wtorek, 29 lipca 2014

GUERLAIN - TAK CZY NIE?

Source: Internet

Hej :) Od razu Was drogie Dziewczyny przepraszam, ale na komputerze, który obecnie posiadam mam problem z niektórymi polskimi znakami więc post będzie napisany beznadziejnie :) Mam jednak nadziejęże jakos się doczytacie, bo potrzebuję Waszej fachowej porady :) W ostatnim czasie wspominałam Wam, że mój puder Guerlain Meteorites Voyage zmierza do dna i muszę rozważyc zakup nowego pudru fixujacego. Uznałam, że najlepszym wyjsciem będa kuleczki z Guerlain, ponieważ kosztuja 1/3 ceny tego prasowanego, który miałam (prasowany kosztuje 629 zl natomiast kulki 229 zl). Licze na to, że we włoskich drogeriach znajdę je jeszcze troszkę taniej :) Nie mam jednak pojecia na jaki kolor się zdecydowac, ponieważ wersja Meteorites Voyage, którą miałam wystepuje tylko w jednym odcieniu uniwersalnym. Słyszałamże w przypadku kulek jedne mogą bielic inne nie i w dodatku każde z nich dają inny efekt na twarzy... 

Co o tym myslicie? Na który kolor według Was powinnam sie zdecydowac jeżeli zależy mi na jasnej (ale nie za bardzo bladej) i żółtej tonacji i dobrym wykonczeniu makijażu? A może uważacie, że Guerlain to nie jest dobry pomysł ???

Dajcie mi koniecznie znac, bo licze na podpowiedzi i Wasze fachowe doradztwo :)

Pozdrawiam z gorących Włoch!!!!! :* 

niedziela, 27 lipca 2014

WAKACYJNA KOSMETYCZKA - KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE


Hej :) Kosmetyki pielęgnacyjne są sprzedawane zawsze w wielkich butlach, dlatego zastanawiałam się czy nie lepiej byłoby mi kupić wszystko na miejscu (bagaż podręczny...). Jednak perspektywa biegania wieczorem po zagranicznej drogerii i kupowania nieznanych specyfików nie za bardzo mi się podoba więc zaopatrzyłam się w Rossmannie w bardzo fajne buteleczki o pojemności 100 ml. Kupiłam kilka zakręcanych i dwie z pompką więc śmiało mogę przelać swoje ulubione produkty i zabrać ze sobą. 


KREM - zdecydowanie mój ulubiony Rival de Loop Hydro. Świetnie nawilża, nie przetłuszcza, ma przyjazny skład i filtr. W dzień mam zamiar nosić go zamiast makijażu i jestem pewna, że sprawdzi się świetnie, bo to już moje 3 opakowanie. 
MLECZKO DO DEMAKIJAŻU - ja, zawzięta zwolenniczka płynów micelarnych, muszę przyznać, że zakochałam się w mleczku Celia Pure Silk i na szczęście udało mi się znaleźć je jeszcze w Biedronce (oddalonej ode mnie o 30 km, ale czego się nie robi? :). Przelałam je do mini opakowania z pompką. Aha, to mleczko nie zawiera parafiny jak wiele tego typu produktów i nie zapycha :)


FACELLE - tym razem nie zabieram go jako mój ukochany wielofunkcyjny kosmetyk, ponieważ musiałabym go wlać chyba do 100 buteleczek, żeby mi wystarczyło :) Szampon, żel pod prysznic i płyn do higieny intymnej kupię na miejscu a Facelle zabieram w jednej buteleczce z pompką jako żel do mycia twarzy (nie chcę eksperymentować na wakacjach z twarzą :)


MASKI DO WŁOSÓW - na szczęście znalazłam w Biedronce resztki saszetek Biovax i z radością zabieram je ze sobą. Moje włosy na plaży i w upale z pewnością doznają szoku więc taki odżywczy kompres będzie konieczny. 

Po namyśle spakowałam również 1 buteleczkę 100 ml mojej ukochanego balsamu bez spłukiwania Joanna Z Apteczki Babuni. Będę ją mogła nosić nawet na plażę i po morskich kąpielach odrobinę nałożyć na włosy. Zdjęcia brak, bo aparat już spakowany :D


SZORSTKA RĘKAWICA - jedzie ze mną :) Kupiłam na tą okazję nową, zieloną i przyda mi się do peelingu ciała. Po wyszorowaniu nią ciała skóra od razu wygląda lepiej i fajnie chłonie kremy.

Nie zabieram ze sobą żadnych kremów z filtrem, ponieważ wszystkie takie produkty kupię na miejscu. Również antyperspirant zostawiam w domu, ponieważ moja Nivea w wielkich, nadmorskich upałach po prostu wysiada :) Na miejscu kupię sobie mojego zagranicznego ulubieńca, którego z chęcią Wam pokażę po powrocie :)

To już wszystkie moje kosmetyki. Torba spakowana i odliczam czas do wyjazdu. Z całą pewnością wielu rzeczy zapomniałam, pewnie kilka wzięłam niepotrzebnie, ale co tam :) Wreszcie mam WAKACJE !!!! Mam nadzieję, że Wasze urlopy również przebiegają pomyślnie i życzę Wam duuuuużo słońca :)
Widzimy się za jakiś czas :)
Buziaki!!!!!

sobota, 26 lipca 2014

MOJA WAKACYJNA KOSMETYCZKA - PRODUKTY KOLOROWE ;)


Hej :) Jutro o tej porze GlossyyyGirl zaczyna GlossyyyUrlop :) Już nie mogę się doczekać i cały czas biegam po domu jak nienormalna, żeby zobaczyć co jeszcze wziąć, czego nie zapomnieć i o czym już zapomniałam... Dziś dla Was mały przegląd tych kosmetyków do makijażu, które zabieram ze sobą - czytaj: uwielbiam je i znalazłam dla nich miejsce nawet w bagażu podręcznym (z którym zawsze podróżuję ze względu na masakrycznie długi czas oczekiwania na walizkę) :) Jutro pokaże Wam kosmetyki pielęgnacyjne i wyruszam. A co potem? Mam nadzieję, że uda mi się raz na jakiś czas dodać jakiś post . Zapraszam więc Was teraz na prezentację moich kosmetyków.


PRODUKTY DO TWARZY 
PODKŁAD - Jak zawsze zabieram ze sobą mój niezawodny podkład Bourjois Healthy Mix, który jest jednocześnie leciutki i pięknie wyrównuje koloryt (a przy okazji rozświetla). W ciągu dnia raczej nie będę go stosować (helooołłł od czego ma się wakacje?! :) ale na wieczorne wyjścia będzie idealny.
BRONZER - Zawsze mile widziany ;) ja zabieram Calvin Klein Summer Affair, który jest typowym bronzerem do opalania i bardzo mi się przyda na początku urlopu (ponieważ, bo wyglądam jak przysłowiowe "dziecko piekarza" :) 
RÓŻ - Również Calvin Klein w odcieniu Heather Silk (dość intensywny, ale bardzo ożywia twarz). Zdecydowałam się właśnie na ten, ponieważ trzyma się na twarzy bardzo długo i nie trzeba go poprawiać. 

Nie zabieram ze sobą korektora (bo nie mam potrzeby, lekki podkład na wieczór a na dzień krem w zupełności mi wystarczą) ani pudru wykończeniowego - mój Guerlain jest już bardzo pokruszony i zostało go malutko więc na miejscu porozglądam się za czymś fajnym :)


PRODUKTY DO OCZU I UST
Tutaj to już zupełne minimum :) Nie chcę tracić czasu na makijaże a'la Picasso - chcę spędzić miło czas. Natomiast jeśli będę gdzieś wychodzić to to co zabieram również mi wystarczy w zupełności.

TUSZ - biorę Maybelline The Rocket, ale wcale nie dlatego, że jakoś szczególnie go lubię. Po prostu nie posiadam żadnej wodoodpornej maskary a ta trzyma się tak jakby właśnie taka była :) 
EYELINER - oczywiście żelowy z Maybelline.  To już typowo wodoodporny kosmetyk, który zawsze super wygląda i nigdy mnie nie zawiódł, więc biorę i się nie zastanawiam :)
CIEŃ - typowych, prasowanych cieni nie biorę wcale, natomiast ten - Maybelline Color Tattoo Permanent Taupe - biorę "na zaś". Jest uniwersalny - do brwi, do powiek, jako baza itp, więc może się przydać.
KREDKA DO UST - zastanawiałam się nad tym jakie wziąć szminki lub błyszczyki i nagle mnie olśniło. po co brać produkty, które w upałach będą mi tylko przeszkadzać skoro mogę wziąć tylko 1 kredkę? Konturówka z Sephory, którą niedawno kupiłam świetnie sprawdza się do ich obrysowania jak i wypełniania i u mnie często spełnia funkcję długo trzymającej się szminki :) A kolor (16 Pure Pinky) jest boski i bardzo naturalny.


LAKIERY DO PAZNOKCI
Miałam nie brać wcale i kupić coś na miejscu, ale nie mogłam się powstrzymać :) Biorę:
 turkus - Lovely Baltic Sand nr 3, 
złoto - Lovely Snow Dust nr 1 i 
delikatny różowy - Eveline MiniMax nr 846. 

To tyle :) Miałam ograniczyć kosmetyki do minimum a i tak się troszkę tego nazbierało. W każdym razie wszystko się przyda :) A Wy jak z urlopem  przed czy po?
Buziaki :)



czwartek, 24 lipca 2014

KOLCZYKI Z WYPRZEDAŻY - MINI HAUL ZAKUPOWY :)


Hej :) Muszę przyznać, że wyprzedaże w tym roku uważam za ogólnie beznadziejne i wyjątkowo mało fajnych rzeczy można było upolować. Ze względu na to, że moja szafa już pęka w szwach nie kupiłam prawie nic nowego z fatałaszków, natomiast zdecydowanie odbiłam to sobie na wszelkiego rodzaju dodatkach. Przybyło mi kilka par butów i torebek ale najbardziej zadowolona jestem z biżuterii, którą kupiłam za grosze na wyprzedażach. Na co dzień (do pracy) raczej rzadko pamiętam o zakładaniu jakichś bransoletek, a pierścionków nosić nie lubię, ale za to uwielbiam wszelkiego rodzaju kolczyki. Moim zdaniem ten mały dodatek od razu ożywia strój i przyciąga wzrok do twarzy więc nigdy ich za wiele. Oto więc moje tegoroczne zdobycze ;)


Bardzo fajne kolczyki w pastelowych kolorach z różowo-beżowo-białymi gadżetami. Pięknie będą wyglądać do prostego, białego topu i opalonej skóry i strasznie mi się podoba, że lekko szeleszczą podczas poruszania się :) Cena 10,00 zł w Rossmannie.


Beżowo-perłowe kuleczki ze złotą kokardką. Pepco 4,99 zł.


Pomarańczowe i niezbyt długie - bardzo ożywiają buzię :) Pepco (chyba) 1,99 zł.


Granatowe, wiszące i szeleszczące :) Będą super do granatowej bluzki. Pepco (chyba) 2,99 zł.


Z tych kolczyków jestem najbardziej zadowolona i kupiłam je mimo tego, że akurat te nie były przecenione. Piękne turkusowe i perłowo-beżowe kamyczki otoczone złotawą obwódką. Genialne na lato :) Zapłaciłam za taki komplet 24,99 zł w Rossmannie :)

Bardzo lubię nosić kolczyki, podoba mi się jak od razu dodają uroku. Za tych kilka złotych mam teraz zapas na całe lato i czasami aż nie mogę się zdecydować, które wybrać :) A Wy kupiłyście coś nowego na lato?? Dajcie znać.
Buziaki :)

środa, 23 lipca 2014

MASKARA EVELINE VOLUME CELEBRITIES - RECENZJA


Hej :) Jakiś czas temu w poście o zakupach pokazywałam Wam ten tusz - Eveline Volume Celebrities. Kupiłam go trochę wbrew sobie, ponieważ miałam zamiar kupić Eveline Extension Volume 4D (czyli mój totalnie ulubiony tusz), ale oczywiście go nie było... Pan w drogerii namówił mnie na wypróbowanie tego, ponieważ powiedział, że to właśnie ten produkt najlepiej się u niego sprzedaje z całej szafy Eveline. I co o nim myślę? Niestety w życiu nie miałam tak beznadziejnej maskary... Dlatego teraz parę słów o tym tuszu dla Was, żebyście się nie nacięły na niego tak jak ja :)


OPIS PRODUCENTA:
"Maskara Volume Celebrity to pierwszy kosmetyk, który łączy w sobie właściwości tuszu do rzęs i serum odbudowującego, pozwala na perfekcyjne połączenie ekstremalnej długości, niezwykłej objętości i gęstości rzęs. Wyjątkowo perfekcyjnie wyprofilowana szczoteczka precyzyjnie rozdziela i unosi rzęsy od nasady aż po same końce, oraz zapobiega powstaniu grudek. Efekt widoczny jest już po pierwszej aplikacji, a każda następna spotęguje moc pogrubienia i maksymalnego wydłużenia do granic możliwości!
Kosmetyk zawiera specjalnie wyselekcjonowane składniki pielęgnacyjne:
- Mineralne pigmenty i naturalny Wosk Carnauba – pobudzają rzęsy do wzrostu, zapobiegają wypadaniu i łamaniu się.
- D-panthenol – odbudowuje strukturę włosa, widocznie zagęszczając i pogrubiając rzęsy.
- najcenniejsze składniki z olejku Jojoba, bogatego w witaminy A, F i E - dogłębnie nawilżają, uelastyczniają i wzmacniają rzęsy.

Regularne używanie wyjątkowego tuszu Volume Celebrity doda Twoim rzęsom witalności i elastyczności!
Już po miesiącu stosowania:
- Twoje rzęsy są gęstsze i mocniejsze do 90%
- Twoje rzęsy są dłuższe i grubsze do 67%"



ZALETY:
* Niska cena
* Ładne opakowanie

WADY:
* Tusz potwornie długo wysycha na rzęsach
* Odbija się gdzie się da (na dolnej i na górnej powiece)
* Lekko skleja rzęsy i nie da rady ich porządnie rozczesać
* Ma bardzo brzydki kolor - niby czarny, ale wpada w brudny grafit
* Bardzo łatwo sobie nim zrobić krzywdę a o ładny efekt naprawdę trudno


MOJA OPINIA:
Dzięki temu tuszowi zaliczyłam małą wpadkę :) Pomalowałam nim rano pierwszy raz rzęsy i mimo mało zadowalającego efektu nie miałam czasu się nimi dalej zajmować, ponieważ spieszyłam się do pracy. Możecie sobie jedynie wyobrazić moją minę, gdy już na miejscu zobaczyłam się w lustrze i okazało się, że mam piękne czarne kółka wokół oczu!!! Ten tusz całkowicie odbił mi się na dolnej powiece i nie omieszkał również zafajdać górnej. Dzięki temu rozpoczęłam dzień jako miś panda... W dodatku zniszczyłam makijaż próbując doprowadzić oczy do ładu. Muszę również zauważyć, że przed wyjściem z domu patrzyłam w lustro i mimo upływu kilkunastu minut od malowania tusz był dalej mokry a w drodze do pracy (do której mam około pół godziny) jeszcze się rozpaćkał. Czy on sobie myśli, że kobiety nie mają nic innego do roboty tylko stać przed lustrem godzinę i czekać aż łaskawie wyschnie ?! My potrzebujemy maskary, która w pół minuty zapewni nam świetny wygląd :) A ten tusz oprócz mazania się ma jeszcze jedną zasadniczą wadę - brzydko wygląda na rzęsach. Nie rozdziela ich a wręcz lekko skleja i po pomalowaniu wyglądają one gorzej niż przed. Zdecydowanie nie polecam tego tuszu mimo iż kosztuje około 13 złotych. Zdecydowanie lepiej sięgnąć po Extension Volume, który kosztuje tyle samo a jest naprawdę super :)

To moja opinia na temat tego dziadowskiego tuszu, ale jeśli u Was się sprawdził to koniecznie dajcie znać :) Może trafiłam na jakiś trefny egzemplarz skoro Pan z drogerii tak go polecał?? Co o tym myślicie??
Buziaki :)

niedziela, 20 lipca 2014

ZAPRASZAM NA FB ;)


Kochane dziewczyny :) 
Korzystając z wolnej chwili założyłam wreszcie stronę mojego bloga na Facebook'u. Już dawno miałam to zrobić, ponieważ chcę być na bieżąco z Waszymi postami oraz informacjami. Poza tym fajnie będzie móc dzielić się z Wami szybciej wszelkimi nowościami oraz zdjęciami :) Bardzo serdecznie was tam zapraszam i będzie mi bardzo miło mogąc Was tam gościć jak również odwiedzać jako GlossyyyGirl Wasze profile. 

Jeśli chcecie wpaść na mój profil to zapraszam tutaj:

Mam nadzieję, że się tam spotkamy!
Buziaki :)

ZDENKOWANI 3 - ŻELE POD PRYSZNIC :)


Hej :) Bardzo dawno nie było posta o zużytych produktach i ogromna ilość opakowań zgromadziła się w moim wielkim worze w łazience. Nie miałam czasu tego przeglądać i tylko dorzucałam coraz to nowe produkty, dlatego ostatnio mój mężczyzna zaczął grozić, że mi wszystko powyrzuca :) W związku z tym dziś jest post, w którym poopowiadam o zużytych żelach pod prysznic - produkty musiałam podzielić, bo gdybym chciała wszystko na raz opisać to spędziłabym tydzień przed komputerem :) Oto więc te produkty, które wykończyłam w ostatnim (długim) czasie.


1. DOVE CREME MOUSSE HYPOALLERGENIC BODY WASH
Straszny, straszny produkt... Ogólnie całkiem lubię żele pod prysznic z Dove, dlatego gdy zobaczyłam w Biedronce przecenę tego żelu chyba na 3,99 zł to od razu wzięłam. Śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z najgorszych żeli z SLS jakie w życiu miałam i z całą pewnością nigdy więcej go nie kupię. Dlaczego? Żele z Dove zazwyczaj pozostawiają skórę w całkiem fajnej kondycji, natomiast ten tak okropnie przesuszył mi skórę, że na całym ciele aż zaczęła się lekko łuszczyć. Po każdym użyciu kilogram balsamu do ciała obowiązkowy. W dodatku żel, a właściwie krem, jest tak gęsty, że strasznie ciężko go wydobyć z opakowania i o dziwo wcale nie jest wydajny. Zapach, jak to w Dove, delikatny i przyjemny. Jak dla mnie nawet za te 3,99 zł jest beznadziejny (w sumie to nawet za darmo bym go nie chciała :)


2. LIRENE ŻEL POD PRYSZNIC KUSZĄCA GRUSZKA
To moje drugie opakowanie tego żelu. Pierwsze kupiłam już dość dawno w Biedronce za 4,99 zł i jak mi się skończyło to poleciałam po nowe. i to wcale nie dlatego, że żel jest jakiś super. Sam w sobie to taki typowy średniak z SLS - dobrze myje, jest średnio wydajny, nie przesusza jakoś bardzo ale trzeba po nim nałożyć balsam. Dlaczego kupiłam ponownie? Przez zapach :) Żel pachnie po prostu ślicznie - słodko, gruszkowo i dość intensywnie. Zapach bardzo umila prysznic - szczególnie poranny :) Myślę, że raz na jakiś czas skuszę się na tą kuszącą gruszkę ponownie :)


3. BABYDREAM ŻEL DO MYCIA NIEMOWLĄT 
To bardzo, bardzo przyjemny żel pod prysznic dla dorosłych :) Dobrze myje, nie zawiera SLS, jest wzbogacony o pantenol i wyciąg z rumianku i ma mega wygodne opakowanie (pompka i 500 ml produktu). Żel nie przesusza mi skóry, pachnie niemowlakiem - ale jest to dość przyjemne :) Kosztuje około 9,99 zł i jak za taką pojemność i działanie to jest to taniutko. Bardzo polecam, bo ja z pewnością kupię go jeszcze nie raz.


4. BIAŁY JELEŃ - ŻEL NATURALNY I Z OLIGOMINERAŁAMI
Te żele również kupiłam w promocji po 4,99 za zestaw ot tak po prostu na próbę. Nieco się zawiodłam, ponieważ wydawało mi się, że produkty tej firmy raczej nie powinny zawierać SLS skoro są dla skóry wrażliwej a tu się okazało, że są to typowe SLSy. Nie mniej jednak nie przesuszają one jakoś bardzo skóry, są średnio wydajne, mają poręczne opakowania. Na mnie nie zrobiły żadnego wrażenia, natomiast mój facet (który używa na co dzień mydeł, bo nie lubi "babskich" zapachów żeli) używał tym razem ich ze mną na spółkę :) Tutaj zapach jest dość świeży, ale przyjemny i uniwersalny. Między tymi dwoma żelami (naturalnym i z oligominerałami) nie zauważyłam żadnej różnicy w działaniu, lecz jeśli miałabym coś doradzić to bierzcie ten niebieski (z oligominerałami), bo lepiej pachnie. Ja raczej nie kupię ich już więcej.


5. FACELLE ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ
Mój absolutny ulubieniec, który stosuję teraz non stop i leje się u mnie strumieniami ;) Już pisałam Wam, że ten produkt stosuję jako żel pod prysznic, żel do higieny intymnej, szampon do włosów i żel do mycia twarzy i w każdej z tych dziedzin spisuje się świetnie. Dam Wam znać co i jak z nim w każdym zastosowaniu a teraz opowiem jak się spisuje pod prysznicem. Przede wszystkim to najdelikatniejszy żel jaki dotychczas miałam. Nie zawiera SLS natomiast ma w składzie kwas mlekowy, mocznik, alantoinę, ekstrakt z rumianku i awokado :) Dobrze myje i pozostawia skórę mięciutką i tak wypielęgnowaną, że można nawet odpuścić balsam. Lubię go również stosować z moją szorstką rękawicą. Z pewnością nie przestanę go używać, bo jestem zachwycona (najbardziej lubię wersję różową Sensitive). Minusy są takie, że się nie pieni, nie jest wydajny i ma dziwny zapach. Kosztuje 4,99 zł za 300 ml. A oto moje zużycie w ostatnim czasie (kilka opakowań już wyrzuciłam :) :


Jak widzicie samych żeli jest tu dosyć sporo :) Mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym czasie dodać jeszcze posty z resztą zużytych kosmetyków i wreszcie pozbędę się tych opakowań z łazienki :) Teraz z ulgą idę wyrzucić te butle do śmieci. 

A Wy miałyście styczność z tymi żelami? Co o nich myślicie? Dajcie znać :)
Buziaki :)

czwartek, 17 lipca 2014

5 REWELACYJNYCH KREMÓW NAWILŻAJĄCYCH, KTÓRE UWIELBIAM :)


Hej :) Dziś post o najważniejszym dla mnie kosmetyku, czyli kremie nawilżającym. Jeszcze kilka lat temu miałam tak wiele nieprzyjemnych perypetii z kremami do twarzy, że był nawet okres kiedy całkiem przestałam ich używać. Dlaczego? Dlatego, że za każdym razem gdy szłam do drogerii od razu wpadał mi do rąk jakiś totalny bubel... Przeszłam naprawdę wiele (jak pewnie niejedna z Was) - a to jakiś krem wcale nie nawilżał, a to przetłuszczał cerę albo wręcz zapychał ją i powodował pryszcze. Mogę śmiało powiedzieć, że wiele z tych pięknie opakowanych i wcale nie tanich preparatów sprzedawało się chyba tylko dzięki marketingowi i ładnemu opakowaniu, bo dobroczynnych właściwości nie miały one za grosz. Po parunastu takich masakrujących cerę kremach doszłam do wniosku, że nie warto wydawać pieniędzy na chłam i przestałam ich używać zupełnie. Czas jednak leci i po krótkiej chwili zaczęłam znów szukać czegoś co będzie pielęgnowało moją buzię, tyle że tym razem skupiłam się nie na markach i opakowaniach oraz reklamach a na składach, działaniu i przydatności na co dzień. I znalazłam kilka kremów, które mnie zauroczyły i ostatnio mam wrażenie, że stałam się wręcz kremo-maniaczką ;)

JAKIE KRYTERIA MUSI SPEŁNIAĆ DLA MNIE DOBRY KREM NAWILŻAJĄCY?
* Przede wszystkim musi odczuwalnie nawilżać skórę
* Zdecydowanie i definitywnie musi nadawać się pod makijaż
* Absolutnie nie może zapychać porów i powodować pryszczy
* Powinien pozostawiać uczucie komfortu na cerze
* Nie powinien przetłuszczać skóry i powodować nadmiernego błyszczenia
* Powinien działać korzystnie na każdy rodzaj cery - w końcu nawilżania potrzebuje każda z nas :)

Jeśli szukacie tego, co ja to zapraszam do poznania moich ulubieńców, którzy spełniają te kryteria. Nadają się do wszystkich typów cery, bo po prostu ją nawilżają bez żadnych dodatkowych udziwnień i wszystkie są w przyzwoitej cenie :)

 
1. RIVAL DE LOOP HYDRO TAGESCREME
Mój zdecydowany numer jeden ;) Bardzo przyjemnie nawilża skórę, zostawia ją komfortową i miłą w dotyku, świetnie sprawdza się pod makijaż i ma bardzo przyjazny skład ( brak silikonów, parabenów, parafiny itp.). krem nie zapycha i widać, że pielęgnuje cerę a kosztuje tylko niecałe 10 złotych. Szersza recenzja tutaj.


2. ZIAJA 30+ KREM NAWILŻAJĄCY
Świetny krem bez względu na wiek, mimo sugestii opakowaniu :) Jest to po prostu idealny krem pod makijaż, który szybko się wchłania, lekko nawilża i daje miłe uczucie komfortu. Nie przetłuszcza buzi, nie powoduje jakiegoś mega świecenia i nie zapycha porów. Kosztuje również mniej niż 10 złotych więc warto wypróbować :) Recenzja tutaj.


3. YVES ROCHER HYDRA VEGETAL GEL CREME
Na pozycji trzeciej plasuje się krem, a właściwie żel-krem, który kupiłam niedawno i pokochałam :) Ten specyfik daje tak nieziemski komfort na twarzy, że chce się ją po prostu cały czas macać... jest nawilżona, mięciutka i tak promienna, że nie można oderwać oczu. Pod makijaż sprawdza się również bardzo dobrze. Kremik ma tylko mały minusik w postaci sporej zawartości silikonu przez co należy uważać z ilością (w nadmiarze może lekko zatykać pory). Kosztuje 39 złotych i szersza recenzja za jakiś czas, ale z pewnością warto wypróbować :)


4. ZIAJA 25+ KREM NAWILŻAJĄCY MATUJĄCY
Kolejny krem firmy Ziaja, który idealnie się sprawdza na co dzień. Ekspresowe wchłanianie oraz leciutkie nawilżanie to jest to :) Nie ma on właściwości specjalnie matujących. Nadaje się do każdej cery, która szuka czegoś nie obciążającego pod makijaż za niewielką cenę. Kosztuje około 12 złotych i więcej o nim znajdziecie tutaj.


5. RIVAL DE LOOP HYDRO NACHTCREME
Na piąte miejsce załapał się krem na noc - brat bliźniak kremu z pozycji pierwszej. Jest to już dużo bogatsza formuła niż w tym na dzień i konsystencję ma taką półtłustą, jednaj jego zachowanie na skórze jest zadziwiające. Mimo tego, że czuć jego treściwą konsystencję to po nałożeniu na twarz szybko się wchłania, nawilża, leciutko natłuszcza ale nie pozostawia jakiejś ohydnej tłustej warstwy na twarzy. Widać lekki błysk ale nie jest to nieprzyjemne. W dodatku bardzo dobrze działa na skórę - koi ją, daje odpowiednią dawkę nawilżenia i natłuszczenia, pomaga doprowadzić przesuszoną cerę do jako takiego ładu. Świetny. Kosztuje około 8 złotych. 

To moi zdecydowani faworyci jeśli chodzi o nawilżanie. Nie mogę wprost uwierzyć, że kiedyś trafiałam na tyle bubli, a takie fajne i nieskomplikowane kremy leżały gdzieś obok. Z miłą chęcią poczytam o Waszych ulubionych kremach nawilżających więc dajcie koniecznie znać :)
Buziaki!

poniedziałek, 14 lipca 2014

MAYBELLINE THE ROCKET VOLUM' EXPRESS - RECENZJA


Hej :) Dziś recenzja tuszu Maybelline The Rocket Volum' Express zdobytego w szale zakupów w Rossmannie podczas promocji -49 %. Nie wiem czy wy też tak macie czy nie, ale ja po pierwszym otwarciu maskary i pomalowaniu nią rzęs mam już o niej wyrobioną opinię. Przy innych kosmetykach można sprawdzać je w różnych warunkach lub stosować w różnoraki sposób i odkrywać ich cudowne lub beznadziejne właściwości, jednak gdy chodzi o tusz do rzęs to sprawa jest prosta - albo jest "dla mnie" albo nie. W tym przypadku również od razu wiedziałam co myślę, jednak dałam mu więcej czasu żeby recenzja była rzetelna. Nic to oczywiście nie zmieniło, dlatego też teraz śmiało mogę Wam o nim poopowiadać :)

CZEGO OCZEKUJĘ OD TUSZU?
Moje rzęsy z natury są bardzo długie i podkręcone więc zależy mi jedynie na dodaniu im optycznie objętości. Wszelkie właściwości pogrubiające i zagęszczające rzęsy są u mnie mile widziane. I oprócz tego liczy się dla mnie również to, żeby tusz na co dzień wyglądał naturalnie, ponieważ jestem blondynką i nie podoba mi się u mnie efekt smolistych oczu w dzień :) Istotne (chociaż już nie priorytetowe) jest też to, żeby się w miarę przyzwoicie utrzymywał oraz nie kruszył i nie sklejał rzęs. I to właściwie tyle, więc przejdźmy do głównego bohatera tego posta :)


ZALETY:
* Bardzo trwały - nie rusza się z rzęs przez cały dzień
* Nie rozmazuje się, nie odbija nigdzie
* Wyraźnie zwiększa objętość rzęs
* Ładnie wydłuża i podkręca
* Ma bardzo, bardzo intensywny, czarny kolor, który świetnie współgra z eyelinerem
* Ma ciekawą, silikonową i dużą szczoteczkę oraz wygodne opakowanie
* Jest łatwo dostępny i niedrogi (około 30 zł) 
* Mam go już 3 miesiące a jest go jeszcze bardzo dużo i  jest super świeży 

WADY:
* Daje bardzo mocny efekt "smolistych", czarnych rzęs co dla mnie nie jest dobre na co dzień
* Dość ciężko się go zmywa mimo, że nie jest wodoodporny
* Po jego nałożeniu rzęsy są dość sztywne


MOJA OPINIA:
Ogólnie rzecz biorąc nie mam temu tuszowi zbyt wiele do zarzucenia, bo jest to bardzo przyzwoity produkt. Przede wszystkim jest naprawdę bardzo trwały i trzyma się cały dzień bez żadnych niespodzianek. Można również mu zaufać, ponieważ się nie kruszy i nie odbija i szybko zasycha na rzęsach. Ogromnym zaskoczeniem jest też trwałość - od 3 miesięcy używam go prawie codziennie, a tu wcale a wcale nie widać zużycia czy wysychania. Tusz jest tak świeży jakby dopiero przyjechał ze sklepu więc pewnie jeszcze trochę posłuży i bardzo się opłaca. Przeszkadza mi w nim to, co zapewne dla wielu z Was będzie zaletą, a mianowicie bardzo głęboki, "smolisty" wręcz czarny kolor oraz dosyć intensywny efekt na rzęsach. na wieczór jest to bardzo fajne natomiast ja na co dzień lubię mieć lekko podkreślone oczy z miękkimi i delikatnie pogrubionymi rzęsami. Z tym tuszem na takie coś nie mam co liczyć, ponieważ on od razu daje dość intensywne rezultaty. Oprócz tego ciężko go wieczorem dokładnie zmyć, co do tej pory mi się nie zdarzało i wydłuża to wieczorny demakijaż. Jeśli miałabym wydać ostateczny werdykt to z miłą chęcią polecę ten tusz brunetkom o mocniejszej oprawie oczu oraz tym z Was, które lubią mocno podkreślone oczy. Jeśli jednak tak jak ja lubicie subtelny makijaż na co dzień to może to być dla Was zbyt wyrazisty produkt. Ja cieszę się, że go wypróbowałam, ale raczej nie jest dla mnie i więcej go nie kupię. Wolę poszukać czegoś nowego ;)

A Wy, dziewczyny, znacie ten tusz?? Jak się u Was sprawdza??
Buziaki :)


niedziela, 13 lipca 2014

CALVIN KLEIN SUMMER AFFAIR BRONZING POWDER - RECENZJA


Hej :) Za oknem piękna, słoneczna pogoda (przynajmniej u mnie) więc zapraszam Was na recenzję mojego letniego "przyjaciela od serca" :) Jest nim puder brązujący firmy Calvin Klein, który trafił do mnie niespodziewanie i skradł moje serce. Dlaczego? Oto recenzja :)
 
ISTOTNE INFORMACJE:
* Jest to nawa wersja pudru brązującego w przezroczystym, kwadratowym opakowaniu
* Opakowanie nie zawiera lusterka ani pudełka ale jest dosyć solidne
* Opakowanie zawiera 7 g produktu (czyli mimo kompaktowego opakowania jest go więcej niż Honolulu)
* Jest ważny 24 miesiące od otwarcia
* Jego cena regularna przedstawiana w Internecie to około 60 złotych ale bywa dostępny o wiele taniej w sklepach typu TK Maxx lub Pepco (u mnie właśnie znalazł się w ten sposób :)
* Posiadam odcień Sun Dance 
* Jest to produkt służący do "opalania" a nie konturowania twarzy, ponieważ zawiera drobinki i nieco ceglasty, ciepły odcień


ZALETY:
* Puder obłędnie pachnie mleczną czekoladą - bardzo podobnie ale chyba nawet ładniej niż czekoladka z Bourjois!
* Kolor idealnie nadaje się do nadania twarzy letniej opalenizny - odpowiednio nałożony sprawia, że buzia wygląda na lekko zarumienioną słońcem i rozświetloną dzięki drobinkom
* Zawarte w nim drobinki są bardzo, bardzo drobne przez co nie widać ich mocno na twarzy ale spełniają swoją rozświetlającą funkcję
* Sam puder jest bardzo napigmentowany
*  Pięknie się rozciera na twarzy 
* Jest bardzo drobno zmielony i aksamitny
* Trzyma się na twarzy praktycznie cały dzień
* Opakowanie jest niewielkie i płaskie, dzięki czemu można do wszędzie wcisnąć a gramatura produktu przewyższa Honolulu, który jest w dużym pudle :)
* Puderniczka ma prosty i estetyczny design i dobrze się zamyka


WADY:
* Pigmentacja jest duża i sporo się go nabiera na pędzel więc trzeba uważać, żeby nie przesadzić
* Przez to, że jest taki miałki może być mało wydajny bo sporo trzeba strzepać z pędzla przed nałożeniem na twarz
* Cena regularna jest wysoka
* Jest trudno dostępny jako produkt regularny który można ot tak iść i kupić lub pomacać - najłatwiej go dostać polując w Internecie lub w sklepach typu TK Maxx 
* Przez drobinki i ceglastobrązowy odcień nie będzie nadawał się do konturowania twarzy


MOJA OPINIA:
Zakochałam się w tym produkcie od pierwszego otwarcia pudełeczka :) Ogólnie nie lubię intensywnie pachnących kosmetyków kolorowych lub pielęgnacyjnych, bo wolę niczym nie zakłócać zapachu ulubionych perfum, jednak w tym wypadku zmieniłam swoje zasady. Podnosząc wieczko puderniczki od razu dociera do nas zapach kojarzący się z mleczną czekoladą lub ciepłym kakao :) Jest on naprawdę intensywny ale niezwykle przyjemny. Wracając jednak do właściwości samego produktu - jest to świetny bronzer do nadania twarzy letniego wyglądu. Jego odcień jest ciepły, wpada nawet lekko w ceglaste akcenty, czyli ładnie improwizuje skórę muśniętą słońcem na plaży. Do tego zawiera drobinki, które w tym wypadku są tylko plusem, ponieważ cudownie rozświetlają twarz a ich rozmiar jest na tyle mały, że nie widać ich zbytnio na twarzy. Trzeba tylko poważnie uważać z ilością, bo strasznie dużo nabiera się go na pędzel. Ja porządnie go strzepuję a czasami nawet jeszcze odciskam nadmiar na ręczniku papierowym lub chusteczce, żeby nie zrobić z siebie blond skwarka :) Po nałożeniu na twarz bronzer pięknie się rozciera i nie robi żadnych plam. Trzyma się calutki dzień i gdy wieczorem wracam do domu dalej widzę i jego i te delikatne, rozpraszające światło drobinki !!!Strasznie się cieszę, że go mam tylko ciekawa tylko jestem na jak długo mi wystarczy, ponieważ ogromne jego ilości zlatują z pędzla przed aplikacją co jest raczej mało wydajne. Zobaczymy w przyszłości :)

Zakupiłam również róż z tej firmy, więc pewnie również niedługo się pojawi na blogu. A Wy miałyście styczność z tymi kosmetykami? Lubicie latem dodawać sobie opalenizny bronzerem? dajcie koniecznie znać :)
Buziaki :)


 


piątek, 11 lipca 2014

MARION OLEJKI ORIENTALNE - RECENZJA


Hej dziewczyny ;) Dziś mała recenzja preparatu do włosów, który kupiłam jakiś czas temu w Netto za 5,99 zł. Jest to produkt Marion Olejki Orientalne. Ja wybrałam wersję Odżywienie Włosów z olejkiem macadamia i ylang-ylang i zdecydowałam się na nią instynktownie nie znając ani zapachu ani właściwości. Czy to był dobry wybór? Oto recenzja :)

OPIS PRODUCENTA:
        Oleje zawarte w formule odżywiają włosy, odbudowując ich strukturę.
  • Macadamia- zapewnia włosom głębokie odżywienie, wygładzenie i regenerację, ułatwiając ich układanie;
  • Argan- przywraca włosom piękny połysk, nadając im miękkość i elastyczność, bez ich obciążania;
  • Ylang-ylang- stymuluje porost włosów, odbudowując je i regenerując.  
Dzięki nim włosy wyglądają zdrowo i są pełne blasku. Do każdego rodzaju włosów
Kilka kropel produktu wystarczy, żeby włosy odzyskały naturalny i zdrowy wygląd!


ZALETY:
* Olejek pięknie pachnie! jest to rzeczywiście lekko orientalny ale jednocześnie kwiatowy zapach, który utrzymuje się na włosach
* Ładnie wygładza włosy
* Użyty w odpowiedniej ilości nie obciąża włosów
* Ładnie nabłyszcza
* Ma poręczne opakowanie 30 ml
* Przyjemnie się go dozuje dzięki sprawnej pompce
* Jest bardzo tani i wydajny

WADY:
* "Olejek" w nazwie to dużo powiedziane, bo w składzie są głównie silikony
* Preparat ten nie ma w sumie żadnego wpływu odżywczego na włosy
* Użyty w nadmiarze obciąża włosy i sprawia, że wyglądają na nieświeże 


MOJA OPINIA:
Na początku warto wspomnieć o tym, iż tak naprawdę nie jest to olejek do włosów a preparat jedynie o konsystencji olejku. W składzie (którego nie ma sensu przepisywać, bo jest dostępny w Internecie) są głównie silikony z niewielkimi dodatkami olejków. Ogólnie ten preparat przypadł mi do gustu, ponieważ robi to, czego od niego oczekiwałam, a mianowicie wygładza włosy i dyscyplinuje je. W tak zwany "bad hair day" sprawdza się bardzo dobrze, ponieważ wystarczy nałożyć odrobinę na końcówki włosów a tym co pozostało na dłoniach przejechać po reszcie pasm i włosy przez cały dzień są uporządkowane i nie fruwają gdzie popadnie. Jest to zasługa właśnie tych silikonów, które w tym wypadku są bardzo pożądane. Trzeba oczywiście uważać żeby nie przesadzić, ponieważ preparat jest dość "oleisty" i można sobie nim obciążyć włosy jeśli nałożymy za dużo. Nie nastawiajcie się jednak na jakieś odżywianie włosów czy pielęgnacyjne działanie tego preparatu, bo nic takiego tutaj nie znajdziecie. Ja jednak jestem z niego całkiem zadowolona - pięknie pachnie, spełnia swoją wygładzającą funkcję i jest wygodny w użytkowaniu. Myślę, że za 5,99 zł to naprawdę dobry preparat, który warto mieć pod ręką. Nie wiem czy kupię go ponownie czy będę szukać czegoś nowego, ale uważam, że za taką cenę warto było go wypróbować :)

Zetknęłyście się z tymi olejkami Marion?? Co o nich sądzicie?? Dajcie znać :)
Buziaki :)

środa, 9 lipca 2014

RIVAL DE LOOP HYDRO ŻEL NAWILŻAJĄCY - RECENZJA


Hej :) Dziś pora na recenzję produktu, który kupiłam bardzo niedawno jednak nie sprawdził się u mnie kompletnie i chciałabym Wam przybliżyć to i owo. Jest to Hydro Żel Nawilżający z firmy Rival De Loop, która jest dostępna w Rossmannie. Dlaczego go kupiłam? Bardzo dobrze sprawdzają się u mnie kremy z tej serii (zarówno na dzień jak i na noc) i dają mojej cerze wszystko to czego ona potrzebuje - nawilżenie, miękkość i pewność, że nie zapchają mi porów. Żel miał być uzupełnieniem tej pielęgnacji i poprawiać właściwości kremu, jednak coś z nim jest nie tak. Oto więc moja recenzja :)

OPIS PRODUCENTA:
- Szybko wchłaniająca się i nienatłuszczająca formuła żelu z podwójnym kwasem hialuronowym intensywnie i długotrwale nawilża, wiąże wilgoć w skórze i chroni ją przed wysuszeniem.
- Pantenol wspomaga działanie kojące żelu.
- 24-godzinny hydro-kompleks ożywia zmęczoną i zestresowaną skórę, łagodząc w sposób odczuwalny drobne, wynikające z jej wysuszenia zmarszczki oraz uczucie napięcia.


ZALETY:
* Żel rzeczywiście ma bardzo lekką i nienatłuszczającą formułę
* Bardzo szybko się wchłania
* Nie zawiera silikonów i parabenów
* Nie zapycha
* daje lekko chłodzące i przyjemne pierwsze wrażenie
* Ma bardzo przyjemny, delikatny zapach
* Kosztuje około 10 złotych za 30 ml
* Ma świetne, szklane opakowanie z wygodną pompką

WADY:
* Żel absolutnie nie nawilża skóry a wręcz ją przesusza
* Zawiera alkohol już na 2 miejscu w składzie 
* Na skórze pozostawia lekko lepką warstwę
* Nie wspomaga działania kremów
* Nie nadaje się moim zdaniem jako produkt nawilżający dla nikogo


MOJA OPINIA:
Miałam duże nadzieje w stosunku do tego produktu, ponieważ kremy z tej serii spisują się świetnie. Miałam nadzieję, że ten żel pomoże kremowi działać dogłębniej i wspomoże efekt nawilżenia (w końcu sam w sobie jest określany jako produkt nawilżający). Samo opakowanie i sposób aplikacji bardzo przypadły mi do gustu - świetne szklane opakowanie z bardzo wygodną pompką, którą wydobywamy porcję produktu i nanosimy na twarz przed kremem. Zapach kosmetyku również jest przyjemny, co umila aplikację. jednak po tym jak używałam go jakiś czas zauważyłam, że stan mojej cery lekko się pogorszył - zaczęły być widoczne suche skórki, których w ostatnim czasie już nie było i buzia wyglądała na lekko przesuszoną mimo, iż w mojej pielęgnacji pojawił się jedynie ten żel (reszta pozostała bez zmian i była zadowalająca). Zastanawiałam się nad przyczyną i sprawa się wyjaśniła - żel, który jest określany jako nawilżający niestety kompletnie odwrotnie działa. Na drugim miejscu w składzie zawiera bardzo wysuszający skórę alkohol przez co po aplikacji kremu rzeczywiście mamy uczucie ulgi (ale tylko dlatego, że żel sprawił, że koniecznie potrzebny nam krem). To dla mnie jest niedopuszczalne - nie po to kupuję nawilżający preparat, żeby swoją buzię wysuszać alkoholem. Nie wyobrażam sobie również żeby ten preparat stosować samodzielnie, ponieważ zostawia lepką warstwę na skórze no i jego działanie jest marne. Osoby z cerą suchą czy normalną mogą zapomnieć o nawilżeniu i doprawiłyby sobie jedynie suchych skórek, natomiast przy cerze tłustej również przesuszenia są niewskazane więc nikomu go nie polecam. Może nie jest to jakiś wielki bubel, bo żadnej krzywdy mi nie wyrządził ale z całą pewnością nie spełnia swojej podstawowej funkcji, czyli nawilżania. Cóż więc to za produkt nawilżający? Zdecydowanie za to polecam kremy z tej serii, szczególnie ten na dzień, bo spisuje się świetnie.

To moje podsumowanie tego żelu i mam nadzieję, że moja recenzja powstrzyma Was przed pochopnym zakupem :) Ja nie jestem zadowolona i z miłą chęcią poczytam, co Wy o tym produkcie myślicie.
Buziaki :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

BŁYSZCZYKOWA POMADKA LOVELY - RECENZJA

 
Hej :) Tak jak mówiłam zabieram się za recenzje produktów, które już od dawna czekają w kolejce i nie mogą się doczekać :) Dziś będzie to Błyszczykowa Pomadka z Lovely nr 07, którą kupiłam dawno temu (jakoś początkiem zimy chyba) w Rossmannie za około 7 złotych. Wpadła mi w oko ze względu na ładny kolor i właśnie tą "błyszczykową" formułę - liczyłam na nadanie ustom blasku i lekkiego koloru. Czy właśnie to dostałam?? Oto recenzja :)


ZALETY:
* Niska cena
* Bardzo łatwa dostępność w każdym Rossmannie
* "Okienko" u góry każdej szminki, dzięki któremu widać kolor
* Delikatny, lekko herbaciany zapach

WADY:
* Szminka ma bardzo tandetne, perłowe wykończenie
* Wyżej wymieniona "perła" jest aż nadto widoczna na ustach
* Kolor jest słabiuteńki
* Po 20 minutach noszenia szminki na ustach nie ma po niej już śladu
* Strasznie beznadziejne opakowanie - rozwala się doszczętnie przy lekkim puknięciu a o rozklejaniu już nie wspomnę
* Na ustach lekko zbiera się w załamaniach
* Jest bardzo miękka przez co trochę rozpływa się w opakowaniu i łatwo można ją złamać


MOJA OPINIA:
Jak widzicie, według mnie szminka ma o wiele więcej wad niż zalet i żałuję, że ją kupiłam. Niby kosztowała jedynie 7 złotych, ale jej jakość jest po prostu katastrofalna. Bardzo słabo napigmentowana ale za to naszpikowana okropną "perłą", która na ustach wygląda fatalnie. Trwa to oczywiście jedynie chwilkę, bo po 20 minutach nie ma po niej już śladu. ale najgorsze z tego wszystkiego jest opakowanie. Po pierwszych dwóch użyciach pękło mi wieczko (zatyczka), a następnie kilka dni później cały sztyft wraz z srebrno-fioletową obudową odkleił się od reszty. Tak więc opakowanie aktualnie jest w 3 częściach i nie nadaje się już do niczego. Sama szminka również, bo wątpię czy podkreśliłaby urodę kogokolwiek czy też raczej uwydatniła jedynie mankamenty. Podsumowując - z całą pewnością więcej tej szminki nie kupię i żałuję, że za te 7 złotych nie wzięłam zwykłego błyszczyka. Poza tym na rynku za 7 złotych można trafić całkiem przyzwoite szminki więc na takie perłowe, babciowe pomady powinny się bać o swój los :)

Taka jest moja opinia i mam nadzieję, że przyda się Wam do czegoś :) Miałyście może styczność z tymi szminkami?? A może u Was lepiej się spisują ? Dajcie znać!
Buziaki :)