niedziela, 25 maja 2014

RIMMEL WAKE ME UP - RECENZJA :)


Hej :) Dziś recenzja podkładu wokół którego moje myśli błądziły od dawna dzięki wielu pochlebnym recenzjom internetowym - Rimmel Wake Me Up. Przez wiele osób ten podkład jest wychwalany pod niebiosa, ale zdarzają się (równie często) komentarze ukazujące ten produkt w całkiem odmiennym świetle. Bardzo chciałam go wypróbować, ale dłuższy czas hamowała mnie myśl, że dotychczas z podkładami Rimmel raczej się nie polubiłam i wydawanie 42 złotych na kolejny kosmetyk, który pewnie się nie sprawdzi jest całkowicie bez sensu... Ale kiedy w Rossmannie była promocja -49% uznałam, że jeśli chcę spróbować to teraz albo nigdy :) I kupiłam go za około 22 złote. 

Z kolorem miałam duży problem, ponieważ wydaje mi się, że gama kolorystyczna Rimmel zdecydowanie przechyla się ku tej różowej stronie, a ja potrzebuję żółtej tonacji. Wybrałam kolor 103 True Beige, ponieważ najmniej odbiegał od mojej karnacji. Używałam go często i w różnych warunkach, żeby sprawdzić jak sobie poradzi, i co? Oto moja opinia :)


OGÓLNE INFORMACJE
Jest to podkład rozświetlający, którego zadaniem jest pobudzić cerę i dodać jej promiennego blasku. Opakowanie jest szklane, ma pompkę i zawiera 30 ml produktu. Zawiera również filtr SPF 15. Występuje w 6 odcieniach i w cenie regularnej kosztuje około 42 złote. Jest łatwo dostępny.

ZALETY:
* Podkład rewelacyjnie rozprowadza się na twarzy i nie zostawia smug itp.
* Daje niesamowity komfort noszenia na buzi, ponieważ daje uczucie dobrze nawilżonej skóry
* Wyraźnie rozświetla cerę i efekt jest bardzo ładny
* Nie podkreśla suchych skórek ani zmarszczek
* Jak na podkład rozświetlający ma dość dobre krycie
* Ma bardzo przyjemną konsystencję - gęstą ale lekką
* Podkład stapia się ze skórą dając naturalny wygląd (nie widać warstwy produktu na twarzy)
* Bardzo delikatnie i przyjemnie pachnie
* Jest bardzo wydajny - jedna pompka w zupełności wystarczy na całą twarz
* Ma wygodne, ładne opakowanie i dobrze działającą pompkę
* Zaskakująco długo utrzymuje się na buzi
* Świetny produkt dla osób z cerą suchą


WADY:
* Zawiera delikatne drobinki, które po kilku godzinach widać na twarzy jakby były mikroskopijnym brokatem
* Bardzo trudno idealnie dopasować odcień dla osoby z żółtawą tonacją skóry
* Po około 3 godzinach na mojej buzi stają się bardziej widoczne drobiny, przez co makijaż wygląda nieświeżo
* Podkład ma lekką tendencję do zapychania i gdy mamy do tego skłonność lepiej nie używać go codziennie
* Zdecydowanie nie nadaje się do cery tłustej (przy mieszanej - zależy)


MOJA OPINIA:
Ogólnie rzecz biorąc uważam, że ten podkład jest naprawdę świetny i jestem nim niesamowicie miło zaskoczona :) Myślałam, że jako kosmetyk rozświetlający będzie beznadziejnie krył, natomiast w tej kwestii sprawdza się świetnie (kryje dużo lepiej niż Bourjois Healthy Mix, który uwielbiam). Bardzo ładnie stapia się z cerą, wygląda naturalnie i powoduje, że buzia jest cudownie promienna i rozświetlona. Jeśli chodzi o sam efekt rozświetlenia to mogę go jedynie porównać właśnie do Bourjois. Healthy Mix rozświetla skórę, ale robi to delikatnie i efekt jest bardzo subtelny i prawie niewidoczny, natomiast Wake Me Up robi to o wiele bardziej wprost :) Cera po prostu od razu zyskuje świetlisty blask i jest to wyraźna zmiana (i wygląda to ładnie). Opakowanie jest solidne i trwałe, a sam produkt bardzo wydajny, bo już jedna pompka wystarcza mi na całą twarz bez jakiegokolwiek dokładania go gdziekolwiek :) Jest jednak kilka rzeczy, które bardzo mi w nim przeszkadzają i gdyby nie one to śmiało mogłabym powiedzieć, że ten podkład to ideał. Mianowicie chodzi tu między innymi o kolory. Wybrany przeze mnie odcień 103 jest całkiem, całkiem i nie odznacza się jakoś na mojej buzi ale zdecydowanie nie jest to kolor idealny (a pozostałe odcienie to już w ogóle). Poza tym podkład ma tendencję do zapychania porów - jeśli używałam go od czasu do czasu to nic zupełnie mi się nie działo, natomiast jeśli nakładałam go codziennie przez jakiś czas to zaczynały się pojawiać tu i ówdzie pryszczyki i bolące zaskórniki. Ostatnią rzeczą są te drobinki... W momencie nałożenia podkładu na twarz i w pierwszych 2-3 godzinach makijaż wygląda pięknie i drobinek praktycznie nie widać. Natomiast później stają się one widoczne i mimo tego że są mikroskopijne to tworzą nieestetyczny efekt na mojej buzi. Ale mam cerę mieszaną w stronę suchej więc spodziewałam się, że po pewnym czasie od nałożenia tak nawilżającego podkładu cera nie będzie już super. Dlatego też nie polecam go osobom z cerą tłustą lub mieszaną w stronę tłustej bo po kilku godzinach wasz makijaż będzie w fatalnym stanie. Natomiast do cery suchej powinien być świetny. Ja ogólnie bardzo go polubiłam i wybaczam mu te niedociągnięcia. Nie będę go stosować na co dzień ale z pewnością kupię go kolejny raz i od czasu do czasu z przyjemnością użyję. Aha, muszę jeszcze dodać, że u mnie najpiękniej wygląda nałożony palcami i bez dodatku żadnego pudru - wtedy daje efekt naturalnego rozświetlenia :)


A Wy miałyście z nim styczność? Kochacie go czy nienawidzicie? A może znacie podkład o podobnych właściwościach ale bez tych wad?? Koniecznie podzielcie się waszymi opiniami :)
Buziaki :)

sobota, 24 maja 2014

MAKARON Z BROKUŁAMI


Hej :) Dziś będzie przepis na jeden z moich ulubionych makaronów (choć tak naprawdę wszystkie makarony po prostu uwielbiam:) Jest to moja wersja makaronu z brokułami i serem żółtym, która w naszym domu często gości (choć czasami w wykonaniu mojego mężczyzny - i wtedy smakuje mi najlepiej :) Oto więc nasz przepis:

MAKARON Z BROKUŁAMI 
(porcja na około 4 osoby)

* 1 duży brokuł lub 1 opakowanie mrożonego
* Około 400 g makaronu
(u mnie zazwyczaj świderki lub rurki)
* 200 g sera żółtego 
(edamski, gouda lub inny o delikatnym smaku)
* 3 spore cebule
* 2 ząbki czosnku 
* Sól i świeżo mielony czarny pieprz 
* Olej i przegotowana woda


Zaczynamy od nastawienia wody na makaron, żeby później móc go w odpowiednim czasie wrzucić. Następnie zabieramy się za przygotowanie warzyw: cebulę obieramy i kroimy w piórka, brokuła natomiast płuczemy i dzielimy na malutkie różyczki (wielkość wedle uznania). W średniej wielkości garnku (który potem musi pomieścić całe danie) rozgrzewamy łyżkę oleju i wrzucamy cebulę. Mieszamy ją dotąd, aż się delikatnie zrumieni (uważajcie, żeby jej nie spalić - trzeba ją ciągle mieszać). Następnie dodajemy do cebuli nasze brokuły i 2 ząbki czosnku (całe), chwilkę podsmażamy a potem podlewamy około połową szklanki przegotowanej wody i dusimy pod przykryciem. Całe to duszenie powinno trwać około 15 - 20 minut żeby brokuły zmiękły (ważne, żeby w razie czego podlewać jeszcze wodą). 
 

W tym momencie najlepiej wrzucić makaron oraz zająć się serem żółtym, który należy zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Gdy brokuły są już miękkie odkrywamy pokrywkę i chwilę podsmażamy żeby nadmiar wody odparował i gdy makaron jest gotowy wrzucamy go do garnka z brokułami i mieszamy dokładnie na małym ogniu. Dodajemy sól do smaku (u mnie ze dwie spore szczypty) i sporą szczyptę czarnego pieprzu i mieszamy. Na koniec dodajemy partiami ser żółty i intensywnie mieszamy żeby równomiernie rozprowadził się w całym daniu. Zdejmujemy z ognia i nasz makaron jest gotowy. 

 
Ważne, żeby podawać go od razu po przyrządzeniu, bo wtedy jest najpyszniejszy :)
Smacznego !

środa, 21 maja 2014

KREM NA DZIEŃ "NA BOGATO", CZYLI RIVAL DE LOOP REGENERTATION :)


Hej :) Całkiem niedawno wspominałam Wam o moim pierwszym kremie pod oczy z Rival de Loop. Tak mi się spodobał zarówno pod kątem delikatnego i skutecznego działania jak i ceny, że postanowiłam wypróbować coś więcej z kosmetyków tej marki. Zakupiłam więc krem na dzień z tej serii, czyli Rival de Loop Regeneration Tagescreme. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale za 50 ml zapłaciłam jedynie 9,99 zł w Rossmannie więc uznałam, że w razie czego zużyję go do czegoś innego. I po zużyciu połowy słoiczka zapraszam Was na małą recenzję tego specyfiku :)

OPIS NA OPAKOWANIU:
Krem na dzień Rival de Loop Regeneracja to bogata, nawilżająca, intensywna pielęgnacja, opracowana z myślą o potrzebach bardzo suchej skóry. 
Działanie: 
* Świeże komórki z dyni koją skórę i zapobiegają powstawaniu małych zmarszczek
* Kompleks lipidowy z oleju z pestek winogron, oleju sojowego i oleju z wiesiołka jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe - intensywnie pielęgnuje skórę i chroni ją przed utratą wilgoci. 
* Prowitamina B5 działa kojąco, wspomaga proces regeneracji i ma właściwości nawilżające.
* Filtr UV SPF 15 i witamina E chronią skórę przed promieniowaniem UV i przedwczesnym, uwarunkowanym wpływem światła starzeniem.


ZALETY:
* Niska cena (9,99 zł za 50 ml)
* Bardzo estetyczny i praktyczny szklany słoiczek
* Bardzo bogata konsystencja (i mimo to nie zapycha porów)
* Bardzo delikatny, ale niezwykle przyjemny zapach 
* Bogaty w wiele świetnych substancji wysoko w składzie
* Filtr SPF 15
* Brak silikonów, parabenów i barwników
* Nie podrażnił mnie ani nie uczulił
* Mimo tłustawej konsystencji dzielnie współgra z makijażem
* Bardzo intensywnie odżywia skórę i sprawia, że jest niezwykle miękka i gładka

WADY:
* Jest to dość tłusty krem i dla osób z inną cerą niż bardzo sucha nie będzie nadawał się na dzień
* Sprawia, że twarz dość intensywnie się błyszczy
* Zostawia na skórze delikatny film


MOJA OPINIA:
Ogólnie rzecz ujmując uważam, że to rewelacyjny krem. Nie sprawdził się u mnie totalnie w 100%, ale tylko z tego względu, że docelowo nie jest dedykowany takiej cerze jak moja. Ja mam skórę mieszaną ze skłonnością do przesuszeń i potrzebuję przede wszystkim intensywnego nawilżania, które nie jest główną cechą tego preparatu. Ten krem zawiera wiele substancji lipidowych i ma działanie głównie natłuszczające i regenerujące, które jest niezbędne cerze bardzo suchej ale niekoniecznie mieszanej (w takim stopniu). Uważam go jednak za świetny, ponieważ cudownie odżywia skórę i u mnie idealnie sprawdza się jako krem na noc. Po nałożeniu go czuję ulgę na skórze, tłustą warstewkę, która na noc również jest całkiem przyjemna (wiem, że coś działa na buzi :) a rano twarz jest mięciutka i gładka. Na dzień się mnie ten krem się nie nadaje, bo moja strefa T świeci się jak księżyc w pełni :) W dodatku muszę jeszcze dodać, że dla mnie ten krem przepięknie pachnie.... Niby to delikatny, kremowy zapach ale ma w sobie coś "perfumeryjnego" i bardzo mi tutaj to pasuje. Oprócz tego oczywiście ważny jest skład, w którym komórki z dyni, olej z wiesiołka, olej sojowy i z pestek winogron oraz witamina E wystarczająco mnie przekonują :)

Podsumowując jeśli lubicie bogate i odżywcze kremy to polecam Wam ten krem jako produkt na noc, bo w tym sprawdza się świetnie. Jeśli chcecie stosować go w ciągu dnia to nada się jedynie dla osób z bardzo suchą skórą lubiącą tłuste konsystencje. Uważam, że zawsze warto mieć w domu pod ręką takiego tłuścioszka i za cenę 9,99 zł z miłą chęcią będę do niego wracać.
 A Wy miałyście z nim styczność? Lubicie tłuste kremy na noc?? 
Buziaki :)

poniedziałek, 19 maja 2014

MAYBELLINE COLOR WHISPER - CO NIECO O ŻELOWEJ POMADCE :)


Hej :) Dziś kilka słów o pomadce, która urzekła mnie w Rossmannie podczas promocji -49% na produkty do ust, czyli Maybelline Color Whisper. Na wstępie muszę zauważyć, że jestem wieeeelką fanką szminek tej marki i miałam wobec tego kosmetyku bardzo duże oczekiwania. Wybrałam przepiękny kolor nr 430 Coral Ambition, który jest jasnym, delikatnym, koralowo-brzoskwiniowym odcieniem wprost idealnym dla blondynek o ciepłej karnacji. Strasznie cieszyłam się z zakupu, ponieważ słyszałam, że to pomadki o żelowej konsystencji. Nie bez znaczenia był również fakt, że kupiłam ją prawie za pół ceny (w regularnej cenie kosztuje ona około 28 złotych) :) Jak się sprawdziła ? Czy kupię ją ponownie? 
Zapraszam na recenzję.


ZALETY:
* Pomadka rzeczywiście ma żelową konsystencję dzięki czemu jest bardzo przyjemna "w dotyku" :)
* Występuje chyba w 12 przecudownych, wiosenno-letnich kolorkach
* Są dostępne zarówno odcienie zimne, neutralne jak i ciepłe, więc każdy coś dla siebie znajdzie
* Sama szminka jest niezwykle komfortowa w noszeniu, ponieważ daje jakby wilgotne wykończenie ale zupełnie nie jest klejąca
* Nie zawiera drobinek ale daje pięknie błyszczącą taflę koloru na ustach
* Jest średnio napigmentowana i daje półprzejrzysty efekt na ustach (lekki i super lśniący kolor na dzień, który świetnie podkreśla ale nie przytłacza makijażu)
* Ma bardzo proste, ale przy tym eleganckie i funkcjonalne opakowanie
* Bardzo delikatnie i przyjemnie pachnie (słodko, kwiatowo)
* Sama w sobie nie przesusza ust


WADY:
* Mimo, że konsystencja jest lekka i "mokra" ta szminka perfekcyjnie odnalazła wszelkie zagłębienia ust i w nie bezczelnie wlazła
* Mimo bardzo efektywnego peelingu ust i dodatkowego nawilżania balsamem nie udało mi się osiągnąć tą szminką jednolitego koloru na ustach (wynajduje mikroskopijne skórki !)
* Kolor jest tak lekki jak po zastosowaniu błyszczyka a nie szminki (mi to odpowiada, ale wiele osób przy zakupie szminki liczy na coś innego)
* Kolor utrzymuje się bardzo krótko (max. 2 godziny)
* Nie jest to najtańszy produkt (28 zł)


OGÓLNE WRAŻENIE:
No cóż... Kolor jest piękny i sama szminka również przyjemna ale co z tego skoro nie jestem w stanie jej zaaplikować równomiernie? Bardzo mnie to zaskoczyło, ponieważ kupując ją liczyłam że żelowa konsystencja będzie miękko rozprowadzać się po ustach i dawać efekt mega nawilżonych ust. Osiągnęłam natomiast efekt odwrotny - mimo naprawdę zadbanych warg ta szminka była w stanie odnaleźć każde zagłębienie, mini zmarszczkę i w nią wleźć... Z daleka nie jest to może jakoś bardzo zauważalne, bo kolor jest dość lekki ale z bliska nie da się na to patrzeć (a tak nawiasem mówiąc po tym jak się wkurzyłam i zmyłam tą szminkę nałożyłam matową pomadkę z Golden Rose, żeby zobaczyć czy to serio moje usta są tak fatalne czy szminka - i ta z Golden Rose mimo matowego charakteru wyglądała pięknie). Co do samego koloru to spodziewałam się właśnie takiej średniej pigmentacji i błysku więc akurat to jest dla mnie dużym pozytywem. Ale niestety nie kupię więcej tej pomadki, bo musiałabym chyba zrobić sobie jakiś lifting ust żeby móc ją spokojnie nosić. Szkoda, ale za tą cenę można kupić o wiele lepszą szminkę czy błyszczyk.


A Wy miałyście styczność z tymi szminkami? Co o nich myślicie?? Może mam jakiś felerny egzemplarz?

PS. Podobno moja ukochana szminka Maybelline Hydra Extreme została wycofana !!!! Jedyna w swoim rodzaju, supernawilżająca szminka o pięknych kolorach.... Czemu firmy kosmetyczne wycofują to co świetne??

BUZIAKI :)

niedziela, 18 maja 2014

MAŁE ALE RÓŻNORODNE ZAKUPY :)


Hej :) Podczas ostatnich promocji drogeryjnych na kolorówkę chyba każda z nas obkupiła się za wszystkie czasy. Ja również jak same zresztą wiecie wzbogaciłam swe zbiory o kilka nowych cudeniek ale w całym tym makijażowym szaleństwie nie zwracałam uwagi na kończące się pomału inne domowe produkty. Dlatego też przy okazji wizyty w kilku sklepach zaopatrzyłam się w parę rzeczy, których w sumie nigdy dotychczas nie miałam. Z pewnością będą przydatne ale czy zadowalające? - to się jeszcze okaże :) Oto więc produkty, które kupiłam:


1. ZESTAW "BIAŁY JELEŃ"
Ze względu na to, że mój żel pod prysznic się skończył i potrzebowałam czegoś nowego kupiłam w Biedronce taki oto zestaw Biały Jeleń: dwa żele pod prysznic (zielony-naturalny i niebieski-z oligominerałami) oraz klasyczne szare mydło. Zdecydowałam się na ten zestaw, ponieważ całość kosztowała jedynie 4,99 zł !!!! Nigdy nie używałam tych żeli i nic o nich nie słyszałam, ale za taką cenę można spróbować (szczególnie, że są hipoalergiczne) a szare mydło używam czasami do prania (na uporczywe plamy). Jedyne co mnie zdziwiło to to, że te żele zawierają SLS - myślałam, że przy żelach do wrażliwej i alergicznej skóry ich nie będzie. Ale zobaczymy jak się sprawdzą :)


2. MYDEŁKA W KOSTCE ALTERRA
Do mycia rąk zazwyczaj używam mydła w płynie, ale te z Alterry dojrzałam w Rossmannie pierwszy raz. Uznałam, że skoro szampony tej marki tak bardzo lubię to może i mydełka okażą się ciekawe. Były bardzo tanie (po 1,89 zł za sztukę) więc również zakupiłam kilka rodzajów do wypróbowania, bo nawet jeśli się nie sprawdzą to wykorzystam je w innym celu. Kupiłam mydło lawendowe, konwaliowe, różane i nagietkowe.


3. CARMEX
Nie wiem co jest grane ale moje usta w ostatnim czasie są w gorszym stanie niż były zimą - przesuszają się i co chwilę widać na nich skórki. Oczywiście nie mogłam w całym domu znaleźć nic co przyniosłoby im ulgę więc wreszcie skusiłam się na kultowy już Carmex. Oby był tak skuteczny jak wieść niesie :)


4. KOREKTOR EVELINE bioHYALURON 4D
Korektor to oczywiście zdobycz z Biedronki. Kosztował 12,99 zł i na pierwszy rzut oka wydaje się mieć piękny, jasny, żółto-beżowy odcień. Mój dotychczasowy korektor z Maybelline dobija już do dna więc jak zwykle Biedronka coś fajnego dostarczyła na czas :) Mam nadzieję, że się sprawdzi.


5. NOWA ROŚLINKA - LILIA JAKAŚ-TAM :)
Uwielbiam żywe kwiaty w domu jednak kompletnie nie mam ręki do ich pielęgnacji (ani pamięci, żeby je podlewać). Natomiast mój mężczyzna jest mistrzem w tej kwestii więc śmiało mogę kupować różne ładne okazy. W większości są to rośliny zielone, ale ostatnio w Lidlu dojrzałam piękną lilię (która nie pachnie na szczęście tak jak te cięte z kwiaciarni). Była jeszcze w pąkach, ale mimo wszystko zdecydowałam się na zakup (kosztowała 15,99 zł). Cieszę się, że ją kupiłam, bo rozkwitła przepięknie i cieszy moje oko na każdym kroku :)


To już wszystkie moje zakupy. Jeśli miałyście któryś z kosmetyków to dajcie koniecznie znać jak się u Was spisał, bo bardzo jestem tego ciekawa. Bardzo mocno Was pozdrawiam :)
Buziaki!!!

piątek, 16 maja 2014

LIEBSTER BLOG AWARD - NOMINACJA :)


Hej Dziewczyny :) Dzisiejszy post jest nieplanowany, ponieważ zostałam nominowana przez uroczą Panią Pomadkę (której blog znajduje się tutaj: http://panipomadka.blogspot.com) do Liebster Blog Award. Co to takiego? Oto krótka notka:

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Bez owijania w bawełnę przystępuję do odpowiedzi na zadane mi pytania.

1. Podczas zakupów kosmetycznych korzystasz ze stron internetowych? Jeśli tak to jakich?
Często korzystam ze stron internetowych, ponieważ mieszkam w niedużym mieście i nie mam stacjonarnego dostępu do wszystkich lubianych kosmetyków. Korzystam z drogerii internetowych (ladymakeup.pl), z Allegro oraz ze strony Biochemii Urody (biochemiaurody.com).

2. O jaką część ciała dbasz najczęściej ( ciało, twarz, włosy, paznokcie)?
Staram się o wszystkie te elementy dbać najlepiej jak potrafię :) Jednak najwięcej pielęgnacji potrzebuje siłą rzeczy twarz i to jej poświęcam najwięcej uwagi (mycie, malowanie, demakijażowanie, nawilżanie itp. itd :)

3. Czy posiadasz swojego internetowego/ blogowego idola? Jeśli tak to kto to?
 Hmmm... Lubię bardzo wiele blogów, które możecie zobaczyć z boku (lista ulubionych blogów). Jeśli jednak miałabym wybrać kogoś, do kogo lubię najbardziej zaglądać to chyba byłyby to dziewczyny z bloga "All I need is love and great shoes", które znajdziecie pod linkiem http://loveandgreatshoes.blogspot.com/ oraz blog Me Lady pod linkiem http://meladyy.blogspot.com/
4. Ulubiony rodzaj biżuterii to...
Chyba wisiorki. Noszę je częściej niż inne błyskotki.

5. Kolor paznokci, który najtrafniej opisze Ciebie ?
Najbardziej lubię paznokcie w kolorach nude lub czerwone.

6. Na ustach najczęściej noszę...?
Pomadkę Maybelline Hydra Extreme lub błyszczyk Manhattan. Obydwa nadają jedynie lekki kolor i są nawilżające.
7.Jak często malujesz paznokcie?
Mniej więcej co 3 dni, chyba że nie mam kompletnie czasu to wtedy niestety rzadziej.
8. Bez którego kosmetyku nie wyobrażasz sobie makijażu?
Bez lekkiego podkładu, który pomoże mi wyrównać koloryt cery (mam zaczerwienienia).
9. Twoje 3 kosmetyki pielęgnacyjne bez których nie umiesz się obejść to?
Krem nawilżający do twarzy (Ziaja 30+ lub aktualnie Rival de Loop Hydro coś tam :)
Płyn micelarny do demakijażu (Be Beauty z Biedronki)
Maski do włosów (Biovax)

10. Jak często się malujesz?
Codziennie robię lekki makijaż. Moja praca wymaga, żeby wyglądać jako tako jak człowiek więc staram się delikatnie ukryć mankamenty i subtelnie podkreślić to co się da :)
11. Blog dla Ciebie jest...
Bardzo ciekawą stroną mojego życia :) Dzięki niemu mogę odkrywać coraz to nowe rzeczy, poszerzać swoje zainteresowania i dzielić się tym z innymi. Jednym słowem FUN :)

Bardzo dziękuję za nominację i mam nadzieję, że udzieliłam satysfakcjonujących odpowiedzi :) Ze swojej strony nominuję blogi:
 * Przemyślenia Kasi  http://kassiiaa.blogspot.com/

A oto moje pytania dla Was:
1. Jaki podkład drogeryjny wybierzecie wiedząc, że będziecie mieć tylko ten jeden?
2. Po jaką markę drogeryjną sięgacie najchętniej?
3. Wolicie kosmetyki naturalne czy nie zwracacie uwagi na składy?
4. Jaki jest Wasz ulubiony szampon do włosów?
5. Na co dzień wybieracie szpilki czy baletki?
6. Jakie są wasze ulubione perfumy?
7. Czy kupujecie kosmetyki przez internet? Z jakich stron korzystacie?
8. Jaką fryzurę wybieracie na co dzień? Związane czy rozpuszczone włosy?
9. Gdybyście mogły dostać ten jeden wymarzony kosmetyk, to co by to było?
10. Co byście wybrały - bon do Sephory czy do Empiku?
11. Jakie blogi lubicie najbardziej?

Zapraszam do zabawy i zachęcam innych do odpowiedzi :) 
Pozdrawiam!!!

środa, 14 maja 2014

WŁOSY - COŚ SIĘ U WAS ZMIENIŁO NA LEPSZE :)


Moje kochane! Dziś dłuuugi post o postępach w mojej codziennej walce :) Kilka miesięcy temu przedstawiałam Wam moje kłopoty z włosami, do których w większości sama się przyczyniłam. Moje włosy były zniszczonym i suchym "sianem", które strasznie się puszyło i elektryzowało, nie miało za grosz połysku czy elastyczności i wyglądało fatalnie. Na całej długości włosów widać było liczne uszkodzenia (nadłamania) i nic się nie chciało układać. Ogólny stan i wrażenie jakie robiły nie było aż tak straszne, ponieważ z natury mam bardzo gęste i bujne włosy, ale ja sama nie mogłam już na nie patrzeć. Postawiłam sobie za cel odzyskanie dawnego blasku i sprężystości włosów, które wcześniej zawsze były moją dumą i jednym z największych atutów. Czym więc doprowadziłam je do tak opłakanej kondycji?

REGULARNE ROZJAŚNIANIE
to najmocniej osłabia włosy, które z natury są wysokoporowate. Oczywiście przy odpowiedniej pielęgnacji wszystko jesteśmy w stanie ze sobą pogodzić, jednak u mnie była ona zdecydowanie niewłaściwie dobrana.

SUSZARKA DO WŁOSÓW I PROSTOWNICA
Jestem dość zabieganą i zapracowaną osobą, która nie może na co dzień pozwolić sobie na suszenie włosów naturalnie. Tak samo jeśli chodzi o układanie włosów - prostownicą raz dwa i włosy są ułożone. Zamiast robić to delikatnie starałam się tylko zrobić to "jak najszybciej".

 MOCNE ZWIĄZYWANIE WŁOSÓW
Nie należę do dziewczyn, które lubią na co dzień włosy rozpuszczone i rozwiewane przez wiatr :) Do pracy najchętniej związuję je w kucyk lub koczek i niestety przy moich gęstych i puszystych włosach robiłam to dosyć mocno i ciasno. Z pewnością zapewniło mi to pełno połamanych włosów i rozdwojonych końcówek. 

Tak jak pisałam wcześniej bardzo lubiłam swoje włosy i przyszedł czas na porządną regenerację i ograniczenie wyżej wymienionych grzeszków. Na początku obcięłam włosy o około 10 cm, ponieważ końcówki i tak były fatalne. Dalej już nie wiedziałam za bardzo od czego zacząć, ale dzięki znajomości składów kosmetyków i tego co może być dobre oraz wielu, wielu nieocenionym i wspaniałym radom wyszperanym u kilku cudownych dziewczyn w Internecie rozpoczęłam swoją przygodę z ratowaniem włosów. 


SZAMPONY
Nie chciałam od razu zaczynać "z grubej rury" :) Postanowiłam w pierwszej kolejności zmienić te najbardziej podstawowe kosmetyki do mycia i pielęgnacji, których przecież używam najczęściej. Zdecydowałam, że wybiorę delikatniejszy szampon niż dotychczas, który będzie pozbawiony silikonów a wzbogacony o naturalne ekstrakty. Wybrałam szampony z linii Alterra, ponieważ właśnie te dwa warunki spełniają. Nie są to jeszcze może najdelikatniejsze z możliwych szamponów, bo producent jakiś czas temu zmienił skład (nie zawierają SLS, ale na drugim miejscu mają jego bliski zamiennik Sodium Coco-Sulfate), ale na obecnym etapie bardzo mi to odpowiada, ponieważ chcę oczyścić skutecznie włosy z wszelkich silikonów i zanieczyszczeń, które nabudowały się wcześniej. Dodatkowo przyjazne ekstrakty roślinne korzystnie wpływają i na moje włosy i na zmysły. Najbardziej przypadł mi do gustu Alterra Morela i Pszenica (zielony, którego nie mam w tej chwili). Być może za jakiś czas zdecyduję się na coś jeszcze delikatniejszego.


ODŻYWKI
Odżywek używam teraz o wiele rzadziej niż kiedyś głównie dlatego, że bardzo często stosuję maski (maja one na moje włosy teraz lepszy wpływ). Jeśli nakładam odżywkę, to staram się żeby był to naprawdę dobry produkt  i aktualnie tylko jeden spełnia moje wymagania - odżywka L'oreal Preference, która jest dołączona do farby. Uwielbiam tą odżywkę za to, że pięknie nawilża i uelastycznia włosy, zawiera naturalne ekstrakty a  odrobina silikonu w niej zawarta (Amodimethicone) jest łatwo zmywalna i wykazuje dobre działanie na moje włosy. Oprócz tego bardzo, bardzo rzadko gdy używam samych produktów bez silikonów a chciałabym na koniec wygładzić lekko włosy to spryskuję je odżywką z Gliss Kur Ultimate Volume. To już silikonowa bomba, ale czasami i to jest potrzebne.


MASKI
Tutaj oczywiście króluje u mnie L'Biotica Biovax. Nie wyobrażam już sobie pielęgnacji moich włosów bez tych masek. Zaczęłam od przetestowania saszetek, które były dostępne w Biedronce (chyba jakoś w styczniu). Spodobały mi się wszystkie i postanowiłam kupić duże opakowanie. Zdecydowałam się na Biovax Keratyna i Jedwab (w niebieskim kartoniku) i mimo tego, że jestem nim zachwycona to już wiem, że nie był to idealny wybór dla moich włosów. Gdy zaczęłam regularnie ją stosować okazało się, że moje włosy nie za bardzo lubią taką dużą i częstą dawkę protein  (przy włosach wysokoporowatych to w sumie normalne) więc musiałam ją zamieniać z innymi. Teraz znów są w Biedronce dostępne saszetki z maskami więc sprawdzam i wybieram jaką tym razem zakupić w dużej wersji, a mam już kilku nowych ulubieńców :)


OLIWKA
Przygodę z oliwką zaczęłam niedawno, ponieważ uznałam, że moje włosy są dostatecznie oczyszczone i można spróbować podziałać olejami. Nie miałam za wiele czasu żeby zastanowić się i wybrać jakiś olej, który byłby dobry właśnie dla wysokoporowatych blond włosów więc uznałam, że na początek oliwka (która jest mieszaniną kilku olejów naturalnych) będzie ciekawym doświadczeniem. Wybrałam tą, którą miałam już w domu, czyli Babydream Pflegeol. Zawiera ona min. olej jojoba, olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów i witaminę E. Na dobry początek myślę, że jest super, ale chciałabym szerzej rozejrzeć się za jakimś ciekawym olejem, który dopasuję do potrzeb dokładnie moich włosów. 

Moje włosy aktualnie (z profilu:) : 
 
Po kilku miesiącach takiej pielęgnacji stan moich włosów w dalszym ciągu odbiega jeszcze znacznie od ideału (rozdwojone końcówki, dalej lekki puch, trochę mniejsze przesuszenie), ale widzę bardzo wyraźne efekty :) Włosy są nieporównywalnie gładsze i miększe i ich stan ogólny bardzo się poprawił. Znacząco wzrosła ich elastyczność i stały się jakby odrobinę mocniejsze i gęstsze (pewnie dlatego, że nie łamią się już stadami :). Najlepszy efekt, który zarazem najbardziej mnie cieszy to fakt, że włosy zaczynają odzyskiwać dawny blask :) :) :) Są to dopiero początki, ale wiem, że jestem na dobrej drodze - właściwą pielęgnacją i cierpliwością można zdziałać cuda. Ważne aby chcieć i nie rezygnować, dlatego poszukam ciekawego oleju i będę się troskliwie nimi opiekować :)

A jak Wy pielęgnujecie swoje włosy?? Co u Was przynosi najwięcej korzyści i po jakie produkty sięgacie najchętniej?? A może macie do polecenia jakiś ciekawy olej ?? Zapraszam Was serdecznie do rozmowy :)
Buziaki dla Was !!!!

poniedziałek, 12 maja 2014

SZASZŁYKI Z WARZYWAMI I KIEŁBASKĄ


Hej :) Ostatnio przez te wszystkie kosmetyczne promocje całkiem zaniedbałam kulinarną stronę mojego bloga (jak tu zachwycać się jedzeniem mając nową szminkę czy lakier?:) Ale szał zakupów już opadł i można wrócić do pysznego gotowania, a tak właściwie grillowania. Dzisiejszy przepis to kolorowa wersja tradycyjnych szaszłyków z mięsa i również miła odmiana wśród innych grillowanych mięs. Przyrządza się je wybitnie prosto więc zapraszam :)


SZASZŁYKI Z WARZYWAMI I KIEŁBASKĄ
(przepis na około 9 szaszłyków)

* 2 długie pętka kiełbasy podwawelskiej
* 5-6 plastrów wędzonego boczku (ok. 0,5cm grubości)
* 2 młode cukinie
* 1 czerwona i 1 żółta papryka
* 3-4 spore cebule
* Kilka pieczarek
* Przyprawa do grilla (u mnie Grill Klasyczny z Prymatu)
* Patyczki do szaszłyków


Zaczynamy od przygotowania warzyw, które tak właściwie można dowolnie dobrać według własnego gustu. Cukinię myjemy i razem ze skórką kroimy w plasterki o grubości około 0,5 cm. Paprykę płukamy, oczyszczamy i kroimy na dowolne kawałki. Cebulę i pieczarki obieramy i kroimy w talarki (pieczarki na tyle grubo, żeby dały się nadziać). Kiełbasę również kroimy w talarki dowolnej grubości a boczek w podłużne kawałki. Wszystko w zupełnie dowolnej kolejności i ilości nadziewamy na patyczki do szaszłyków. Całość dosyć obficie posypujemy przyprawą do grilla i grillujemy dotąd aż całość będzie fajnie przypieczona. I gotowe! Dla mnie te szaszłyki najlepiej smakują solo, ale można zadbać o dostępność keczupu i musztardy :) 


Nie udało mi się zrobić zdjęcia gotowych szaszłyków, bo wszyscy zabrali się do jedzenia :) Wyglądały i smakowały super, więc polecam Wam gorąco.
Mam nadzieję, że w kolejny weekend pogoda dopisze i każdy z Was będzie mógł poszaleć przy grillu przyrządzając swoje ulubione smakołyki. Dużo smaku i słońca!
Buziaki :)

sobota, 10 maja 2014

LOVELY BALTIC SAND - I MAMY MANICURE NA TYDZIEŃ :)


Hej dziewczyny :) Dziś chciałabym pokazać Wam mój ostatni (chociaż może nie do końca taki ostatni:) hit! Wiele z nas ma problem z wyborem lakieru, którego trwałość by nas zadowalała. W "zwykłe" dni jest to jeszcze do wytrzymania, a czasami nawet fajnie gdy możemy co 2-3 dni zmieniać coś na paznokciach. Ale bywa i tak, że nie mamy na przykład przez tydzień czasu kompletnie na nic, a tym bardziej na manicure i tak właściwie nie wiadomo co wtedy zrobić. Malować i ryzykować ohydne odpryski, czy wcale nie malować i nosić paznokcie jak dziewczynka z podstawówki? :) Ja zazwyczaj wybierałam tą drugą opcję, ponieważ uważam że obdarty lakier bardzo brzydko wygląda. Ale od pewnego czasu mam na takie okresy mały trik, którym chętnie się z Wami podzielę :)

Jakiś czas temu (zimą) kupiłam sobie dwa lakiery firmy Lovely z serii Snow Dust. Były to brokatowe lakiery o niesamowitym kryciu i wytrzymałości, z których byłam bardzo zadowolona i miałam je w kolorze białym i złotym. Natomiast teraz (w aktualnej promocji w Rossmannie) kupiłam lakiery Lovely z serii Baltic Sand i są to dokładnie te same lakiery tylko w nowych wersjach kolorystycznych. Posiadam je w kolorze niebieskim (jak niezapominajki) o numerze 9 oraz morskim/turkusowym w odcieniu nr 3. Jestem nimi zachwycona, dlatego też przedstawiam Wam ich podsumowanie :)


ZALETY:
* Lakier ma piękne, sezonowe kolory
* Jest brokatowy, a właściwie jest brokatem o ogromnej gęstości drobinek
(już jedna warstwa lakieru daje totalne krycie płytki paznokci, a druga warstwa to tylko kosmetyczne poprawki)
* Bardzo szybko wysycha
* Utrzymuje się bez problemu prawie tydzień
* W razie jakichkolwiek uszkodzeń lakieru możemy po prostu chwycić za lakier i uzupełnić "uszczerbek"
(domalowany kawałek w niczym się nie odróżnia od reszty bo to po prostu uzupełniony brokat)
* Drobinki w lakierze dają gładką powierzchnię, czyli nie zaczepiają się o ubrania itp.
* Pięknie iskrzą na paznokciach
* Są bardzo tanie (cena regularna to ok. 8 zł)
* Aplikacja jest łatwa i szybka (wygodny, szeroki pędzelek)

WADY:
* Zazwyczaj wiele kolorów jest już wykupionych, ponieważ jest to seria limitowana
* Nie mamy dostępu przez cały rok do wszystkich kolorów tylko są podzielone na edycje pod różnymi nazwami (Snow Dust, Baltic Sand, Rio itp.)
* Są to lakiery jedynie brokatowe


Podsumowując, dla mnie te lakiery nie mają wiele wad :) Wiadomo, że nie zawsze mam ochotę na brokat na paznokciach, bo czasami wolę klasyczny czerwony lakier lub inny manicure, ale w sytuacji gdy wiem, że nie będzie w najbliższych dniach czasu na malowanie paznokci to właśnie te lakiery są idealnym rozwiązaniem. Nie dość, że pięknie wyglądają to jeszcze śmiało mogę być spokojna, że przez tydzień moje pazurki będą bez zarzutu, bo nawet gdy gdzieś zedrę lakier to szybciutko i bezczelnie mogę go wmontować w dany kawałek z powrotem :) I serio wygląda to tak jak wcześniej :) Nie jest to więc może jakiś wybitnie piękny manicure, ale dla zabieganych jak najbardziej ciekawe rozwiązanie więc polecam Wam te lakiery gorąco :) Jeśli miałyście z nimi styczność to dajcie znać jakich kolorów próbowałyście!
Buziaki :)

czwartek, 8 maja 2014

AKCENT NA USTA? CATRICE ULTIMATE COLOUR :)


Po szale zakupów i promocji czas odetchnąć i z dziką radością zacząć korzystać z nowości jakich nam przybyło :) Ale warto również pamiętać o tych rzeczach, które miałyśmy dotychczas i których używałyśmy z przyjemnością dlatego też dziś na moim blogu recenzja jednej z wielu moich ulubionych szminek :) Mowa tu o Catrice Ultimate Colour, którą posiadam w odcieniu 250 Matt About Pink. 

Kupiłam ją jakoś w styczniu tego roku w drogerii internetowej za 16,99 zł (plus wysyłka) po przeczytaniu wielu pochlebnych recenzji o tych właśnie pomadkach. Miałam ogromny problem z wyborem, ponieważ w tej drogerii było dostępnych aż 27 odcieni. Kiedy wreszcie się zdecydowałam okazało się po rozpakowaniu przesyłki, że kolor na żywo zupełnie inaczej się prezentuje niż na zdjęciach (miał być delikatny różano-oranżowy, a okazał się dość neonowym koralem). Na szczęście okazał się ładniejszy, a oto moje przemyślenia po jej używaniu:


ZALETY:
* Niesamowicie mocno napigmentowana i jest wiele kolorów do wyboru
* Ma bardzo kremową konsystencję
* Wyjątkowo komfortowo się ją nosi na ustach, bo jest jakby odrobinę nawilżająca
(co jest rzadko spotykane przy matowych szminkach)
* Daje matowy efekt ale o ładnym kremowym wykończeniu
(w żadnym wypadku nie jest to suchy i tępy mat)
* Bardzo przyjemnie się rozprowadza
* Już jedno pociągnięcie nią bezpośrednio po ustach daje spektakularny wręcz kolor
(dla naturalnego efektu lepiej nakładać ją pędzelkiem lub wklepać palcem)
* Utrzymuje się bez poprawek kilka godzin
* Ładnie schodzi (po prostu kolor robi się coraz bledszy)
* Ma bardzo estetyczne opakowanie, które dobrze się zamyka
* Sama szminka również jest elegancko wykonana i przyjemnie pachnie
* Ma piękny, nasycony i żywy kolor idealny dla ciepłych typów urody


WADY:
* Pomadka nie "zastyga" na ustach przez co jest komfortowa w noszeniu, ale łatwo można ją zetrzeć, np. dłonią czy serwetką (jeśli tego nie robimy trzyma się długo)
* Mimo kremowej i jakby lekko nawilżającej konsystencji dość widocznie zbiera się na wszelkich niedoskonałościach ust
* Nałożona bezpośrednio na usta daje tak mocny kolor, że zdecydowanie dominuje w całym makijażu
(trzeba więc się zastanowić czy o taki efekt nam chodzi)
* Intensywniejsze kolory zdecydowanie wymagają konturówki
* Trzeba uważać na odcienie NUDE - również mają mocną pigmentację i u osób ze średnią lub ciemną karnacją mogą dać efekt korektora na ustach 
(znajoma, która jest brunetką o średniej karnacji kupiła odcień 010 Be Natural i wygląda w nim jak trup!)


Jak widać zarówno wad jak i zalet jest dość sporo więc ostateczne zadowolenie zależy od tego czego oczekujemy. Ja bardzo lubię tą szminkę, bo ma żywy, ciepły kolor który niesamowicie odświeża makijaż ale nakładam ją tylko i wyłącznie poprzez delikatne wklepanie palcem, bo inaczej kolor jest szokująco mocny. Nosi mi się ją bardzo przyjemnie, ale usta muszą być w dobrej kondycji (gdy mam jakieś skórki to od razu odpuszczam bo na pewno się na nich zbierze). Jestem też zadowolona z opakowania, ponieważ ślicznie i elegancko wygląda i bardzo dobrze się zamyka więc bezpiecznie można ją  nosić w torebce. Moim zdaniem za 16,99 zł jest bardzo fajna :) A jakie są Wasze opinie?? Miałyście już z nimi styczność ??
Buziaki :)

wtorek, 6 maja 2014

PODSUMOWANIE ZAKUPÓW W ROSSMANNIE -49%


Hej :) Z tego, że moja kolekcja kosmetyków w ostatnim czasie drastycznie się powiększyła - bardzo się cieszę. Natomiast z tego, że nie jestem pewna czy uda mi się te moje zapasy wykorzystać już nie, bo nie lubię marnotrawstwa. Dlatego też w najbliższym czasie nie mam zamiaru kupować nic z kolorówki, bo obecna zawartość kosmetyczki przewyższa potrzeby. Ale nie ma co biadolić :) Teraz strasznie się cieszę z nowości i z miłą chęcią Wam zaprezentuję co w tych wszystkich promocjach udało mi się zdobyć :)


1. Podkład Bourjois Healthy Mix w kolorze 52 Vanilla
2. Podkład Rimmel Wake Me Up w kolorze 103 True Ivory
3. Cień w kremie Maybelline Color Tattoo w kolorze 40 Permanent Taupe


4. Szminka Maybelline Color Whisper w odcieniu 430 Coral Ambition
5. Lovely Gloss Like Gel w kolorze 101 (brzoskwiniowy z drobinkami)
6. Lovely Gloss Like Gel nr 156 (różowo-koralowy bez drobinek)
7. Wibo Celebrity Nails nr 2 My Charming (koralowy z drobinkami)


8. Tusz Maybelline The Rocket (czarny)
9. Lovely Baltic Sand nr 3 (turkusowy, brokatowy)
10. Lovely Baltic Sand nr 9 (chabrowy, brokatowy)
11. Sally Hansen Sky The Limit (niebieski, bez drobinek)

Troszkę się tego nazbierało chociaż nie kupiłam dokładnie tego co miałam w planach (min. lakiery Rimmel Pro, ponieważ wszystkie fajne kolory były wykupione). Ale jestem bardzo zadowolona z tego co mam, bo lakiery, cień i szminka mają piękne kolory a podkłady będą mi służyć w najbliższym czasie. Jak tylko przetestuję co nieco z tych kosmetyków to z pewnością dodam ich recenzję. A jak tam Wasze zakupy?? Udało Wam się dostać to czego szukałyście???
Buziaki :)

niedziela, 4 maja 2014

NA CO "RZUCIĆ OKIEM" PODCZAS PROMOCJI NA PRODUKTY DO UST I PAZNOKCI :)

Hej :) Dziś krótki post o kilku produktach, które u mnie się sprawdziły i na które warto zwrócić uwagę podczas promocji -49% na produkty do ust i paznokci w Rossmannie (która zaczyna się jutro!). Nie robiłam tego typu postów w czasie promocji na podkłady oraz produkty do oczu, ponieważ są to rzeczy, które zdecydowanie wymagają indywidualnego dobrania i są zależne od różnych upodobań. Natomiast przy lakierach i szminkach często możemy bardziej sobie poszaleć i skusić się na test nowych marek czy uzupełnienie kosmetyczki w nowe kolorki. Oto więc kilka produktów, które są warte obejrzenia podczas pobytu w Rossmannie (o ile uda Wam się dopchać do jakiejś szafy i spokojnie coś pooglądać) :)


1. RIMMEL 60 SECONDS
Jedne z moich ulubionych lakierów. Maja bardzo wygodny i szeroki pędzelek, dzięki czemu aplikacja jest szybka. W miarę szybko schną i przyzwoicie się utrzymyją. Bez promocji kosztują około 14,99 zł.


2. LOVELY CLASSIC
Nie są to może najlepsze lakiery na świecie, ale osobiście bardzo je lubię. Dwie warstwy dają pełne krycie, utrzymują się około 2-3 dni i mają wygodny pędzelek. Są również bardzo tanie, ponieważ bez promocji kosztują około 5,99 zł a ich ogromnym atutem jest wielka paleta kolorów i wykończeń.

3. RIMMEL LASTING FINISH
Ta seria Rimmel nie ma już tak szerokiego pędzelka jak ta 60 seconds, ale z kolei moim zdaniem jeszcze lepiej utrzymuje się na paznokciach i aplikacja jest przyjemniejsza (bo lakier nie jest taki gęsty). Bardzo fajny produkt. Bez promocji około 14,99 zł.

4. LOVELY BLINK BLINK
Uroczy top coat z drobinkami. Na paznokciach wygląda pięknie w połączeniu z ciemnym lakierem pod spodem, ponieważ drobinek jest sporo, ale są one różnokolorowe, opalizujące i w wielu rozmiarach. Żałuję, że mam tylko ten jeden (na razie :) Bez promocji kosztuje około 6,99 zł.


5. MANHATTAN COLOUR LOOP
Świetny błyszczyk i śmiało mogę powiedzieć, że jeden z moich najbardziej ulubionych :) Pięknie pachnie, ładnie wygładza usta, nadaje piękny i delikatny kolorek (mój odcień to Red Passion). Jego recenzję znajdziecie tutaj:
http://glossyyygirl.blogspot.com/2014/02/pyszny-manhattan-colour-loop.html


6. MAYBELLINE HYDRA EXTREME
Jest to moja najulubieńsza pomadka ever :) Nawilża i wygładza usta jakby była balsamem a nie kolorową szminką. Jest przy tym bardzo ładnie napigmentowana, ma fajne opakowanie i idealnie się rozprowadza. Nie jest to pomadka długotrwała więc nie liczcie na cuda, ale jej aplikacja jest na tyle przyjemna, że chętnie ją ponawiam. Bez promocji kosztuje około 18,99 zł, a jej recenzję znajdziecie tutaj:
http://glossyyygirl.blogspot.com/2014/04/pomadka-maybelline-hydra-extreme.html

To już wszystko co miałam do zaprezentowania. Z miłą chęcią poczytam co macie zamiar zakupić, na co polujecie i co chcecie przetestować więc piszcie śmiało. Ja dodam jeszcze, że chciałabym wreszcie spróbować lakierów z serii Rimmel PRO, bo bardzo podobają mi się kolory i jestem ciekawa innych pomadek z Maybelline, bo żadnych poza tą od nich nie miałam :)

Życzę udanych łowów i pozdrawiam :)