Etykiety

piątek, 28 listopada 2014

VERSATILE BLOGGER AWARD - ODPOWIEDŹ NA KOLEJNĄ NOMINACJĘ


Hej :) Dziś nieplanowany wcześniej post ze względu na nominację do zabawy Versatile Blogger Award. Zostałam wybrana do realizacji tego "tagu" już po raz drugi, tym razem przez przemiłą właścicielkę bloga RedHairControl. Nie będę się powtarzać i po raz kolejny przypominać zasad, więc jeśli jesteście ich ciekawi to zajrzyjcie koniecznie na blog wskazany powyżej. Istotą zabawy jest wskazanie 7 faktów na swój temat, więc przechodzę od razu do nich (i mam nadzieję, że nie będę się powtarzać) :):):)

FAKT NR 1
Strasznie marnie sypiam. Wieczorem mogę siedzieć rześka do bardzo późnych godzin a rano wstaję bardzo wcześnie. I mimo tego, że jestem wkurzona, że tak wcześnie się obudziłam to za żadne skarby nie usnę znowu. Nie sypiam też nigdy, przenigdy w ciągu dnia. 

FAKT NR 2
Uwielbiam prawdziwą, włoską kuchnię - makarony, pizzę, LODY i w ogóle w ogóle wszystko. Gdybym mogła zamieszkać we Włoszech to nie robiłabym nic innego tylko non stop jadła :):):)

FAKT NR 3
Jestem mistrzynią wydawania pieniędzy, w związku z czym kompletnie nie potrafię oszczędzać. Potrafiłabym wydać każdą sumę pieniędzy w każdym czasie więc może lepiej, że ich nie mam (chociaż byłyby korzyści dla gospodarki - przy takich konsumentach jak ja bardzo by się rozkręciła ;)

FAKT NR 4
Tak bardzo lubię żyć, że nie wyobrażam sobie, że kiedyś miałabym umrzeć :) Na samą myśl o tym ile wydarzeń z przyszłości mnie ominie i to, że nie będę mogła obserwować jak wszystko idzie na przód troszkę mi psuje nastrój :) Chciałabym zawsze trzymać rękę na pulsie :)

FAKT NR 5
Jestem bardzo niezdecydowana życiowo (albo może lepiej brzmi wszechstronna?:). Z jednej strony mam bardzo precyzyjny zawód, ale z drugiej interesuję się tak naprawdę chyba wszystkim :) Lubię kiedy mój świat jest jak układanka zupełnie niepasujących elementów i kiedy mimo różnorodności wszystko jednak tworzy uroczą całość :)

FAKT NR 6
Chciałabym zwiedzić cały świat :) Zawsze marzyłam o wyprawie do Australii, ale chciałabym też przejechać całe USA, obejrzeć jakieś zupełnie tropikalne wyspy, zobaczyć co słychać na biegunie i Brazylii. Niestety nie mam co liczyć na podróże ale pomarzyć można zawsze :)

FAKT NR 7
Z natury jestem bardzo wymagająca i to w każdej dziedzinie. Wobec siebie najbardziej ale też wobec innych i niestety okazuję to dobitnie. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie którzy mnie otaczają są cudowni i znosimy się nawzajem jak najbardziej świetnie :)

To już wszystkie fakty. Nie będę nominowała nikogo do tego tagu, ponieważ większość bloggerów już go realizowała. Jeśli natomiast jest ktoś, kto jeszcze tego nie uczynił to niech jak najbardziej czuje się nominowany :) Zachęcam też do podsyłania linków do Waszych odpowiedzi na tą zabawę :)
Buziaki!!!

środa, 26 listopada 2014

GILLETTE SIMPLY VENUS 2 - RECENZJA GOLAREK


Hej ;) Zapraszam Was na szybką i konkretną recenzję golarek Gillette Simple Venus 2, na które skusiłam się jakiś czas temu w Biedronce. Zachęciło mnie duże opakowanie i przyzwoita cena, a że to jedyna stosowana przeze mnie forma depilacji to mam już pewne doświadczenie i rozeznanie w jakości golarek. Oto więc moje refleksje na temat tego produktu.


MOJE OCZEKIWANIA
Od golarki oczekuję przede wszystkim tego, żeby była ostra i pozwoliła bezproblemowo, szybko i sprawnie przejść przez depilację. Istotne dla mnie jest również to, żeby "pasek nawilżający" na golarce mnie nie uczulał - nie wiem czy już Wam wspominałam ale mam silne uczulenie na praktycznie wszystkie kremy do depilacji, większość pianek i również na jakieś składniki zawarte w tych paskach. Wydaje się to być problematyczne, ale mam już swój zestaw produktów i jedyne czego mi trzeba to właśnie sprawna golarka - a tu nie jestem problematyczna, ponieważ mój "zarost" jest typowy dla większości blondynek - delikatny i łatwy do usunięcia. Jak więc spisały się u mnie golarki Gillette??


ZALETY
* Ładny design golarek
* Bardzo niska cena w Biedronce (15,99 zł za 12 szt)
* Pasek nawilżający mnie nie uczulił

WADY
* To najbardziej tępe golarki jakich używałam
* Przez to, że są tępe bardzo podrażniły mi skórę
* Łatwo się zaciąć (również z powodu "tępoty" :)
* Jakość ich wykonania jest strasznie marna


 MOJA OPINIA
Są to (oczywiście moim zdaniem) najgorsze golarki jakich kiedykolwiek używałam. Ich ostrza są tak marne, że po ogoleniu jednej łydki człowiek już ma ochotę rzucić nimi o ścianę. Ja przy moim naprawdę bardzo delikatnym "zaroście" nieźle podrażniłam sobie skórę próbując dokładnie wydepilować nogi i wolę nie myśleć ile musiałaby się namachać dziewczyna o standardowym owłosieniu na nogach. Przez to, że golarki te są tępe, bardzo łatwo również się zaciąć - nie ma nic gorszego niż skaleczenie na łydce, gdy nam się spieszy i trzeba włożyć rajstopy... Brrr.. :) Mam również zastrzeżenia co do wykonania - plastik, z którego wykonana jest rączka jest tak marny, że podczas upadku potrafi się połamać. Mi raz upadłą golarka pod prysznicem i niestety to był jej koniec, bo złamała się rączka i odpadłą część z ostrzami. Jedynymi zaletami jakie przychodzą mi na myśl o tych golarkach jest to, że mają ładny design - turkusowy kolor, fioletowy pasek, fajny kształt, oraz niska cena. Wiem, że za tak niską cenę nie mogę oczekiwać zbyt wiele, ale znam dziesiątki golarek w podobnej cenie i to mniej renomowanych firm, które przynajmniej porządnie golą!!! Tutaj niestety bardzo się zawiodłam i z całą pewnością nigdy do tych golarek nie wrócę. Muszę jedynie zużyć pozostałych mi kilka sztuk, co wcale mnie nie cieszy :)

Miałyście może styczność z tymi golarkami?? Wiem, że te, które są sprzedawane na sztuki w drogerii (chyba z 3 ostrzami) są o niebo lepsze. Macie jakieś swoje ulubione sposoby depilacji?? :)
Pozdrowionka!

poniedziałek, 24 listopada 2014

DROBNE ZAKUPY PIELĘGNACYJNE


Hej :) Po ostatnim kosmetyczno-zakupowym szale uznałam, że mam już tyle produktów do makijażu, że nie zużyję ich do końca życia ;) Powzięłam też postanowienie, że nie kupię już nic póki nie zobaczę dna w posiadanym kosmetyku. I jak zwykle jak tylko o tym pomyślałam to od razu skończyło mi się kilka rzeczy :) Tym razem jednak jestem z siebie dumna, ponieważ chyba pierwszy raz w życiu wyszłam z Rossmanna tylko z tymi produktami, których faktycznie potrzebowałam. Oto więc moje drobne zdobycze.


1. LADY SPEED STICK WILD FREESIA
Jeszcze kilka miesięcy temu nie kupiłabym innego antyperspirantu niż moja ulubiona kulka Nivea Dry Comfort Plus. Jednak w ostatnim czasie miałam chęć wypróbować coś nowego i tak się złożyło, że teraz za każdym razem kupuję i testuję inny antyperspirant. Te próby mają czasami dobre a czasami złe wyniki, ale cieszę się, że próbuję czegoś nowego. Tym razem padło na Lady Speed Stick, ponieważ (aż wstyd się przyznać) nigdy nie miałam żadnego produktu tej firmy mimo jej popularności. Na ten moment nic jeszcze na jego temat nie mogę powiedzieć oprócz tego, że pięknie pachnie ;) Kosztuje około 10 zł.


2. ISANA DUSCH OL
Skończył mi się żel pod prysznic i tym razem skusiłam się na olejek z Isany, który już dawno chciałam wypróbować. Ma małe i poręczne opakowanie i ślicznie pachnie więc jestem do niego jak najbardziej pozytywnie nastawiona. Jestem również ciekawa jak będzie wyglądało mycie ciała olejkiem. Za buteleczkę 200 ml zapłaciłam 6,19 zł.


3. HIPP OLIWKA PIELĘGNACYJNA
Sezon na olejki i oliwki rozpoczęty :) Latem zdecydowanie bardziej preferuję szybko wchłaniające się balsamy do ciała, natomiast zima to czas na takie kosmetyki. Dotychczas zawsze sięgałam po oliwkę marki Babydream, ponieważ jest bardzo tania i niezwykle skuteczna (kosztuje około 7 zł), ale tym razem postanowiłam spróbować produktu marki Hipp. Jest on bardzo popularny i niezwykle chwalony w Internecie, więc cieszę się, że będę miała okazję spróbować sama. Kosztuje 14,99 zł.


4. FACELLE PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ
I już chyba dwusetna butelka mojego ukochanego płynu Facelle. Pisałam o nim milion razy więc nie będę się rozwodzić - jest to tani i niezwykle skuteczny środek myjący do WSZYSTKIEGO bez zawartości SLS. Kosztuje 4,99 zł i go po prostu uwielbiam :)

To tyle (na szczęście) jeśli chodzi o bieżące zakupy. Mam nadzieję, że wreszcie zacznę wykańczać posiadane kosmetyki i zrobi mi się odrobina miejsca w łazience :) Zresztą przez to, że mam tak dużo kosmetyków nie cieszę się już nowościami tak mocno jak kiedyś i trzeba to zmienić - dzięki ograniczeniu zakupów niech każdy nowy produkt zacznie wzbudzać taką euforię jak kiedyś :)

Buziaki :):):)

środa, 19 listopada 2014

KURCZAK W ŚMIETANKOWO-TYMIANKOWYM SOSIE


Hej :) Dziś przepis na niezwykle delikatny ale bardzo aromatyczny sos z kurczakiem. Jest świetny z ziemniakami oraz buraczkami lub inną wyrazistą surówką. Niestety nie mam zdjęcia gotowego "obiadu", bo przez przypadek je usunęłam ale myślę, że miłośnicy kurczaka i jak będą zachęceni nową potrawą do wypróbowania :) Zapraszam serdecznie na przepis!

KURCZAK W  ŚMIETANKOWO-TYMIANKOWYM SOSIE
(spora porcja na około 7 osób)

* Mięso z kurczaka 
(u mnie 2 duże piersi i 3 spore udka)
* 2 spore cebule
* 100 g masła (pół kostki)
* 1-1,5 l bulionu drobiowego
* 0,5 szklanki białego, wytrawnego wina
* 330 ml śmietanki 30%
* 2-3 spore szczypty suszonego tymianku 
* 1 liść laurowy
* 3 szt ziela angielskiego
* 1 łyżka mąki
* Sól i pieprz - duże szczypty


Najlepiej zacząć od przygotowania bulionu. Jeśli mamy rosół lub bulion warzywny, np. z poprzedniego dnia to super - wystarczy go jedynie podgrzać. Jeśli jednak nie, to musimy go naprędce przyrządzić (ja z braku czasu zawsze robię po prostu bulion z kostki drobiowej - 2-3 kostki rozpuszczam w 1-1,5 litra wrzątku i zagotowuję). 
Kurczaka myjemy, oddzielamy mięso od kości i kroimy w spore kawałki, a cebulę kroimy w grubą kostkę. Na głębokiej ceramicznej patelni (lub w rondlu) rozgrzewany 50 g masła. Wrzucamy kurczaka i ciągle mieszając (żeby masło się nie przypaliło) smażymy około 10 minut. W tym samym czasie na małej patelni rozgrzewamy pozostałe 50 g masła i wrzucamy cebulę. Dusimy ją również około 10 minut. Gdy kurczak jest już podsmażony dodajemy do niego dużą szczyptę soli i pieprzu oraz cebulę na maśle. Chwilkę mieszamy po czym dodajemy łyżkę mąki. Smażymy wszystko razem i po 2-3 minutach zalewamy bulionem i winem. Dodajemy liść laurowy, ziele angielskie oraz dużą szczyptę tymianku i dusimy około 15 minut. Po tym czasie dodajemy śmietankę i czekamy, aż sos zgęstnieje. Doprawiamy jeszcze dużą szczyptą tymianku oraz solą i pieprzem do smaku. Podajemy z ziemniakami oraz wyrazistą surówką. Smacznego :)

niedziela, 16 listopada 2014

CALVIN KLEIN FLUSH WITH DESIRE - RECENZJA RÓŻY


Hej :) Zapraszam Was dziś na recenzję róży marki CK, które jakieś kilka miesięcy temu kupiłam razem z bronzerem tej marki. Recenzja bronzera już była i link do niej znajduje się tutaj. Minęło już sporo od zakupu, miałam więc dużo czasu na dokładne sprawdzenie tego kosmetyku i wyrobienie sobie jednoznacznej opinii. Jeśli jesteście zainteresowane to serdecznie Was zapraszam do czytania :)


 ISTOTNE INFORMACJE
* Róże są zamknięte w prostych, plastikowych opakowaniach - nie mają lusterka, pudełka czy pędzelka
(jest to nowa wersja opakowania)
* Opakowanie zawiera 5,8 g produktu
* Jest to kosmetyk o pudrowej konsystencji
* Data ważności to 24 miesiące od otwarcia
* W cenie regularnej te róże kosztują około 60 zł, ale są trudno dostępne
* Łatwiej i taniej można je znaleźć w sklepach typu TK Maxx czy Pepco


ZALETY
* Róże są niesamowicie wydajne
* Ich pigmentacja jest ogromna a kolory bardzo nasycone
* Trzymają się na policzkach calutki dzień bez poprawek
* Ich konsystencja jest pudrowa, ale zupełnie nie pylą przy nabieraniu na pędzel 
(mają takie przyjemne, "aksamitne" wykończenie :)
* Opakowanie jest proste, ale przy tym bardzo estetyczne i praktyczne
* Róże mnie nie uczuliły ani nie zapchały :)
* Dobrze się sprawdzają nawet w upały


WADY
* Ich pigmentacja jest tak duża, że trzeba uważać bardzo podczas nakładania
 * Róże średnio się rozcierają
* Są bardzo słabo dostępne
* Ich cena regularna jest bardzo wysoka


MOJA OPINIA
Ogólnie jestem z tych róży bardzo zadowolona. Ich kolory są piękne i bardzo nasycone, a na policzkach (przy prawidłowym nałożeniu) wyglądają bardzo świeżo i naturalnie. Najważniejsze jest jednak to, że utrzymują się na twarzy przez cały dzień - nie trzeba ich poprawiać, nie ścierają się, nie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach :) Daje to naprawdę duży komfort. Podoba mi się również opakowanie. Jest bardzo proste, ale estetyczne i trwałe. Dobrze się zamyka, jest przezroczyste, więc od razu widać który to kolor i ile go jeszcze zostało a także wszędzie się zmieści dzięki temu, że jest płaskie. Wydajność to kolejna sprawa, na którą warto tu zwrócić uwagę. Po wielu miesiącach używania nie widać w nich prawie żadnego ubytku. Ma bardzo długi termin ważności więc jeszcze wiele miesięcy będę mogła z nich korzystać. Kosmetyki te mają jednak również swoje wady... Najważniejszą jest fakt, że dla osób początkujących bądź mało doświadczonych w nakładaniu przygoda z tymi różami może skończyć się wielkimi, kolorowymi plackami na twarzy :) Dzieje się tak dlatego, że róże są strasznie mocno napigmentowane i trzeba nabierać ich naprawdę minimalną ilość a jednocześnie nie są mistrzami rozcierania. Jeśli więc dotkniemy pędzlem twarzy to w niewielkim tylko stopniu będziemy w stanie rozetrzeć to co nałożyłyśmy. Myślę jednak, że jeśli jakimś cudem uda Wam się dorwać te róże w przyzwoitej cenie to nie ma się co zastanawiać tylko trzeba brać. Samo nakładanie po kilku próbach okaże się proste a zyskujemy kosmetyk, który przez 24 miesiące będzie nam służył genialną jakością. Ja jestem zadowolona, ale raczej wątpię czy uda mi się je jeszcze kiedyś znaleźć.  Poza tym te, które mam pewnie wystarczą mi do końca życia :) Tak czy siak polecam i uważam je za naprawdę fajne kosmetyki ;)

Miałyście może styczność z tymi różami?? Jakie znacie jeszcze inne trwałe i wydajne róże?? dajcie znać jakie są wasze wrażenia. Pozdrawiam was serdecznie.
Buziaki!!!! :) :) :)

środa, 12 listopada 2014

PROMOCJA 1+1 W ROSSMANNIE, CZYLI ZAKUPY :)


Hej :) Dzięki mojej kochanej siostrze, która trzyma rękę na pulsie dowiedziałam się o nowej promocji w Rossmannie. Chodzi w niej o to, że kupując w dniach 10-19.11.2014 dowolny kosmetyk do makijażu drugi (w tej samej cenie bądź tańszy) dostajemy gratis. Czyli, np. kupując 2 identyczne podkłady płacimy tylko za jeden. Można wybierać kosmetyki dowolnie ze wszystkich szaf makijażowych i wtedy zamiast za dwa płacimy tylko za jeden. Bardzo się ucieszyłam z tej promocji, ponieważ moje podkładowe zapasy, które zrobiłam w poprzedniej promocji (-49%) już są na wykończeniu i mogłam kupić kilka produktów, które od dawna chciałam spróbować. Oto więc moje zakupy :)


1. BOURJOIS HEALTHY MIX
Czyli nic innego jak mój ukochany podkład. Niestety nie było kolory 52 Vanilla, którego aktualnie używam więc wzięłam ton ciemniejszy - 53 Light Beige. Ten odcień również miałam i byłam z niego zadowolona (jest jasny, oliwkowy - taki między żółtym a beżem :) Z całą pewnością zużyję do ostatniej kropli. Cena bez promocji to 59,99 zł.


2. L'OREAL VOLUME MILLION LASHES
 Tusz do rzęs, który próbowałam kiedyś u siostry i który jest bardzo ceniony i popularny wśród blogerek. Bardzo chciałam mieć swój własny egzemplarz ale cena zawsze mnie odstraszała i zazwyczaj wybierałam coś tańszego. Natomiast w takiej promocji nie mogłam się nie skusić :) Mam nadzieję, że będzie mi świetnie służył. Cena bez promocji 60,99 zł.

W PROMOCJI ZA HEALHTY MIX I TUSZ L'OREAL ZAPŁACIŁAM 60,99 zł, czyli tyle ile kosztował tusz a podkład dostałam za darmo :)


3. L'OREAL INFALLIBLE
Długo zastanawiałam się jakie kosmetyki kupić jeszcze i uznałam, że oprócz podkładów wszystkiego innego mam aż za dużo. I zdecydowałam się kupić właśnie jeszcze dwa podkłady oprócz HM, które będę mogła przetestować przez najbliższe miesiące. Tym sposobem stałam się posiadaczką podkładu L'oreal Infallible w odcieniu 150 Radiant Beige. Nie mam pojęcia, czy jest dobry czy nie bo nic o nim wcześniej nie słyszałam więc sama będę musiała na sobie sprawdzić. Kolor wybrałam na oślep, bo w moim Rossmannie nigdy nie ma testerów i muszę przyznać, że na skórze jest on o wiele ciemniejszy niż się wydaje w opakowaniu (jest odrobinę ciemniejszy niż HM w odcieniu 53). Tak czy siak już nie mogę się doczekać testowania. Cena bez promocji 58,99 zł.

 
4. L'OREAL TRUE MATCH
O tym podkładzie z kolei czytałam sporo i ma on praktycznie tyle samo zwolenników co przeciwników :) Chciałam jednak wreszcie się przekonać jak spisze się u mnie, szczególnie, że urzekł mnie jego piękny odcień. Jest to kolor D1-W1 Golden Ivory, który jest przepięknym, jasnym, delikatnie żółtym odcieniem bardzo zbliżonym (ale minimalnie jaśniejszym) do Healthy Mix 52 Vanilla. Jeśli formuła będzie mi odpowiadać to pewnie ten zużyję w pierwszej kolejności ze względu na bladą cerę zimą. Koszt bez promocji to 58,99 zł.

ZA INFALLIBLE I TRUE MATCH ZAPŁACIŁAM W SUMIE 58,99 zł, czyli jeden kupiłam a jeden dostałam gratis.

To już wszystkie moje zakupy. Jestem strasznie zadowolona i podekscytowana testowaniem oraz tym, że normalnie za takie zakupy zapłaciłabym 238,96 zł a dzięki promocji kosztowało mnie to jedynie 119,98 zł :) Mam spore zapasy na długi czas i mam nadzieję, że dwa nowe podkłady okażą się trafione. Jeśli miałyście te kosmetyki to koniecznie dajcie znać co o nich myślicie i jak się u Was sprawdziły :)

Serdeczne buziaki!!!!

sobota, 8 listopada 2014

YVES ROCHER SEXY PULP - RECENZJA TUSZU


Hej :) Dziś recenzja tuszu do rzęs, który u mnie jest już "na wykończeniu" dzięki czemu miałam sporo czasu na wyrobienie sobie opinii na jego temat. Naszym obiektem jest dziś więc Yves Rocher Sexy Pulp, który dostaniemy zarówno w sklepach stacjonarnych jak i na stronie internetowej YR. Oto moje przemyślenia.

MOJE OCZEKIWANIA
Nie miałam specjalnych wymagań względem tego tuszu, ponieważ nie był on moim wyborem a jedynie prezentem za zakupy w Yves Rocher. Ale mam za to jasno określone, czego oczekuję od każdej dobrej maskary. Jest to zdecydowanie pogrubienie rzęs, ładne rozdzielenie (bez żadnego sklejania) i trwałość przez cały dzień (bez osypywania). Ten tusz jest przez producenta określany jako pogrubiający więc byłam dobrej myśli i zaczęłam testowanie. Oto podsumowanie :)

ZALETY
* Ładne pogrubienie rzęs
* Efekt widoczny ale delikatny - idealny na dzień
* Dobrze rozdziela i nie skleja rzęs 
* Bardzo długo jest świeży (nie zasycha, nie śmierdzi)
* Ma konsystencję "w sam raz" przez cały czas użytkowania
* Ma czarny, ale nie smolisty kolor
* Sam w sobie ma delikatny, przyjemny zapach
* Opakowanie bardzo dobrze się zamyka i jest wytrzymałe

WADY
* Cena regularna około 57 zł
* Szczotka jest duża o nietypowym kształcie
* Szczoteczką bardzo łatwo się pobrudzić podczas aplikacji
* Nie sprawdza się do dolnych rzęs (upaćkamy się na 100%)

MOJA OPINIA
Ogólnie bardzo przyjemnie używało mi się tego tuszu. Jego konsystencja i formuła są naprawdę dobre i trochę przypominają mi Maybelline Colossal Volume, który bardzo lubię. Nie skleja rzęs a efekt jaki daje mi osobiście idealnie pasuje na co dzień - rzęsy są pogrubione, w subtelnym, czarnym kolorze i delikatnie podkręcone. Nie ma tu efektu "mega firany rzęs" ale w makijażu do pracy jest to dla mnie ok. Ważne jest to, że tusz ten możemy zużyć do końca, ponieważ nie traci ani swojej świeżości ani też nie traci właściwości z biegiem czasu. Najgorszym punktem tej maskary jest jej szczoteczka. Pomimo tego, że ładnie podkreśla rzęsy to jej używanie doprowadza mnie do szału... Nie mam tendencji do brudzenia się podczas tuszowania rzęs (nawet przy używaniu tak wielkich szczotek jak w Astor Big&Beautiful) natomiast w przypadku tej szczoty to wydaje mi się nieuniknione! Prawie za każdym razem podczas malowania górna powieka była gdzieś upaćkana i makijaż musiałam poprawiać. Malowanie nim dolnych rzęs to już w ogóle historia... :) Podsumowując, jest to bardzo dobry tusz, ale jego szczotka ma wiele wad. Przyjemnie mi się go używało ale za nic nie zapłaciłabym za niego 57 złotych (ani nawet w promocji 40 zł). Myślę, że w tych granicach cenowych można kupić o wiele lepszą maskarę, która spełni wszystkie nasze oczekiwania. Wybór na półkach sklepowych mamy przecież ogromny :)

To już wszystko, co miałam do powiedzenia o tym produkcie. A jak Wasze wrażenia?? Miałyście z nim styczność??
Pozdrowionka :)

czwartek, 6 listopada 2014

KOLOROWE LECZO


Hej :) Dawno nie było żadnego przepisu, więc dziś zapraszam Was na jedno z moich ulubionych, jesiennych dań -  kolorowe leczo. Nie dość, że jest bardzo syte to jeszcze proste i rozgrzewające. Miła odmiana od tradycyjnych obiadów z kotletem w roli głównej :) Jeśli lubicie takie kolorowe dania to poniżej szczegółowy przepis.

KOLOROWE LECZO
(przepis na spory, rodzinny garnek)

* 3-4 zielone papryki
* 2 czerwone papryki
* 1-2 żółte papryki
* 2 bardzo duże cebule
* 2 małe, młode cukinie
* 70 dag dobrej kiełbasy 
(podwawelska, śląska lub podobne)
* 2-3 pomidory
* sól, pieprz, olej
* W razie potrzeby 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego



Wszystkie papryki umyć, usunąć gniazda nasienne i pokroić w dużą kostkę lub paski. W dużym rondlu (najlepiej takim żeliwnym) rozgrzać olej, wrzucić paprykę, przykryć i dusić na niewielkim ogniu od czasu do czasu mieszając. 



W tym czasie pokroić cebulę w pióra a kiełbasę w półplasterki. Na patelni, na odrobinie oleju poddusić cebulę i gdy jest już dobra to dodać ją do rondla z papryką. Na tej samej patelni podsmażyć kiełbasę aż się ładnie zrumieni i również dodać ją do rondla z papryką i cebulą. 


 
Cukinię umyć i pokroić w dużą kostkę (jeśli cukinia jest młoda to zostawiamy skórkę). Obrać natomiast ze skórki pomidory i również pokroić w grubą kostkę. Dodać wszystkie warzywa do rondla i dusić wszystko razem pod przykryciem dotąd, aż papryka będzie miękka. Pod koniec doprawiamy solą i czarnym pieprzem tak, żeby było lekko pikantne. Jeśli pomidory nie są zbyt wyraziste w smaku (co aktualnie, po sezonie jest normalne) może się okazać, że leczo jest mało kwaskowe i wtedy wystarczy dodać 1 łyżeczkę koncentratu pomidorowego i poddusić wszystko razem jeszcze chwilkę. 

Leczo jest gotowe :) Najlepiej smakuje podane gorące z chrupiącym i świeżym pieczywem. 
Polecam :)



niedziela, 2 listopada 2014

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA


Hej :) Zapraszam na lekko spóźnionych ale ciekawych ulubieńców października. Wyjątkowo w minionych tygodniach nie zaciekawiło mnie zupełnie nic nowego z kosmetyków pielęgnacyjnych natomiast kolorówka jak najbardziej tak. Oto króciutkie opisy tego, co świetnie się u mnie sprawdziło w październiku :)


1. INTIMATELY BECKHAM - DEZODORANT PERFUMOWANY
To mój wielki powrót do tego zapachu, który jest moim zdecydowanym numerem jeden na rynku. Zawsze kupowałam wodę toaletową, ale niestety dawno jej nigdzie nie widziałam i dlatego wreszcie kupiłam ten dezodorant perfumowany. Jest to naprawdę niesamowicie kobiecy zapach. Określiłabym go jako pudrowy, kwiatowy, bardzo subtelny. Jest lekki i idealny na co dzień ale jednocześnie bardzo, bardzo dziewczęcy. Co do jego nut zapachowych to cały ich opis można znaleźć w internecie, ja natomiast wyraźnie wyczuwam tu białe kwiaty, różę, lilię i delikatnie ciepły zapach drzewa sandałowego. Trwałość dezodorantu nie powala na kolana ale woda toaletowa spisywała się świetnie. Jeśli nie wąchałyście tego zapachu to polecam :) Koszt dezodorantu to około 31 zł.


2. BOURJOIS HEALTHY BALANCE - PUDER
Mój ostatni zakup, z którego jestem niesamowicie zadowolona. Zauważyłam, że puder ten ma nieciekawe opinie w internecie natomiast u mnie sprawdza się świetnie i to pewnie dlatego, że oczekiwałam konkretnie tylko jednej rzeczy - wykończenia makijażu. Jeśli zależy Wam na zmatowieniu skóry lub jej rozświetleniu (bo producent opisuje ten puder jako "matowe wykończenie i naturalny glow") to z całą pewnością się u Was nie spisze. Nie jest to puder ani matujący (mat jest dosłownie przez moment) ani tym bardziej rozświetlający. Natomiast zgadzam  się z producentem, że świetnie ujednolica cerę i pięknie wykańcza makijaż i właśnie tego potrzebowałam. Po kilku sekundach od nałożenia fantastycznie stapia się z podkładem i makijaż wygląda po prostu pięknie. Jestem bardzo zadowolona, że go kupiłam :) Koszt to w sklepie około 45 zł natomiast w Internecie można go kupić już za 30 zł.


3. BOURJOIS 123 PERFECT - PODKŁAD
Ten podkład jest już ze mną od kilku lat i używam go naprzemiennie z Bourjois Healthy Mix. Dlaczego? Ponieważ HM jest podkładem pięknie rozświetlającym cerę i właśnie na takim efekcie zależy mi wiosną i latem. Piękna cera jest wtedy podstawą mojego makijażu a reszta to już tylko delikatne podkreślenie oczu. Natomiast jesienią i zimą mam ochotę na więcej koloru w makijażu i chcę aby był on trochę bardziej wyrazisty. Dlatego też potrzebuję podkładu, który zapewni mi naturalne wykończenie i wyrównany koloryt. I tu podkład 123 Perfect sprawdza się idealnie :) Nadaje cerze bardzo naturalny wygląd (wielokrotnie pytano mnie, czy w ogóle mam na sobie podkład) ale jednocześnie kryje wszystko, co trzeba i ładnie wyrównuje koloryt cery. Jest też bardzo delikatnie matujący więc idealnie sprawdzi się u osób z cerą normalną i mieszaną. Niestety trochę ciemnieje więc trzeba rozsądnie wybrać odcień. Ja będę teraz go używać jak zwykle przez kilka kolejnych miesięcy, aż do wiosny :) Koszt to około 52 zł za 30 ml.


4. CATRICE CAMOUFLAGE CREAM
Jest to po prostu genialny kosmetyk. Odcień 010 Ivory, który posiadam stał się już tak popularny, że ciężko go czasami dostać i wcale się nie dziwię :) To najlepszy korektor jaki kiedykolwiek miałam, a trochę tego było :) Nie używam go pod oczy (choć i w tej roli jest świetny), bo jest dość ciężki. Natomiast na WSZELKIEGO rodzaju zaczerwienienia, pryszcze i inne niedoskonałości jest niezastąpiony... Wystarczy mi chyba na resztę życia bo jest tak wydajny, że za jednym dotknięciem jestem w stanie zakryć wszystko, co trzeba. Jest również bardzo trwały i można na nim polegać przez większość dnia. Super! Polecam wypróbować. Koszt to około 13 zł za 3 g. 


5. EVELINE LIQUID PRECISION EYELINER 
Mój hit miesiąca :) Praktycznie codziennie robię sobie delikatną kreskę na górnej powiece (bez jaskółek) tylko po to aby delikatnie zagęścić linię rzęs. Przez długi czas używałam eyelinera w żelu z Maybelline, który uwilebiam i byłam z tego zadowolona. Jedyne co strasznie, ale to strasznie mnie wkurzało to fakt, że po pomalowaniu oczu musiałam tracić cenny czas na czyszczenie pędzelka, co przy produkcie wodoodpornym zajmuje dłuższą chwilę. Nie mam czasu na takie zabawy rano, ale dotychczasowe eyelinery w płynie lub pisaku nie sprawdziły się u mnie dobrze. Natomiast eyeliner Eveline jest po prostu cudowny - mega czarny, ma idealną konsystencję i nic nie ścieka z pędzelka, jest wodoodporny, nie odbija się na górnej powiece, szybciutko zasycha i trzyma się cały dzień :) Ideał? Dla mnie tak :) W dodatku "pędzelek" jest nietypowy - jest twardy, ułożony w szpic i zbity tak jakbyśmy używały pisaka. Jest to niesamowicie wygodne. Polecam pooglądać w sklepie. Koszt to około 10 zł.


6. EVELINE MINIMAX NR 496 - LAKIER DO PAZNOKCI
Mogę śmiało powiedzieć o tym lakierze, że dla mnie jest to idealny odcień nude. Jest doskonale stonowany między różem a beżem, nie jest ani zbyt "trupi" ani zbyt rzucający się w oczy. Daje efekt delikatnych i eleganckich oraz bardzo zadbanych paznokci i wygląda naprawdę pięknie. Używam go ostatnio non stop mimo, iż zawsze wolałam mocniejsze kolory na jesień. Sam lakier również jest świetnej jakości jak cała ta seria. Dobre krycie prze dwóch warstwach, trwałość (bez bazy i top coatu) to około 3-4 dni. Kosztuje jedynie 6 złotych. Super :)

To już wszyscy moi ulubieńcy. Znacie te produkty? Sprawdziły się u Was równie dobrze jak u mnie, czy  też może wcale się  nie spisały??? 
Pozdrowionka :)