Etykiety

sobota, 30 sierpnia 2014

ULUBIEŃCY LATA - KOLORÓWKA


Hej :) Nadszedł ten moment - czas podsumować lato i ulubione wakacyjne kosmetyki. Z jednej strony przeraża mnie fakt, że nadchodzi już jesień i zaraz zaczną się przeraźliwie zimne wieczory i plucha, ale z drugiej - zawsze to jakaś odmiana :) Będzie można wyciągnąć z szafy ulubione, ciepłe swetry, przypomnieć sobie o typowo jesiennych kolorach w makijażu (ach te śliwki, bordo, granat:) Nie ma więc tego złego, ale póki co chciałabym pokazać Wam te kosmetyki, które pokochałam latem i które spisały się naprawdę świetnie. Oto więc moi makijażowi ulubieńcy :)


1. BOURJOIS HEALTHY MIX 
Nie będę się powtarzać po raz kolejny - jest to niesamowicie dobry podkład, który tak właściwie spisuje się świetnie bez względu na porę roku. Jest niezastąpiony dla osób o cerze normalnej lub lekko suchej. Zapewnia bardzo naturalny efekt na buzi, pięknie rozświetla dzięki swojej formule a nie żadnym drobinkom i jest trwały. Nie ma wielkiego krycia, ale nie to jest w tym podkładzie najcenniejsze, a zapewnianie naturalnego wyglądu, świeżej i promiennej cery nawet latem. Kolory również są świetnie dobrane do polskich karnacji i ładnie wyrównują koloryt cery. Ja mam odcień 52, który jest jasnym, oliwkowo-żółtym odcieniem. Koszt około 62 zł/30ml.

2. BOURJOIS 123 PERFECT
Ten podkład to mój drugi ulubieniec wszech czasów (nie, nie jest to post sponsorowany - jeśli czytacie bloga to wiecie, że kocham te dwa produkty :) Jest on podobny do HM pod względem lekkiego krycia, ale ma troszkę inne właściwości - zamiast rozświetlenia zapewnia delikatnie matowe, ale jednocześnie bardzo naturalne wykończenie makijażu. Sprawdził mi się najlepiej w tych dniach, kiedy upał był niemiłosierny i chciałam troszkę zapanować nad rozświetleniem twarzy. Dzięki 123 Perfect mogłam być spokojna, ponieważ nie daje on efektu matowej, suchej twarzy tylko delikatnie ją matuje w niezwykle subtelny sposób. Świetny produkt (z małą wadą - ciemnieje na twarzy, więc trzeba uważać z doborem koloru). Koszt 53 zł/30ml.
Więcej o 123 Perfect znajdziecie tutaj.

3. KOREKTOR EVELINE bioHYALURON 4D
Mój ukochany korektor kupiony w Biedronce. Ma piękny, jasny i żółty kolor, ładnie rozświetla, rozjaśnia i świetnie wygląda cały dzień. Krycie jest średnie. Wytrzymał u mnie podczas wakacyjnych upałów oraz w chłodniejsze dni. Jestem nim zachwycona. Jedynie napisy na opakowaniu się strasznie starły. 
Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj.


4. YSL VERNIS A LEVRES ROUGE PUR COUTURE
Szminka/lakier w płynie, o którym pisałam Wam ostatnio. Od dnia kiedy ją kupiłam na wakacjach używam jej praktycznie codziennie! Jest mega trwała, ma niesamowicie piękny i nasycony kolor, jest w płynie a mimo to tak wżera się w usta, że naprawdę jest nie do zdarcia. Zupełnie się przy tym nie klei! Nie żałuję ani centa wydanego na ten produkt i gdyby tylko było mnie stać na inne kolory to z pewnością bym je kupiła :) :) :)
Post o zakupach z wakacji znajdziecie tutaj.

5. RÓŻ N.Y.C SMOOTH MINERAL 
Róż sypki, mineralny, którego mam już chyba trzecie opakowanie i jest niezastąpiony. Mimo tego, że ostatnio "miałam fazę" na kupowanie nowych róży różnych marek to i tak zawsze wracam do tego i jest to produkt, po który sięgam gdy potrzebuję czegoś niezawodnego. Kolor to różowo-koralowy odcień z maleńkimi (niewidocznymi na skórze) złotymi drobinkami. Trzyma się cały dzień, jest delikatny i soczysty jednocześnie (jak to minerały:) Polecam gorąco :)

6. KONTÓRÓWKA SEPHORA 
Bardzo fajna i uniwersalna kredka do ust w pięknym kolorze 16 Pure Pinky. Odcień to taki delikatny, neutralny różowy, który pasuje do wielu szminek. Jednak największym atutem tej konturówki jest to, że jest cudownie miękka przez co możemy pomalować nią również i całe usta. Nie są one nawet przesuszone, a jedynie muśnięte kolorem i to na dość długi czas :) Jeśli nie miałyście to warto wypróbować. Koszt 19 zł.


7. LAKIERY GOLDEN ROSE NR 57 I 42
Kolekcja moich ulubionych lakierów ciągle się poszerza i wcale a wcale tego nie żałuję :) Te dwa odcienie szczególnie ostatnio uwielbiam mimo, iż nie są to typowo wakacyjne kolory. Nr 57 to piękny odcień zgaszonej czerwieni, lekko wpadający w bordo. Moim zdaniem bardzo elegancki kolor - nie tak agresywny jak typowa czerwień, ale wyrazisty :) Drugi odcień, 42, to cudowny niebiesko-fioletowy kolor z maleńkimi srebrzystymi drobinkami. Boski! :)

To już wszystkie kosmetyki kolorowe, które spisały się u mnie latem. Brak tu produktów do oczu, ale aktualnie mam wiele ostatnio kupionych produktów, których używam naprzemiennie i nic jak dotąd mnie aż tak nie zachwyciło. A jak Wasi ulubieńcy lata?? Dajcie znać co u Was spisało się świetnie :) Zapraszam też w najbliższym czasie na pielęgnacyjnych ulubieńców!
Buziaki :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

ALTERRA BRZOSKWINIOWY KREM BRĄZUJĄCY - PIERWSZE WRAŻENIE


Kochane Dziewczyny! Podczas ostatniej wizyty w Rossmannie kupiłam kilka nowych produktów, ale stwierdziłam, że nie ma sensu od razu ich pokazywać - lepiej poczekać do ulubieńców albo bubli ;) Jednak przez zupełny przypadek w moje ręce trafił ten krem - Alterra Brzoskwiniowy Krem Brązujący - i przeżyłam totalny szok :D Tak więc skoro na recenzję za wcześnie to robię pierwsze wrażenie, ponieważ nie mogę już wytrzymać, żeby Wam o nim opowiedzieć :)

MOJE OCZEKIWANIA
Jak już napisałam - krem ten trafił w moje ręce przez przypadek. Dlaczego? Ponieważ przeszukując półki w Rossku szukałam kremu brązującego do twarzy, dzięki któremu będę mogła podtrzymać moją wakacyjną opaleniznę. Przez krem brązujący ja przynajmniej rozumiem produkt, który ma właściwości bardzo delikatnego samoopalacza i odrobinę przyciemnia naszą skórę na kilka dni. Gdy zobaczyłam ten jak napisane jest na opakowaniu "krem brązujący" z Alterry to od razu wsadziłam go do koszyka, bo kosztował 7,99 zł. Po przyjściu do domu i otworzeniu go przeżyłam SZOK!!!! Mój krem brązujący okazał się bardzo leciutkim kremem tonującym - czyli kremem w kolorze podkładu, który jedynie lekko wyrównuje koloryt skóry a nie poprawia opaleniznę... Wściekłam się straaasznie, bo po co mi takie coś skoro na co dzień używam podkładu i kremu nawilżającego??  :)


CO NIECO O KOLORZE 
Dodatkowo moją wściekłość wzbudził sam kolor produktu, który po wyciśnięciu odrobiny na dłoń okazał się straaasznie ciemny i w zdecydowanie różowej tonacji (ja zawsze kupuję jasne i zdecydowanie żółte odcienie). Uznałam, że chyba będzie trzeba wyrzucić to dziwadło do kosza, ale po narzekaniu mojego lubego, że "znowu kupiłam jakieś badziewie, którego nie będę używać i bez sensu wydaję pieniądze"            ( znacie to?? :) postanowiłam, że na następny dzień użyję tego zamiast podkładu do pracy i zobaczymy.


PARĘ SŁÓW O EFEKCIE PO ZASTOSOWANIU
Gdy nakładałam go rano miałam najczarniejsze myśli - że osiągnę efekt różowiutkiej świnki Pigi i w dodatku zamiast podkreślić cerę to podkreślę tym kremem same jej niedoskonałości. I co?? I znów CIĘŻKI SZOK :) Krem jest bardzo leciutki i jego rozprowadzanie jest przyjemne. Nie zostawia żadnych smug i szybko się wchłania. Jego początkowy kolor na mojej buzi "zniknął" poprzez idealne dopasowanie do mojej karnacji. W dodatku krem po prostu przepięknie wyrównuje kolor skóry i mimo tego, że praktycznie nie ma żadnego krycia ja czułam się tak jakbym miała na sobie naprawdę dobry podkład. Byłam tak zaskoczona, że w pracy co chwilę zerkałam w lusterko czy aby na pewno nie mam na buzi jakiejś masakry, bo nałożyłam na niego (jak na zwykły podkład) odrobinę pudru utrwalającego, korektor pod oczy i róż na policzki. Mój makijaż cały dzień prezentował się nienagannie, do samego wieczora cera była świeża i promienna a kolor wprost idealny!


CO ZE SKŁADEM I INNYMI WŁAŚCIWOŚCIAMI?
Krem ma rewelacyjny skład wypełniony po brzegi naturalnymi i ekologicznymi olejami (z pestek brzoskwini, oliwy z oliwek, oleju z jojoby i wosku pszczelego) i zawiera też ekstrakt z arbuza. Moje obawy wzbudził jedynie alkohol na drugim miejscu w składzie, bo moja cera nie lubi się z takimi wysuszaczami ale niepotrzebnie się obawiałam, bo żadnego przesuszenia nie zaobserwowałam (wydaje mi się, że alkohol jest tu obecny po to, żeby zrównoważyć zawartość substancji oleistych). Mimo zawartości znaczącej ilości olei produkt nie jest również w żadnym wypadku tłusty. na twarzy zachowuje się w ten sposób, że "robi efekt" wyrównując koloryt cery, ale sam jest praktycznie niewyczuwalny i komfortowo się go nosi. W dodatku jak to Alterra ma w zwyczaju - produkt nie zawiera silikonów, syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących, parafiny. dzięki temu mamy pewność, że nie zapcha nam porów i nie wywoła wysypu pryszczy. Jest przeznaczony do cery normalnej i mieszanej. Ma wygodną i higieniczną tubkę o pojemności 50 ml i nie można z nim przesadzić na twarzy :)


A WADY TEGO KREMU?
* Nie jest on mimo wszystko matujący jak deklaruje producent
* Jak dla mnie jest za mało nawilżający i przed jego nałożeniem nakładam na twarz mój codzienny krem nawilżający
* Nie ma on krycia podkładu więc wyprysków czy blizn nie pokryje ( korektor tutaj czyni cuda :)
* Ma intensywny brzoskwiniowo-alkoholowy zapach, który mi się podoba ale nie każdemu pewnie przypadnie do gustu

MOJA OSTATECZNA OPINIA :)
Uważam, że jest to genialny produkt. W tym momencie, gdy moja cera jest ładna po wakacjach i nie potrzebuję krycia to jest to rozwiązanie idealne. Za cenę 7,99 zł mam 50 ml kremu, który robi na mojej twarzy dokładnie to samo co podkład, którego 30 ml kosztuje 63 złote... Odkąd go wypróbowałam kilka dni temu po raz pierwszy to stosuję go bez wyjątku codziennie i cały czas jestem zachwycona. Dopóki moja skóra nie będzie miała jakichś gorszych dni to ten krem jej w zupełności wystarczy. Jeśli jednak potrzebujecie krycia i jesteście miłośniczkami podkładów typu Revlon Colorstay itp. to taki kremik raczej Was nie zadowoli. Jeśli jednak mocne krycie nie jest dla Was a cenicie naturalny wygląd i ładnie wyrównaną cerę to koniecznie go spróbujcie, bo za 7,99 zł to świetny produkt :)

Co o nim myślicie?? Miałyście go kiedyś??
Buziaki :)


niedziela, 24 sierpnia 2014

SZAMPONY DO WŁOSÓW Z/BEZ SLS - CO O NICH SĄDZIĆ?


Hej! Dziś post inny niż zwykle, ponieważ nie będzie on w 100% poświęcony konkretnym kosmetykom a jedynie ich właściwościom. Pod lupę biorę dzisiaj szampony z SLS (i pochodnymi) oraz te, które są ich pozbawione. Chciałabym w paru słowach opisać czego możemy się po takich szamponach spodziewać oraz jaki wpływ na poszczególne rodzaje włosów będą one miały. Jeśli ciekawi Was taka tematyka to zapraszam do czytania :)

SZAMPONY Z SLS I POCHODNYMI
  

 CO TO TAK WŁAŚCIWIE SĄ TE SLS'Y? 
Większość z Was zapewne świetnie się orientuje w tym temacie i aktywnie sprawdza składy kupowanych szamponów ale wyjaśnię pokrótce osobom niezagłębionym w temacie co i jak :) Najogólniej rzecz ujmując są to detergenty zawarte min. w szamponach, żelach pod prysznic, żelach do twarzy i innych kosmetykach przeznaczonych do mycia. Ich zadaniem jest dokładne oczyszczenie powierzchni (włosów, skóry itp) z brudu, tłuszczu, kurzu i innych zanieczyszczeń. Możemy spotkać w składzie produktów sam SLS (czyli Sodium Lauryl Sulfate) lub też jego pochodne o bardzo zbliżonych właściwościach (np. Sodium Myreth Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Coco-Sulfate). Zazwyczaj w kosmetykach oczyszczających nie musimy długo szukać ich w składzie, ponieważ znajdują się zaraz na drugim bądź trzecim miejscu. Dlaczego? Ponieważ świetnie spisują się w oczyszczaniu, są skuteczne i jednocześnie tanie więc producenci często robią z tego użytek.

TO W TAKIM RAZIE SLS'Y SĄ DOBRE CZY ZŁE?
Wszystko zależy oczywiście od punktu widzenia. Z jednej strony są to substancje o wykazanej skuteczności w oczyszczaniu, czyli jest to to na czym każdej z nas zależy (która z nas nie marzy o dogłębnie oczyszczonych porach, czyściutkich i puszystych włosach itp.). Jednak istotą sprawy jest fakt, iż SLS'y są tak naprawdę silnymi detergentami. Sprawnie myją, ale nie dzieje się to bez uszczerbku na naszej skórze i włosach. W przypadku szamponów o których tu mowa sprawa wygląda następująco - chcemy mieć dobrze oczyszczoną z tłustej warstewki skórę głowy, włosy pozbawione zanieczyszczeń oraz brudu ale jednocześnie zależy nam na pielęgnacji skóry i ochronie włosa. Nie można mieć wszystkiego niestety, dlatego poniżej zalety i wady stosowania szamponów z SLS :)

ZALETY SZAMPONÓW Z SLS:
* Łatwa dostępność - znakomita większość szamponów drogeryjnych to preparaty na bazie SLS
* Duży wybór marek, półek cenowych, zapachów (z wyżej wymienionego powodu:)
* Szampony doskonale oczyszczają zarówno skórę głowy jak i włosy
* Są bardzo przyjemne w użytkowaniu, ponieważ zazwyczaj mają konsystencję "akurat" oraz doskonale się pienią i spłukują z włosów
* Najczęściej nie plączą jakoś specjalnie włosów
* Zostawiają je puszyste, odbite od nasady i cudownie "sypkie"
* Od razu widać, że włosy są czyste i odświeżone
* Są bardzo wydajne i ekonomiczne

WADY SZAMPONÓW Z SLS:
* Intensywnie oczyszczając i odtłuszczając skórę głowy oraz włosy mogą one zostać przesuszone
* Regularne stosowanie mocnych szamponów z SLS może prowadzić do naruszenia równowagi skóry głowy przez co skóra zacznie produkować zwiększoną ilość sebum. Efekt - włosy tłuste u nasady a suche i zniszczone na długości.
* W przypadku włosów rozjaśnianych lub intensywnie farbowanych, które i tak są już suche stosowanie tego typu szamponów będzie tylko pogarszać ich stan dodatkowo przsesuszając
* Warto również wspomnieć, że te szampony przez mocne oczyszczanie szybciej będą wypłukiwać kolor z włosów farbowanych

SZAMPONY BEZ SLS


CZEGO SPODZIEWAĆ SIĘ PO SZAMPONACH BEZ SLS?
Jeśli zauważyłyście, że Wasze włosy źle reagują na większość popularnych szamponów, są łamliwe, pozbawione blasku i bardzo suche to może warto zaznajomić się z szamponami bez SLS. Są one zdecydowanie trudniejsze w odnalezieniu na sklepowych półkach ale w ostatnim czasie ich popularność ciągle rośnie. Szampony tego typu nie zawierają silnych detergentów a jedynie delikatne substancje myjące oraz często mają bardzo przyjazny skład. Zdecydowanie służą one poprawie jakości włosów i sprzyjają zachowaniu równowagi skóry głowy. Jeśli jednak czytając to myślicie, że to idealne rozwiązanie to niestety muszę Was zasmucić, bo tak nie jest. Oto zestawienie zalet i wad.

ZALETY SZAMPONÓW BEZ SLS:
* Delikatne oczyszczenie skóry głowy i włosów
* Brak wyraźnego przesuszenia 
* Włosy powoli odzyskują blask
* Korzystny wpływ na zachowanie równowagi między skórą a włosami
* Przy dłuższym stosowaniu wyraźne znormalizowanie stanu włosów i skóry głowy
* Korzystny wpływ na włosy farbowane - kolor nie wypłukuje się tak szybko

WADY SZAMPONÓW Z SLS:
* Oczyszczanie jest delikatne, dlatego takim szamponem bardzo trudno zmyć z włosów np. silikony zawarte w odżywkach czy też produkty używane do stylizacji
* Zazwyczaj takie szampony praktycznie się nie pienią, więc ich używanie jest trochę dziwne :)
* Często są one również dosyć rzadkie i bardzo słabo wydajne
* Samo mycie również nie należy do przyjemnych, ponieważ szampon źle się spłukuje i często okropnie plącze włosy
* Po zastosowaniu koniecznie trzeba nałożyć odżywkę, ponieważ szampon zostawia włosy dość "tępe" i trudne do rozczesania
* Nie zostawia włosów ani puszystych ani sypkich przez co właścicielki cienkich włosów mogą mieć wrażenie, że wcale ich nie umyły :)
* Efektów stosowania nie widać od razu
* Szampony są gorzej dostępne niż te z SLS

DLA KOGO JAKI SZAMPON?

Szampony z SLS są bardzo przyjemne w używaniu i popularne, więc jeśli nie macie większych problemów z włosami i skórą głowy a jedynie chcecie "tak po prostu" umyć włosy to nie ma sensu na siłę przerzucać się na bardziej kłopotliwe delikatne szampony. Skoro Wasze włosy są mocne i lśniące a dotychczasowa pielęgnacja im odpowiadała to jesteście niesamowitymi szczęściarami, że możecie przebierać w drogeriach w tych wszystkich fantastycznych produktach. 

Jeśli natomiast regularnie rozjaśniacie/farbujecie włosy a ich obecny stan można krótko określić jako "opłakany" to warto spróbować czegoś delikatniejszego. Dzięki temu można sprawdzić czy zmiana szamponu pomoże znormalizować problemy z włosami czy też trzeba stosować jeszcze dodatkową pielęgnację. Nie jest to może najprzyjemniejsza forma mycia włosów ze względu na utrudnienia z plątaniem ich i udziwnionym samym myciem ale spróbować zawsze można - dzięki temu wiecie czy to dla Was czy też nie.


MOJA PIELĘGNACJA WŁOSÓW
Jak pewnie wiecie ja już mniej więcej jakieś 7-8 miesięcy temu przerzuciłam się na szampony bez SLS ze względu na straszny stan moich włosów. Były one łamliwym, suchym, naelektryzowanym sianem totalnie pozbawionym blasku. Teraz ich stan jest o niebo lepszy - są już trochę lśniące, przyjemne w dotyku i wyglądają dość ładnie. Nawet zdarza mi się ostatnio coraz częściej usłyszeć komplementy na tym punkcie :) Nie jest to oczywiście zasługa tylko zmiany szamponu a intensywnej pielęgnacji, jednak uważam, że w dużym stopniu się ta zmiana do tego przyczyniła. Nie oznacza to również, że całkiem zrezygnowałam z szamponów z SLS. Mniej więcej raz na 1,5-2 tygodnie myję włosy tradycyjnym szamponem, żeby je porządnie oczyścić i nakładam wtedy na nie jakąś maskę nawilżającą (dzięki takiemu oczyszczeniu ma szansę wniknąć lepiej). Stosuję zwykłe szampony również wtedy gdy stosuję jakieś środki do stylizacji lub mocno silikonowe odżywki żeby dobrze spłukać ich resztki z włosów. Taka pielęgnacja bardzo mi służy i aktualnie jestem zachwycona :)

SZAMPONY Z SLS I ICH POCHODNYMI, KTÓRE LUBIĘ:
* Szampony Gliss Kur, a w szczególności Ultimate Volume
* Szampony Alterra, szczególnie Morela i Pszenica
* Szampony Avon Naturals

SZAMPONY BEZ SLS, KTÓRE STOSUJĘ:
* Facelle (żel do higieny intymnej)
* Babydream (szampon lub delikatny żel do mycia niemowląt)

Ale się rozpisałam.... Gratuluję tym z Was kochane, które dotrwały do końca tej epopei :) Chciałam bardzo opisać ten temat, ponieważ pamiętam jak sama chciałam parę miesięcy temu zorientować się w temacie. Mam nadzieję, że coś tam Wam się przyda lub podzielicie się swoimi spostrzeżeniami. Wiadomo - im więcej się dowiemy tym łatwiej nam będzie coś dla siebie dobrego znaleźć:)
Buziaki!
 
 

piątek, 22 sierpnia 2014

RECENZJA - LADYCODE CREAMY LIPSTICK


Hej Dziewczyny! Jeśli macie wątpliwości czy weszłyście na właściwego bloga to odpowiedź brzmi: tak! To dalej ten sam blog jedynie szata graficzna została dziś przeze mnie zmieniona. Dlaczego? Bo jestem kobietą i lubię zmiany, a stary wygląd strasznie mi się już znudził :) Mam nadzieję, że ta nowa wersja przypadnie Wam do gustu tak samo jak mi. Ale nie to jest tematem mojego dzisiejszego posta tylko szminka zakupiona przeze mnie jakoś w styczniu w Biedronce - Ladycode Creamy Lipstick. Nie pamiętam dokładnie ile kosztowała ale było to w granicach 8 złotych. Jak się spisała?? Oto recenzja :)

MOJE OCZEKIWANIA:
Tak naprawdę nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań :) Kupiłam ją "przy okazji" bo zaciekawiła mnie mini-szafa firmy Bell (czyli producenta linii Ladycode) wystawiona w Biedronce. Chciałam zobaczyć czy kosmetyki kolorowe z marketu będą równie ciekawe jak te pielęgnacyjne. 

 
ZALETY SZMINKI:
* Zapakowana w szczelny plastik, dzięki czemu miałam pewność że jest nowa
* Bardzo przyjemna konsystencja i łatwość aplikacji
* Nie wysusza ust i nie podkreśla skórek/załamań
* Ma całkiem przyzwoitą pigmentację i nasycony kolor
* Utrzymuje się na ustach około 3 godzin
* Opakowanie dobrze się zamyka
* Ładny, naturalnie wyglądający różowy kolor
* Niska cena

WADY SZMINKI:
* Totalny brak możliwości określenia koloru przed zakupem (ani nazwy, ani numerka ani próbnika)
* Mały wybór odcieni
* Perłowe wykończenie szminki
* Mało trwałe opakowanie


MOJA OPINIA:
Rzeczą, która najbardziej mnie zdziwiła podczas zakupu szminki było to, że kompletnie nie wiedziałam jaki kolor kupuję :) Były dostępne trzy warianty kolorystyczne tej pomadki - w różowym, czerwonym i jasnobrązowym opakowaniu - ale trudno było stwierdzić, jak kolor szminki ma się do tego opakowania. Nie ma na nich ani określonej nazwy koloru, ani numerka ani żadnego próbnika czy testera dającego możliwość sprawdzenia rzeczywistego koloru. Za cenę około 8 złotych mogłam zaryzykować i wybrałam najbezpieczniejszą, różową wersję (wyobrażając sobie siebie w taniej czerwieni lub brunatnej mazi róż wydał mi się najbardziej przyjazny :) Po otwarciu opakowania okazało się, że kolor istotnie przypomina opakowanie. Róż jest bardzo ładny, raczej w chłodnej tonacji. Nie jest bardzo agresywny ani neonowy - wygląda dość naturalnie i jednocześnie nie jest mdły. Nawet trwałość tej szminki i komfort jej noszenia zaskoczyły mnie pozytywnie. Po trzech godzinach ciągle miałam ją na ustach co jak na tanią szminkę z marketu jest świetnym wynikiem. Po około godzinie szminka straciła blask ale kolor lekko wżarł się w usta i wyglądało to dalej estetycznie. jedyne co strasznie mi w niej przeszkadza to właśnie perłowe wykończenie. Ujmuje ono uroku temu całkiem ładnemu kolorowi i mimo, iż nie jest to taka strasznie tandetna perła to jednak na co dzień mi to nie odpowiada. Dodatkowo perłowy blask podbija chłodny odcień szminki przez co nie dla wszystkich będzie on trafiony. 
Podsumowując jest to całkiem przyzwoita szminka i jeśli lubicie perłowe wykończenie od czasu do czasu to warto wypróbować. Jeśli oczywiście uda Wam się trafić na kolor jakiego oczekujecie, bo z tym to w przypadku tej szminki jak na loterii :) 

A może i Wy miałyście z tymi szminkami styczność?? Ciekawa jestem jak na żywo prezentowały się inne odcienie. Co o nich myślicie??
Buziaki :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

CELIA GLOW - RECENZJA LEKKIEGO KREMU-BAZY


Hej dziewczyny! Dziś recenzja kremu, który kupiłam jakiś czas temu w Biedronce w zawrotnej cenie 5,99 zł Celia Glow lekki krem-baza rozświetlająca :) Była to przecena kosmetyków tej marki (które normalnie też są bardzo tanie) z której z wielką przyjemnością skorzystałam. Oprócz tego kremu kupiłam wtedy jeszcze mleczko do demakijażu (fantastyczne) oraz płyn micelarny (który czeka w kolejce:). Jak się sprawdził krem i co o nim myślę?? Zapraszam do zapoznania się z recenzją :)

MOJE OCZEKIWANIA:
Krem ten jest według producenta dedykowany osobom z cerą normalną i przesuszającą się czyli właśnie taką jaką ja posiadam. Ma zapewniać nawilżenie i rozświetlenie, nie zapychać porów i być idealnym rozwiązaniem pod makijaż. Oczekiwałam więc, że znajdę w nim kolejny świetny krem pod lekki, rozświetlający makijaż i nie będę musiała się obawiać o przesuszenie czy zaburzenie równowagi cery. Podstawową funkcją mojego kremu na dzień musi być solidne nawilżenie (ale nie natłuszczenie) buzi oraz współpraca z podkładem. Tyle wystarczy, żebym była całkiem zadowolona, więc jak jest w tym przypadku?


ZALETY KREMU:
* Bardzo wygodna i higieniczna tubka (nie musimy wkładać palców do reszty kremu)
* Bardzo lekka formuła, szybkie wchłanianie
* Ładny efekt delikatnego rozświetlenia (cera wygląda promiennie a nie świecąco)
* Bardzo dobra współpraca z podkładami
* Konsystencja "w sam raz" - nie za rzadka nie za gęsta
* Nie zapycha porów i nie zanieczyszcza cery
* Nie zawiera parafiny, silikonów, parabenów i alergenów
* Nie podrażnia i nie uczula
* Bardzo niska cena i spora wydajność
* Dzięki plastikowej tubce krem można zabrać ze sobą wszędzie

WADY KREMU:
* Słabiuteńkie nawilżenie
* Nie zapewnia na twarzy komfortu jak typowe kremy nawilżające
* Poza sezonowym występowaniem w Biedronce jest ciężko dostępny (małe, osiedlowe drogerie)
* Opakowanie praktyczne ale mało eleganckie


MOJA OPINIA:
Pierwsze, co muszę napisać o tym kremie to fakt, że nie nadaje się on kompletnie dla osób z cerą suchą, przesuszającą się lub normalną...Jest on bardzo słabo nawilżający i nie zapewni nam ani uczucia komfortu i ulgi ani też nie będzie naszej cery w żaden sposób pielęgnował. Jest to oczywiście wynik tego jak lekką ma formułę, przez co myślę że mógłby się sprawdzić u osób z cerą mieszaną i tłustą - zapewniłby lekkie rozświetlenie ale nie obciążył skóry. Powinien się również sprawdzić u osób z taką cerą jako baza pod makijaż, ponieważ świetnie współgra z podkładami i nie powoduje ich spływania. Ja jednak potrzebuję czegoś bardziej nawilżającego i nie jest to dla mnie żaden hit. Co do samego rozświetlenia to krem zapewnia naprawdę ładny, naturalny efekt. Buzia jest promienna i bardzo ładnie wygląda ale nie świeci się nieestetycznie. Atutem tego produktu jest również opakowanie, ponieważ nie trzeba wkładać rąk do kremu - wystarczy wycisnąć odpowiednią ilość na dłoń - oraz można bez problemu zabrać je w podróż. 
Ogólnie jako krem rozświetlający ma u mnie duży plus, jednak przez niewystarczające nawilżenie nie mogę go używać na co dzień. Aktualnie podarowałam go siostrze, która jako nastolatka potrzebuje właśnie czegoś lekkiego na co dzień i myślę, że tu sprawdzi się świetnie. Jeśli więc szukacie nawilżenia - to tu go nie znajdziecie :) Jeśli natomiast zależy wam jedynie na czymś ultralekkim pod podkład - to warto wypróbować za tak niską cenę :)

Miałyście styczność z tym produktem?? Jak się u Was spisał i co o nim myślicie??
Buziaki :)

piątek, 15 sierpnia 2014

MAKIJAŻOWE NOWOŚCI W MOJEJ KOSMETYCZCE


Witam Was po wakacyjnej przerwie :) Zanim ponownie rozkręcę się z pisaniem postów po leniwym urlopie zapraszam Was na krótki post o tym co ciekawego się u mnie w ostatnim czasie pojawiło. Kilka rzeczy kupiłam jeszcze przed wyjazdem a kilka to moje "pamiątki z wakacji" :) Jestem pewna, że wiele z Was mnie zrozumie, że zbieranie szminek jest równie ważnym hobby co bieganie za muszelkami po plaży :P Oto więc moje cudeńka.


1. AVON SOFT MUSK SHIMMERING BODY POWDER
Świetny zakup! Jak być może pamiętacie jeszcze na urlopie pytałam Was co sądzicie o Meteorytach Guerlain, które chodziły mi długo po głowie. Wasze komentarze nie pozostawiały złudzeń - nie jest to tak idealny produkt jak legenda głosi :) Wybrałam się do jednej z większych włoskich perfumerii żeby samodzielnie przetestować je na własnej skórze i również nieco się zawiodłam. Po pierwsze kolory są trudne do dobrania (jedynka strasznie jasna, natomiast dwójka zdecydowanie różowa) a oprócz tego nie spodziewałam się aż tak widocznego brokatu... Dałam sobie na razie z nimi spokój bo za taką kasę wypadałoby mieć pewność, że produkt będzie służył. Natomiast u mojej siostry podpatrzyłam puder nabłyszczający do ciała Avon Soft Musk. I co? Powiem Wam Dziewczyny, że jest to idealny rozświetlający puder do twarzy, który ma drobinki ale daje subtelniejszy efekt niż Guerlain! Jestem zadowolona z zakupu bo opakowanie ma 40 gram, jest transparentny i jak na razie służy mi super. Na recenzję jednak trzeba będzie poczekać dłużej, aż uda mi się zużyć go choć 1/3 opakowania. 


2. YSL VERNIS A LEVRES ROUGE PUR COUTURE
Moje cudeńko z wakacji... Lakier do ust lub szminka w płynie (jak kto woli) z YSL była jednym z niewielu kosmetyków, który obiecałam sobie kiedyś kupić. Będąc w Polsce zazwyczaj nawet nie zaglądam w perfumeriach na tak drogie marki, ponieważ dostaję zawrotu głowy od cen. Jednak na wakacjach budżet przedstawia się inaczej - w końcu są to pieniądze przeznaczone na przyjemności :) Gdy zobaczyłam tą szminkę w kolorze nr 12, która jest idealnie koralowym odcieniem (dość uniwersalnym) to po prostu przepadłam. Konsystencja jest leciutka, szminka delikatna a jednocześnie mega trwała i idealnie napigmentowana. Jak dotąd jestem pod wrażeniem i nie żałuję zakupu :) Koszt - 32 euro.


3. L'OREAL COLOR RICHE EXTRAORDINAIRE
A oto szminka w płynie, która często jest porównywana właśnie z YSL. Jest o połowę tańsza i ciekawa byłam jak się spisze. Wybrałam kolor 401 Fuschia Drama, który na zdjęciu nie wygląda tak ciekawie jak na żywo gdzie jest wręcz neonową różowo-fuksjową kombinacją. Odcień jest naprawdę piękny a i konsystencja po prostu rewelacyjna. Dam Wam znać jak się sprawdzi, ale jak na razie robi nie mniejsze wrażenie niż YSL :)


4. MISS SPORTY STUDIO COLOUR MONO EYE SHADOW
Pojedynczy cień z Miss Sporty urzekł mnie kolorem i pięknym wyglądem w opakowaniu. Ze względu na jego perłowy i połyskujący charakter liczyłam na piękne rozświetlenie powieki na lato. Niestety nie sprawdziłam żadnego testera w sklepie i w domu się trochę rozczarowałam, ponieważ cień jest słabiuteńko napigmentowany... Tak czy siak kosztował kilka złotych i na pewno się przyda, ale nie tego się spodziewałam.


5. MISS SPORTY MINI-ME EYE LINER
Biała kredka na linię wodną zawsze mnie ciekawiła, a nigdy takiej nie miałam. Kupiłam tą z Miss Sporty, ponieważ kosztowała około 8 złotych, a miałam z tej serii kiedyś czarną. I ta czarna była całkiem fajna i miękka natomiast biała jak na razie jest twarda i ciężko coś nią namalować. Zobaczymy, może się rozkręci :)

To tyle makijażowych nowości. Tyle mi ostatnio przybyło rzeczy, że szafki się nie domykają więc nie ma co gadać tylko trzeba brać się za mazianie tym wszystkim ;) Mam nadzieję, że Wasze urlopy minęły (bądź mijają) równie cudownie jak mój i że usłyszymy się we wzajemnych komentarzach niebawem!
Buziaki :)


piątek, 1 sierpnia 2014

Nowe próbki do testowania - spory pakiet :)


Hej :) Dziś tylko krótka notka o tym jaką niespodziankę zrobiła mi moja mama - dostałam od niej całkiem spory pakiet próbek kosmetyków do przetestowania. Częsć z tych produktów poznałam od razu, ale kilku z nich nie znałam wcale i musiałam poszperać w Internecie. Natomiast wszystkie te produkty są wypuszczane na rynek przez bardzo dobre marki, a ich pełnowymiarowe opakowania kosztują bardzo wiele. Dziś tylko napomknę o tym co dostalam, a niedługo napiszę Wam post w rodzaju "Pierwsze Wrażenie" po ich użyciu. Oto więc one:


SHISEIDO FUTURE SOLUTION LX - kremowy tonik do twarzy 25 ml


ESTEE LAUDER BRONZE GODDESS - samoopalacz 150 ml (pełny produkt)


SISLEY EXPRESS FLOWER GEL - maseczka nawilżająca 4 ml


EUCERIN - koncentrat i krem na noc z serii rozjaśniającej 1,5 ml każdy


LIERAC - krem łagodzący 2 ml


LA ROCHE - POSAY MASQUE REHYDRATANT APAISANT - maseczka nawilżająca 6 ml


CARITA PROGRESIV ANTI-AGE - biologiczna maseczka odmładzajaca 5ml
CARITA FLUIDE DE BEAUTE 14 - suchy, matowy olejek do twarzy i ciała 2x5 ml


BIONIKE DEFENCE TOLERANCE - woda pielęgnacyjna 2x15 ml


THERME DI SATURNIA - kosmetyki na bazie wody termalnej
Emulsja rozświetlająca - 75 ml
Maseczka - 3 ml
Maseczka z planktonem - 5 ml
Błoto termalne - 5 ml


AMANDE BOIS DE ROSE - różany żel pod prysznic 10 ml


BLEFARETTE - chusteczki do pielęgnacji okolic oczu, 2 sztuki

To już wszystko z kosmetyków pielęgnacyjnych. Ceny i marki zachęcają do testowania i już nie mogę się doczekać. Dostałam również kilka rzeczy do makijażu ale o tym innym razem :) Miałyście stycznośc z tymi kosmetykami??

Buziaki!!!!