem szybciutko się rozprowadza, ekspresowo wchłania więc jest idealny pod poranny, szybki makijaż. Trzeba jedynie uważać żeby nie wylać sobie pół tubki na raz bo opakowanie ma dość dużą dziurę a sam krem jest bardzo lejący. I gdyby nie to, że krem naprawdę słabo nawilża to myślę że pokochałabym go na co dzień. Niestety jak wiecie ja mam suchą skórę i bez solidnej dawki porządnego nawilżacza ani rusz. I ten fakt powoduje, że kremik mimo wielu wspaniałych cech nie może być u mnie stosowany codziennie bo wyschłabym na wiór :) Ale z wielką przyjemnością zużyję moje opakowanie od czasu do czasu pod makijaż i z pewnością będę miło wspominać :)

A może znacie jakieś inne ciekawe kremy na zaczerwienienia?? Co polecacie??
Buziaki :)

niedziela, 18 października 2015

MIXA BOGATY KREM ODŻYWCZY - RECENZJA

Hej :)
Tak jak zapowiadałam dziś pojawia się recenzja Bogatego Kremu Odżywczego Mixa. Jest on u mnie od niedawna ale stosując go przez około 3 tygodnie wyrobiłam sobie już konkretną opinię na jego temat. Dlaczego aż tak szybko?? Ponieważ jest to krem bardzo charakterystyczny i tak naprawdę już po zaledwie kilku użyciach wiedziałam co w trawie piszczy. Oto więc moja opinia :)


MOJE OCZEKIWANIA
Krem kupiłam, ponieważ miałam ochotę wypróbować coś nowego na dzień. Ten kremik był akurat w promocji w Rossmannie, a że markę Mixa dotychczas bardzo lubiłam to postanowiłam się się skusić. Oczekiwałam tego co obiecuje producent, czyli intensywnego odżywienia, ukojenia suchej skóry oraz dobrej współpracy z makijażem. Krem kosztował mnie ok. 18 złotych a jego cena regularna to około 28 zł.


ZALETY
* Absolutnie genialna konsystencja!!
* Idealne, szybkie wchłanianie się 
* Brak jakiejkolwiek tłustości czy filmu na skórze
* Rewelacyjne rozprowadzanie
* Dobrze się spisuje z makijażem
* Bardzo ładny, szklany słoiczek
* Faktyczne uczucie ukojenia skóry (choć chwilowe)
* Zawartość masła shea i oleju z wiesiołka
* Dostępność testera w sklepie

WADY
* Krem ewidentnie zapycha...
* Mimo bardzo bogatej konsystencji krem baaaardzo słabo nawilża i odżywia
* Jak na produkt do cery wrażliwej ma wysoko w składzie alkohol
* Dość intensywnie pachnie


MOJA OPINIA
Może zacznę od tych dobrych rzeczy :) Absolutnym plusem tego kremu jest jego konsystencja - gęsta, bogata, dosłownie masełkowata. Ideał dla większości posiadaczek skóry suchej. Jeśli dodać do tego naprawdę idealne rozprowadzanie się, super szybkie wchłanianie, ukojenie skóry i dobrą współpracę z makijażem to wydawałoby się, że jest to krem idealny :) I dokładnie tak sobie pomyślałam tuż po zakupie ciesząc się z tak znakomitego nabytku :) Jednak szybko okazało się, że krem ma także kilka wad, które dla mnie są niesamowicie istotne. Oczywiście najważniejsze to zapychanie porów - moja skóra jest bardzo wrażliwa na takie rzeczy i jeśli dany kosmetyk ma tendencję do zapychania to u mnie już po kilku dniach stosowania to widać. I tak właśnie było w tym przypadku. Po dwóch trzech dniach zauważyłam grudki na skórze a po około tygodniu zaczął się "wysyp" małych pryszczyków, które przy mojej suchej skórze są w normalnych warunkach rzadkością. Bardzo mnie to zasmuciło bo takie coś od razu dyskwalifikuje krem na starcie - bo kto chciałby na własne życzenie mieć pryszcze?? :) Muszę również wspomnieć o tym, że krem mimo cudownej konsystencji, która otula i koi naszą buzię po chwili się wchłania i co?? I nic, niestety. Nie ma prawie żadnego uczucia nawilżenia czy odżywienia skóry... Nie tylko na dłuższą metę ale już po kilkunastu minutach miałam wrażenie jakbym potrzebowała nawilżyć czymś twarz. Dla dziewczyn ze skórą mieszaną czy tłustą takie uczucie "niczego" na skórze może byłoby fajne ale dla mojej suchej cery brak jakiegokolwiek nawilżania to po prostu masakra :) 

 
Podsumowując - krem robi fantastyczne wrażenie i naprawdę przyjemnie się go używa. Dla osób niewrażliwych na zapychanie i nie potrzebujących za bardzo nawilżania może by się sprawdził (choć z drugiej strony po co komu krem nawilżający, który nie nawilża?? :) U mnie niestety zapycha i nie daje komfortu odżywionej skóry więc mimo booooskiej konsystencji i aplikacji nie kupię go ponownie. 

A Wy miałyście styczność z tym kremem?? Polubiliście się??
Buziaczki :)

wtorek, 13 października 2015

ZAKUPY - INGLOT, EVREE, MIXA, BIELENDA I INNE :)


Hej :) 
Dziś zapraszam Was serdecznie na szybki przegląd moich zakupów z ostatnich 2 tygodni. Są to głównie kosmetyki do pielęgnacji, ponieważ makijażowy shopping mam dopiero w planach :) Oto więc co kupiłam!

  
L'OREAL RECITAL PREFERENCE NR 9.1
Ciemny blond, który zrobiłam sobie ostatnio nie wygląda już najlepiej bo bardzo zbladłam więc czas wrócić do nieco jaśniejszego odcienia. A ta farba L'Oreala to mój ulubieniec. Cena w promocji 24,99 zł.

FACELLE
Już nie wiem która to z kolei butla - chyba dwusetna :) Cena 4,99 zł.

EVREE MAX REPAIR BALSAM DO CIAŁA
Potrzebny był mi skuteczny i w miarę możliwości bezzapachowy balsam do ciała bo nie znoszę jak coś gryzie się z zapachem moich perfum. Wybrałam Evree bo ta marka mnie jak dotąd nie zawiodła. Oby i tym razem tak było :) Cena w promocji to 11,99 zł.

RIVAL DE LOOP REVITAL Q10
Krem pod oczy. Dotychczas używałam kremu z tej samej firmy ale z serii Regeneration (czerwonej) i byłam bardzo zadowolona. Teraz wybrałam coś nowego dla odmiany i liczę, że też będę pod wrażeniem ceny do jakości (cena około 8 złotych z tego co pamiętam).

MIXA BOGATY KREM ODŻYWCZY
Potrzebowałam kremu na dzień i miałam ochotę na coś innego niż zwykle. Tester tego kremu był wystawiony w sklepie i zachwyciła mnie jego cudowna konsystencja. Kupiłam, testuję już dwa tygodnie i mam wiele do powiedzenia na jego temat więc jakiś post pojawi się niebawem (raczej na minus niż plus). Koszt w promocji to ok. 18 złotych (bez promo około 28 zł).

LOVELY AUTOMATIC LINER
Czarna kredka, którą lubię mieć pod ręką, bo można nią szybko i sprawnie podkreślić oko. Nie jest zbyt trwała ani zbyt czarna ale do mojego codziennego makijażu mi pasuje. Koszt ok. 8 zł.

SKARB
Bardzo lubię go sobie poczytać i zawsze bardzo żałuję gdy nie udaje mi się go już zdobyć.


INGLOT MAKEUP FIXER
Utrwalacz makijażu bardzo ostatnio polecany. Na co dzień takie rzeczy są mi zbędne, bo makijaż na mojej skórze raczej dobrze się trzyma (zresztą i tak nie przywiązuję do tego jakiejś wielkiej wagi). Za jakiś czas jednak szykuje mi się wielkie wyjście i potrzebuję kosmetyków, które zapewnią mi nienaganny wygląd. Mam nadzieję, że ten spray się sprawdzi :) Koszt to ok. 21 zł.

BIELENDA GOLDEN OIL PEELING NAWILŻAJĄCY
Wreszcie mój :) Od dawna się nad nim zastanawiałam i w końcu kupiłam. Mam nadzieję, że okaże się mocnym zdzierakiem i zapewni piękną i mięciutką skórę :) Cena to ok. 14 zł.

MASECZKI BIOVAX
Bardzo, bardzo się za Biovaxem stęskniłam :) Na razie kupiłąm sobie 2 saszetki w Biedronce ale koniecznie muszę sobie kupić duże opakowanie mojej ulubionej wersji - do włosów blond. Cena saszetki to 1,99 zł.

I to tyle. Teraz rozglądam się za jakimiś naprawdę dobrymi kosmetykami do makijażu, żeby zrobić sobie nimi perfekcyjny makijaż na wielkie wyjście niebawem. Polecacie coś???
Buziaki :):):)

niedziela, 4 października 2015

10 PROSTYCH RAD JAK WIDOCZNIE POPRAWIĆ STAN CERY I NIE ZBANKRUTOWAĆ :)



Hej :)
Dziś zapraszam na nieco inny post niż zazwyczaj, bo trochę znudziło mi się chwilowo wypisywanie w kółko o tym co kupiłam lub zużyłam (choć nie na długo bo zakupy już czekają na pokazanie ich Wam) :) Tym razem chciałabym powiedzieć Wam w jaki sposób można łatwo i tanio poprawić stan swojej cery - bez względu na jej typ. Są to rady, które albo gdzieś zasłyszałam albo sama zauważyłam i wszystkie oczywiście zastosowałam na sobie. I dzięki nim z cery odwodnionej, przesuszająco-przetłuszczającej się i po prostu wyglądającej niezdrowo mam teraz całkiem ładną cerę, która przede wszystkim zachowuje równowagę. Oto więc 10 moich sprawdzonych trików :D

1. SPÓJRZ KOBIETO CZYM MYJESZ TWARZ :)
Cery mamy różne - wiadomo. Jednak żadna skóra nie lubi mocno wysuszających i mega oczyszczających, antybakteryjnych żeli do mycia twarzy. nawet trądzikowa skóra po potraktowaniu takim specyfikiem zareaguje wyrzutem jeszcze większej ilości sebum, bo po prostu będzie musiała pokryć twarz warstwą ochronną, którą z niej zdarłyśmy. Najlepiej więc przerzucić się na mycie twarzy kosmetykami bez sls/sles lub bardzo łagodnymi preparatami z tym składnikiem. Efektów nie widać od razu ale po kilku tygodniach skóra odzyskuje równowagę, sebum jest kontrolowane i nie ma suchych skórek :)

2. POMYŚL JAK JĄ MYJESZ...
Kiedyś wydawało mi się, że bardzo dobrze oczyszczam twarz wieczorem. Bo przecież zmywałam makijaż mleczkiem/płynem micelarnym, przepłukałam wodą, zastosowałam jakiś tonik czy coś. I cały czas nie wiedziałam skąd się biorą te zatkane pory czy niedoskonałości od czasu do czasu. I gdzieś w jakimś filmiku na YouTube usłyszałam, że po demakijażu należy przez co najmniej minutę myć twarz łagodnym (!!!) żelem do mycia twarzy żeby mógł on faktycznie usunąć resztki kosmetyków i oczyścić pory. Spróbowałam i już nie wyobrażam sobie inaczej! 

3. PIJ WODĘ BĘDZIESZ PIĘKNA :)
Prawda, prawda, prawda... :) Choćbym nałożyła na siebie 10 kremów nawilżających to żaden nie zadziała jeśli moja skóra (i organizm) będzie odwodniona. Nie mówię tu o jakiś hektolitrach płynów ale o jednej butelce wody niegazowanej dziennie. Pomaga nie tylko na cerę, ale też na samopoczucie i lepsze zdrowie :)

4. ŁYKNIJ SOBIE MAGNEZ 
Naprawdę nie wiem co ma piernik do wiatraka, a raczej magnez do stanu cery, ale jeśli regularnie biorę magnez to moja cera jest o wiele lepsza. Może ma to związek z tym, że uzupełnia on niedobory wypłukane przez stres i kawę a może dlatego, że wprowadza jako taką równowagę w organizmie - nie wiem. Ale polecam wypróbować :)

5. RĘCE PRECZ OD TWARZY! 
Mam taki głupi zwyczaj - uwielbiam mimowolnie dotykać twarzy. A to się podpieram, a to bawię ustami albo brwiami albo całkiem nieświadomie gdzieś tam coś miziam. I co? Potem nagle pryszcz! I co wtedy? Oczywiście silna wola słabnie i zamiast zostawić delikwenta w spokoju to aż korci, żeby go wycisnąć... I tym sposobem cera doprowadzona jest do ruiny - macaniem twarzy aplikujemy sobie różne bakterie na buzię a wyciskając pryszcze roznosimy je i robimy małe blizny... Jeśli chcemy mieć ładną buźkę to niestety - ręce precz od twarzy :)

6. KREM MA BYĆ SKUTECZNY A NIE MODNY
Dawniej był to mój najczęstszy błąd - kupowałam albo jakieś nowe kremy ze względy na fajną reklamę w telewizji albo takie jak używały moje koleżanki. Niestety kończyło się to zawsze nieciekawie, np. dlatego, że większość koleżanek miało cerę mieszaną/tłustą a ja suchą i modne kremy antybakteryjne tylko mi szkodziły. Jednak zanim sobie uświadomiłam, że coś tu jest nie halo to minęło trochę czasu. Dlatego dobrze jest zastanowić się, czego buzi potrzeba - matu, nawilżenia, odżywienia, rozświetlenia? Jest tyle kremów na rynku, że naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie i nie musi to być zawsze ten krem, którego reklama leci co chwilę w tv :)

7. SKŁADY KOSMETYKÓW TO LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Kiedy już określimy jakiego rodzaju kremu potrzebujemy warto zacząć przyglądać się ich składom. Po krótkim czasie nabierzemy wprawy i będziemy rozróżniać główne składniki - i te służące naszej buzi i te, które robią na niej masakrę. I dzięki temu szybko nasza cera odżyje gdy uzmysłowimy sobie np., że w naszym kremie jest alkohol a w żelu sls (a mamy cerę suchą i nie chcemy jej przesuszyć) albo jest tam parafina po której mamy niespodzianki. Czytajmy i bądźmy świadome co kupujemy :)

8. SEN, RELAKS, ŚWIEŻE POWIETRZE
Niby błahostka ale wszystkie pewnie wiemy jak ciężko się w dzisiejszych czasach tak po prostu wyspać... A gdy jesteśmy niewyspane, siedzimy potem minimum 8 godzin zamknięte w biurze a potem wracamy do domu autobusem w smogu to jak ta nasza cera ma wyglądać dobrze?? Warto wykorzystywać każdą wolną chwilę żeby nadrobić zaległości w śnie/relaksie/ruchu na świeżym powietrzu. Odpłaci nam to ładną, zdrową i lekko muśniętą słońcem cerą i lepszym zdrowiem :)

9. SYSTEMATYCZNOŚĆ TO PODSTAWA WSZYSTKIEGO
Nic nie pomoże jeśli będzie stosowane od czasu do czasu... Trzeba się zaprzeć i wprowadzić jakieś gruntowne zmiany na co dzień. U mnie zaczęło się od tego faktycznego codziennego mycia buzi przez co najmniej minutę. Wcześniej też zmieniłam żel i tak krok po kroku poprawiało się wszystko. Ważne to systematycznie działać i obserwować pozytywne zmiany!

10. MINIMALIZM TO JEST TO!
Nałożenie 5 niedopasowanych do naszej cery kremów wcale nie da nam więcej efektu. Lepiej nałożyć jeden a dobry. Nie każdemu służy też nakładanie za każdym razem toniku/serum/kremu na dzień/pod oczy i jeszcze olejku na raz. Czasami mniej znaczy więcej :) Doceniajmy jakość i faktyczne działanie a nie ilość. Wydamy przy okazji mniej i będziemy jeszcze bardziej zadowolone :)

To tyle moich rad :) Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś interesującego dla siebie. Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone patenty na lepszą cerę bez wydawania fortuny to dzielcie się i piszcie! Każdej z nas to się przyda :)
Buziaki!!!

środa, 30 września 2015

DENKO, DENKO CZĘŚĆ DRUGA :)

Hej :) 
Zapraszam na kolejną porcję zużytych kosmetyków. Myślałam, że na tym się skończy ale z tego co widzę to znów zbierają mi się jakieś kończące się produkty więc chyba nigdy się z tym denkiem nie ogarnę :) Ale to za jakiś czas dopiero bo nieustające posty o denku wieją nudą. Oto więc to co dziś mam Wam do pokazania :)


LOVELINESS ENERGIZUJĄCY KREM DO TWARZY I CIAŁA - NIE KUPIĘ
Krem z marketu Netto za 4,99 zł. Kupiony z ciekawości. Ma śliczny zapach, nie zapycha, dobrze się rozsmarowuje i szybko wchłania ale bardzo słabo nawilża więc do niego nie wrócę.

CELIA GLOW LEKKI KREM BAZA - NIE KUPIĘ
Przyjemny, lekki, subtelnie rozświetlający krem, który dobrze się spisuje pod podkładem ale również baaardzo słabo nawilżający. Ja do mojej suchej cery potrzebuję dużo więcej ale dla nastolatek pewnie byłby niezły. Recenzja tutaj.

ZIAJA 30+ KREM NAWILŻAJĄCY - KUPIĘ PONOWNIE
Jeden z moich ulubionych kremów na dzień. Jest taki neutralny - ani nie za tłusty ani nie za lekki ale już nieco bogatszy niż typowe lekkie kremy nawilżające. Bardzo lubię stosować go na co dzień pod makijaż gdy moja cera nie jest jakoś szczególnie przesuszona. Polecam.

ZIAJA 25+ KREM NAWILŻAJĄCY MATUJĄCY - KUPIĘ PONOWNIE
Ten z kolei jest już typowo lekkim kremem ale lubię go latem pod makijaż. Nie zapycha, dobrze współgra z podkładami i leciutko nawilża ale nie powiedziałabym, żeby jakoś szczególnie matowił (mi na tym nie zależy ale jak ktoś szuka kremu typowo matującego to może się rozczarować). Fajny, lekki krem za 13 złotych.

RIVAL DE LOOP REGENERATION KREM POD OCZY - KUPIĘ PONOWNIE
Bardzo wydajny krem, który super nawilża i lekko natłuszcza skórę pod oczami. Bardzo dobrze mi się spisał ale nie zdążyłam zużyć całego przed końcem terminu ważności. Teraz kupiłam inny z ciekawości ale do tego z chęcią wrócę zwłaszcza, że kosztuje około 7 złotych. Recenzja tutaj.

RIVAL DE LOOP REGENERATION KREM NA DZIEŃ - KUPIĘ PONOWNIE
Absolutnie świetny krem do cery suchej jeśli lubicie takie bogate i lekko tłuste konsystencje. Świetnie nawilża, koi, otula i doskonale pielęgnuje skórę no i oczywiście jej nie zapycha. Ja przez większość roku stosuję go na noc a gdy przychodzą mrozy to również i na dzień - mimo tłustej konsystencji świetnie spisuje się z makijażem. Recenzja tutaj.


JOANNA BALSAM DO WŁOSÓW - NIE KUPIĘ
Bardzo miło wspominam ten balsam. Ma ładny zapach, leciutką konsystencję i jest strasznie wydajny (odlałam trochę siostrze, trochę wzięłam na wakacje i ciągle końca nie było widać). Nie obciąża też włosów i delikatnie je nawilża. Nie kupię go więcej tylko z tego względu, że jest to balsam bez spłukiwania a ja wolę jednak kosmetyki zmywalne :)

MARION SPRAY PROSTUJĄCY WŁOSY - KUPIĘ PONOWNIE
Genialny kosmetyk!!! Bardzo pomaga w prostowaniu włosów, działa termoochronnie i pielęgnująco na włosy. A do tego ładnie pachnie. Nic tylko się zachwycać. Szkoda, że u mnie jest słabo dostępny bo nie mogę go ostatnio znaleźć. Polecam serdecznie.

MARION OLEJKI ORIENTALNE DO WŁOSÓW - MOŻE KUPIĘ
Olejek do włosów, którego skład oczywiście bazuje na silikonach a nie na prawdziwych olejkach. Ale nie ma co narzekać bo kosztował on około 6 złotych, ma piękny zapach, pomaga zdyscyplinować końcówki i fruwające wszędzie włosy i jest mega wydajny. Trzeba uważać z ilością bo może obciążać :) Recenzja tutaj.

ULTRA DOUX SEKRETY PROWANSJI - NIE KUPIĘ
Szampon kupiony głównie ze względu na zapach, który według opakowania ma być lawendowo-różany. Uwielbiam obydwa aromaty więc od razu rzuciłam się po niego i liczyłam na cudnie pachnące włosy. Niestety szampon pachnie jedynie lawendą i to taką typowo ziołową więc nie tak jak oczekiwałam. Dodatkowo włosy po umyciu nim wyglądają na nieświeże więc już całkiem odpada. 

Ok, na razie to by było na tyle :) Jeszcze w kolejce czeka trochę kosmetyków do makijażu i znów jakieś bieżące kosmetyki dobijają dna ale tak jak mówiłam to dopiero za jakiś czas bo nie chcę ciągle tylko o denku pisać. Dajcie znać jak u was się spisały te kosmetyki - może macie inne wrażenia niż ja to będzie większy przekrój opinii dla innych :)
Buziaczki :*:*:*

czwartek, 24 września 2015

DENKO, DENKO CZĘŚĆ PIERWSZA :)

Hej :)
Kilka tygodni temu wreszcie znalazłam czas na porządki w szafkach z kosmetykami. I muszę przyznać, że sama siebie zaskoczyłam bo dla większości kosmetyków nie miałam litości - jeśli czegoś nie używałam dłuższy czas lub czegoś nie lubiłam od razu szło do wora. A z wora dalej w świat czyli głównie do moich sióstr :) Nie miałam czasu na robienie zdjęć tego bajzlu ale na szczęście zdjęcia większości kosmetyków miałam gdzieś tam w archiwum dlatego też dziś pokażę Wam te kosmetyki w takiej formie (oraz w dwóch postach). Zaczynamy :)


MYDEŁKA ALTERRA - NIE KUPIĘ
Kupiłam z ciekawości, bo większość kosmetyków tej firmy bardzo lubię. Liczyłam na piękne zapachy i naturalne, dobre mydło. Niestety ani zapach nie był fajny ani działanie jakieś szczególne. Zwykłe mydło. Recenzja tutaj.

FACELLE - KUPIĘ NA PEWNO
Mój niezbędny kosmetyk, który kupuję od dłuuugiego czasu i nie zamierzam przestać. Świetnie spisuje się jako żel do higieny intymnej, szampon, żel pod prysznic i żel do mycia twarzy i to wszystko za 4,99 zł. Oczywiście nie zawiera SLS. Polecam.

ISANA MED BALSAM Z 10% MOCZNIKIEM - NIE KUPIĘ
Dla mnie totalna porażka. Balsam jest mega tłusty, zupełnie się nie wchłania, źle rozsmarowuje i śmierdzi atramentem z długopisów. Wiele osób go polecało ale nie wiem dlaczego. Dla mnie to bubel.

ALTERRA ŻEL POD PRYSZNIC POMARAŃCZA I WANILIA- NIE KUPIĘ
Żel, na który miałam straszną ochotę bo nie zawiera sls ale niestety mi nie przypadł do gustu. Głównie przez zapach, któy większości osób się podoba ale dla mnie pachnie on jak ciasto pomarańczowe. A ja nie lubię pachnieć ciastem więc żel odpada :) Recenzja tutaj.

DOVE WINTER CARE KREM DO RĄK - MOŻE KUPIĘ
Nie używam kremu do rąk zbyt często bo jakoś nigdy nie znajduję na to czasu (a powinnam). Jednak zima czasami mnie zmusza do tego i ten krem wspominam całkiem przyjemnie. Może kiedyś kupię jeśli nie zaciekawi mnie żadna nowość.

BE BEAUTY ZMYWACZ - NIE KUPIĘ
Nie lubię tego zmywacza bo strasznie wysusza mi paznokcie i skórki i po zużyciu tej butelki paznokcie zaczęły mi się rozdwajać. O wiele bardziej wolę ten z Isany, który świetnie zmywa i nie robi szkód. 


CELIA MLECZKO DO DEMAKIJAŻU - KUPIĘ NA PEWNO
Najlepsze mleczko jakiego kiedykolwiek używałam. Niestety nigdzie go nie mogę dostać ale jak tylko spotykam to kupuję hurtem :) Recenzja tutaj.

RIVAL DE LOOP ŻEL NAWILŻAJĄCY - NIE KUPIĘ
Zel, który ma wspomagać krem w bardziej dogłębnym nawilżaniu. Niestety nie dość, że nie nawilżał to wręcz wysuszał, bo bardzo wysoko w składzie ma alkohol. Nie polecam.

RIVAL DE LOOP HYDRO MASECZKA - NIE KUPIĘ
Ani nie nawilżyła za bardzo ani nie zrobiła żadnej krzywdy. Oczekiwałam czegoś więcej.

BE BEAUTY ŁAGODZĄCY PŁYN MICELARNY - NIE KUPIĘ
Masakra - taki bubel, że hej. Strasznie podrażnia oczy aż ma się wrażenie, że zaraz je wypali. Dla skóry też jest niezbyt łaskawy. Nie polecam.

ALTERRA EMULSJA MYJĄCA - MOŻE KUPIĘ
Bardzo fajny skład, super zapach i bardzo delikatne oczyszczanie. Nie za bardzo radzi sobie z demakijażem ale tak czy siak przyjemny kosmetyk.

BE BEAUTY ŻELE DO MYCIA TWARZY - MOŻE KUPIĘ
Całkiem fajne żele. Bardziej odpowiadał mi ten różowy ze względu na kremową konsystencję. Teraz ich nie używam bo wolę inne produkty ale może kiedyś kupię.

MASECZKI PERFECTA - NIE KUPIĘ
Nie dają one żadnych spektakularnych efektów no i zawierają parafinę więc trochę strach ich używać. Na rynku jest tyle ciekawych maseczek, że do tych na pewno nie wrócę.

TONIK ACNE LINE - NIE KUPIĘ
Śmierdziuch jakich mało! Pachnie ziołowo, głównie kozieradką i muszę przyznać, że choćby działał cuda to tego zapachu bym nie zniosła. Co do faktycznego działania to się nie wypowiem bo nie mam cery trądzikowej (tonik dostałam dlatego nie jest trafiony do cery).

To tyle w części pierwszej. Kolejną porcję kosmetyków postaram się opisać na dniach o ile córeczka mi na to pozwoli :)
Buziaczki!!!

niedziela, 20 września 2015

BUBLE MAKIJAŻOWE x4


Hej :)
Dziś post o kosmetykach, które absolutnie nie są godne zachwytu. Są to cztery produkty, które rozczarowały mnie tak bardzo, że według mnie zasługują na miano bubli. Oczywiście wiadomo, że to co dla mnie jest bublem dla kogoś innego może być super kosmetykiem ale nie po to założyłam przecież bloga, żeby się nad wszystkim zachwycać tylko po to aby pisać jak się faktycznie sprawy mają :) Więc do dzieła - oto te cztery beznadziejne produkty :)


MISS SPORTY MINI-ME LINER W ODCIENIU 050 SNOW
Te kredki z Miss Sporty miałam w swoim życiu w kilku kolorach i byłam z nich raczej zadowolona - w miarę przyzwoity produkt za niewielkie pieniądze. Ale pewnego dnia naszło mnie, żeby kupić sobie kolejną w białym odcieniu - wiadomo, na linię wodną. I tu pojawia się klops :) Bo jak się okazuje nie wszystkie te kredki są jednakowej jakości. Ta moja, w odcieniu 050 Snow jest tak twarda że co najwyżej można nią sobie wydłubać oko ale z całą pewnością nie da się nią nic pomalować. A przecież produkt na linię wodną nie powinien nas raczej zmuszać do pocierania twardą kredką po tak delikatnej okolicy. Próbowałam ją trochę "wyrobić" na dłoni ale to nic nie dało. Kredka, która nie maluje :) Nie polecam.

W7 CAMOUFLAGE KIT
Jest to zestaw kremowych kamuflaży w pięciu odcieniach. Kupiłam z wielkim zapałem, bo po tym jak świetnie spisywał się u mnie kamuflaż z Catrice. Myślałam sobie, że w tym zestawie od W7 jest kilka kolorów i będę mogła je mieszać żeby uzyskać nowe, idealnie dopasowane odcienie. Niestety okazało się, że te kamuflaże, które jak sama nazwa wskazuje powinny mocno kamuflować niedoskonałości prawie zupełnie nie kryją!!! W dodatku baardzo słabo się utrzymują i beznadziejnie rozprowadzają. Do kamuflażu z Catrice te z W7 nawet się nie umywają (ba, nawet mój lekki korektor pod oczy lepiej kryje). Zestaw ten kosztuje tylko kilkanaście złotych ale nie jest według mnie wart nawet tyle...


ASTOR PERFECT STAY LIP TINT
Ten "mazak" do ust kupiłam ze względu na piękny, śliwkowy odcień (104 Prune Flush). Czasami, szczególnie jesienią lubię takie odcienie i byłam ciekawa jak się sprawdzi taka wersja w pisaku, bo nigdy wcześniej nic takiego nie miałam. I niestety - katastrofa. Po pierwsze kolor na ustach wygląda zupełnie inaczej niż w opakowaniu czy na dłoni ale to się zdarza. Najgorsze jest jednak to, że wygląda on jakbyśmy faktycznie poprosili przedszkolaka żeby swoim fioletowym mazaczkiem pomalował nam usta. Kolor jest nierównomierny, wcale się długo nie utrzymuje za to schodzi po prostu paskudnie - w jednych miejscach nie ma go wcale a w innych tak wżera się w usta że nie można tego niczym zmyć. Sztyft na końcu opakowania łamie się przy pierwszym użyciu i rozmazuje kolor., Porażka.

TUSZ MAX FACTOR MASTERPIECE MAX
I oto największe rozczarowanie... Wiele dobrego słyszałam o tuszach marki Max Factor a że sama żadnego nigdy nie miałam to zakupiłam Masterpiece Max. Tusz, który w regularnej cenie kosztuje około 50 złotych, czyli wcale nie mało i który na pewno kupiłam nieotwierany wcześniej (kupiłam w drogerii internetowej). I powiem tak - lubię delikatne tusze do rzęs ale jeszcze w życiu się tak nie namachałam żeby było widać jakikolwiek efekt. Przy jednej warstwie prawie go nie widać, przy dwóch ledwo coś tam robi. Poza tym ma strasznie suchą konsystencję i ciężko go dobrze nabrać. A najlepsze jest to, że wystarczył mi on na UWAGA 1,5 miesiąca używania po czym był już tak suchy i beznadziejny, że nie dało się nim wcale pracować. Żałuję, że go kupiłam.

To tyle tego narzekania :) Ciekawa jestem czy Wy ostatnio trafiłyście na jakieś koszmarne buble. Dajcie znać czy jakieś dziadostwo przypałętało się do Waszej kosmetyczki to może inni (w tym i ja) unikną nieszczęśliwego zakupu :)
Buziaki!!!

piątek, 11 września 2015

NOWY L'OREAL TRUE MATCH - PODWÓJNA RECENZJA I PORÓWNANIE KOLORÓW:)

 
Hej :) 
Wreszcie zapraszam Was na recenzję podkładu, który miałam przyjemność testować dzięki przesyłce od firmy L'Oreal. Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, iż fakt, że otrzymałam ten produkt za darmo nie ma żadnego wpływu na moją ocenę - zarówno mi jak i firmie L'Oreal zależy na rzetelnej opinii. Chciałabym, żeby to było jasne już na samym początku, ponieważ czasami sama mam wątpliwości czytając posty sponsorowane jest to opinia szczera czy nieco wymuszona. Na moim blogu nie znajdziecie ŻADNEJ opinii podyktowanej jakąś szemraną współpracą - wszystkie moje oceny kosmetyków są w 100% zgodne z moimi wrażeniami :)

Ok, koniec tych wylewnych słów :) Czas przystąpić do recenzji i to podwójnej recenzji! Tak jak Wam pisałam wcześniej otrzymałam przesyłkę zawierającą trzy odcienie nowego podkładu L'OREAL TRUE MATCH SUPER-BLENDABLE FOUNDATION:

1.N - IVORY- najjaśniejszy, piękny neutralny odcień
2.N - VANILLA - boski, neutralny odcień, chyba będzie dla mnie idealny
3.R/3.C - ROSE BEIGE - nieco ciemniejszy, chłodny odcień

Odcień najjaśniejszy, który dla mnie jest za jasny podarowałam mojej młodszej siostrze, która zechciała go również przetestować. Myślę, że jej opinia będzie równie cenna jak moja, ponieważ jesteśmy posiadaczkami różnych typów cery. Oto nasza krótka charakterystyka :)

JA (MARTYNA) -
 mam 26 lat i cerę na którą nigdy nie mogłam za bardzo narzekać. Kiedy moje koleżanki borykały się z trądzikiem ja miałam buzię jak niemowlaczek. Natomiast z czasem moja "normalna" cera zaczęła się lekko przesuszać i zaczęły się pojawiać delikatne naczynka i zaczerwienienia. Dla mnie więc podkład ma za zadanie rozświetlić i może nawet lekko nawilżyć cerę i wyrównać jej koloryt. Nie potrzebuję wielkiego krycia, bo nie mam niedoskonałości i lubię wyglądać naturalnie.

DOMINIKA (MOJA SIOSTRA) -
ma lat 21 i jest posiadaczką typowej cery mieszanej - policzki są "normalne" natomiast strefa T ma tendencję do lekkiego przetłuszczania się i sporadycznych niedoskonałości. Dominice zależy więc na lekkim zakryciu tych nieprzyjaciół ale nie tracąc przy tym naturalnego wyglądu. Ważne jest też to, że Dominika to typowy bladzioszek :) Bardzo często nawet najjaśniejsze podkłady z całej gamy kolorystycznej okazują się dla niej za ciemne.

ZALETY (WEDŁUG NAS):
* Bardzo, bardzo lekka konsystencja
* Minimalna ilość podkładu wystarcza na całą twarz (pół pompki!)
* Idealnie się rozprowadza
* Genialnie stapia się ze skórą - zupełnie nie widać go na twarzy
* Podkład jest lekko rozświetlający i daje efekt zdrowej, ładnej skóry
* Doskonale wyrównuje koloryt i maskuje lekkie zaczerwienienia mimo bardzo lekkiego krycia
* Przypudrowany utrzymuje się calutki dzień
* Zawiera delikatne drobinki, niewidoczne na skórze ale dodające blasku
* Ma przepiękne kolory !!!
* Nie powoduje żadnych niedoskonałości, nie podkreśla skórek
* Komfortowo nosi się go na twarzy cały dzień

WADY (WEDŁUG NAS):
* Jest zbyt lekki żeby przykrywać niedoskonałości
* Nie zastyga na twarzy przez co nawet po przypudrowaniu może brudzić ubrania

PORÓWNANIE KOLORÓW
A oto zdjęcia z kolorami wszystkich posiadanych przeze mnie podkładów, czyli L'Oreal True Match 2N i 3R/3C, Bourjois Healthy Mix nr 51, 52 i 53, Rimmel Wake Me Up 100 i 103 oraz Bourjois 123 Perfect nr 52 :)


MOJA OPINIA:
Jak pewnie już wiecie od lat jestem wierną fanką podkładu Bourjois Healthy Mix. I nigdy nie sądziłam, że pójdzie on w odstawkę ale właśnie nastąpił ten moment :) Nowy L'Oreal True Match jest lepszy!!!! Najbardziej podoba mi się w nim to, jak pięknie wygląda na twarzy. Praktycznie go nie widać, a jednocześnie powoduje, że cera wygląda bosko - koloryt jest wyrównany, buzia lekko rozświetlona, promienna i bardzo naturalna. Nakładając go wystarczy mi pół pompki żeby dobrze pokryć całą twarz a wieczorem przy demakijażu mam wrażenie, że zmywam go dokładnie tyle samo :) Podkład bardzo ładnie wygląda cały dzień i u mnie utrzymuje się cały dzień (pudruję go delikatnie pudrem Bourjois Healthy Balance). A już w ogóle strzałem w dziesiątkę są kolory! Dotychczas myślałam, że Bourjois HM w kolorze 52 to mój idealny odcień lecz dopiero gdy nałożyłam L'Oreal True Match w odcieniu 2N to zobaczyłam co to znaczy idealnie dopasowany podkład :) Od teraz ten podkład jest moim absolutnym hitem i aż mi żal, że mam w szafce zapas Healthy Mix. Bardzo serdecznie polecam go wszystkim fankom lekkiego krycia, rozświetlenia i naturalnego wyglądu :)

OPINIA DOMINIKI:
Podkład idealnie dopasowuje się do koloru skóry, nawet u osób z bardzo jasną karnacją jak moja. Moja skóra po jego nałożeniu jest gładka i nieskazitelna - jak po żadnym innym podkładzie. Ma bardzo lekką konsystencję i nie zatyka porów (przynajmniej u mnie). Na twarzy wygląda bardzo naturalnie i nie daje efektu maski. Do tego jest naprawdę bardzo wydajny!! Nic dodać nic ująć :) Jestem młodą osobą i zależy mi na lekkim podkładzie, w którym będę się czuła świeżo i naturalnie. W przypadku tego podkładu mam to wszystko zapewnione. Dzięki tej nowej formule True Match moja skóra wygląda jak porcelana :)

Jak widać mimo różnych typów cery nowy podkład L'Oreal True Match zachwycił nas obie dlatego tym bardziej jest godny polecenia. Bardzo się cieszę, że mogłam go przetestować, ponieważ (po tym jak poprzednia wersja nie za bardzo trafiła w mój gust) sama pewnie bym go nie kupiła. A tak to znalazłam prawdziwą perełkę wśród podkładów i już wiem, że zostanie on ze mną na długo :)

A co Wy o nim sądzicie??
Buziaki :)


czwartek, 3 września 2015

MAŁE ZAKUPY - ROSSMANN I AVON

Hej :) 
Skończyło mi się w ostatnim czasie kilka rzeczy i musiałam zaopatrzyć się w nowe produkty. Wybrałam się jak zawsze do Rossmanna i oto co kupiłam:


ŻELE BABYDREAM
Przede wszystkim musiałam nabyć jakieś żele pod prysznic. Ale że w ostatnim czasie stosowałam różne dziwadła-myjadła, które wysuszyły mi skórę (wspomnę o nich niebawem) postanowiłam powrócić do żeli z serii Babydream. Ten duży z pompką świetnie się u mnie sprawdza również do włosów. Za to ten mniejszy ma lepszą, kremową konsystencję. Była promocja więc kupiłam oba - duży za około 9 złotych a mniejszy chyba za około 6 złotych. 


MLECZKO MIXA
Musiałam kupić coś do demakijażu, a że dalej nigdzie nie mogę znaleźć ukochanej Celii (i nigdy nie pamiętam, żeby w porę zamówić przez Internet) to pozostało mi kupić to mleczko z Mixa. Już je miałam wcześniej i jest bardzo fajne tyle tylko, że mało wydajne. Ale to i tak jedno z nielicznych mleczek, które nie ma parafiny w składzie więc super. Cena około 16 złotych. Recenzja tutaj.

CC CREAM NA ZACZERWIENIENIA BIELENDA
Mojego ukochanego kremu na zaczerwienienia Bielenda Sexy Mama (opis tutaj) też nie ma w moim Rossmannie więc skusiłam się na inny kosmetyk tej firmy - zielony CC Cream :) Bardzo jestem ciekawa czy równie dobrze będzie poprawiał koloryt. Cena w promocji około 11 złotych.

FACELLE
Nic dodać nic ująć - mój kosmetyk wszechczasów do wszystkiego :)


SCHWARZKOPF PERFECT MOUSSE
Po tym jak ostatnio zafarbowałam włosy na ciemniejszy, złocisty blond tak mi się spodobało, że postanowiłam pójść krok dalej i teraz kupiłam farbę jeszcze o ton ciemniejszą. Muszę wspomnieć, że wcześniej miałam zawsze blond na poziomie kolorystycznym 10-11, ostatnio zrobiłam poziomem 9 a teraz kupiłam 8. Zmiana diametralna ale bardzo mi się podoba :)

AVON LITTLE RED DRESS
Bardzo lubię ten zapach... Jest taki kobiecy, ma wiele ciekawych nut i dość długo się utrzymuje. Kupiłam już kolejny raz co świadczy o tym, że naprawdę mnie ten zapach zaintrygował :)

AVON LITTLE WHITE DRESS
Ten zapach natomiast kupiłam pierwszy raz i to zupełnie w ciemno - po prostu spodobał mi się opis. Pierwsze wrażenie mnie trochę zawiodło bo mimo iż pachnie dość ładnie to strasznie słabo się utrzymuje. Zobaczymy jak będzie dalej.

To tyle na dziś :) Muszę jeszcze w najbliższym czasie kupić tusz do rzęs i chcę znów spróbować jakiegoś nowego, którego jeszcze nie miałam. Jakieś polecacie??

Buziaki :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

RÓŻE W7 CANDY BLUSH - HIT CZY KIT? :)


Hej :)
Uwielbiam kosmetyki do policzków - wszelkiego rodzaju róże, pudry brązujące, rozświetlacze to dla mnie istne "cukiereczki" w kosmetyczce :) I gdy jakiś czas temu robiłam przegląd moich zbiorów okazało się, że wśród róży są tam same zgaszone, neutralne i trochę smutne kolory. Oczywiście zmobilizowało mnie to do zakupów! Jednak przeglądając ofertę wielu firm okazało się, że tam też królują subtelne, codzienne odcienie. Wreszcie trafiłam na róże W7 Candy Blush w bardzo soczystych odcieniach i kupiłam 3 z 4 dostępnych kolorów :) Oto jak się spisały.

ZALETY
* Cena - około 9 złotych za sztukę
* Solidne, zamykane opakowanie z dużym lusterkiem
* Ogromna pojemność (6g)
* Jedwabista, miękka konsystencja
* Soczyste kolory
* Bardzo mocna pigmentacja
* Satynowe wykończenie
* Delikatny, pudrowy zapach
* Wydajność

WADY
* Średnio się rozciera
* Przy nieuważnej aplikacji można zrobić sobie plamy
* Kolory Galactic i Explosion na skórze wyglądają bardzo podobnie

Oto jak prezentują się kolory:

GALACTIC

EXPLOSION

ANGEL DUST


MOJA OPINIA
Ogólnie uważam, że są to świetne róże za tak niską cenę, że aż trudno uwierzyć. Kolory są piękne, soczyste, od razu ożywiają twarz i ślicznie podkreślają opaleniznę. Są bardzo wydajne, długo się utrzymują i mają świetną konsystencję. Wszystkie trzy kolory, które mam zawierają bardzo, bardzo małe drobinki, których nie widać na skórze ale dzięki nim efekt jest satynowy i delikatnie rozświetlający. Bardzo ładnie to wygląda :) Dodatkowe plusy to ogromne pojemności i świetne opakowanie - dobrze się zamyka, jest estetyczne i ma w środku duże lusterko. Czego chcieć więcej za 9 złotych?? Wady oczywiście też są - przede wszystkim to, że trzeba troszkę wprawy przy nakładaniu, bo róże te są strasznie mocno napigmentowane i sporo ich się nabiera na pędzel. Jednocześnie nie rozcierają się jakoś spektakularnie więc jeden fałszywy ruch i mamy plamy na policzkach :) Ale przy odrobinie ostrożności można tymi różami zrobić naprawdę ładny makijaż więc jak dla mnie za tą cenę to absolutny hit :)

A jak Wam się podobają te kolorki?? Miałyście już może te róże??
Buziaki :)

sobota, 29 sierpnia 2015

NOWY WYGLĄD BLOGA :)

Hej :)
Dziś tylko krótka notka informacyjna - mój blog zmienił znacząco swój wygląd :):):) Musiałam wreszcie zmienić szablon, ponieważ dostawałam od Was sygnały, że poprzednia wersja często się zacinała. Dodatkowo wiele gadżetów samoistnie mi znikało lub nie można z nich było korzystać, przez co brakowało mi tam wielu ciekawych rzeczy (np. dostępu do Obserwatorów). Wróciłam więc pokornie z szablonu dynamicznego na prosty i klasyczny i mam nadzieję, że wszystko już będzie dobrze działać!

Swoją drogą znudził mi się już tamten wygląd i cieszę się, że mój blog przeszedł lekką metamorfozę :) 
A jak Wam się podoba aktualna wersja??

Buziaczki :)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

ULUBIEŃCY SIERPNIA


Hej :)
Po chwilowej nieobecności (spowodowanej oczywiście intensywną opieką nad moim maluszkiem) dziś zapraszam na post o ulubieńcach miesiąca. Post ubogi w zdjęcia, ponieważ nawala mi mój stary i zramolały aparat ale mój mężulek zakupił właśnie nowy - jak tylko go dostarczą to go przejmuję i będę pstrykać tyle fotek ile się da :) Ale wracając do tematu posta - mam w sierpniu pięciu ulubieńców, którzy naprawdę zrobili na mnie wrażenie. Oto więc oni :)

BINGO SPA COLLAGEN - SZAMPON DO WŁOSÓW
Szokujący szampon :):):) Niby zwyczajny, z SLS-em czyli wydawałoby się, że bez szału. Jednak gdy wczytamy się dalej w skład to aż dech zapiera od ilości cudownych substancji :) Zawiera on w sobie oczywiście kolagen ale również ekstrakty z rozmarynu, rumianku, arniki, szałwii, sosny, jasnoty i tylu innych substancji, że hej :) W używaniu też jest przyjemny - wydajny, dobrze się pieni, doskonale myje i nie wysusza nawet włosów mimo sls. Zobaczymy czy po dłuższym użytkowaniu dalej będzie tak fajny :)

BINGO SPA KOLAGENOWE SERUM DO MYCIA TWARZY
Mój pielęgnacyjny hit miesiąca :) Mimo, że jego skład nie jest tak cudowny jak w przypadku szamponu (też zawiera sls czego dawno nie używałam do twarzy) to sam kosmetyk jest ekstra. Bardzo dobrze sprawdza się po demakijażu mleczkiem oraz rano, zostawia ją dokładnie oczyszczoną i ... promienną :) To dziwne ale odkąd myję tym twarz mam wrażenie, że jakoś lepiej wygląda :) Wygodne i duże opakowanie z pompką również jest na plus. Oby tak dalej działał :)

ZIAJA 30+ KREM NAWILŻAJĄCY Z KWASEM HIALURONOWYM
Kiedyś ten krem był moim hitem. Potem zaczęłam próbować co raz to nowych kremów (z lepszym lub gorszym skutkiem) i trochę o nim zapomniałam. Teraz otworzyłam wreszcie opakowanie, które czekało na swoją kolej i śmiało mogę powiedzieć, że dalej go uwielbiam :) Może nie nawilża jakoś spektakularnie, ale jest idealny pod makijaż. Lekko nawilża, natłuszcza (zostawia leciutką warstewkę), koi, stanowi super bazę dla podkładu. Pełen zachwyt :)

EVELINE ART SCENIC KOREKTOR
Nie wiem czy o nim wspominałam ale to mój ukochany korektor pod oczy. Ma średnie krycie (ale jak dla mnie w sam raz), nie roluje się, nie wchodzi w zmarszczki, długo się utrzymuje (przypudrowany) i ma piękne kolory. Zużyłam już chyba z 5 opakowań i nie mam zamiaru zmieniać na nic innego.

NOWY PODKŁAD L'OREAL TRUE MATCH
Ostatnio Wam pisałam, że dostałam ten podkład do testowania. Otwierałam tą buteleczkę z mieszanymi uczuciami bo z poprzednią wersją tego podkładu średnio się polubiłam. Tu natomiast - totalny strzał w dziesiątkę :) Więcej o tym produkcie już niedługo w recenzji - mam nadzieję, że nowy aparat pozwoli mi na zrobienie fajnych zdjęć :)

To tyle w sierpniowych ulubieńcach. Tyle nowych produktów mi się ostatnio sprawdziło, że zupełnie nie mam ochoty wracać do moich "rutynowych" kosmetyków. Wręcz przeciwnie - mam chrapkę na coraz to nowe produkty i muszę się pilnować żeby ie wydać fortuny na zakupach! A Wy próbowałyście ostatnio czegoś nowego i cudownego?? 

Buziaki!!!! :)

sobota, 15 sierpnia 2015

EVREE ESSENTIAL OILS - RECENZJA OLEJKU :)


Hej :) 
Jeśli czytacie mojego bloga to pewnie wiecie, że oszalałam na punkcie olejku Magic Rose marki Evree i już się z nim nie rozstaję. Pisałam już o nim wielokrotnie i na solidną recenzję też przyjdzie jeszcze czas, ale dziś przyszedł czas na ocenę innego olejku z tej serii, czyli Essential Oils. 

Kupiłam go z ciekawości - chciałam sprawdzić czy będzie równie zaskakujący jak różana wersja. Poza tym potrzebowałam czegoś nawilżającego i poprawiającego koloryt skóry i liczyłam na działanie na tym polu. Jak się więc spisał??

ZALETY:
* Bardzo dobry skład - ogromna ilość naturalnych olejków 
* Piękne, proste opakowanie z praktycznymi poradami
* Wygodna pipetka do nabierania (nic z niej nie wycieka)
* Przyjemny w aplikacji - świetna konsystencja do masażu twarzy
* Świeży, lekko cytrusowy zapach
* Ładnie koi przesuszoną skórę
* Dodaje skórze blasku
* Dobrze współpracuje z kremami

WADY:
* Nie wchłania się!!!
* Nie nadaje się pod makijaż
* Nie daje tak szybkich i spektakularnych efektów jak Magic Rose


MOJA OPINIA:
Jest to bardzo przyjemny olejek, który delikatnie nawilża i pielęgnuje skórę. Z czasem nadaje jej lekkiego blasku i sprawia, że cera jest promienna i taka po prostu zadbana. Jednak efektów nie widać od razu - ja dostrzegłam te plusy dopiero gdy zużyłam około pół opakowania. Sama aplikacja jest przyjemna - głównie ze względu na bardzo ładny, leciutko cytrusowy zapach, który troszkę orzeźwia. Konsystencja olejku też jest całkiem fajna. Wielkim atutem dla mnie (maniaczki ładnych rzeczy) jest piękne opakowanie :) Niby prosta szklana buteleczka ale prezentuje się elegancko dzięki złotej skuwce pipety - całość wygląda jakby był to o wiele droższy kosmetyk. Kartonik też jest ładny i zawiera wiele cennych informacji - o tym jak masować twarz, w jaki sposób można wykorzystać ten olejek oraz o olejkach zawartych w składzie produktu. Super.
Jednak największą wadą tego specyfiku jest to, że prawie wcale nie wchłania się w skórę tylko pozostaje na niej jak delikatnie tłusty film... Osobiście nie znoszę mieć na twarzy takiego czegoś i dlatego też na początku stosowania nie polubiliśmy się za bardzo. Jednak po jakimś czasie zauważyłam, że dobrze sprawdza się nałożenie go pod krem na noc i właśnie w taki sposób go używałam. Na dzień, jako kosmetyk pod makijaż zupełnie się moim zdaniem nie nadaje - nałożony z kremem czy bez sprawia, że podkład wygląda koszmarnie (mimo iż lubię błyszczące wykończenie to tu jest przegięcie:), jest nietrwały i cały makijaż wygląda "nieświeżo". Szkoda, bo stosowany dwa razy dziennie na pewno dałby lepsze rezultaty niż  tylko na noc. Jedyne (ale całkiem fajne) zastosowanie Essential Oils na dzień jakie znalazłam to nałożenie go na skórę po opalaniu :) Po powrocie z plaży, gdy nawet nie myślimy o makijażu a jedynie o ukojeniu i otuleniu skóry czymś lekkim i nawilżającym to ten olejek spisuje się świetnie :) 

Podsumowując, jeśli zależy wam na czymś ciekawym o dobrym składzie do nocnej pielęgnacji to ten olejek pewnie Wam się sprawdzi (o ile będziecie cierpliwe w oczekiwaniu na efekty:) Natomiast jako kosmetyk na dzień raczej się nie spisze i nie mogę go polecić do takiego stosowania. Ja z przyjemnością wykończę moją buteleczkę ale raczej do niego nie wrócę - oprócz wersji różanej, którą mam zawsze myślę, że wypróbuję jeszcze z ciekawości tą arganową :)

A Wy miałyście ten olejek? Jak się u Was spisał??
Buziaki :)

wtorek, 11 sierpnia 2015

CUDNA PACZKA OD L'OREAL - NOWY TRUE MATCH !!! :)


Hej :)
Dziś spotkała mnie przemiła niespodzianka - przyjechał kurier i dostarczył mi paczuszkę, w której znalazłam przesyłkę od firmy L'Oreal. Rozpakowałam i uśmiech rozszerzył mi się jeszcze bardziej. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem straszną estetką i po prostu uwielbiam ładne opakowania - mam trochę świra na tym punkcie. Dlatego też bardzo przypadł mi do gustu wygląd przesyłki - małe, zgrabne, eleganckie pudełeczko skrywające w środku prawdziwe skarby - trzy najnowsze podkłady L'OREAL TRUE MATCH SUPER-BLENDABLE FOUNDATION.


Zawartość opakowania spodobała mi się jeszcze bardziej - trzy naprawdę przepiękne odcienie podkładu. Oto jakie kolory otrzymałam:

1.N - IVORY- najjaśniejszy, piękny neutralny odcień
2.N - VANILLA - boski, neutralny odcień, chyba będzie dla mnie idealny
3.R/3.C - ROSE BEIGE - nieco ciemniejszy, chłodny odcień



Wszystkie kolory bardzo mi się podobają i bardzo się cieszę, że mój aktualny podkład dobija dna - będę mogła szybko zacząć testowanie. Postanowiłam, że najjaśniejszy odcień oddam mojej młodszej siostrze, która ma jaśniejszą karnację i nieco inną cerę niż ja (moja jest normalna w stronę suchej, a jej jest mieszana). Dzięki temu będziemy mogły porównać nasze wrażenia i jeszcze dokładniej opisać te podkłady. Nasza recenzja za jakiś czas z całą pewnością pojawi się na blogu :):):)

Jestem ciekawa jak się spisze, ponieważ używałam poprzedniej wersji L'Oreal True Match i akurat dla mojej cery był średni (recenzja poprzedniej wersji jest tutaj). Mam nadzieję, że ten nowy spisze się o wiele lepiej, ponieważ z tego co widzę jego skład został wzbogacony o nowe pigmenty mineralne, olejki i substancje nawilżające skórę - czyli dokładnie to co lubię najbardziej :)

Zapraszam na recenzję za jakiś czas i zachęcam do pooglądania tych nowych cudeniek :):):)
Buziaki!!!