Etykiety

niedziela, 30 marca 2014

ULUBIEŃCY MARCA - KOLORÓWKA


Hej :) Słoneczny marzec dobiega już końca i piękna wiosna rozkwita na dobre. A gdy miesiąc się kończy to jest to dobry czas na podsumowanie tego, co w nim było najlepsze. Zapraszam więc na ulubieńców marca, czyli prezentację tych kosmetyków, po które w tym miesiącu najchętniej sięgałam.


1. SLEEK AU NATUREL PALETTE
Na co dzień raczej nie używam cieni do powiek, ponieważ nie mam rano za wiele czasu, żeby je porządnie nałożyć, a malowanie byle jak odpada. Ale w ciepłe, słoneczne dni chciałam co nieco rozświetlić spojrzenie i z pomocą przyszła mi moja paletka ze Sleek'a (601 Au Naturel). Zawiera ona świetnie dobraną kombinację cieni matowych i błyszczących zarówno w ciepłej jak i zimnej tonacji, dzięki czemu można fajnie i szybko uzyskać ładny efekt na powiece. Same cienie są dobrze napigmentowane, długo się utrzymują, paletka jest wytrzymała i ma duże lusterko. Kosztuje około 35 zł i jest dostępna przez Internet.


2. BOURJOIS HEALTHY MIX
Mój drugi najulubieńszy podkład ever :) Używam go od kilku już lat i ciągle i niezmiennie kupuję nowe opakowania jak tylko mi się skończy. Ta buteleczka już mi się kończy i Bourjois zrobiło mi psikusa, bo wypuściło teraz ten podkład w nowej wersji i zastanawiam się czy aby nie zmienili również formuły. Jeśli coś wiecie na ten temat to koniecznie dajcie znać, bo będę chciała go w najbliższym czasie kupić :) A co do tej starej wersji to podkład jest delikatnie rozświetlający (bez drobinek), idealnie stapiający się ze skórą i wyrównujący koloryt bez zbyt mocnego krycia. Ja mam kolor 53 Light Beige, bo taki został mi jeszcze z lata, ale zdecydowanie teraz wrócę do mojego 52 Vanilla, który jest do mnie lepiej dopasowany. Kosztuje około 60 zł i jest wart tej ceny :)


3. MANHATTAN COLOUR LOOP LIPGLOSS
Po prostu uwielbiam ten błyszczyk... Kosztował kilka złotych (chyba 7,99 zł), a jest niesamowity. Ma bardzo estetyczne opakowanie, pięknie (cukierkowo) pachnie a na usta działa jak balsam. Po jego użyciu wygładzone są nierówności na ustach, wyglądają one na bardzo zadbane i soczyste ;) Przy okazji uzyskujemy również pół-transparentny kolor. Ja mam odcień 45B Red Passion, który nadaje ustom lekko czerwono-różowe zabarwienie i usta wyglądają po prostu zdrowo :) Świetnie sprawdza się też na matowych pomadkach, bo ładnie nawilża. Jego recenzję znajdziecie tutaj:


4. EVELINE EXTENSION VOLUME 4D
W dalszym ciągu jest to moja ulubiona maskara i służy mi bardzo dobrze. Precyzyjnie rozdziela rzęsy, ładnie wydłuża i lekko pogrubia. Super :) Jego większą recenzję znajdziecie tutaj:


5. EVELINE MINI MAX NR 686
Mój zdecydowany hit miesiąca, który gościł na moich paznokciach prawie codziennie (mimo tego, że zazwyczaj kolory szybko mi się nudzą i często je zmieniam). Ten odcień na paznokciach to intensywny czerwono-oranżowy kolor, który widać z daleka. Jak dla mnie idealny na teraz, gdy zaczyna się wiosna i chcemy żywych barw i świeżych kolorów. Sam lakier również jest bardzo dobry, bo już jedna warstwa daje pełne krycie i szybko schnie. Na paznokciach przez około 3 dni trzyma się bez zarzutu. Nie wiem ile kosztuje i gdzie go kupić, bo dostałam go na urodziny, ale polecam gorąco :)

To już wszyscy ulubieńcy wśród kosmetyków kolorowych, a w najbliższych dniach zapraszam na ulubieńców wśród kosmetyków pielęgnacyjnych. Jeśli wiecie co i jak z tą nową wersją podkładu Healthy Mix to napiszcie mi koniecznie :) A poza tym to oczywiście bardzo chętnie zapoznam się z waszymi ulubieńcami, na których czekam z niecierpliwością! :)
Buziaki!

piątek, 28 marca 2014

TAG: 7 URODOWYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH :)



Hej :) Dziś luźny post, czyli TAG, który wypatrzyłam na kilku kanałach na YouTube. Jak pewnie wiecie bardzo lubię oglądać filmiki i czytać posty na blogach właśnie gdy są tagi, bo nie jest to już jakaś tam bablanina o konkretnym kosmetyku tylko zazwyczaj dotyczy ich więcej i to w postaci różnych śmiesznych lub dziwnych, ale interesujących pytań. Dziś sama robię kolejny już TAG (tym razem 7 urodowych grzechów głównych, który odrobinę zmodyfikowałam) i Was zachęcam do odpowiadania na pytania razem ze mną :)

1. CHCIWOŚĆ
Najdroższy kosmetyk jaki kupiłaś i najtańszy jaki posiadasz?

Najdroższymi kosmetykami jakie kupiłam sobie sama to zdecydowanie perfumy. Zapachy, które lubię najbardziej to zdecydowanie te pochodzące od Lancome, bo są delikatne, kobiece i intrygujące. Niestety nie posiadam żadnych w tym momencie nad czym ubolewam :) Najdroższy kosmetyk jaki aktualnie posiadam to sprezentowany mi przez mamę puder prasowany Guerlain Meteorites Voyage, który kosztuje około 600 zł (i nie wiem czy jest tego wart:). Natomiast najtańszymi produktami jakie posiadam i regularnie z nich korzystam to chyba produkty z Be Beauty (Biedronka) - żele do mycia buzi, płyn micelarny, żel do higieny intymnej. Kosztują grosze, a są bardzo dobre.


2. GNIEW
Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz?

Nienawidzę takich kosmetyków, za które płacimy, a potem okazuje się że robią nam więcej krzywdy niż to wszystko warte. Firmy inwestują w marketing, a nie w jakość produktów i wypuszczają na rynek buble z ładnym opakowaniem. Ja dotychczas wielokrotnie miałam wątpliwą przyjemność naciąć się na takie specyfiki i zawsze wzbudzało to we mnie gniew, bo zmarnowałam pieniądze i musiałam naprawiać przykre skutki stosowania jakiegoś dziadostwa :) U mnie akurat tego typu produktami były, np. szampony Syoss, olejek do włosów i płyn micelarny z Eveline, podkład z Rimmela (Renew&Lift) i sporo innych. 
Natomiast kosmetyki, które uwielbiam to te, które kosztują zaskakująco mało a działają świetnie. Są to, np. produkty z Biedronki czy Ziaji lub Biovax do włosów. Lubię również takie kosmetyki, w które trzeba zainwestować więcej pieniędzy, ale są tego warte, bo po każdym zastosowaniu czujemy, że to jest to :) Tu przykładem są dla mnie podkłady z Bourjois (które nigdy mnie nie zawiodły), szminka z Chanel (klasa sama w sobie) czy właśnie perfumy Lancome.


3. OBŻARSTWO
Jakie produkty kosmetyczne są według Ciebie najpyszniejsze? 

Tutaj również będą to perfumy. Uwielbiam ten moment gdy wybieram rano zapach i czuję jak mnie on otula i towarzyszy mi przez większość dnia. A gdy w jakiś dzień wydarzy się coś szczególnego, to później już zawsze dane wydarzenie kojarzy mi się właśnie z tym zapachem, który miałam na sobie :) To, czy jakiś kosmetyk jest dla mnie "pyszny" głównie wiąże się z zapachem i lubię również piękny zapach szampony z Alterry (Morela i Pszenica) oraz maski do włosów z Biovax (Keratyna lub Oleje), bo świetnie umilają prysznic.


4. LENISTWO
Jakich kosmetyków nie używasz z lenistwa?

Zdecydowanie są to płyny micelarne. Używam ich wtedy gdy naprawdę muszę, bo mam wodoodporny eyeliner lub tusz, ale na co dzień nie chce mi się bawić z wacikami. Wolę moje ukochane chusteczki z Huggies i żel do mycia buzi z Biedronki. Czasami również wybitnie nie chce mi się użyć balsamu do ciała, dlatego uważam, żeby żel pod prysznic nie był wysuszający.


5. DUMA
Które kosmetyki dają Ci najwięcej pewności siebie?

U mnie są to zdecydowanie podkłady, ponieważ mam tendencję do naczynek i zaczerwienień. Dobry podkład, który nie jest zbyt kryjący pomaga mi ujednolicić koloryt cery dzięki czemu to oczy i usta mogą być na pierwszym planie. Bo co z tego, że mamy piękną szminkę lub boski cień skoro widać jakieś nieestetyczne czerwone plamki... Dla mnie cera to priorytet i delikatny podkład to jest to, co w makijażu lubię najbardziej :)


6. POŻĄDANIE
Jakich kosmetyków chciałabyś spróbować i jakie pragniesz mieć ??

Gdybym miała określić jeden kosmetyk, którego chciałabym spróbować najbardziej, to zdecydowanie byłby to kultowy bronzer z Chanel :) A gdybym mogła chcieć więcej to zdecydowanie byłyby to pozostałe kosmetyki tej marki :) Dlaczego? Za pięknie, klasyczne opakowania, za jakość, za idealne gamy kolorystyczne i oczywiście za trwałość i skuteczność. Nie wiem jak jest w przypadku wszystkich kosmetyków, ale te z którymi miałam styczność rewelacyjnie pachniała. Tak więc mam nadzieję, że będzie mi kiedyś dane zaznać więcej :)

7. ZAZDROŚĆ
Jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?

Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że WSZYSTKIE kosmetyki lubię dostawać w prezencie :) Gdybym musiała sprecyzować, to najbardziej cieszyłabym się chyba z perfum, szminek i lakierów do paznokci. Ale moi najbliżsi i tak najlepiej wiedzą z czego się ucieszę i ich prezenty są zawsze trafione i najwspanialsze - szkoda tylko, że okazji tak mało :) :) :)


To już wszystkie moje odpowiedzi i mam nadzieję, że TAG się Wam spodobał na tyle, że same zrealizujecie swoją wersję. Nie będę nikogo tagować, ale zachęcam do pozostawiania linków do swoich tagów i blogów, bo bardzo lubię się z nimi zapoznawać :)
Pozdrowionka!

wtorek, 25 marca 2014

PIERWSZY KREM POD OCZY :)


Moje drogie, kupiłam swój pierwszy w życiu krem pod oczy!  Dlaczego? Po prostu naoglądałam się i naczytałam, że od 25 życia to już nic tylko siedzieć i płakać, bo zmarszczki depczą nam po piętach :) :) :) Mimo tego, że wydawało mi się to strasznie zabawne, to jednak zaczęłam się baczniej przyglądać mojej cerze. W przypadku pielęgnacji twarzy nie miałam sobie nic do zarzucenia, ale jednak okolice oczu konsekwentnie dotychczas olewałam, co przyczyniło się do wyrzutów sumienia, że jak tak dalej pójdzie to będę stara, brzydka i pomarszczona :) Będąc dziś w Rossmannie, przypomniałam sobie, żeby zerknąć na kremy pod oczy i wybrałam ten właśnie:
Rival de Loop Regeneration


Dlaczego akurat ten? Wpadł mi w ręce, ponieważ nie chciałam na pierwszy krem wydawać dużo pieniędzy, ponieważ tak naprawdę nie wiem czego moja skóra wokół oczu potrzebuje i czego od takiego kremu oczekiwać. Ten krem kosztował mnie 6,99 zł za 15 ml, więc myślę że nawet jak się nie sprawdzi to nie będzie mi takiej kwoty bardzo szkoda. Poza tym, krem ten nie ma z założenia żadnego silnego działania przeciwzmarszczkowego, czego chciałam jeszcze uniknąć i postawić raczej na odżywienie. Jego skład wydaje się bardzo korzystny (min. witamina E, olej z pestek winogron, komórki z dyni, olej sojowy itp).

Liczę więc na to, że jak na pierwszy krem to działanie będzie sprzyjające i opóźni lekko stan starczego pomarszczenia i zapewni spokój ducha, że wreszcie używam kremu :) Jak tylko zauważę jakieś efekty to oczywiście zrobię recenzję tego produktu, a tymczasem liczę na Wasze opinie na temat tego kosmetyku - jeśli go znacie to piszcie śmiało jak się u Was sprawdził :)
Buziaki :)

PYSZNA DOMOWA LAZANIA :)


Hej :) Dziś przepis na coś naprawdę pysznego i poprawiającego humor, czyli lazania :) Zawsze robię ją w ten sam sposób i wychodzi super, więc polecam Wam wypróbowanie go w domu. Mimo, że lista składników i etapów jest długa, całe jej przygotowanie zajmuje około 40 minut, a kolejne 40 minut lazania jest w piekarniku, więc w sumie nie zabiera to więcej czasu niż typowy obiad. Jeśli lubicie takie smaki to zapraszam do przyrządzania :)

DOMOWA LAZANIA
* 9 płatów makaronu lasagne
* 4 łyżki masła
* 4 łyżki mąki
* 3 szklanki mleka
* Gałka muszkatołowa (tarta lub mielona)
* Sól, pieprz, olej
* 0,5 kg mięsa mielonego (u mnie łopatka)
* 3-4 ząbki czosnku
* Duża cebula
* 2 świeże pomidory lub 1 puszka całych pomidorów
* 0,5 passaty 
(włoski przecier w kartoniku lub butelce, dostępny wszędzie za ok 4 zł)
* 3 kulki mozzarelli
* Suszona bazylia i zioła prowansalskie

W pierwszej kolejności musimy naszykować sobie naczynie, w którym będziemy piec naszą lazanię. U mnie jest to prostokątne, szklane naczynie żaroodporne o wymiarach ok. 22x28x9 cm i sprawdza się idealnie na taką porcję składników. Warto również nastawić piekarnik, żeby się nagrzał w międzyczasie (termoobieg, 180 stopni)

SOS BESZAMELOWY
PRZYGOTOWUJEMY SOS BESZAMELOWY
4 łyżki masła roztapiamy na małym ogniu w średnim rondelku (1,5 - 2 litrowym). Następnie dodajemy 4 łyżki mąki i smażymy na lekko złoty kolor po czym wlewamy do tego 3 szklanki mleka. Wszystko ciągle mieszamy dotąd, aż sos się zagotuje i zgęstnieje. Pod sam koniec dodajemy do sosu małą szczyptę soli, małą szczyptę pieprzu czarnego i sporą szczyptę gałki muszkatołowej. Wszystko mieszamy i odstawiamy.

SOS POMIDOROWY
PRZYGOTOWUJEMY SOS POMIDOROWY
Na początku szykujemy warzywa: obieramy i kroimy w kosteczkę cebulę, czosnek przeciskamy przez praskę, a pomidory obieramy ze skórki i kroimy w kostkę (pomidory z puszki tylko kroimy, sok wylewamy). W większym garnku (mniej więcej 3 litrowym) rozgrzewamy niewielką porcję oleju i wrzucamy mięso mielone. Solimy je sporą szczyptą soli i chwilę smażymy, aż stanie się sypkie (około 5 minut). Dorzucamy do niego naszykowane warzywa, czyli cebulę, czosnek i pomidory i wlewamy do tego naszą passatę pomidorową. Tak przygotowany sos gotujemy czasami mieszając około 15 minut i pod koniec doprawiamy solą i pieprzem oraz dodajemy szczyptę suszonej bazylii i ziół prowansalskich. Odstawiamy.


SZYKUJEMY INNE SKŁADNIKI
Gdy dwa sosy są już gotowe to pozostaje nam pokroić kulki mozzarelli w plasterki. Wszystkie składniki (makaron, sosy, suszoną bazylię i mozzarellę) kładziemy w jednym miejscu i zabieramy się za układanie warstw lazanii. Kolejność w naczyniu wygląda następująco (od dołu idą trzy płaty makaronu, potem sos pomidorowy, posypujemy odrobią bazylii, kładziemy cienką warstwę beszamelu i plasterki mozzarelli i potem od nowa - u mnie wychodzą trzy takie poziomy):


Tak przygotowaną lazanię wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni (w termoobiegu) i zapiekamy przez 40 minut. Gotowa lazania powinna mieć zrumienioną mozzarellę na wierzchu i po tym czasie na pewno będzie gotowa. 

Smacznego :)

poniedziałek, 24 marca 2014

ALTERRA MORELA I PSZENICA, CZYLI SZAMPON W ZGODZIE Z NATURĄ :)


Hej :) Dziś wreszcie mogę Wam napisać jak się sprawdza u mnie mój pierwszy szampon z Alterry. Kupiłam go jakiś czas temu dlatego, że chciałam zmienić kosmetyki pielęgnacyjne (zarówno te do włosów jak i do ciała i twarzy) na bardziej naturalne i bogate w olejki i ekstrakty pochodzące z natury. Byłam ciekawa czy taka zmiana i ograniczenie chemikaliów rzeczywiście wpłynie korzystnie na mnie, czy też nie będę zachwycona. Na zbiorczą opinię jeszcze za wcześnie, ale o szamponie jak najbardziej mogę już się wypowiedzieć :)

Nie wiedziałam, który szampon Alterra wybrać, ponieważ jest ich dosyć dużo, a o wszystkich słyszałam pozytywne opinie. Zdecydowałam się na Szampon nadający połysk Morela i Pszenica, ponieważ akurat połysku moim włosom brakuje najbardziej, łatwo więc ocenić efekt.  Jest on przeznaczony do włosów pozbawionych blasku i łamliwych czyli dla mnie jak znalazł :D Opakowanie jest zwykłą plastikową buteleczką i zawiera 200 ml szamponu za co płacimy około 9,99 zł w Rossmannie. 


CO CIEKAWEGO MA W SKŁADZIE?
* woda zdemineralizowana
* związki powierzchniowo czynne z kokosa
* cukrowe związki powierzchniowo czynne
* gliceryna roślinna
* ekstrakt z moreli, pszenicy i winogron (z kontrolowanej biologicznie uprawy)
* olejek monoi-tiare
* olej kokosowy
* witamina E
* mieszanina olejków eterycznych

CZEGO W SKŁADZIE NIE ZNAJDZIEMY?
* syntetycznych barwników
* sztucznych substancji zapachowych i konserwujących
* silikonów
* parafiny, zw. olejów mineralnych
* substancji pochodzenia zwierzęcego (vegan!)

Muszę przyznać, że ten szampon bardzo mi się spodobał już od pierwszego użycia. Bałam się, że przez brak chemicznych ulepszaczy moje włosy będą się plątać i będą szorstkie natomiast tutaj nic takiego nie ma! Włosy, dzięki temu, że szampon nie ma silikonów, są bardzo dobrze i dogłębnie umyte. Poza tym ślicznie pachną, nie plączą się i mają naprawdę widoczny zdrowy połysk (nie jakiś spektakularny - raczej bardzo naturalny). Konsystencja jest gęsta i szampon dość dobrze się pieni (jak na kosmetyk tak naturalny) i mycie nim włosów to prawdziwa przyjemność i dla włosów i dla nosa :) Opakowanie jest praktyczne i nieduże, więc możemy częściej go zmieniać i się nam nie znudzi (też nie lubicie gdy szampon ma gigantyczną pojemność i już nie możecie się doczekać, żeby się wreszcie skończył??? :) Oto więc zebrane zalety i wady jakie zauważyłam podczas używania.


ZALETY
* Pięknie, cudownie pachnie naturalnymi ekstraktami
(zapach jest owocowy i bardzo przyjemny)
* Zapach długo się utrzymuje na włosach
* Gęsta, żelowa konsystencja
* Rewelacyjny skład
* Niska cena jak za tak naturalny produkt
* Dostępność
* Nie zawiera silikonu
* Dogłębnie oczyszcza włosy
* Zostawia zdrowy, naturalny blask
* Nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego
* Nie zawiera parafiny itp. dzięki czemu nie obciąża włosów i skóry głowy
* Praktyczne, plastikowe opakowanie
* Niewielka pojemność, dzieki czemu się nie nudzi :)

WADY
* Zdecydowanie wydajność
(trzeba nałożyć go więcej niż typowego szamponu z drogerii i 
zużycie jest wyraźnie widoczne już po kilku myciach)
* Mniej się pieni niż typowe szampony
(ale i tak naprawdę nieźle jak na tak naturalny kosmetyk)

Podsumowując, nie żałuję, że po wielu opiniach na różnych blogach zdecydowałam się na zakup tego szamponu i myślę, że zostanie już ze mną na długo :) Za tak niską cenę tak świetny szampon rzadko się zdarza a naturalny skład i zapach powalają na kolana więc strasznie się cieszę, że go mam. Kolejnym razem wezmę sobie inną wersję i jeśli rzeczywiście wszystkie są tak dobre jak ten to na pewno szybko mi się ta seria nie znudzi. A jak Wasze doświadczenia z szamponami Alterra ? 
Pozdrowionka :)

sobota, 22 marca 2014

PUR BLANCA ELEGANCE - OBIEKT ZAZDROŚCI WRESZCIE MÓJ :)


Hej :) Właśnie siedzę z Biovaxem na włosach, więc mam sporo czasu na dodanie nowego posta :) Dziś będzie o zapachu, który ostatnio zawrócił mi w głowie i którym nie mogę się nasycić... Jak napisałam w tytule był on moim obiektem zazdrości od czasu, gdy powąchałam go u mojej teściowej. Nie mogę uwierzyć jak to się stało, że ja - miłośniczka zapachów Avon - nie odkryłam go wcześniej, bo jest naprawdę niesamowity i koniecznie musiałam go zdobyć :) Dziś nareszcie jest już mój i mogę go sobie wąchać do upadłego i opisać go Wam :)

Jest to kolejny zapach Pur Blanca, tym razem w wersji granatowej Elegance. Jej główne nuty zapachowe to dzikie jagody, jaśmin i białe piżmo. Buteleczka ma identyczny kształt jak inne wody toaletowe z tej serii, ma natomiast granatową zatyczkę i delikatny, granatowy nadruk na flakoniku. Ma on 50 ml i kosztuje około 30-40 złotych.


Wszystkie zapachy Pur Blanca łączy zdecydowanie to, że są niesamowicie kobiece oraz uniwersalne (nadają się zarówno na ciepły letni dzień jak i wielkie, wieczorowe wyjście). Jednak na tym podobieństwa się moim zdaniem kończą, ponieważ klasyczna Pur Blanca (biała) jest zapachem świeżym i kwiatowym (używam jej niezmiennie od kilku ładnych lat), Pur Blanca Blush (różowa) jest słodka i kwiatowa (i mi akurat podoba się najmniej). Natomiast granatowa Pur Blanca Elegance  to już zapach zdecydowanie bardziej intensywny, zdecydowanie słodszy i cięższy.


Po pierwszym pryśnięciu trzeba sekundkę poczekać, żeby alkohol się ulotnił a zapach rozwinął. Wyraźnie w nim czuć nuty piżmowe, jaśmin i lekko waniliowe akordy. Zapach jest ciepły, otulający i bardzo kobiecy. Kojarzy mi się z kobietą około trzydziestki, która jest już w pełni świadoma swoich atutów i lubi emanować pięknym zapachem, który kojarzy się z czymś ciepłym i miłym a jednocześnie niesamowicie pociąga :) 

Bardzo się ciesze, że go wreszcie mam i z pewnością będę z niego często korzystać (choć pewnie nie tak często jak z wersji białej, która jest trochę lżejsza). Jeśli będziecie miały możliwość to koniecznie powąchajcie, bo jest to moim zdaniem naprawdę niebanalny i po prostu uroczy zapach. Trwałość również przyzwoita jak na tak niską cenę więc nic tylko próbować :) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu równie mocno jak mnie.
Buziaki :)

piątek, 21 marca 2014

SURÓWKA Z BIAŁEJ KAPUSTY I MARCHEWKI


Hej :) Dziś pora na nowy przepis i tym razem będzie to rewelacyjna surówka z białej kapusty. Do zrobienia jej właśnie w taki sposób nakłonił mnie przepis na blogu "Domowa Kuchnia Aniki", który znajdziecie pod tym linkiem:
Bardzo serdecznie Wam tego bloga polecam, natomiast wracając do przepisu - surówka wychodzi pyszna. Standardowo kilka rzeczy zrobiłam inaczej, ale tak czy siak efekt jest świetny i warto spróbować. Zapraszam więc Was do przyrządzania surówki :)


SURÓWKA Z BIAŁEJ KAPUSTY I MARCHEWKI
* 3/4 główki średniej kapusty białej
* 3-4 marchewki (zależy jakie duże)
* 1-2 ząbki czosnku
* 1/4 szklanki octu spirytusowego
(w oryginalnym przepisie jest ocet winny a ja dałam zwykły, bo innego nie miałam)
* 1/2 szklanki oleju
* 1/2 szklanki cukru
* Łyżeczka soli


Surówkę najlepiej przygotować troszkę wcześnie, np rano żeby zdążyła do obiadu się "przegryźć" :)
Zaczynamy od poszatkowania kapusty, którą następnie przekładamy na sito i dokładnie płuczemy. Przekładamy do miski (wybierzcie taką, która zniesie ciepło). następnie marchewkę myjemy, obieramy i ścieramy na tarce jarzynowej. Mieszamy ją razem z kapustą w misce.


Teraz szykujemy zalewę. Do małego rondelka wlewamy olej, ocet, wsypujemy cukier i sól oraz dodajemy czosnek (przeciśnięty przez praskę lub posiekany). Wiem, że pewnie wydaje się wam tego strasznie dużo (szczególnie cukru), ale nie bójcie się - te proporcje są naprawdę świetnie dobrane. Zalewę zagotowujemy ciągle mieszając i gdy wrze polewamy nią kapustę. Gdy wlejemy już całą, musimy pougniatać surówkę - ja użyłam do tego drewnianej łyżki. Odstawiamy surówkę do ostygnięcia, a później wkładamy do lodówki. Przed samym podaniem możemy odcedzić ją z nadmiaru płynu. I gotowe :) 
Smacznego!

czwartek, 20 marca 2014

ZDENKOWANI :)


Hej :) Dzisiaj kilka słów o kosmetykach, które w ostatnim czasie dokonały swojego żywota w mojej łazience i pora się ich definitywnie pozbyć. Nie ma tego wiele, ponieważ kilka rzeczy bezmyślnie wyrzuciłam :) Część z tych rzeczy już zastąpiłam innymi, a do części wróciłam, bo są świetne. Zapraszam więc do denka :)


DOVE WINTER CARE ODŻYWCZY ŻEL POD PRYSZNIC
Zima się skończyła, a wraz z nią zimowy żel pod prysznic. Dostałam go w prezencie od koleżanek w zestawie z kremem do rąk i balsamem do ciała, z których nadal korzystam natomiast żel zużyłam już kilka tygodni temu. Był to bardzo przyjemny produkt, do którego być może wrócę za rok, a teraz używam żelu z Babydream.
Plusy to bardzo gęsta konsystencja, ładny (lekko mydlany i charakterystyczny dla Dove) zapach, nie przesusza skóry, jest wydajny i dobrze myje. Minusem z pewnością jest to, że przy tak gęstej konsystencji ciężko go wydobyć z opakowania. Z pewnością warto spróbować.

GLISS KUR ODŻYWKA DO WŁOSÓW FARBOWANYCH
Bardzo dobra odżywka do włosów zniszczonych i suchych. Dobrze wygładza włosy, sprawia, że świetnie się rozczesują i są miękkie. Większość odżywek z Gliss Kur bardzo lubię i dobrze wpływają na moje puszące się włosy. Zapach ma średni, kremowy i gęstą konsystencję. Z pewnością nie polecam jej osobom o cienkich lub przetłuszczających się włosach, bo będzie dla nich zbyt bogata. Natomiast przy włosach wymagających stałego i mocnego odżywienia będzie super. Teraz zastąpiłam ją odżywką z Ultra Doux i maskami z Biovax, ale pewnie do niej wrócę (albo do innej tej marki).

ZIAJA 30+ KREM NAWILŻAJĄCY Z KWASEM HIALURONOWYM
O tym kremie pisałam już nie raz, więc nie będę się rozwodzić :) Super produkt, dobrze nawilża, idealnie się sprawdza pod makijaż i kosztuje niecałe 10 zł. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niego więc zakupiłam kolejne opakowanie :)


BOURJOIS 123 PERFECT NR 54 BEIGE
Mój ukochany podkład, który posiadałam w trzech odcieniach aktualnie pozostał mi już tylko w dwóch, ponieważ kolor 54 właśnie wykończyłam do reszty. Był to odcień zdecydowanie dla mnie za ciemny(na co dzień używam nr 52), bo samodzielnie sprawdzał się jedynie po urlopie w ciepłych krajach :) Ale i tak go zużyłam do końca, bo ta seria świetnie stapia się ze skórą - wystarczyła kropelka jaśniejszego podkładu i śmiało mogłam do nosić w ciepłe miesiące. Sam w sobie podkład idealny jak dla mnie i polecam go mocno. Recenzję i kolory możecie znaleźć tutaj:


ASTOR BIG&BEAUTIFUL BOOM! MASCARA
 Świetna maskara i bardzo żałuję, że już mi się skończyła :( Ja mam wersję klasyczną (teraz strasznie się w tej serii ich namnożyło) i byłam z niej bardzo zadowolona. Nie wszyscy będą z niej zadowoleni, ponieważ ma ona ogromniastą, wielgachną szczotę (co ja akurat uwielbiam). Bardzo efektownie pogrubiała moje rzęsy i sprawiały wrażenie jakby było ich znacznie więcej. Nie wydłużała jakoś znacząco, ale i tak efekt po jej użyciu był wyraźny. Jeśli lubicie duże szczoty to warto spróbować. Ja aktualnie nie kupuję nowej maskary, bo muszę wykończyć resztę tych, które mam (terminy ważności gonią :) 


BE BEAUTY ZMYWACZ DO PAZNOKCI
Na koniec parę słów o zmywaczy do paznokci z Biedronki. Ja miałam wersję zieloną z olejem kokosowym i gliceryną. Śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z najbardziej beznadziejnych zmywaczy jakie posiadałam ever i jedyny produkt z Biedronki, który jak na razie mi się wcale nie sprawdził. Z trudem go wykończyłam. Co z nim nie tak? Straszliwie przesusza paznokcie i skórę wokół nich i śmierdzi tak, że hej... Poza tym nie wiem jak to zrobił, ale przeraźliwie zaczęły mi się rozdwajać paznokcie (i przestały wtedy gdy wróciłam do mojego ulubionego zmywacza z Isany). Cieszyłam się, że chociaż ma pompkę, ale zacinała się non stop więc w rezultacie nie był to plus. Także u mnie to była porażka i jednak kochana Isana wróciła do łask :) Tego y pewnością nie kupię nigdy więcej, mimo że wiem że u wielu osób się sprawdza bez zarzutu. 

To już wszyscy zdenkowani :) Teraz będę się pilnować, żeby nie wyrzucać opakowań i pokazywać wszystko co przeszło przez moje ręce - zawsze to jedna opinia więcej i łatwiej zdecydować co jest dla nas a co nie. A Wy macie swoje opinie na temat tych produktów?? A może wymieniłyście je na coś lepszego? dajcie znać co u Was nowego i ciekawego :)

Buziaki

wtorek, 18 marca 2014

BIOCHEMIA URODY - PIERWSZE ZAKUPY I PIERWSZE WRAŻENIA :)


Hej dziewczyny :) Dziś chciałabym podzielić się z Wami moim pierwszym wrażeniem z zakupów w sklepie internetowym Biochemia Urody. Jest to bardzo popularna strona, na której można kupić wiele "półproduktów" do samodzielnego przygotowania kosmetyków. Nie stresujcie się - znajomość zaawansowanej chemii nie będzie potrzebna ;) Robiąc zakupy, kupujecie gotowy zestaw, który zgodnie z instrukcją mieszacie i gotowe. Wszystkie niezbędne pojemniczki, mieszadełka itp. dostajecie w zestawie. Pewnie zastanawiacie się, po co utrudniać sobie życie i kupować coś takiego, skoro w sklepach aż wysypują się z półek gotowe kosmetyki? Otóż na stronie Biochemii Urody kosmetyki są w dużym stopniu naturalne, produkty (olejki, hydrolaty itp.) pochodzą często z ekologicznych upraw a w dodatku tego typu produkty mają proste składy i zawierają tylko tyle "chemii" ile trzeba :) 

Wiele rewelacyjnych opinii słyszałam na temat tego typu produktów i zdecydowałam, że sama spróbuję -  w końcu po co płacić ciężkie pieniądze za jakieś serum czy krem, które zawierają śladowe ilości witamin i naturalnych ekstraktów, skoro mogę sobie sama takie coś w banalny sposób wykonać z ekologicznych surowców i to taniej ?? Długo zastanawiałam się co wybrać, bo wiele produktów było bardzo kuszących, ale nie chciałam za bardzo szaleć, żeby się nie okazało, że wydałam pieniądze a tu przyjdą jakieś buble :) Wybrałam więc to, co i tak w najbliższym czasie miałam zamiar kupić w sklepie w związku ze zmianami w mojej pielęgnacji. Wybrałam więc:


TONIK Z KWASEM PHA 6%
Jest to tonik złuszczający, którego zadaniem jest usuwanie zrogowaciałe komórki ale bez widocznego łuszczenia się skóry. Jest delikatniejszy niż produkty z kwasami AHA i nie uwrażliwia skóry na promienie słoneczne. Fajna alternatywa dla osób, które tak jak ja nie tolerują kwasu salicylowego a chciałyby oczyszczać dogłębnie pory i pozbywać się zbędnego naskórka bez mechanicznego szorowania peelingiem (ulga dla naczynek!). Opinia na temat tego produktu będzie dopiero wtedy gdy go troszkę poużywam, ale teraz muszę Was jedynie uprzedzić o czymś, co mnie zaskoczyło - przy pierwszym użyciu twarz jest widocznie zaczerwieniona i wygląda jakby była podrażniona, ale nie szczypie i to niedługo mija :) Radzę tylko nałożyć tonik przed snem. Sam tonik kosztował mnie 18,50 zł i do tego dokupiłam konserwant za 7,90 zł dzięki temu tonik nie musi stać w lodówce. 


SERUM ANTYOKSYDACYJNE FLAVO + C15EF
Jest to nic innego jak serum z witaminą C. Od dawna chciałam mieć takie coś ze względu na to, że mam tendencję do naczynek i zaczerwienień a witamina C pięknie sobie z tym problemem radzi. Do tego sama wit. C jest tu aż 15%, a oprócz niej w składzie jest też witamina E, bioflavonoidy oraz kwas felurowy. Serum działa jako lekki, naturalny filtr przeciwsłoneczny i ma działanie antyoksydacyjne oraz intensywnie nawilża skórę. Jest porównywane na wieku blogach do innego bardzo znanego serum z witaminą C, które kosztuje ciężkie pieniądze, ale nie wiem jak się to w istocie ma do siebie :) Mam nadzieję, że u mnie się sprawdzi i oczywiście dam znać o postępach w pielęgnacji tym preparatem :) Samo serum kosztowało mnie 25,50 zł i tutaj również dokupiłam konserwant poprawiający właściwości użytkowe serum za 8,20 zł.

Z samych zakupów na stronie jestem zadowolona, ponieważ wysyłka jest tania i jej koszt jednakowy bez względu na wielkość zamówienia. Czas oczekiwania na paczkę u mnie wynosił 3 dni od wpłaty pieniędzy więc szybciutko. Otrzymujemy tutaj również mailowe potwierdzenia o nadaniu paczki itd. Mam ogromną nadzieję, że te produkty będą mi dobrze służyć. Jeśli miałyście któreś z tych kosmetyków bądź inne z Biochemii to dajcie znać jak się u Was sprawdziły, bo bardzo jestem ciekawa czy krążące w Internecie opinie są słuszne :) 
Pozdrawiam !

niedziela, 16 marca 2014

MOJA KOLEKCJA LAKIERÓW :)



Hej :) Dziś zapraszam na post o lakierach do paznokci, które do tej pory zagościły w moim pudełeczku. Nie jest ich ani bardzo dużo ani bardzo mało - tak w sam raz, chociaż znając życie to kolekcja będzie się rozrastać :) Pogrupowałam lakiery według kolorów, dzięki czemu mam nadzieję post przyda się Wam do porównania odcieni, bo wiem jak trudno jest trafić akurat w ten idealny :)

ODCIENIE CZERWIENI


1. Sally Hansen Diamond Strenght, nr 89 Honeymoon Red
(różowo-czerwony, błyszczący, mało trwały jak za 30 zł)
2. Golden Rose Rich Color, nr 13
(piękny koralowy, super jak za 6,50 zł)
3. Eveline miniMax, nr 686
(oranżowy, super kryjący, trwały)
4. Lovely Classic, nr 73
(ta seria długo schnie, kosztuje około 6 zł, kolor tutaj to zgaszone bordo)
 
 
5. Lovely Gloss Like Gel, nr 235
(skrzące się, metaliczne bordo, sam lakier pięknie się błyszczy)
6. Lovely Classic, nr 33
(czerwono-różowy ze srebrnymi drobinkami)
7. Lovely Classic, nr 301
(kolor określiłabym jako wiśniowy)
8. Miss Sporty Clubbing Colours - nr się starł :)
(mocny różowy/fuksja, lakier średnio trwały, ma szeroki pędzelek, ale szybko gęstnieje)
9. Miss Sporty Clubbing Colours, nr 452
(w buteleczce wydaje się morelowy, ale na paznokciach to po prostu pomarańcza)

FIOLETY


1. Lovely Crystal Strenght, nr 44
(ta seria jest świetna, szybko schnie i długo się trzyma, tutaj kolor perłowo-liliowy)
2. Mariza Be Chic, Liliowy
(kolor liliowy bez drobinek, ale pod światło lekko opalizuje, dobrze się trzyma)
3. Rimmel Lasting Finish, 170 Lively Lilac
(ekspresowo schnie i długo utrzymuje, tutaj chłodny liliowy odcień)
4. Lovely Classic, nr 97
(chłodny, ciemny i intensywny fiolet)
5. Lovely Blink Blink, nr 1
(top coat z wieloma drobinkami brokatu w różnych rozmiarach, ładnie wygląda na ciemnych lakierach)
6. Lovely Classic, nr 85
(piękny ciemny kolor  mieniący się brązem, fioletem, bordo, zielenią i złotem)

DELIKATNE RÓŻE


1. Rimmel 60 second, nr 200 Princess Pink
(mlecznoróżowy, półtransparentny)
2. Lovely Crystal Strenght - nr się starł :)
(perłoworóżowy, błyszczący)
3. Miss Sporty Nail Expert Manicure (odżywka)
(przy kilku warstwach kolor jest widoczny)
4. Miss Sporty Clubbing Colours, nr 046
(zgaszony różowo-fioletowy odcień)

SZAROŚCI


1. Mariza Be Chic, Topaz
(beżowo-szary odcień bez drobinek, lekko opalizujący, kosztuje 13 zł)
2. Lovely Color Mania, nr 38
(perłowy, srebrno-szaro-beżowy, dość długo się utrzymuje)
3. Rimmel 60 second, nr 803 Man Overboard
(stalowo-szary, piękny i głęboki)
4. Lovely Crystal Strenght, nr 81
(mleczno-szary odcień, ładnie się rozprowadza)
5. Mariza Be Chic, Antyczne Złoto
(mieszanka szarości, złota i oliwkowej zieleni, super :)

MLECZNE/BEŻOWE/ZŁOTE


1. Lovely Snow Dust, nr 2
(gęsty biały brokat, łatwo się rozprowadza i bardzo długo trzyma)
2. Delia Coral, nr 08
(beznadziejny biały kryjący lakier, długo schnie i słabo trzyma)
3. Delia Coral, nr 88
(też schnie strasznie długo, dobrze, że kupiłam je w promocji po 3,99 zł, ten jest półtransparentny)
4. Lovely Snow Dust, nr 1
(złoty brokat, pięknie lśni)
5. Lovely Crystal Strenght, nr 457
(piaskowy kolor lekko opalizujący, dosyć ciekawy)
6. Lovely Classic, nr 346
(kolor między brązem a fioletem, można powiedzieć, że orzechowy)

INNE


1. Manhattan Pro Care, bezbarwna odżywka
(super się sprawdza jako top coat lub baza, kosztuje około 14,99 zł)
2. Astor Fash'n Studio, nr 109
(intensywny perłowy granat, trzyma się wprost idealnie ale trudno go zmyć, kosztuje około 12 zł)
3. Lovely Gloss Like Gel, nr 402
(fantastyczny zielony z drobinkami dzięki którym naprawdę z daleka wygląda jak żel)
4. Lovely Crystal Strenght, nr 404
(chłodny, miętowy, perłowy odcień, super na lato)

Wreszcie już koniec :) Mam nadzieję, że kolorki przydadzą się Wam do porównań i dojrzycie dla siebie coś ciekawego. Z chęcią pooglądam wasze kolekcje więc zachęcam do pozostawiania linków do Waszych blogów :)
Pozdrawiam !