sobota, 1 marca 2014

ULUBIEŃCY LUTEGO - MAKIJAŻ


Hej :) Na szczęście ten okropny (przynajmniej dla mnie) luty już się skończył i mimo całego ohydztwa jakie ze sobą niósł udało mi się wychwycić w nim parę kosmetyków, które zostaną ze mną na dłuższy czas :) Dziś napiszę o nowinkach makijażowych, ponieważ akurat te produkty wywarły na mnie naprawdę duże wrażenie i są zdecydowanie godne polecenia. Na kolejną część sagi ulubieńców, czyli kosmetyki do pielęgnacji oraz oczywiście lakiery do paznokci zapraszam w najbliższych dniach, a teraz przystąpię już do prezentacji moich makijażowych hitów miesiąca :)

1. PODKŁAD BOURJOIS 123 PERFECT


O tym podkładzie pisałam już tyle razy, że aż mi głupio pokazywać go ponownie, ale byłabym nierzetelna gdybym nie zaprezentowała mojego hitu ostatnich miesięcy właśnie teraz. Dlaczego? Dlatego, że w ciągu ostatnich miesięcy zdradzałam mój Bourjois niejednokrotnie z wieloma innymi produktami - min. Revlon, AA, Miss Sporty, Maybelline - i zawsze, ale to zawsze jak "córka marnotrawna" wracałam pokornie do mojego ukochanego 123 :) Jest on dla mnie niezawodny, ma idealny dla mnie kolor (52 Vanilla), świetne i wygodne opakowanie, a przy tym zapewnia świeży wygląd buzi przez cały dzień, delikatny i ładny a nie tępy mat i pięknie wyrównany koloryt. W porównaniu do wszystkich dotychczasowych dla mnie jest dalej bezkonkurencyjny :)Więcej na jego temat w mojej recenzji:

2. BRONZER HONOLULU BY W7


Ten produkt dostałam w styczniu na urodziny od mojej kochanej Asieńki, którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam :) Nie miałam jednak wtedy za wiele czasu, żeby się z tym kosmetykiem bliżej zaprzyjaźnić i tak właściwie to zaczęłam go używać dopiero w lutym. I co? I muszę przyznać, że to naprawdę fantastyczny produkt! Trochę się obawiałam o kolor, ponieważ ten bronzer jest dość ciemny, ale tak pięknie się rozciera, że można go idealnie dopasować do karnacji (tylko nie ma co szaleć z ilością :) Jest idealnie matowy, nie wpada w ceglastą tonację - jest więc idealny do konturowania i mi (przy mojej lekko pucołowatej buźce) sprawdził się do tego idealnie. Do tego ma świetne i bardzo wygodne opakowanie i jest porównywalny z Hoolą z Benefitu. W dodatku jest tani jak barszcz, co przy tej jakości jest wręcz szokujące :) Jedynie mam zastrzeżenia co do załączonego pędzelka, który mi nie odpowiada - wolę trochę większy i skośny, ale i tak polecam ten bronzer gorąco :)

3. RÓŻ SYPKI N.Y.C SMOOTH MINERAL


O tym różu już kiedyś Wam wspominałam - dostałam od koleżanki mały zapasik i bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ mimo tego, że mam kilka naprawdę fajnych różów to do tego wracam bardzo chętnie i wiem, że mnie nie zawiedzie :) Nie mam pojęcia gdzie i za ile można go kupić, bo mam jeszcze go sporo, ale jeśli macie do niego dostęp to koniecznie spróbujcie. Produkt jest mineralny, sypki, w opakowaniu z siteczkiem i pędzelkiem (też zbyt małym jak dla mnie). Wysypuję go odrobinę na pokrywkę, maczam pędzelek (skośny), otrzepuję z nadmiaru i nakładam. Pigmentacja różu jest idealna - dosyć intensywna, ale rozcieranie jest niesamowite i nie można zrobić sobie krzywdy. Do tego sam róż jest tak drobniutko zmielony i miałki, że rozprowadza się idealnie. Bardzo długo się trzyma, nie schodzi jakimiś esami-floresami i pięknie podkreśla policzki. Mój jest w kolorze 640A Tender Pink. Supeeer :)

4. CATRICE ULTIMATE COLOUR 


Zakochałam się w kolorze tej szminki i to on jest moim totalnym ulubieńcem lutego - miałam go na ustach praktycznie codziennie :) Jest to różowy, ale z nutą oranżu i koralu przez co zdecydowanie pasuje ciepłym typom urody takim jak ja :) Dla mnie taki kolor to nowość, bo zazwyczaj w drogeriach decydowałam się na jakieś blade róże lub inne zgaszone barwy. Ten kolor zamówiłam przez Internet (za 16,99 zł) gdzie wydawał się również bardziej stonowany i troszkę mnie zaskoczył w pierwszej chwili. Gdy jednak nałożyłam go na usta to od razu mi się spodobał. Ożywia moją twarz, podkreśla zieleń oczu i nadaje bardziej młodzieńczego looku całej stylizacji. Sama pomadka również jest świetna - matowa, długo się utrzymuje. Wydaje mi się jednak, że jeszcze lepiej mi się sprawdzi latem, ponieważ teraz muszę na nią nakładać troszkę błyszczyku lub balsamu żeby nawilżyć usta. No i zapomniałam wspomnieć, że mój kolor to nr 250 Matt About Pink :)

5. KREDKA AUTOMATIC LINER WIBO


Jak dla mnie rewelacyjna czarna kredka za małe pieniądze. Kosztuje raptem 8 zł w Rossmannie a wystarcza na strasznie długo. Przy tym jest miękka "w sam raz", utrzymuje się na górnej powiece cały dzień, nie kruszy, nie rozmazuje i łatwo schodzi wieczorem. Czegóż chcieć więcej? Dla mnie jest świetnym rozwiązaniem na co dzień gdy chcę mieć bardziej naturalny look (bez mega czerni zrobionej żelowym eyelinerem). Sprawdza się świetnie i polecam ją gorąco :)

6. ROZŚWIETLACZ


Nigdy wcześniej nie używałam rozświetlacza. Moja skóra zawsze wyglądała "jako tako" sama i nie miałam potrzeby sięgać po jakieś wspomagacze. Natomiast teraz, u schyłku zimy, moja cera przybrała już tak blady, szary i ziemisty odcień, że nie mogłam na nią patrzeć :) Zdecydowałam, że czas wypróbować patent z rozświetlaczem, natomiast kompletnie nie wiedziałam jaki wybrać i który dla mnie będzie dobry. Na wielu blogach i forach wyczytałam, że w tym celu można użyć zwykłego, szampańskiego cienia do powiek i sprawdzi się równie dobrze. Ja akurat miałam taki cień - piękny, delikatnie połyskujący, w odcieniu Champagne z firmy Accessorize. Nie używałam go do powiek, bo jakoś nie pasował mi nigdy za bardzo więc był idealny do przetestowania go na buzi :) Sprawdził się świetnie - nie daje koloru tylko delikatną, mieniącą się taflę połysku, który nie rzuca się w oczy ale pięknie rozświetla twarz. Udało mi się więc bez wydatków znaleźć dla siebie świetny produkt, który bez celu przeleżał wcześniej kilka miesięcy w kosmetyczce. Jeśli macie takie cienie sprawdźcie koniecznie ich efekt na buzi, bo może Was zaskoczyć tak jak i mnie :)


A jacy są Wasi ulubieńcy? Odkryłyście coś ciekawego w lutym ?? Czekam z niecierpliwością na linki do Waszych blogów i informacje o Waszych najlepszych produktach miesiąca.
Pozdrowionka :)

4 komentarze:

  1. Zgadzam się co do Honolulu tani i dobry ;) co do rozświetlaczy to na razie sobie daruję, mam Lou Manizer z którym się zaprzyjaźniam i podejrzewam, że szybciej straci termin ważności niż go zużyję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zazdroszczę Mary Lou :) Słyszałam, że jest nieziemski i z chęcią sama bym go kupiła ale na razie zużywam to co jest do dyspozycji w mojej kosmetyczce. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Poluję na Honolulu :-) i szukam jakieś różu do policzków.
    Ładny kolor tej pomadki :) mam podobną z essence.
    Pozdrawiam :-D
    Fajni ulubieńcy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście Honolulu to taniocha i na pewno szybko znajdziesz. Ja rozważam róże ze Sleeka, ale nie mogę się zdecydować na kolor. Ten, który mi się podoba (Flamingo) wydaje się bardzo mocny. Pozdrowionka

      Usuń

Dziękuję za komentarze, inspiracje i pomysły :)