Etykiety

niedziela, 28 września 2014

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY WRZEŚNIA

Hej Dziewczyny :) Mimo, że dziś u mnie pogoda była wyjątkowo piękna to już bardzo wyraźnie odczuwam jesień. Szaro-bure poranki gdy wychodzę do pracy i chłodne wieczory gdy z niej wracam a także znienawidzone deszcze. Już początkiem września zauważyłam, że wraz ze znikaniem letniej opalenizny moja skóra przestawia się na inny tryb i czegoś innego potrzebuje. Zniknęło letnie poczucie komfortu i "normalności" cery, a nastąpiła era przesuszeń i wołania o głębsze nawilżenie. W tym miesiącu musiałam więc nieco zmienić pielęgnację i dlatego to te właśnie produkty znajdą się w ulubieńcach. Jeśli chodzi o kolorówkę to zupełnie nic mnie w tym miesiącu nie zachwyciło. Zapraszam Was więc na post :)


1. YVES ROCHER HYDRA VEGETAL - ŻEL/KREM
Moje dotychczasowe kremy nawilżające (idealne wiosną i latem) poszły w odstawkę, ponieważ były za słabe i nie utrzymywały nawilżenia na tyle żeby buzia czuła się komfortowo cały dzień. Gdy tylko moja cera zaczyna się przesuszać od razu widzę na niej suche placki i te paskudne skórki więc musiałam działać szybko. Całe szczęście, że w szafce stał żel/krem Yves Rocher Hydra Vegetal! Latem lubiliśmy się tak średnio, bo zawiera on sporo silikonów, natomiast teraz jest idealny. Nie dość, że naprawdę porządnie nawilża skórę to jeszcze zostawia ją bardzo komfortową, mięciutką i gładką przez cały dzień. Świetnie współpracuje z podkładami i cudownie się nakłada. Aż się chce macać bo buzi :) Jedyna mała wada - stosowany non stop w sporych ilościach może odrobinę zapychać (Uwaga, na jego "brata bliźniaka z filtrem SPF 25, który zapycha potwornie!!! :) Kosztował mnie 39 zł. 


2. RIVAL DE LOOP REGENERATION - KREM NA NOC I POD OCZY
To mój nocny pakiet ratunkowy. mimo, iż na kremie napisane jest "na dzień" uważam, że w tej wersji jest on zdecydowanie zbyt ciężki natomiast na noc jest świetny. Zarówno krem do twarzy jak i pod oczy są to kosmetyki o konsystencji, którą określiłabym jako "półtłustą" i mają właściwości regenerujące i natłuszczające. Zawierają witaminę E, olej z pestek winogron, olej sojowy, olej z wiesiołka oraz komórki macierzyste z dyni. Kiedy moja buzia raz na kilka dni potrzebuje mocnego "kopa" regenerującego to właśnie serwuję jej ten zestaw. Krem pod oczy często stosuję również na dzień i sprawdza się świetnie. Odradzam oczywiście je osobom z inną cerą niż sucha, bo taki tłuścioszek pewnie nie będzie Wam potrzebny :) Każdy z tych produktów kosztował około 7 złotych.


3. MLECZKO DO DEMAKIJAŻU CELIA PURE SILK
Kiedyś nienawidziłam mleczek do demakijażu i nie wiedziałam jakim cudem już kilka miesięcy temu tak bardzo zauroczyło mnie mleczko z Celii. Przyczynę znalazłam w momencie gdy mi się skończyło i szukałąm jego następcy ze względu na to, że w mojej okolicy Celia jest tragicznie słabo dostępna. Przeglądając mleczka innych firm znakomita większość (myślę, że około 95%) sprawdzonych przeze mnie w sklepie produktów miała w składzie parafinę na samym początku składu... Nic dziwnego, że nie znosiłam mleczek skoro taki kosmetyk tylko zapycha pory i pogarsza stan cery... Natomiast mleczko Celia nie dość, że nie zawiera parafiny i tym podobnego dziadostwa to jeszcze ma kilka fajnych składników takich jak świetlik czy olej arganowy. Jest bardzo delikatne, rewelacyjnie zmywa makijaż i zostawia bardzo przyjemne uczucie na skórze. dla mnie super, a cena niższa niż 10 złotych jeszcze bardziej super :)

4. ANTYPERSPIRANT GARNIER MINERAL BEAUTY CARE
Bardzo przypadł mi do gusty ten antyperspirant. Jest bardzo wydajny i szybko wysycha na skórze oraz ma wygodne, plastikowe opakowanie. Chroni świetnie i można na nim polegać więc ma same plusy. Moim zdaniem jednak jego największym atutem jest przepiękny, kwiatowo-pudrowy zapach, który uwielbiam. Jest on dość intensywny ale wcale mi to nie przeszkadza a w dodatku utrzymuje się naprawdę calutki dzień. Pod sam koniec opakowania odrobinę przesuszał skórę pod pachami ale przez pozostały okres był super więc z pewnością do niego wrócę. Kosztował około 8 złotych w Biedronce. 

To już wszystkie moje kosmetyczne hity miesiąca. Mam nadzieję, że październik przyniesie jakieś fajne makijażowe perełki i będę mogła się nimi cieszyć na dłużej :) A jak Wasi ulubieńcy miesiąca?
Pozdrowionka!

sobota, 27 września 2014

ALTERRA GRANAT BIO - RECENZJA EMULSJI OCZYSZCZAJĄCEJ :)


Hej :) Kosmetyki marki Alterra bardzo lubię i w momencie kiedy po raz kolejny obiecałam sobie, że na razie "nie kupuję już więcej kosmetyków" to akurat wszystkie najciekawsze są w super promocjach... No i oczywiście zakupoholizm bierze górę a stan konta spada w dół... :) Jeśli chodzi o Alterrę to dotychczas kupowałam głównie ich szampony a inne kosmetyki tylko przeglądałam. Teraz to się zmieniło i posiadam kilka również do twarzy, dlatego dziś zapraszam Was na recenzję Emulsji Oczyszczającej Alterra Granat Bio :)

MOJE OCZEKIWANIA
Kiedy zobaczyłam produkt do mycia twarzy, który nie dość, że jest w ciekawej formie emulsji to jeszcze nie zawiera SLS wiedziałam, że muszę go mieć. Moja twarz latem była cudownie "normalna" lecz niestety wraz z pierwszymi chłodami znów powróciła ta okropna tendencja do przesuszania... Wszelkie SLSy w pielęgnacji i oczyszczaniu cery więc odpadają i muszę się przestawić na produkty do skóry suchej. Ta emulsja oczyszczająca jest opisana przez producenta jako właśnie preparat oczyszczający do cery bardzo suchej więc wydawało mi się, że trafiłam w dziesiątkę. Czy Alterra sprostała oczekiwaniom?? :)


ZALETY
* Bardzo wygodna tubka
* Bardzo niska cena (zapłaciłam w promocji chyba 6,99 zł)
* Bardzo przyjemny, delikatnie owocowy zapach
* Zawartość masła shea, aloesu, oleju z granatu
* Składniki z ekologicznych i certyfikowanych upraw
* Bardzo delikatny dla cery
* Pozostawianie skóry bardzo miękkiej i delikatnie nawilżonej po użyciu
* Pomoc w zapobieganiu przesuszeniom dzięki składnikom pielęgnującym

WADY
* Konsystencja jest dość rzadka (jak mleczko do demakijażu)
* Wylewa się go jednorazowo troszkę za dużo
* Po użyciu nie ma tego uczucia czystości na twarzy
* Raz na jakiś czas trzeba zastąpić go czymś innym, żeby głębiej oczyścić cerę


MOJA OPINIA
Ogólnie ten kosmetyk bardzo przypadł mi do gustu głównie przez to, że jest bardzo delikatny. Po użyciu go mam wrażenie jakbym już nałożyła jakiś delikatny krem nawilżający więc jest to zdecydowanie produkt nie tylko myjący ale również pielęgnacyjny. Ma bardzo fajny zapach co umila użytkowanie :) Podoba mi się to otulenie skóry ale jednak trochę przeszkadza mi fakt, że po użyciu tego produktu nie mam takiego uczucia porządnego oczyszczenia cery. Buzia jest rzeczywiście czysta, ale to nie to samo co po oczyszczeniu żelem. Jeśli więc jesteście miłośniczkami żeli (szczególnie tych mocno pieniących się i dogłębnie oczyszczających) to zdecydowanie  nie jest to produkt dla Was! Natomiast jeśli na co dzień jesteście fankami olejowej pielęgnacji lub delikatnego oczyszczania to jest to kosmetyk wart sprawdzenia. Ja jestem zadowolona i bardzo fajnie mi się go używa, ale czasami zamieniam go na zwykły żel bez SLS, który daje mi jednak większe poczucie oczyszczenia. Tak czy siak za taką cenę warto było spróbować :) 

A co Wy sądzicie o takich emulsjach do mycia?? Możne znacie jakieś inne, godne polecenia??
Buziaki!

poniedziałek, 22 września 2014

ESSENCE ALL ABOUT NUDE PALETKA CIENI - PIERWSZE WRAŻENIE


Hej :) Nie wiem czy już Wam wspominałam, ale nienawidzę jesieni... Jest to moim zdaniem najgorsza pora roku ze wszystkich oznaczająca dla mnie deszcz, pluchę, chłód i  burą zapowiedź zimy. Jedyne co mi się podoba w tym okresie w roku to fakt, że zawsze zaczynają wracać piękne kolory w strojach i makijażu. Wszystkie te odcienie śliwki, oberżyny, bordo, granatu i czerwieni po prostu uwielbiam i z wielką przyjemnością wyciągam wszystkie swetry i lakiery do paznokci w takiej właśnie tonacji :) Teraz mam ochotę na zakup jakiejś pięknej, śliwkowej pomadki ale nic ciekawego nie znalazłam. Ale za to znalazłam cienie do powiek, które są delikatne i idealnie będą się komponować z mocniejszymi, śliwkowymi ustami :) Zapraszam Was więc na pierwsze wrażenie paletki cieni Essence All About Nude :)


MOJE OCZEKIWANIA
Będąc w sklepie tak jak już pisałam, szukałam szminki. Ale gdy w oko wpadły mi te cienie to od razu powędrowały do koszyka ze względu na odcienie. Nie jest to "typowy" nudziak, w którym mamy same beże i brązy. Paletka zawiera tylko dwa jasnobeżowe cienie, które są rozświetlające i jeden w odcieniu chłodnego, szarawego brązu (który jest satynowy). Pozostałe trzy kolory to dwa róże i jedna śliwka. Jeden z róży jest satynowy, drugi - rozświetlający a śliwka również ma wykończenie satynowe. Kolory idealne wprost do zrobienia idealnego i delikatnego makijażu oka jako 'baza" dla mocniejszej szminki ;) Spodziewałam się pięknego uzupełniania się kolorów na powiekach, dobrej pigmentacji.Paletka kosztowała około 15 złotych i jest tu 8,5 g produktu.

ZALETY
* Kolory w paletce są idealnie dobrane, nie ma zbędnych cieni
* Wykończenie cieni również jest przemyślane przez producenta - cienie rozświetlające pięknie uzupełniają te satynowe
* Cienie satynowe dają po prostu boski, jakby "mokry" efekt na powiekach
* W dotyku cienie są bardzo delikatne, miękkie i przyjemne
* Bardzo dobrze się je nabiera i rozciera
* Nie osypują się jakoś znacząco
* Opakowanie jest proste i plastikowe, ale estetyczne i bardzo porządnie wykonane

WADY
* Są słabo napigmentowane
* Po roztarciu kolory jeszcze tracą na intensywności
* Nie są zbyt trwałe


MOJA OPINIA
Ogólnie kolory i ich wzajemna współpraca w tej paletce zachwyciły mnie bardzo. Satynowy efekt jest również bardzo ładny a samo używanie cieni też niczego sobie. Ale niestety pigmentacja cieni pozostawia bardzo wiele do życzenia. Jest ona tak słaba, że w przypadku jasnych beżów i różów ledwo widać jakiś kolor na powiece, a po roztarciu to już w ogóle znika cała gra barw. Jako taka paletka na co dzień do mocniejszego makijażu ust pewnie całkiem całkiem się sprawdzi, bo przynajmniej nie zrobię sobie nimi żadnej krzywdy. Jeśli jednak chciałabym zaszaleć i postawić na jakiś fajny, śliwkowy makijaż oczu to tymi cieniami za wiele bym nie zdziałała. Jeśli chodzi o porównanie ceny do jakości to uważam, że 15 złotych za 6 cieni to bardzo tanio i nic dziwnego, że cienie są słabej jakości. Ale jednocześnie chodzi mi gdzieś po głowie fakt, że w paletkach Sleek, które bardzo lubię za około 35 złotych mam dwa razy więcej mocno napigmentowanych cieni, które sprostają wszelkim moim wymaganiom :) Tak więc podsumowując - cienie z Essence to przyjemna paletka na co dzień i pewnie z przyjemnością będę jej używać, jednak kolejnego egzemplarza raczej nie kupię. Raczej zdecyduję się na coś ze Sleek'a lub podobnych firm.

A jak Wasze doświadczenia z tymi cieniami? Znacie jakieś fajne śliwkowe pomadki godne polecenia?? Jeśli macie jakieś pomysły to ślijcie, bo jeszcze żadnej ładnej nie znalazłam :)
Buziaki :)

sobota, 20 września 2014

AVON GARDEN OF EDEN - RECENZJA ŻELU POD PRYSZNIC


Witam :) Dziś recenzja żelu pod prysznic, który swego czasu często gościł w mojej łazience, a teraz przypomniała mi o nim moja siostra :) Chodzi tu o Avon Garden of Eden. Egzemplarz, który aktualnie posiadam dostałam właśnie od siostry w prezencie, a co ciekawe siostra mieszka za granicą i to właśnie tam go zamówiła :) Fajnie, że mimo takiej odległości Avon jest wszędzie i każdy ma do niego jednakowy dostęp (i przede wszystkim, że kosmetyki są jednakowe wszędzie). Jeśli chcecie poznać moją opinię na jego temat to zapraszam do czytania recenzji.


MOJE OCZEKIWANIA
Kiedy pierwszy raz kupiłam ten żel zaraz po jego wejściu do katalogów to zaciekawiło mnie jaki to będzie zapach. Zawsze szata graficzna i nazwa kosmetyków Avon działają silnie na moją podświadomość a wtedy jeszcze na opakowaniu nie było podanych nut zapachowych. Wyobrażałam sobie ten żel jako fajny produkt do mycia o orzeźwiającym i ciekawym zapachu. Cena to około 9,99 zł (zależy od katalogu).

ZALETY
* Piękny i ciekawy zapach
* Zapach utrzymuje się na skórze
* Przyjemna, żelowa konsystencja
* Porządnie zamykana butelka
* Piękna szata graficzna opakowania
* Niska cena
* Przyjemne użytkowanie

WADY
* Skład typowy dla żeli z SLS
* W niewielkim stopniu przesusza skórę
* Na dostawę trzeba odrobinę poczekać 
* Jest średnio wydajny


MOJA OPINIA
Cóż zacznę może od faktu przesuszania skóry. Jeśli czytacie mój blog to wiecie, że na co dzień unikam żeli przesuszających skórę, ponieważ na ciele sama w sobie jest u mnie strasznie sucha. Nie oczekuję jednak, że kupując mocno "perfumowany" żel będzie to produkt pielęgnujący. Jest to po prostu oczywiste, że żele zawierające dużo substancji zapachowych lekko przesuszą skórę i nie jest to ich jakaś straszna wada. Warto po prostu wiedzieć czego się oczekuje - ja na co dzień wybieram preparaty bez SLS, które pachną słabo albo "tak sobie" natomiast czasami ma ochotę właśnie na taki, który cudownie pachnie i zapewni mi relaks pod prysznicem ;) I to jest właśnie to :) Co do samego zapachu... Z całą pewnością mi się podoba i to bardzo, ale jestem przekonana, że nie każdy będzie podobnego zdania. Jest to zapach bardzo orzeźwiający, owocowy z kilkoma ciekawymi nutami. Długo nie mogłam skojarzyć co w nim tak pachnie i dopiero teraz gdy dostałam ten żel od siostry przeczytałam, że to bazylia :) Spokojnie - nie jest to żaden ziołowy zapach, tylko jedna z delikatnie wyczuwalnych nut. Gdybym miała porównać do czegoś ten zapach to powiedziałabym, że pachnie on jak piękny ogród przepełniony owocami, kwiatami i ziołami po deszczu. Bardzo fajny zapach. Ogólnie oceniam ten żel bardzo pozytywnie i z pewnością do niego wrócę tylko szkoda, że kosmetyki Avon trzeba zamawiać - gdyby były stacjonarnie wymacałabym chyba wszystkie jakie tam mają :)

To już cała moja opinia na ten temat. A jak Wasze doświadczenia z żelami Avon?? Polecacie szczególnie jakiś konkretny zapach??
Buziaki :)

środa, 17 września 2014

KOTLECIKI Z KURCZAKA Z SEREM CAMEMBERT I ŚLIWKĄ


Hej ;) Od wieków nie dodawałam żadnego przepisu i mój CookBook został okropnie zaniedbaną częścią mojego bloga. Wszystko przez to, że ostatnio brak mi czasu na gotowanie i ze względu na zawodowe obowiązki rzadko bywam w kuchni. Ale za to kiedy już do niej wchodzę to chcę wykombinować coś ciekawego, dlatego też zapraszam Was dzisiaj na miłą odmianę zwykłych kotletów drobiowych - kotleciki z kurczaka zawijane z serem Camembert oraz suszonymi śliwkami :)


KOTLECIKI Z KURCZAKA Z SEREM CAMEMBERT I ŚLIWKĄ
(składniki na 4 duże kotlety)

* Podwójna pierś z kurczaka
* 1 krążek sera Camembert (lub pół takiego dużego jak u mnie)
* 8 suszonych śliwek
* Sól i czarny pieprz
* Kilka łyżek mąki
* 2 jajka
* Bułka tarta 
* Olej do smażenia


Zaczynamy oczywiście od przygotowania mięsa. Podwójną pierś z kurczaka dzielimy najpierw na dwie pojedyncze, a potem każdą z nich przekrawamy wzdłuż tak, żeby w sumie były 4 ładne kotlety. Następnie każdy z nich kładziemy na deskę i rozbijamy tłuczkiem przez folię. Uwaga - kotlety musimy rozbić tak, żeby były możliwie najcieńsze (wtedy dobrze będą się zwijały), ale koniecznie uważajmy, żeby mięso się nam nie rozlazło (dziury są niewskazane :)


Każdy kotlecik oprószamy solą i pieprzem z obu stron (tak jak na zwykłe kotlety) i szykujemy dodatki. Ser Camembert kroimy w poprzek w paski a suszone śliwki wykładamy z opakowania i sprawdzamy czy czasem nie ma w nich pestki. Na każdym kotleciku układamy 2-3 paski sera oraz 2 śliwki i zawijamy go tak aby powstała ładna roladka a ser i śliwki były schowane wewnątrz. Uwaga - jeśli ktoś nie przepada za śliwkami można zamienić je na suszone morele lub całkowicie pominąć ten owocowy dodatek. Kotlety z samym serem camembert w środku są również fantastyczne ;)


Kolejnym krokiem jest już tradycyjne panierowanie - kotlety obtaczamy w mące, następnie w roztrzepanym jajku i w bułce tartej. Musimy uważać, żeby nie rozwinąć naszych roladek - jeśli nie mamy wprawy można posłużyć się wykałaczką, ale jeśli ładnie opanierujemy kotlety to z całą pewnością nic nam się nie rozwali.


Kotlety smażymy na rozgrzanym oleju o wiele dłużej niż tradycyjne, ponieważ muszą być one dobrze wysmażone również wewnątrz. Dlatego też nie odstępujemy od patelni ani na krok żeby ich nie spalić :) Obracamy je co chwilę, żeby mogły się zrumienić z każdej strony jednakowo i żeby ciepło dotarło do środka. Po pierwszym obsmażeniu kotletów ogień zmniejszamy maksymalnie, żeby wierzch nie spiekł się za bardzo a ser w środku miał szansę się rozpuścić. 


Kotlety koniecznie podajemy od razu po przyrządzeniu, żeby były gorące a ich wnętrze, czyli nasz ser odpowiednio roztopione :) Ja najczęściej podaję je z tłuczonymi ziemniakami i jakąś fajną surówką (np. z czerwonej kapusty). A oto jak wygląda kotlecik w środku wraz z obiadowymi dodatkami:


Taki obiad to miła odmiana od zwykłych i już często "przejedzonych" kotletów z kurczaka. Polecam wypróbować i zapraszam Was do CookBook po więcej przepisów :)
Smacznego!!!!

niedziela, 14 września 2014

MOJA KOLEKCJA LAKIERÓW GOLDEN ROSE RICH COLOR :)


Hej Dziewczyny :) Ostatnio tak bardzo skoncentrowałam się na kosmetykach przewijających się przez moją łazienkę, że zupełnie, ale to zupełnie zapomniałam napisać cokolwiek o lakierach do paznokci. Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu, to zapewne już wiecie, że mam po prostu świra na ich punkcie i każdy nowy kolor wypatrzony gdzieś na półce w sklepie po prostu musi być mój :) 

Kupuję lakiery różnych marek, ale te od Golden Rose szczególnie skradły moje serce. Za co?
- za niesamowity wybór kolorów
- za estetyczne i wygodne opakowanie
- za szeroki pędzelek ułatwiający aplikację
- za trwałość porównywalną (jeśli nie lepszą) niż wiele droższych lakierów
- za to, że jedna warstwa ma wystarczające krycie (każdy inny lakier nakładam co najmniej dwukrotnie)
- za szokująco niską cenę 6,90 zł !!!!

Niestety nie mam przeogromnej kolekcji, ponieważ nie tak łatwo dorwać te lakiery stacjonarnie. Są głównie dostępne na wysepkach GR (tylko w dużych galeriach handlowych) lub w małych osiedlowych drogeriach, gdzie wybór kolorów pozostawia wiele do życzenia. Jak dotąd nazbierałam 11 sztuk, które uwielbiam i właśnie te Wam dzisiaj pokażę. na zdjęciach zobaczycie sam lakier, jego kolor na białej kartce papieru oraz numer lakieru.

 
NR 52 - kolor, który można opisać jako biel leciutko podbitą łososiowo-różową nutą (średnio go lubię)
NR 05 - najkrócej można go ująć jako piaskowy lub jasnobrązowy, typowy "nudziak"
NR 104 - ciemny, zgaszony fiolet wpadający w odcień bakłażana, śliczny :)


NR 67 - ciepły,jasny róż lekko w stronę rozbielonego koralu
NR 07 - cudowny koralowy odcień, soczysty, intensywny, jeden z moich ulubionych
NR 13 - mój pierwszy lakier tej firmy, bardzo mocny i piękny malinowy odcień


NR 57 - zgaszone bordo, bardzo elegancki i również jeden z moich ulubionych
NR 28 - intensywny, śliwkowy kolor, idealny na jesień
NR 24 - klasyczna czerwień, która jednak dla mnie jest troszkę za agresywna


TOP COAT - fantastyczny, ale mało wydajny i właśnie mi się skończył :)
NR 42 - cudowny niebieskawy odcień z milionami srebrnych drobineczek, wygląda ekstra :)

To już cała moja kolekcja tych lakierów. jeśli jeszcze nie próbowałyście to gorąco je polecam. Dziękuję za spędzony u mnie czas i pozdrawiam Was gorąco!
Buziaki :)

środa, 10 września 2014

DENKO - KOSMETYKI DO WŁOSÓW


Hej:) Zanim zaczęłam prowadzić bloga zawsze zastanawiało mnie, dlaczego inne bloggerki tak rzadko dodają denkowe posty. Dla mnie były one jednymi z najciekawszych ze względu na dużą ilość kosmetyków oraz rzetelne opinie po wykończeniu całego produktu. Teraz już wiem jak ciężko zabrać się do pisania właśnie takiego postu :) Przez długi czas gromadzimy opakowania w worku, pisząc jednocześnie o bieżących sprawach a gdy wór osiągnie już monstrualny rozmiar to nigdy nie ma czasu, żeby się nim zająć :) Dziś wzięłam się w garść i postanowiłam pokazać Wam część mojej "kolekcji" opakowań. A że jest ich tyle to znów wybrałam te, które są z jednej kategorii - włosy ;) Zapraszam!


1. SZAMPON GLISS KUR ULTIMATE VOLUME
Jeśli potrzebuję porządnego i sprawdzonego szamponu z SLS, który świetnie oczyści włosy to zawsze sięgam właśnie po ten. Jest niezwykle przyjemny w użytkowaniu, baaardzo wydajny, mocno się pieni i doskonale oczyszcza. Dodatkowo ładnie pachnie (owocowo-świeżo) i ma bardzo praktyczne opakowanie, w którym widać ile jeszcze szamponu zostało. Zostawia włosy i skórę głowy porządnie umyte, włosy są sypkie i bardzo uniesione u nasady. Świetnie się spisze u tych z Was, które miewają oklapnięte czupryny. Ja stosuję go mniej więcej raz w tygodniu jako zmiennika dla moich delikatnych szamponów. Kosztuje około 12 zł za 400 ml.

2. ALTERRA SZAMPON NAWILŻAJĄCY GRANAT I ALOES
Mimo zawartości pochodnej SLS ten szampon jest łagodny zarówno dla włosów jak i skóry głowy i bardzo go lubię. Ma piękny, owocowy zapach, zawiera wiele cennych ekstraktów naturalnych i jest pozbawiony silikonów, parafiny i wielu syntetycznych substancji (jest ze składników wegańskich). Używanie nie jest tak przyjemne jak w przypadku Gliss Kura, ponieważ ten z Alterry się słabiej pieni, jest mało wydajny i ciężko się go spłukuje. Natomiast zapach i delikatne działanie rekompensują mi to w zupełności. Po jego użyciu włosy są skutecznie oczyszczone, ale skóra głowy się nie przesusza i nie podrażnia. Pozwala on zachować równowagę między troską o włosy i skórę głowy. Dla mnie super :) Koszt 9,49 zł za 200 ml.

3. FACELLE
Nie będę już setny raz o tym żelu pisać wielkich monologów:) Mimo, iż jest to żel do higieny intymnej, świetnie się sprawdza jako zamiennik drogich i ciężko dostępnych szamponów bez SLS. Jeśli szukacie szamponu, który jak najdelikatniej umyje Wasze włosy i nie zaburzy równowagi ze skórą głowy to jest to właśnie to! Użytkowanie nieprzyjemne - efektów nie widać od razu, nie pieni się, ciężko go spłukać i koniecznie trzeba nałożyć odżywkę bo strasznie plącze włosy. Ale za to po umyciu włosy są nawilżone, błyszczące i mięciutkie jak wtedy gdy byłam mała. Nie zamienię na nic innego. Koszt 4,99 zł za 300 ml.


4. MARION SPRAY PROSTUJĄCY WŁOSY
Świetny produkt. Moje opakowanie zdezelowane i bez "psikawki", bo przelewałam go na wakacje do mniejszego pojemniczka :) Nie jest to kosmetyk, który sam z siebie wyprostuje nam włosy, ale super się sprawdza przy pomocy prostownicy. Spełnia również funkcję termoochrony więc nie musimy kupować kolejnego kosmetyku. Cudownie pachnie (kwiatowo) i zapach ten jest długo wyczuwalny na włosach. Nie obciąża włosów, sprawia, że się nie elektryzują a efekt prostownicy utrzymuje się o wiele dłużej. Polecam. Koszt około 8 złotych za 130 ml.

5. ODŻYWKA L'OREAL ELSEVE CEMENT-CERAMIDY
Jest to typowo silikonowa odżywka, która już sekundę po nałożeniu wyczuwalnie wygładza powierzchnię włosów i sprawia, że z kołtunów mamy lejące się przez palce włosy. Z jednej strony jest to przydatne gdy nie możemy ujarzmić fryzury i chcemy żeby włosy po prostu "wyglądały". Lecz jeśli zależy nam również na pielęgnacji samego włosa to tu raczej tego "odżywienia" za wiele nie znajdziemy bo już na wstępie silikon oblepi nam włosy i nic dobrego do środka nie wejdzie :) Ogólnie odżywka była bardzo przyjemna, świetnie wygładzała i dociążała włosy (uwaga, dla osób z cienkimi włosami to może oznaczać efekt tłustych włosów). Raz na jakiś czas z przyjemnością jej użyłam, bo również zapach i konsystencja były przyjemne ale raczej nie kupię jej ponownie, bo jest wiele innych ciekawych produktów do wypróbowania. Koszt to około 11 złotych za 200 ml.


6. BIOVAX KERATYNA I JEDWAB
Maski z Biovax kocham niezmiennie już od około roku i z wielką przyjemnością stosuję. Wersję "Keratyna i Jedwab" kupiłam w opakowaniu 250 ml po wypróbowaniu saszetek z Biedronki. Trochę tego żałowałam, ponieważ na moich puszystych włosach keratyna od czasu do czasu działa dobrze (dlatego saszetki spisały się świetnie) ale regularne jej stosowanie powodowało nadmierne puszenie i elektryzowanie włosów. Ta wersja będzie idealna dla dziewczyn o prostych włosach. Sama maska strasznie przyjemna - zapach kokosowo-śmietankowy, lekka konsystencja, bez strachu o jakiekolwiek obciążenie włosów (śmiało można ją również nakładać na skórę głowy). Koszt to około 18 zł/250 ml.

7. BIOVAX DO WŁOSÓW BLOND (ŻÓŁTE OPAKOWANIE)
Aktualnie mój ulubiony. Po powrocie z urlopu (miesiąc temu) nie miałam już ani grama żadnej z tych masek i dziś wreszcie kupiłam właśnie tą w wersji 500 ml, bo moje włosy się jej wręcz domagają :) Działa bardzo nawilżająco na włosy, nie obciąża ich zupełnie, nie puszy, nabłyszcza je delikatnie i poprawia miękkość. Zapach nie jest szałowy, ale w niczym mi nie przeszkadza. Bardzo dobry produkt. Koszt saszetki to około 2-3 złote za 20 ml. Opakowanie 250 ml kosztuje około 18 złotych a ja dziś kupiłam 500 ml za 24 złote. Polecam spróbować.

8. BIOVAX DO WŁOSÓW FARBOWANYCH (CZERWONE OPAKOWANIE)
Ta maska jako jedyna z całej kolekcji Biovax kompletnie mi się nie sprawdziła. Nie dość, że w przeciwieństwie do reszty ta zupełnie nie nawilżyła włosów to jeszcze miałam wrażenie, że zrobiły się jakieś takie sianowate... Nie wiem jak to bliżej wytłumaczyć - taki "bad hair day" kiedy nie wiadomo o co chodzi włosom i są po prostu beznadziejne :) Więcej jej z pewnością nie kupię, bo wśród innych jest taki wybór, że nie ma co rozpaczać :)

To już koniec tego potwornie długiego denka, a w moim worku dalej tyle kosmetyków, że szok :) Mam nadzieję, że miło spędziłyście tu czas i że w najbliższym czasie będę mogła się dowiedzieć jak u was te produkty się spisały :)
Pozdrawiam Was gorąco :*

sobota, 6 września 2014

MOJE BUBLE KOSMETYCZNE


Hej ;) Temat bubli kosmetycznych to rodzaj postów, które czytam najchętniej na innych blogach i za które jestem zawsze bardzo wdzięczna, ponieważ mogę przeczytać szczerą opinię i wstrzymać się od zakupu nietrafionych kosmetyków. Wiadomo - czasami rzeczy, które u kogoś okazały się bublem, u mnie akurat spisują się dobrze lub na odwrót - moje kity są dla kogoś "strzałem w dziesiątkę". Wszystko zależy od gustu i potrzeb, jednak uważam, że im więcej recenzji i opinii tym lepiej. Dlatego też dziś chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które u mnie okazały się totalnymi porażkami i żałuję ich zakupu. Mam nadzieję, że post się przyda :)


ŁAGODZĄCY PŁYN MICELARNY BE BEAUTY
Ten płyn micelarny z Biedronki ale w wersji niebieskiej po prostu uwielbiam. I w momencie gdy Biedronka wypuściła również inne wersje i to w większej pojemności 400 ml od razu kupiłam ten różowy. Na opakowaniu jest napisane, że jest to płyn łagodzący, do cery suchej i wrażliwej więc uznałam, że powinien się sprawdzać jeszcze lepiej niż właśnie ta niebieska wersja. Teraz jednak już wiem, że jest to najgorszy płyn micelarny jaki kiedykolwiek miałam. Nie mam cery wrażliwej a i moje oczy nie są jakoś szczególnie podatne na podrażnienia ale po tym płynie miałam podrażnione dosłownie wszystko. Skóra była zaczerwieniona i podrażniona a oczy dosłownie mnie "paliły". Nie wiem w związku z czym ten produkt jest określany jako "łagodzący" bo u mnie złagodzenia potrzebowałam właśnie po jego użyciu... Nie mam pojęcia co mam z nim zrobić i do czego go zużyję - może ktoś ma jakiś pomysł?? :)


ZMYWACZ DO PAZNOKCI BE BEAUTY
Ten zmywacz pewnie wzbudzi kontrowersje, ponieważ u wielu dziewczyn znajduje się w ulubieńcach. Ja zupełnie nie rozumiem czemu i bardzo go nie lubię. Pierwszy raz kupiłam go kiedy skończył się mój ukochany zielony zmywacz z Isany i potrzebowałam nowego natychmiast :) Wtedy kupiłam ten w wersji zielonej i była straszna. Tym razem wzięłam tą różową, ponieważ myślałam, że może to właśnie ta jest tą lepszą. Niestety w obu przypadkach jest to samo - przesuszenie paznokci, totalne przesuszenie skórek wokół paznokci i bardzo kiepskie zmywanie lakieru. Pompka w zamyśle jest fajna ale albo się zacina albo rozlewa zmywacz. W porównaniu do zmywacza z Isany, który chyba jest nawet tańszy to ten jest dla mnie wielką klapą. Zużyję resztki jakie mi zostały i więcej nie kupię.


YVES ROCHER HYDRA VEGETAL Z FILTREM SPF 25
Krem Yves Rocher z tej samej serii, ale w wersji żel-krem jest cudowny i już kilka razy Wam o nim wspominałam. Natomiast ten o którym tutaj mowa, czyli krem nawilżający z filtrem 25 to kompletna porażka. Jest on uosobieniem wszystkiego, czego unikamy w tego typu kremach, czyli bieli skórę, nie sprawdza się pod makijażem oraz straaaaasznie zapycha pory. Wstępnie chciałam wziąć ten krem ze sobą na wakacje jako krem nawilżający na co dzień ze względu na przyzwoity filtr i całe szczęście, że wypróbowałam go jeszcze przed urlopem. Gdy nałożyłam go rano na twarz to już tego samego dnia wieczorem wyczułam na buzi podskórne nierówności a na następny dzień zaczęły wyłazić typowe dla zapchanych porów czerwone gulki... Okropny krem za niemałą cenę 39 złotych (ja swój mam z promocji 2 w cenie 1).


TONIK Z KWASEM PHA 6% Z BIOCHEMII URODY
Ten tonik zamówiłam już dawno temu jako złuszczający preparat na noc. Słyszałam o nim, że jest tańszym zamiennikiem drogich toników zagranicznych marek i że mimo niezłych właściwości złuszczających jest delikatny dla skóry i nie wywołuje podrażnień. Producent pisze, że w początkowej fazie stosowania może wystąpić delikatne pieczenie, które później ustępuje. Niestety muszę się z tym nie zgodzić - mimo iż zużyłam już 2/3 butelki dalej po aplikacji toniku wyglądam jak Blond Indianin... Skóra bardzo piecze, jest podrażniona i czerwona jak burak. Nakładam (a raczej nakładałam) go wieczorem przed snem a rano ciągle jeszcze moja buzia była delikatnie zaczerwieniona. Tak jak powiedziałam mimo dużego zużycia to nie minęło. Sam tonik w sobie również jest kitem, ponieważ nie zdziałał u mnie nic zauważalnego a jego używanie jest niezbyt przyjemne - oprócz czerwonej twarzy tonik ten również niezbyt przyjemnie pachnie i zostawia skórę lekko lepką. Nie polecam i po opisaniu Wam go wreszcie go wywalę.


ISANA MLECZKO DO CIAŁA UREA 10%
O mleczku z Isany z serii Urea słyszałam wiele dobrego, ale chyba nabyłam nie tą wersję co trzeba... Było jeszcze dostępne mleczko 5,5% urea natomiast ja zdecydowałam się na tą 10%. Nie wiem jaka jest tamta natomiast ta którą ja posiadam nie spisuje się najlepiej. Przede wszystkim balsam ten ma okropny zapach, który porównałabym do tuszu z długopisu :) Kolejną jego wadą jest to, że jest potwornie tłusty przez co trudno go rozsmarować. Balsam nie wchłania się również prawie wcale i zostawia na skórze paskudny, tłusty, oleisty film... Po posmarowaniu się nim nie wiadomo co ze sobą zrobić - nie dość, że się cuchnie atramentem to nie można nawet ubrać piżamy bo skóra jest pokryta tłustą i lepką warstwą. Porażka. Zużyję go prawdopodobnie na łokcie i kolana, bo do niczego innego się nie nadaje.

To już wszystkie moje buble. Dajcie znać czy i u Was te kosmetyki się nie spisały, czy może wręcz odwrotnie. Mam nadzieję, że post będzie dla Was przydatny i z chęcią poczytam o produktach, których Wy nie polecacie. 
Pozdrowionka :) :) :)

czwartek, 4 września 2014

ZAKUPY! :)


Hej! Dziś króciutki post zakupowy ze względu na to, że w ostatnim czasie nabyłam kilka drobiazgów. Nic wielkiego, ponieważ moje zapasy w szafkach dalej są nie małe i jakoś nie mogę się zmobilizować, żeby wykończyć kilku delikwentów :) Oto więc moje zdobycze z ostatnich tygodni.


BALSAM BRĄZUJĄCY LIRENE BODY ARABICA
Potrzebowałam delikatnego balsamu brązującego, który pozwoli mi nieco przedłużyć moją wakacyjną opaleniznę. A że jestem "zielona" w kwestii produktów samoopalających to zdecydowałam, że zaufam Justynie z loveandgreatshoes.blogspot.com, która jakiś czas temu polecała właśnie ten balsam z Lirene. Pierwsze wrażenie? Bardzo pozytywne :) Mimo kilku małych wad, jest to naprawdę dobry produkt i moja opalenizna ma się świetnie ;) Recenzja pewnie za jakiś czas.

ISANA MED UREA+, MLECZKO DO CIAŁA
Chciałam spróbować jakiegoś nowego balsamu, ponieważ ostatnio non stop "katuję" mojego ulubieńca z Babydream i zatęskniłam za zmianami :) Kupiłam Isanę, ponieważ ogólnie lubię produkty tej marki i zaciekawił mnie opis i skład. Tutaj niestety muszę przyznać, że pierwsze wrażenie jest paskudne i jak dotąd nic dobrego nie mogę o tym produkcie napisać. Będę używać dalej i zobaczymy - może jeszcze coś się zmieni :)


ALTERRA SZAMPON PAPAJA I BAMBUS
Ten szampon kupiłam dzisiaj w promocji w Rossmannie - nie dość, że cena była obniżona na 5,99 zł to jeszcze jest tu większa pojemność (nie wszystkie rodzaje były w większej butelce). Wzięłam na zapas i mam nadzieję, że uda mi się najpierw skończyć te produkty, które mam już pootwierane :) A ten szampon oczywiście polecam - jest dość delikatny i pięknie pachnie.

GARNIER MINERAL BEAUTY CARE ANTYPERSPIRANT
Pierwszy raz od nie pamiętam już kiedy kupiłam inny antyperspirant niż mój Nivea Dry Comfort Plus. Zrobiłam to, ponieważ mojego akurat zabrakło i stwierdziłam, że czas na coś nowego. Zazwyczaj gdy w przeszłości wybierałam jakiś inny to okazywał się niespecjalny, natomiast ten pierwsze wrażenie robi bardzo dobre :) Bardzo ładnie (kwiatowo) pachnie, nie podrażnia i chroni całkiem całkiem więc jak dotąd jest ok. A co będzie dalej to się okaże :)


GOLDEN ROSE DREAM EYEBROW PENCIL NR 302 I 306
Wreszcie dorwałam stoisko GR i strasznie chciałam sobie tam poszperać, ale niestety mój mężczyzna, z którym byłam na zakupach strasznie się niecierpliwił i cały plan wziął w łeb :) Udało mi się kupić dwa ołówki do brwi w odcieniach chłodnego brązu. Nie mogłam się zdecydować na to czy wziąć jaśniejszy czy ciemniejszy więc kupiłam oba. Spisują się bardzo dobrze, dają naturalny efekt a kolory ze sobą współgrają więc jestem zadowolona. Mają również szczoteczkę na zatyczkach więc naprawdę można nimi popracować a kosztowały chyba około 7 złotych każda. Super :)


GOLDEN ROSE CLASSICS WATERPROOF LIPLINER
Udało mi się również kupić na stoisku GR fantastyczną konturówkę do ust w kolorze nr 322. Odcień jest po prostu piękny - delikatny różowy, bardzo neutralny i akurat w moim przypadku podbija naturalny odcień ust. Kredka jest na tyle miękka, że mogę stosować ją na całe usta i nie są one wysuszone. Świetny produkt a kosztował chyba 4,99 zł :)

LUXURY PARIS VOLUME EXPERT MASCARA
Tusz do rzęs z Biedronki za 9,99 zł. Kiedy było ich jeszcze sporo to nie miałam zamiaru go kupować. Natomiast kiedy dziś zobaczyłam, że został ostatni to przyjrzałam mu się bliżej. Wydaje mi się, że ma on identyczną szczoteczkę jak mój ulubiony Eveline Extension Volume (co oczywiście sprawdzę ;) i właśnie dlatego zdecydowałam się na zakup. Jeszcze go nie używałam i nie wiem czego się spodziewać ale jestem dobrej myśli :)

To już wszystkie zakupy. Co sądzicie o tych produktach?? Może je znacie i wiecie "co w trawie piszczy"??? Jak zawsze z wielką przyjemnością poczytam Wasze opinie i rady :)
Pozdrawiam Was gorrrrąco!

poniedziałek, 1 września 2014

ULUBIEŃCY LATA - PIELĘGNACJA


Hej :) Po ulubieńcach makijażowych przyszedł czas na tych pielęgnacyjnych. Muszę przyznać, że nie wszystkie produkty, które uwielbiam w ciągu roku w Polsce sprawdziły się na urlopie. Klimat robi swoje i siłą rzeczy niektóre kosmetyki zachowywały się zupełnie inaczej w wilgotnych i upalnych Włoszech niż u nas. Również kilka nowych kosmetyków, które w międzyczasie kupiłam nie do końca mi się sprawdziło więc z pewnością będę musiała Wam o tym napisać w jakichś wakacyjnych kitach :) Teraz jednak kilka słów o tych produktach, które nie zawodzą nigdy, świetnie spisywały się przez całe lato i które polubię na dłużej :)


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

SZAMPON ALTERRA PAPAJA I BAMBUS
Latem znacznie częściej niż zwykle sięgałam po szampony z SLS ze względu na to, że chciałam dobrze oczyścić skórę głowy oraz włosy ze stosowanych w tym okresie środków do stylizacji i cięższych odżywek. Nie chciałam jednak szamponu "detergentu' a jedynie nieco lepiej oczyszczającego produktu. I tu oczywiście sprawdziła się Alterra, której szampony zawierają pochodną SLS i bardzo dobrze myją, ale są naprawdę delikatne i dla włosów i skóry głowy. Zapach akurat tej wersji - Papaja i Bambus - jest boski na lato. Świeży, owocowy i straaaasznie przyjemny. Koszt 9,49 zł/200 ml.

GARNIER FRUCTIS OLEO REPAIR
O tej odżywce krążą już legendy w Internecie, natomiast ja sama troszkę zwlekałam z jej zakupem. Dlaczego? Po prostu myślałam, że to kolejny preparat, który będzie ociekał silikonem i jedynie dawał wrażenie miękkich i błyszczących włosów zamiast faktycznie je pielęgnować. Myliłam się :) To naprawdę świetna odżywka do włosów, która silikony ma, ale daleko w składzie. Włosy po jej użyciu są dobrze odżywione, miękkie, błyszczące i lekko dociążone. Naprawdę świetny produkt. Koszt to około 10 złotych za 200 ml.

L'BIOTICA BIOVAX MASECZKA DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH
Moje włosy nie wypadają jakoś znacząco i ich kondycja jest ostatnio naprawdę dobra, ale zdecydowałam się właśnie na tą wersję maski ze względu na zawartość soku aloesowego w składzie. Dużo słyszałam na temat jego właściwości nawilżających, dlatego uznałam, że powinna być ok na wakacje. I spisała się świetnie. Włosy po jej użyciu są widocznie nawilżone, bardzo miękkie i sprężyste. Bardzo przypadła mi do gustu ta maseczka i z miłą chęcią do niej wrócę. Koszt to 2,99 zł/20 ml (saszetka) lub 17 zł za 250 ml (słoiczek).


PIELĘGNACJA TWARZY

CELIA PURE SILK MLECZKO DO DEMAKIJAŻU
Do niedawna byłam - jak pewnie wiele z Was - fanką płynów micelarnych. Mleczek nie cierpiałam głównie dlatego, że (jakie bym nie wzięła z półki)  na samym początku składu miały parafinę, która zazwyczaj totalnie zapycha pory. I po jednym czy dwóch użyciach takiego mleczka wyskakiwały mi grudki i pryszczole. To mleczko pierwszy raz kupiłam w Biedronce za 5,99 zł w przecenie i okazało się rewelacyjnym produktem. Nie dość, że świetnie zmywa makijaż to jeszcze nie zawiera tych wszystkich okropnych, zapychających składników. Używam go już bardzo długo i widzę, że moja buzia jest po nim dobrze oczyszczona i wręcz lekko nawilżona. Bardzo ten produkt polubiłam i zrobiłam zapasy więc prędko się z nim nie rozstanę :) Recenzja tutaj.

RIVAL DE LOOP HYDRO KREM NAWILŻAJĄCY NA DZIEŃ
Nie będę się rozwodzić, bo o tym kremie pisałam nie raz. Dobrze nawilża, jest fantastyczny pod makijaż i nic z niego nie spływa. Mój ogromny ulubieniec Recenzję znajdziecie tutaj.


PIELĘGNACJA CIAŁA

BABYDREAM PFLEGELOTION - BALSAM DO CIAŁA
Po tym jak się pomyliłam i z półki w Rossmannie wzięłam ten balsam zamiast olejku zakochałam się w nim na amen :) Jest to najlepszy balsam jaki miałam i został produktem totalnie niezbędnym w mojej łazience. Dobrze nawilża, szybko się wchłania, zostawia skórę świetnie wypielęgnowaną, poprawia lekko jej elastyczność i pięknie ale delikatnie pachnie. Do czasu aż poznałam ten produkt unikałam balsamowania jak ognia i niecierpiałam tego robić, natomiast teraz naprawdę sprawia mi to przyjemność. Za taką cenę ten produkt to dla mnie prawdziwy hit i nie zamienię go na nic innego. Koszt to około 13 zł za 250 ml.

FACELLE ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ
Wiecie już świetnie, że kocham ten produkt i świetnie mi się sprawdza jako kosmetyk myjący "od stóp do głów" :) Nie zawiera SLS, ma przyjazny skład, jest delikatny  i skuteczny. Używam go głównie jako żel pod prysznic i szampon do włosów bez SLS ale myję nim również buzię po demakijażu. Jest SUPER i jeśli nie miałyście nigdy to polecam, bo kosztuje 4,99 zł i jest naprawdę delikatny.

To by było na tyle :) Co myślicie o tych produktach? Sprawdziły się również u Was, czy może jednak nie? Mam nadzieję, że uda mi się odszukać jakieś zdjęcia moich wakacyjnych bubli i będę mogła Wam co nie co o nich niedługo napisać. A tymczasem przesyłam Wam buziaki :)
Pozdrowionka!