Etykiety

czwartek, 9 stycznia 2014

STYCZNIOWE ZDOBYCZE ZAKUPOWE :)


Ostatnie kilka dni nie należało do udanych - nawał pracy, mało czasu i mało snu. Dodatkowo dopadł mnie stan depresyjno-maniakalny związany ze zbliżającymi się nieuchronnie urodzinami (pierwszy raz w życiu przeraziła mnie wizja starości, zmarszczek i tego, że młodość i radość życia kiedyś się skończy :) :) No cóż, czasami kilka niefajnych rzeczy na raz zbiera się i zatruwa nam humor, ale na szczęście kobietom zazwyczaj nie potrzeba wiele, żeby ten nastrój szybciutko poprawić :) Mi wystarczyły drobne zakupy i dziś czuję się jak nowo narodzona :D Kupiłam trzy produkty do makijażu, również trzy do pielęgnacji twarzy (o proszę, jaki sprawiedliwy podział:) i dwie bransoletki, które wpadły mi w oko.


Najwięcej pieniędzy wydałam na produkty to makijażu, ale za to kupiłam świetne rzeczy. Robiąc ostatnimi czasy mały przegląd moich kolorowych kosmetyków zauważyłam, że dominują w nich kolory piaskowe, beżowo-brązowe i wszelkiej maści róże. Znalazło się też kilka cieni w intensywnych barwach ale zdecydowanie brakowało klasyki, czyli czerwieni i czerni. 

Czerwona szminka marzyła mi się od zawsze, ale po pierwsze bałam się że przy mojej jasnej karnacji i włosach będę w niej wyglądała jak pani z autostrady. Po drugie, co jak co, ale czerwona szminka musi być dobrej jakości (nie może się mazać, wysuszać ust a kolor schodzić). I udało mi się znaleźć szminkę, która wydaje się być idealnym rozwiązaniem, czyli CALVIN KLEIN DELICIOUS LUXURY CREME LIPSTICK. Mam cichą nadzieję, że okaże się ona niesamowicie, cudownie świetna :) Wybrałam kolor 31124 MESMERIZE, ponieważ jest to odcień ani ciepły ani zimny, a kolor delikatnie wpada w malinowy, więc myślę,że nie spowoduje ona u mnie jakiegoś szokującego efektu :) Kosztuje około 59 złotych.

Z tej samej marki wybrałam również czarny cień w kremie, który zawsze planowałam kupić, ale jakoś nigdy dotąd się nie złożyło :) Jest to CALVIN KLEIN TEMPTING GLIMMER SHEER CREME EYESHADOW i mój odcień to 21310 VINYL BLACK. Opakowanie jest bardzo eleganckie, a cień wydaje się super. Kosztuje około 54 zł. Jest mocno napigmentowany, kremowy (ale nie jest to taki ciapcioch, który zaraz zniknie) i mam nadzieję, że idealnie sprawdzi się przy jakimś wieczornym smoky eye. Muszę tu również wspomnieć, że uwielbiam kosmetyki w kremie i nie mogę się doczekać aż go użyję :) 

Do tego duetu dobrałam troszkę tańszy, ale nie mniej zachwycający, błyszczyk MANHATTAN COLOUR LOOP LIPGLOSS. Bardzo podoba mi się to, że w opakowaniu wygląda on jak taki truskawkowo-śmietanowy, smakowity sorbet, a pachnie czymś dobrym i słodkim :) Wybrałam odcień 45B RED PASSION, czyli oczywiście czerwony. Słyszałam wiele dobrego o błyszczykach z Manhattanu więc pewnie mi się spodoba. Kosztuje około 7,99 zł.


W swoim zakupowym szale poleciałam również do Biedronki, ponieważ po ostatnich ulubieńcach uparłam się, że muszę spróbować ich kolejnego żelu do mycia twarzy. Ten micelarny, który posiadam jest super i za 4,99 zł to nic tylko brać i kupować. Tym razem kupiłam DELIKATNY ŻEL-KREM ŁAGODZĄCY i najchętniej już bym się nim pomaziała, bo pachnie bardzo ładnie i ma obiecujące właściwości.

Za jednym zamachem kupiłam w końcu BE BEAUTY PŁYN MICELARNY do skóry wrażliwej, który był polecany przez rzesze dziewczyn na YouTube i na różnych blogach. Jakoś do tej pory go nie sprawdziłam, ponieważ najpierw uparcie testowałam płyn z Eveline (beznadziejny!), a potem całkiem dałam sobie spokój z płynami tego typu. Ale teraz ten oto specyfik jest już mój i na 100% przejdzie gruntowny test :)

Kolejną rzeczą jaką kupiłam jest krem ZIAJA ULGA. Wybrałam się do apteki z zamiarem kupienia mojego ulubionego kremu z tej firmy (z kwasem hialuronowym), ale niestety go nie było. Przyjrzałam się więc innym kremom i zdecydowałam, że w tym momencie najlepszym rozwiązaniem będzie właśnie ten, ponieważ jest łagodzący i redukujący podrażnienia. Ciekawa jestem jak się sprawdzi, ponieważ moja buzia ma ostatnio gorsze dni (chyba ze względu na ogrzewanie w domu i wiatr na zewnątrz) i jest lekko podrażniona, także krem ma pole do popisu. Kosztuje około 10 zł.


I na koniec coś z czego cieszę się najbardziej :) Jestem typową sroką, która szaleje za wszystkim co świecące i śliczne dlatego gdy zobaczyłam te bransoletki to uznałam, że koniecznie muszę je mieć :) Obie są w złotym kolorze (który uwielbiam:), pięknie wyglądają na ręce i pasują dosłownie do wszystkiego. Ta koralikowa jest plastikowa (ale tego nie widać) i dzięki temu leciutka. Ta druga natomiast to metalowy łańcuszek z czterema pięknymi zawieszkami w kształcie serca (każde jest inne). Od momentu zakupu noszę je non stop i jestem zachwycona :)

Wszystkie te zakupy sprawiły mi niesamowitą frajdę i poprawiłam sobie humor na dłuuuuugo:) Wszystkie zakupione kosmetyki od dziś wędrują do łazienki i z dziką radością zabieram się za ich testowanie. Za jakiś czas na pewno dodam posty z konkretnymi recenzjami tych specyfików. A jak na razie mam tylko nadzieję, że korzystanie z nich będzie prawdziwą przyjemnością :) 
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze, inspiracje i pomysły :)