Etykiety

piątek, 31 stycznia 2014

ULUBIEŃCY STYCZNIA 2014 - MAKIJAŻ

W styczniu w makijażu niewiele się u mnie zmieniło. Kupiłam kilka nowych produktów, kilka wykończyłam ale tak właściwie mój podstawowy i najbardziej sprawdzony zestaw do codziennego makijażu niewiele się zmienił. Głównie dlatego, że zimą często zdarza mi się dzień kiedy moja buzia jest podrażniona mrozem, są widoczne zaczerwienienia czy cienie pod oczami (te noce są zdecydowanie za krótkie:). Kiedy wstaję rano w taki dzień, nie chce mi się po prostu nakładać na twarz czegoś nowego czy niepewnego i od razu sięgam po te ulubione produkty. Dzięki nim mogę być pewna, że przynajmniej z makijażem nie będę miała kłopotu w ten dzień i mój wygląd mnie zadowoli. Oto więc mój ulubiony styczniowy zestaw :)


PODKŁAD BOURJOIS 123 PERFECT
W dalszym ciągu ukochany i niezastąpiony podkład. Mój jest w kolorze 52 Vanilla i to kolor idealny dla mnie na zimę. Bardzo ładnie kryje, neutralizuje zaczerwienienia, długo się utrzymuje i daje matowe wykończenie. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Super, ale kosztuje około 52 zł :)

MAYBELLINE AFFINITONE CONCEALER
Korektor pod oczy, który bardzo ładnie neutralizuje cienie. Jego krycie jest średnie, ale mi w zupełności wystarcza. Mam kolor 05 Medium Beige, który idealnie stapia się zarówno z moją skórą jak i z podkładem. Nie roluje się, nie zbiera, nie waży i długo utrzymuje. Kosztuje około 28 zł.


WIBO RÓŻ Z JEDWABIEM I WIT. E
Ten róż odkryłam w tym miesiącu i używałam go bardzo często. Kupiłam go głównie dlatego, że ma delikatny kolor, który daje świetny efekt a nie podkreśla zaczerwienień na policzkach. Nie jestem pewna jaki to numer koloru (z tyłu widnieje 6, ale nie wiem czy to nr odcienia). Jest delikatnie napigmentowany, ale bardzo ładnie wygląda. Kosztuje około 10 złotych.

WIBO CIENIE Z JEDWABIEM I WIT. E
O tych cieniach robiłam niedawno post, dlatego nie będę się rozpisywać. Bardzo ładne kolory, fajna pigmentacja, nie osypują się i nie kruszą. Świetny zestaw za niewielkie pieniądze (około 13 złotych).


GUERLAIN METEORITES VOYAGE
Świetny puder prasowany, który kosztuje niewyobrażalną ilość pieniędzy (i mimo tego, że jest cudowny raczej nie kupię go ponownie, bo mnie na to nie stać :). Ten egzemplarz dostałam w prezencie od mamy. Robiłam już jego szczegółową recenzję, dlatego napiszę tu tylko, że jest świetnej jakości, drobniutko zmielony, pięknie wykańcza makijaż i gruntuje korektor pod oczami. Opakowanie to istne cacko. Szkoda, że nie jest jakieś kilka stówek tańszy :D

SZMINKA MAYBELLINE HYDRA EXTREME
Pomadka idealna na zimę. Kolor jest mało intensywny i niezbyt trwały, ale tak pięknie nawilża usta, że nie wyobrażam sobie w obecnym mrozie używania czegoś innego :) Mam kolor 721 Pinky Beige, który jest mniej więcej w kolorze moich ust.


MAYBELLINE EYESTUDIO LASTING DRAMA GEL EYELINER
Świetny produkt - łatwo maluje się nim kreskę (ale akurat mi nie pasuje dołączony pędzelek, wolę coś cieńszego), szybko zastyga na powiece, jest wodoodporny i trwały. Bez najmniejszego problemu wytrzymuje cały dzień tylko troszkę trudno go dokładnie zmyć wieczorem. Ja mam kolor 01 Black i jestem bardzo zadowolona. Zapłaciłam za niego 34 złote ale wystarczy mi na baaardzo długo.

EVELINE EXTENSION VOLUME 4D
O tym tuszu pisałam już kilka razy i w dalszym ciągu go używam. Trwały, ładnie rozdziela i podkreśla rzęsy już jedną warstwą. Ma gumową, elastyczną szczoteczkę, która jest precyzyjna. Bardzo fajny produkt.

To by było na tyle kosmetycznych hitów stycznia. Wydawało mi się tego mało a jednak trochę pisania było :) Jeśli odkryłyście w styczniu coś fajnego lub macie jakieś swoje "pewniaki" na które w ciemno stawiacie w lepszy lub gorszy dzień to piszcie śmiało :) 
Buziaki :)

ULUBIEŃCY STYCZNIA 2014 - PIELĘGNACJA

Styczeń dobiega już końca więc przyszedł czas na kosmetyczne podsumowanie ostatnich tygodni. Wiele kosmetyków przewinęło się przez moje ręce w tym miesiącu, bo tak jak już pisałam wcześniej, na gwiazdkę i na urodziny dostałam ich wiele. W tym poście przedstawię jednak te, które lubiłam w styczniu najbardziej i do których z pewnością będę wracać. Nie będę się też rozpisywać szczegółowo na temat tych wszystkich produktów, ponieważ część z nich była już na moim blogu, a o reszcie chciałabym zrobić dla Was osobne, konkretne i pełnowymiarowe posty. Możecie więc się ich w najbliższym czasie spodziewać, bo są tego warte :)


SZAMPON DO WŁOSÓW GLISS KUR ULTIMATE VOLUME
W dalszym ciągu jest to mój ulubiony szampon i akurat o nim post już był na moim blogu :) Jest super - świetnie myje, ładnie pachnie, pozostawia włosy leciutkie i puszyste.

ŁAGODZĄCY ŻEL-KREM DO MYCIA TWARZY BE BEAUTY
Post na temat żeli z Biedronki dodałam wczoraj, więc właśnie tam można poczytać o moim zachwycie nad tym produktem :) Nie jest wart swojej ceny - jest wart o wiele wiele więcej :) Ładnie oczyszcza, pięknie pachnie, jest wydajny i kosztuje tylko 4,99 zł. Super :)


ŻEL POD PRYSZNIC LUKSJA CARE PRO
Zaczęłam używać tych żeli od próbki z Flesza. Następnie kupiłam sobie w promocji dwa pozostałe żele z tej serii i właśnie je testuję, ale już mogę śmiało powiedzieć, że są naprawdę dobre. Zapach i właściwości każdego z nich są inne dlatego w najbliższym czasie napiszę Wam parę słów, który mi najbardziej przypadł do gustu.

PŁYN MICELARNY BE BEAUTY
Kolejny ulubieniec z Biedronki. Odkąd zaczęłam do używać wszystkie inne preparaty do demakijażu poszły w odstawkę, bo ten tak pięknie usuwa makijaż, że niczego więcej mi nie potrzeba. Kosztuje mniej niż pięć złotych i tak jak żel do buzi jest wart o wiele więcej. Z pewnością zrobię o nim niedługo post, bo to jeden z lepszych tańszych kosmetyków jakie kiedykolwiek miałam:)


AVON PUR BLANCA
Odkąd dostałam ten zapach pod choinkę i przypomniałam sobie o nim - nie mogę się z nim rozstać :) Jest piękny, delikatny, świeży, kwiatowy.... Uwielbiam go i w styczniu używałam go prawie codziennie. Bardzo mi się podoba jego prosty flakon, trwałość, cena i w ogóle wszystko mi się w nim podoba, dlatego bardzo dziękuję mojej kochanej rodzince, że wymyślili dla mnie tak trafiony i cudowny upominek :) Polecam Wam sprawdzenie sobie tego zapachu przy okazji :)

ZIAJA 30+ KREM NAWILŻAJĄCY Z KWASEM HIALURONOWYM
Kolejny mój kosmetyk idealny. Genialnie nawilża, daje twarzy uczucie komfortu, świetnie się rozprowadza. A co najważniejsze jest dla mnie niezastąpiony pod makijaż. Bardzo dobrze współpracuje z podkładami i szybko się wchłania. Kosztuje około 10 złotych i po prostu go uwielbiam :)


Pielęgnacja podsumowana, więc trzeba brać się za przegląd kosmetyków do makijażu, na który bardzo serdecznie Was zapraszam :)
Buziaki:)

CYTRYNOWO-MUSZTARDOWY UDZIEC Z INDYKA

Robiąc dzisiejszy obiad przeżywałam nie lada stres, ponieważ nie wiedziałam czy to co robię będzie aby na pewno jadalne :) Wszystko zaczęło się od tego, że w moim ulubionym sklepie mięsnym zobaczyłam piękny, świeżutki udziec. A że kilka dni wcześniej kupiłam (również w tym sklepie) bardzo fajną przyprawę (pieprz cytrynowy, który składa się z grubo mielonego pieprzu i kawałków suszonej skórki cytrynowej), postanowiłam zrobić mały wynalazek :) Nie miałam ochoty na typową paprykowo – ziołową marynatę dlatego poszłam na całość i wymyśliłam coś nowego, co okazało się niesamowicie smaczne, dlatego dzielę się tym przepisem z Wami :)

1,2 kg udźca z indyka
Fantastyczny i bardzo aromatyczny pieprz cytrynowy.

CYTRYNOWO-MUSZTARDOWY UDZIEC Z INDYKA
* 1,2 kg udźca z indyka
* 2 łyżki musztardy sarepskiej
* Pół łyżki miodu
* Łyżeczka soli
* Sok z ½ cytryny
* 2 łyżeczki pieprzu cytrynowego
* Malutka szczypta mielonego chilli
* Szczypta kucharka
* 2 łyżki wody

Zaczynamy od opłukania naszego udźca. Następnie w sporej misce przyrządzamy marynatę: musztardę, miód, sól, pieprz cytrynowy, sok z cytryny i chilli mieszamy ze sobą, aż powstanie marynata (ma mieć konsystencję musztardy, a w smaku ma być dość słona i kwaśna). Do tak powstałej marynaty wkładamy mięso i porządnie je nacieramy. Jeśli mamy wystarczająco dużo czasu to tak przygotowany udziec wkładamy do lodówki na około 2 godziny (ja niestety nie miałam czasu:). Następnie mięso posypujemy lekko kucharkiem, przekładamy do rękawa do pieczenia i wlewamy wodę. Rękaw zawiązujemy i całość umieszczamy w naczyniu żaroodpornym.

Składniki naszej marynaty.

Mięso w rękawie i naczyniu żaroodpornym.
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni (opcja termoobiegu) i wkładamy mięso. Po około godzinie pieczenia zmniejszamy temperaturę do 150 stopni i obracamy mięso, a po około 20 minutach od tego wyjmujemy udziec z pieca żeby rozciąć i usunąć foliowy rękaw. Mięso i powstały sosik znajdujące się teraz w naczyniu żaroodpornym wkładamy jeszcze na około 30 minut do piekarnika (dalej temperatura 150 stopni). W międzyczasie otwierajmy piekarnik i powstałym sosikiem polewajmy mięso to będzie bardziej soczyste. 

Gotowy i pyyyszny obiad :)
Udziec jest pyszny, mięciutki i bardzo aromatyczny. Mi bardzo smakował w połączeniu z tłuczonymi ziemniakami i buraczkami (oczywiście wszystko lekko polane powstałym podczas pieczenia sosem). Polecam i życzę smacznego :)

Buziaki :)

czwartek, 30 stycznia 2014

ŻELE DO MYCIA TWARZY Z BIEDRONKI :)

Hej :) Gdyby jeszcze parę miesięcy temu ktoś dałby mi do spróbowania jakiś kosmetyk kupiony w dyskoncie i to kompletnie nieznanej firmy pewnie bym pomyślała, że chce żeby mnie wypryszczyło, albo coś w tym rodzaju :) Nie piszę tego z jakiegoś snobizmu (o zgrozo!:), bo w codziennej pielęgnacji i makijażu używam wielu bardzo tanich i dobrych produktów. Bardziej chodzi mi o to, że posiadam wrażliwą i skłonną do podrażnień skórę i muszę uważać na to co na nią nakładam, a kosmetyki z dyskontów do niedawna nie kojarzyły mi się z jakością :) Ale, jak już pewnie wiecie, moje spojrzenie na tą sprawę uległo zmianie po wypróbowaniu kilku tego typu produktów. Przekonały mnie do tego inne blogerki i dziewczyny z kanałów na YouTube - gdziekolwiek bym nie zajrzała tam prędzej czy później kosmetyki z Biedronki były chwalone, więc uznałam, że "raz kozie śmierć" i kupiłam kilka produktów :) Nieśmiałe testowanie przerodziło się w szczery zachwyt nad tymi kosmetykami i teraz już nie wyobrażam sobie wydawania fury pieniędzy na coś co mogę mieć w świetnej jakości za pięć złotych :)


Wszystkie produkty, które kupiłam i sprawdziłam prędzej czy później trafią na mojego bloga, ale dzisiaj chciałabym się skupić na żelach do mycia buzi. Za taki typowy drogeryjny żel musimy zapłacić około 12 złotych. Wybór jest bardzo duży, bo praktycznie każda firma oferująca kosmetyki pielęgnacyjne posiada taki produkt w ofercie, i przez to bardzo ciężko jest znaleźć ten właściwy. Ja próbowałam wielu i mało który mogę uznać za dobry do mojej cery - a to za bardzo się pieni, a to podrażnia oczy, a to nie domywa itp. itd. A tu nagle w zwykłej Biedronce stoją sobie dwa żele po 4,99 zł każdy i po wypróbowaniu okazuje się, że obydwa są świetne.... :)

Zakupiłam dwa żele - micelarny (niebieski) i łagodzący (różowy), natomiast w ofercie jest jeszcze jeden peelingujący, z którego zrezygnowałam, bo nie lubię żeli z drobinkami. Opakowanie zawiera 150 ml żelu i jest w formie wygodnej i dobrze zamykającej się tuby. 


MICELARNY ŻEL NAWILŻAJĄCY
Rzeczywiście jego konsystencja to przezroczysty, gęsty żel o świeżo-owocowym zapachu (jak na mój nos to czuć tutaj jabłka). Już niewielka ilość żelu wystarcza na całą buzię, więc jest bardzo wydajny. Wcale (!) się nie pieni :) Na opakowaniu jest napisane, że żel ten przeznaczony jest do skóry normalnej, suchej i wrażliwej oraz że nie zawiera alergenów z czym się oczywiście zgadzam, bo nie uczula i nie wysusza. Zawiera również micele, których zadaniem jest dogłębne oczyszczanie. Jeśli chodzi o właściwości myjące to nie mam zastrzeżeń, bo myje bardzo ładnie (ale z tą dogłębnością też bym nie przesadzała:). Jedynie z eyelinerem wodoodpornym ma problem i trzeba użyć czegoś jeszcze. Ogólnie bardzo przyjemny żel, którego jakość wielokrotnie przewyższa cenę i jest o niebo lepszy od większości żeli z drogerii, których miałam okazję spróbować:)


DELIKATNY ŻEL-KREM ŁAGODZĄCY
Tak jak w przypadku żelu micelarnego jest to bardzo, bardzo dobry produkt, który dobrze myje. W sumie ten różowy lubię nawet bardziej, bo ma świetną konsystencję (kremową i troszkę rzadszą niż ten niebieski) i wydaje mi się, że jeszcze lepiej współgra z moją buzią. Ma piękny zapach (lekko kwiatowy), nie pieni się, nie podrażnia i nie pozostawia buzi ściągniętej. Jest przeznaczony do cery suchej i wrażliwej, zawiera glicerynę i wyciąg z owocu noni, nie zawiera alergenów. Moim zdaniem jest naprawdę świetny i pozostawia twarz czystą i zadbaną. Zdecydowanie mój ulubiony :)

Świetne produkty i ich niska cena jest tylko dopełnieniem plusów jakie mają. Myślę, że drogeryjne żele, które często kosztują 2-3 razy więcej i wcale nie są dobre niedługo zostaną zapomniane dzięki takim perełkom jak te żele z Be Beauty. Jeśli jeszcze ich nie próbowałyście to wszystko przed wami. Ja jestem bardzo zadowolona i uważam, że ten produkt to prawdziwy hit. Jedyne, czego mogłabym jeszcze chcieć to może opakowanie z pompką, które byłoby jeszcze wygodniejsze. Ale na pewno nie będę wybrzydzać, bo te żele w cenie 4,99 zł zawierają więcej plusów niż wiele dużo droższych preparatów do mycia. A jak u Was?? Sprawdziły się równie dobrze jak u mnie ??

Buziaki :)


KARKÓWKA Z CEBULKĄ


KARKÓWKA Z CEBULKĄ 
(porcja na około 5 osób):
* 1 kg karkówki
* 10 średnich cebul
*50g smalcu
* Olej 
* 3-4 łyżki mąki
* Sok z 1/3 cytryny
* Sól i grubo zmielony pieprz czarny

To danie do dietetycznych z pewnością nie należy, ale czasami można sobie pozwolić na taki pyszny obiad. Z pewnością na widok takiego obiadu ucieszą się faceci, a wykonanie jest bardzo proste :) Na początku zajmijmy się mięsem. Karkówkę musimy opłukać i pokroić na około 5-6 plastrów (tak jakbyśmy chciały zrobić z niej kotlety). Następnie każdy plaster mięsa lekko rozbijamy tłuczkiem (przez folię i niezbyt mocno:) i każdy z nich z jednej strony solimy (ja daję szczyptę na każdy kawałek), a z drugiej strony posypujemy grubo mielonym pieprzem (wedle uznania). 



Rozgrzewamy na dużej teflonowej patelni smalec (można go zastąpić olejem) i każdy kawałek karkówki oprószamy mąką z obu stron i smażymy. Mięso nie musi być mocno usmażone, bo będzie później jeszcze chwilę w piekarniku. Gdy plastry karkówki są gotowe to przekładamy je na talerz i skrapiamy sokiem z 1/3 cytryny i na razie odstawiamy.

Naszą cebulę obieramy i kroimy w pióra ( uwaga - płacze są nieuniknione :) W dużym żeliwnym rondlu rozgrzewamy olej i cebulę smażymy do miękkości (uwaga - trzeba ją mieszać żeby nie przypalić). Jeśli nie mamy żeliwnego rondla możemy użyć patelni, ale będzie nam wtedy potrzebne naczynie żaroodporne z pokrywką, w którym będziemy mogli włożyć mięso do piekarnika.



Gdy cebula jest gotowa przekładamy ją na chwilkę na talerz i w naszym rondlu układamy karkówkę i na każdym kawałku mięsa rozkładamy cebulkę. Rondel przykrywamy i wkładamy go do rozgrzanego  piekarnika - termoobieg, 180 stopni - i dusimy nasz obiad przez około pół godziny. W połowie tego czasu można zajrzeć czy temperatura nie jest za wysoka i w razie czego można zmniejszyć do 150 stopni. Taką karkówkę najbardziej lubię z tłuczonymi ziemniaczkami i ćwikłą z chrzanem. Polecam i życzę smacznego :)

Buziaki :)



poniedziałek, 27 stycznia 2014

CALVIN KLEIN DELICIOUS LUXURY


Na początku stycznia wybrałam się na zakupy kosmetyczne, podczas których chciałam kupić kilka klasycznych kosmetyków. Na mojej zakupowej liście znalazła się również czerwona szminka, ale jak to u mnie bywa - miała być czerwień a jest róż :) Pewnie dlatego, że troszkę obawiam się klasycznej, głębokiej czerwieni i zawsze decyduję się na jakieś alternatywne wyjście - odcienie malinowe, koralowe czy bordo. Ta szminka była dosyć droga, ale zależało mi na tym żeby kolor długo się utrzymywał, nie rozmazywał i dawał mocniejszy efekt niż moje dotychczasowe pomadki nude.

Wybrałam kolor 31124 MESMERIZE, który jest ładnym, głębokim, malinowym odcieniem. Jest dość neutralny (nie wpada wyraźnie ani w ciepłe ani w zimne tony) dlatego uznałam, że będzie dość bezpieczny :) Pigmentacja pomadki jest bardzo intensywna dlatego lepiej nakładać ją pędzelkiem lub palcem. Ogólnie bardzo mi się to podoba i akurat z wyboru koloru jestem bardzo zadowolona. Szminka ma również bardzo proste opakowanie - klasyczne, dobrze się zamyka ale niestety nie jest to mistrzostwo designu :) Samego produktu jest tu 3,5g i jest on ważny przez 24 miesiące od otwarcia. Zapach szminki ani mi się nie podoba ani mi nie przeszkadza, bo jest delikatny, kremowy.

Sama szminka teoretycznie jest kremowa, ale konsystencję ma dość zwartą - mi akurat to bardzo odpowiada, bo dzięki temu nic się nie ciapie, szminka nakłada się tam gdzie powinna i bardzo długo utrzymuje się na ustach (ale niektórzy mogą uważać ją za dość "tępą") :) Pomadka również dość ciężko się zmywa i to zarówno z ust jak i z rąk podczas testowania kolorów - porządny płyn micelarny jest niezbędny. Muszę również wspomnieć, że ta pomadka daje mocny i długotrwały kolor, ale kompletnie nie nawilża ust więc na zimę nie specjalnie się nadaje. Nie zawiera żadnych drobinek, daje lekko satynowe wykończenie. Nie wiedziałam jak najlepiej zaprezentować Wam jej kolor więc po prostu zrobiłam sobie w niej zdjęcie telefonem (który nie jest zbyt dobry do tego celu:)


W sumie jestem z tej szminki zadowolona - fajnie mieć w swojej kosmetyczce coś bardziej kolorowego. Za tą cenę jednak raczej nie kupię jej ponownie, ponieważ wolę jednak coś lekko nawilżającego. Poza tym, jak pisałam w ostatnim urodowym poście, teraz mam chrapkę na szminki z Catrice :)

Buziaki :)


KLASYCZNA ZUPA POMIDOROWA


Zupa pomidorowa z makaronem to smak z mojego dzieciństwa, który do tej pory bardzo lubię. Najczęściej taką zupę przyrządzała moja babcia - często w poniedziałek ze względu na rosół, który został nam z niedzieli. A że nasze babcie zazwyczaj wszystkie składniki dodają "na oko" bardzo ciężko uzyskać taki nieziemski smak jaki właśnie im wychodził. Moja zupa pomidorowa jest bardzo klasyczna i według mnie smakuje całkiem podobnie, więc dzielę się tym przepisem z Wami :)

ZUPA POMIDOROWA:
* 1 spora marchewka lub dwie malutkie
* 1 mała pietruszka
* Mały kawałeczek korzenia selera
* Około 3,5 litra rosołu lub bulionu
* Śmietana 18% (około 2 łyżki)
* 3 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego
* 2 ziarenka ziela angielskiego
* 1 liść laurowy
* Sól, pieprz
* Ulubiony makaron albo ryż


Przygotowanie tej zupy jest bardzo proste. Marchewkę, pietruszkę i seler musicie umyć i obrać ze skórki. Następnie kroicie je według uznania. Jeśli lubicie klarowne zupy lub wasze dziecko nie cierpi pływających w zupie warzyw to po prosty przekrójcie te warzywa wzdłuż i tyle. A jeżeli tak jak ja lubicie zjadać warzywa z zupy to pokrójcie je w słupki lub plasterki.


Tak przygotowane warzywa wrzucamy do wrzącego bulionu. Dodajemy do tego ziele angielskie i liść laurowy i gotujemy dotąd, aż warzywa będą w miarę miękkie (mniej więcej 20 minut). Następnie do naszej zupy dodajemy koncentrat pomidorowy - ja zazwyczaj daję trzy czubate łyżeczki od herbaty koncentratu z Pudliszek. Mieszamy i zagotowujemy. I teraz najtrudniejszy moment w całej naszej operacji czyli co zrobić, żeby śmietana nam się nie warzyła :) Przede wszystkim kupcie dobrą, 18% śmietanę. Dwie łyżki tej śmietany przełóżcie do małej plastikowej miseczki i dodajcie do tego dosłownie kilka kropli naszej zupy (możecie lać ją po łyżce) i zamieszajcie. Po chwili dodajcie już troszkę więcej zupy (najlepiej również lejąc po łyżce). Powtórzcie tą czynność dotąd, aż śmietana w miseczce dobrze połączy się z zupą i dopiero wtedy wlejcie to do garnka mieszając. Dzięki temu mam pewność, że śmietana na pewno będzie ok :) Zagotujcie zupę i już gotowe :)


W między czasie możecie gotować Wasz ulubiony makaron lub przygotować taki domowej roboty. Ja najlepiej lubię pomidorową z drobnymi nitkami. Smacznego :)

Buziaki :)

PYSZNE DOMOWE NALEŚNIKI


Naleśniki to super uniwersalne danie. Możemy je zrobić na słodko lub ostro, możemy podać na obiad, na podwieczorek lub na deser. Nie bez przyczyny na całym świecie powstaje pełno naleśnikarni i innych tego typu budek. Ale oczywiście nie ma sensu płacić za jakieś niewiadomego pochodzenia wynalazki skoro tak łatwo można przyrządzić je w domu i to z ulubionymi dodatkami :)

CIASTO NALEŚNIKOWE:
3 szklanki mąki
1,5 szklanki mleka
1,5 szklanki wody mineralnej gazowanej
2-3 jajka
szczypta cukru

Nigdy nie liczyłam ile mi z tej porcji wyjdzie naleśników, ale cztery osoby najedzą się tym do syta :) Jajka dodajemy według rozmiaru - jeśli są bardzo duże to dwa, a jeśli mniejsze to trzy. Woda musi być gazowana, bo dzięki temu nasze ciasto nabierze puszystości (UWAGA! Wody i mleka można dodać troszkę więcej - liczy się konsystencja ciasta, która powinna być mocno lejąca).


Wszystkie składniki ciasta wrzycamy do plastikowej miseczki i zwykłym mikserem miksujemy (i tu właśnie, jeśli ciasto jest za gęse możemy dodać troszkę wody i/lub mleka i znów przemiksować do uzyskania pożądanej konsystencji).
Następnie mocno rozgrzewany teflonową patelnię, wlewamy na nią kropelkę oleju (dosłownie kropelkę, bo jeśli dacie go więcej to ciężko Wam będzie rozprowadzić ciasto) i średnią chochelką wylewamy na nią ciasto. Podczas wylewania ciasta patelnię dobrze jest podnieść drugą ręką i troszkę nią "pomachać" żeby ciasto równomiernie się rozprowadziło :) Naleśnik smażymy dotąd, aż brzegi będą same odchodzić od patelni i wtedy chwytamy taki brzeg i odwracamy go na chwilkę na drugą stronę (ja to robię palcami ale można korzystać z jakiejś drewnianej szpachelki). Usmażenie takiego naleśnika zajmuje około 1,5 minuty :) Po  zdjęciu do z patelni od nowa wlewamy kroplę oleju i smażymy kolejnego (można to robić wcale bez tłuszczu jeśli mamy super patelnię). I nasze naleśniki są już gotowe, ale ich esencją jest przecież nadzienie :)


MOJE ULUBIONE SŁODKIE NADZIENIA:
* Domowej roboty dżem truskawkowy
* Domowe powidła śliwkowe
* Wewnątrz naleśnika twarożek waniliowy, a na wierzch łyżka jogurtu brzoskwiniowego i kilka namoczonych wcześniej rodzynek (jak na zdjęciu)
* Ser biały śmietankowy zmielony z cukrem (z polewą z jogurtu)
* Mus jabłkowo-brzoskwiniowy 
(w rondelku na łyżeczce masła dusimy pokrojone w kostkę i obrane 4 kwaśne jabłka i kilka pokrojonych połówek brzoskwiń z puszki,dodajemy cynamon i ewentualnie rodzynki - pycha:)



A jakie są Wasze ulubione opcje naleśnikowe?? Życzę smacznego :)
Buziaki :)

niedziela, 26 stycznia 2014

MY "MUST HAVE" MAKEUP PRODUCTS:)

 
W ostatnim czasie moja kolekcja kosmetyków znacząco się powiększyła ze względu na to, że wiele dostałam od rodziny i przyjaciół na gwiazdkę a później zebrałam od nich również niezłe urodzinowe "łupy" :) Jednak każda z Was chyba mnie zrozumie jak napiszę, że dostawanie prezentów jest niezmiernie miłe ale nie zastąpi samodzielnej wyprawy do drogerii :) Oglądanie, macanie i wąchanie kosmetyków, dobieranie kolorów, szukanie idealnego odcienia, odnajdywanie nowości - to jest to co w kosmetycznych zakupach daje mi największą radość. Dlatego też mimo wielu świetnych produktów, które dostałam (i o których z pewnością przeczytacie na moim blogu:) mam kilka produktów, które chciałabym sobie kupić lub obejrzeć na żywo :) Zrobiłam więc małą listę makijażowych cudeniek, których z pewnością będę wypatrywać w najbliższym czasie :)


Oto więc moje makijażowe "must have" :

1. PODKŁAD REVLON COLORSTAY
To bardzo popularny podkład, ale jakoś nigdy nie miałam go okazji zobaczyć. Zastanawiam się właśnie nad typem (czy kupić do cery suchej czy do mieszanej) i tym, jaki wybrać kolor (z Bourjois używam koloru 52 Vanilla i ogólnie potrzebuję jasnego, żółtawego odcienia).

2. KOBO PROFESSIONAL IDEAL COVER MAKEUP 
To podkład w kompakcie, którego kolor 405 Suntanned jest porównywalny z bazą brązującą z Chanel. Jestem ciekawa czy rzeczywiście ten kosmetyk sprawdzi się w roli bronzera i jaki da efekt więc za te niecałe 20 złotych chętnie się przekonam :)

3. MAYBELLINE COLOR TATTOO 24H
Bardzo, ale to bardzo chcę sobie kupić cienie w kremie. Ogólnie bardzo lubię kosmetyki o kremowych/musowych/żelowych konsystencjach i takie cienie absolutnie muszę sobie kupić. O tych z Maybelline słyszałam dużo dobrego, ale mają mały wybór kolorów. Najchętniej wybrałabym kolory zbliżone do tych:


4. CATRICE ULTIMATE LIP COLOUR
O tych szminkach też wszyscy mówią w samych superlatywach. Ja najchętniej kupię sobie jasny odcień chłodnego różu i aktualnie waham się między odcieniem 190 THE NUDER THE BETTER a odcieniem 240 HEY NUDE... Oba te kolory są bardzo delikatne i będą idealne przy mocniejszym makijaży oczu. Zdecyduję gdy zobaczę je na żywo :)

5. LAKIER RIMMEL SALON PRO
Nie miałam jeszcze lakieru z tej serii promowanej przez Kate Moss. Bardzo podobają mi się kolory i (jak to w Rimmel) ich nazwy więc z pewnością oś dla siebie wybiorę :)

To wszystko czego do tej pory zapragnęłam :) Jeśli miałyście szminki z Catrice, bądź wiecie co nieco na temat kolorów i różnic w użytkowaniu tych dwóch typów podkładu z Revlon to koniecznie piszcie :) Z Waszą pomocą będę miała łatwiejszy wybór w sklepie i może nie wymażę się od stóp do głów próbkami :) A może znacie jakieś fajne cienie w kremie, które są w "moich" kolorach ?? Chętnie poczytam o Waszych typach.

Buziaki :)

piątek, 24 stycznia 2014

SALLY HANSEN DIAMOND STRENGHT


Kiedy kupujemy nowy lakier do paznokci nasi faceci zazwyczaj zaczynają marudzić i burczeć po nosem: "Po co ci następny czerwony lakier? Tyle tego już masz...". Czy oni naprawdę nie rozumieją, że każdy lakier jest absolutnie, absolutnie wyjątkowy ?? :) No i te kolory... Przecież żaden czerwony nie jest taki sam jak inny czerwony ! :P Każdy tam gdzieś ma jakieś różnice (czasem niewidoczne gołym okiem) :) :) :) Czasami kupujemy jakiś nowy lakier ze względu na kolor (bo takiego jeszcze nie mamy), czasem dlatego, że jest jakaś promocja i możemy wzbogacić swoje zbiory, a czasem po prostu dlatego, że chcemy poprawić sobie humor jakąś drobną przyjemnością. Efekt - pełne kuferki wypasionych lakierów :D Ale bywają też dni, że zamiast pierwszego lakieru z brzegu wybieramy taki z wyższej półki. Ja właśnie jakiś czas temu zdecydowałam się na zakup Sally Hansen Diamond Strenght w kolorze 89 Honeymoon Red - przede wszystkim dlatego, że potrzebowałam klasycznego, czerwonego lakieru, a ta firma specjalizuje się w dobrych preparatach do paznokci i ma dobre opinie. Za buteleczkę o pojemności 13,3 ml zapłaciłam 31 złotych. Lakier ma termin ważności 30 miesięcy od otwarcia, zawiera diamentowy pyłek, który ma sprawiać, że nasze paznokcie będą twarde, mocne i odporne na odpryskiwanie i otarcia.



Cóż mogę o nim powiedzieć... Nie jestem z niego zadowolona. Nie mogę też napisać Wam, że to okropny lakier, bo w sumie tragiczny nie jest, ale jak na taką cenę to z pewnością nie spełnia moich oczekiwań. Przede wszystkim, jak dla mnie, ma beznadziejny pędzelek, który jest długi i bardzo wąski przez co aplikacja trwa dość długo. Po drugie kolor na paznokciach zdecydowanie odbiega od tego, który widać przez buteleczkę - mój wydaje się czerwony a na paznokciach to ewidentny róż (przy trzech warstwach widać pomału, że kolor wpada w czerwień ale nikt mnie nie zmusi do nakładania trzech warstw tym chudziuteńkim pędzelusiem :). Ale co jest najważniejsze - na moich paznokciach ten lakier już max na trzeci dzień ma takie wielkie odpryski jakbym pracowała w kamieniołomach :) Gdyby on kosztował z dziesięć złotych to jeszcze mogłabym mu to wybaczyć, ale w momencie gdy ja płacę za niego trzy razy tyle i (tymże uroczym pędzelusiem:) nakładam misternie dwie/trzy warstwy lakieru a zaraz widzę odpryski, to sorry ale szlag mnie trafia :) Zdecydowanie ten lakier nie jest dla mnie stworzony i mimo moich wcześniejszych dobrych doświadczeń z marką Sally Hansen nie kupię akurat tego lakieru ponownie. Ale wiem też, że wiele dziewczyn go sobie chwali więc pewnie zależy to od paznokci i oczekiwań :) W ramach podsumowania zalety i wady jakie zauważyłam podczas użytkowania :)

ZALETY:
* Piękna, smukła buteleczka z diamencikiem
* Duży wybór kolorów o ciekawych nazwach
* Doskonała trwałość
(mój już ma ponad rok a ciągle jest świeżutki)
* Dostępność (SuperPharm, Allegro itp.)
* Duża pojemność

WADY:
* Kolor inaczej wygląda na paznokciach niż w buteleczce
* Okropny, cienki i długi pędzelek
* Bardzo długo wysycha
* Po dwóch/trzech dniach duże odpryski
* Typowy, lakierowy zapaszek
* Wysoka cena
* Trudno się zmywa i lekko przebarwia płytkę paznokcia

Buziaki :)

czwartek, 23 stycznia 2014

UBRANIOWY NIEZBĘDNIK - TOP 5 :)

Pomyślałam sobie, że na początek mojego LookBook'a chciałabym dodać parę słów o najważniejszych rzeczach bazowych, które na co dzień są podstawą mojej garderoby i bez których nie wyobrażam sonie życia :) Ale żeby było trudniej i ciekawiej zdecydowałam, że ograniczę się tylko do pięciu typów. Bardzo ciężko mi to szło, ponieważ każda sukienka, każde szpilki czy bluzeczka są w pewien sposób wyjątkowe. Dlatego też odrzuciłam je w przedbiegach i wybrałam te rzeczy, które są podstawą zwykłego, codziennego stroju i w których chodzę najczęściej. Oto więc moja lista TOP 5 ulubieńców ciuchowych :)


1. GŁADKIE TOPY NA RAMIĄCZKACH
Niezastąpione pod sweterek, świetna baza do wszelkiego rodzaju kardiganów i super latem jako zwykła bluzka. Mam ich bardzo dużo i wielu kolorach a i tak ciągle ich mało :)

2. KARDIGANY I ROZPINANE SWETERKI
Najłatwiejszy dzienny strój?? Rurki + top + kardigan:) Najbardziej lubię lekko przedłużane kardigany, bez guzików i z cienkiej, miękkiej dzianiny. Mogę go rano szybko na siebie narzucić i jestem gotowa do wyjścia:)


3. KLASYCZNE SPODNIE RURKI
Najlepsze jak dla mnie są te z bawełny - ładnie i miękko układają się na nogach a przy tym są bardzo wygodne i nigdzie nic nie gniecie (no chyba, że zostały kupione kilka kilogramów temu :))


4. BALERINY
Uwielbiam.... Mimo tego, że nogi nie wyglądają w nich jakby miały dwa metry to są tak wygodne, że piękno nóg schodzi u mnie na dalszy plan. W dodatku są niezastąpione dla kogoś, kto jeździ czasem samochodem (podziwiam panie, które opanowały jazdę w szpilkach, bo ja tego nie potrafię:)


5. CHUSTY I APASZKI
To akurat jest moja najukochańsza część garderoby - można ich spotkać tyle wzorów, kolorów, faktur, że jest w czym wybierać. A przy tym taki niewielki kawałek materiału potrafi świetnie ożywić strój. 


To są więc te typy rzeczy, w których można mnie spotkać najczęściej i w których czuję się najlepiej i najwygodniej na co dzień. A wy macie jakieś swoje ubraniowe top 5 ?? Chętnie poczytam o waszych ulubieńcach.

Buziaki :)

SURÓWECZKA Z KAPUSTY PEKIŃSKIEJ

  • Mała kapusta pekińska (około 0,5 kg)
  • Mały ogórek zielony
  • Pół puszki słodkiej kukurydzy
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 3 łyżki majonezu Winiary
  • Sok z 1/3 cytryny
Aby zabrać się za przygotowywanie tej  surówki musimy przygotować sobie sporą miskę, deskę i duży, ostry nóż. Najpierw kroimy kapustę pekińską na pół, dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą i odsączamy na sitku. Następnie szatkujemy ją według upodobań (ja zazwyczaj najpierw kroję ją w poziome pasy o szerokości około 1 cm a następnie w poprzek na mniejsze kawałeczki). Kapustę wrzucamy do miski, skrapiamy sokiem z cytryny i mieszamy. Ogórka myjemy dokładnie i razem ze skórką przekrawamy wzdłuż, a następnie kroimy w poprzek w cienkie półplasterki i dodajemy do kapusty. Kukurydzę odsączamy z zalewy i wsypujemy do zawartości naszej miski. Na koniec dodajemy śmietanę i majonez i wszystko razem mieszamy (śmietanę i majonez można dozować wedle własnego gustu). I to wszystko - pyszna suróweczka gotowa :) Smacznego :)

środa, 22 stycznia 2014

DWIE NOWE KARTY NA BLOGU :)

Moje kochane czytelniczki :D 
Jeszcze miesiąc temu, kiedy zaczynałam "wymyślać" tego bloga czułam się z tym dziwnie, nie wiedziałam czy mi się to spodoba, czy będę miała wystarczająco dużo czasu i zapału żeby go prowadzić oraz przede wszystkim czy mój mały, zwariowany świat komukolwiek przypadnie do gustu. Po miesiącu dalej tego nie wiem, ale o jednym przekonałam się w stu procentach - pisanie tego bloga sprawia mi nieziemską przyjemność :D Śmiało mogę wam również poradzić, że jeśli macie jakieś pasje i wahacie się czy się nimi podzielić - ZRÓBCIE TO !!! :) Pisanie o tym co lubimy daje dużo radości, pozwala się oderwać od przyziemnych spraw i w dodatku jest strasznie łatwe :) Ale jak zwykle odbiegłam od tematu. W ciągu tego miesiąca tak wkręciłam się w kosmetyczne opowieści, że prawie zapomniałam o kilku innych sprawach, które zawsze lubiłam, a mianowicie o gotowaniu i poszukiwaniu swojego ulubionego "ciuchowego" stylu. W związku z tym wymyśliłam sobie, że chciałabym aby mój blog wzbogacił się chociaż w małym stopniu o te dziedziny mojego życia, żebym miała wszystko to co lubię w jednym miejscu :) 

Dlatego też dzisiaj, w górnej części strony, pojawiły się trzy zakładki:
BeautyBook 
- czyli mój kosmetyczny raj
LookBook 
- czyli szaleństwa ubraniowo-dodatkowe :) 
Będę tu opisywać co lubię nosić, co planuję kupić, jaki jest mój styl a także czego ciągle poszukuję.
CookBook
- czyli mój magiczny świat kuchni :) 
W kuchni kieruję się raczej intuicją i metodą prób i błędów, dlatego przepisy dodawane w tej zakładce to będzie esencja tego co fajnego udało mi się od czasu do czasu upichcić. 

 Mam nadzieję, że wszystkie trzy karty przypadną Wam do gustu, bo liczę na Wasze komentarze, ciekawe porady i tego typu rzeczy :D

Buziaki :)

PUDER BRĄZUJĄCY W7 AFRICA


Kosmetyki firmy W7 są bardzo popularne w blogowym świecie i ja o tej firmie dowiedziałam się jakiś czas temu właśnie z kilku blogów i filmów na YouTube. Nie wiem czy te kosmetyki są gdzieś dostępne stacjonarnie, ponieważ w znanych mi drogeriach ich nie widziałam, ale są szeroko dostępne na Allegro i w różnych drogeriach internetowych. Mnie oczywiście bardzo zaciekawiły głównie dlatego, że nigdy wcześniej o nich nie słyszałam i nie mogłam ich zobaczyć na własne oczy. Wiecie jak to jest - im ciężej coś jest dostępne i im mniejszą mamy możliwość pomacania i obejrzenia czegoś na żywo tym bardziej nam się podoba i mocniej tego chcemy :) Na szczęście te produkty są naprawdę tanie więc śmiało mogłam co nieco zamówić (u Mikołaja:) ) i sobie przetestować :) Dzisiaj napiszę parę słów o pudrze brązującym Africa.


Opakowanie pudru jest kartonowe, ale w sumie trwałe i wygodne w użytkowaniu, ponieważ wieczko można całkowicie zdjąć, a wysokie brzegi wokół pudru sprawiają, że nic nam się nie sypie (bardzo zbliżony styl do opakowań firmy Benefit w produktach Hoola czy Honolulu). Samego pudru mamy tu 8g, jest on ważny 12 miesięcy od otwarcia i kosztuje około 15 złotych. Do opakowania dołączony jest też mały pędzelek.


Sam puder jest mozaiką składającą się z plam mocnego różu, ciepłego i chłodnego brązu i dużej ilości złotawych malutkich drobinek. Po zmieszaniu ich razem i nałożeniu na twarz drobinki są dalej widoczne i mieniące się w słońcu, więc jeśli nie lubicie produktów iskrzących się drobinkami to Africa raczej się Wam nie spodoba :) Ogólnie rzecz biorąc ten produkt łączy w sobie trzy kosmetyki - róż, bronzer i rozświetlacz, ale moim zdaniem jako typowy puder brązujący się nie nadaje, ponieważ absolutnie nie da się nim ani dodać opalenizny (jest do tego za jasny i zbyt różowy) ani wykonturować twarzy (drobinki...:). Ale za to świetnie się sprawdza jako delikatny brązowo-różowy róż :) Jeśli lekko muśniemy nim policzki to dodaje ładnego blasku, rozświetla i ożywia cerę więc ogólnie daje bardzo ładny efekt. Jedynie pędzelek dołączony do opakowania mi niespecjalnie odpowiada, bo jestem przyzwyczajona do nakładania tego typu produktów większym sprzętem :)


ZALETY:
* Niska cena
* Ładne zestawienie kolorów
* Fajne i wygodne opakowanie
* Dołączony pędzelek
* Pięknie rozświetla i ożywia skórę
* Jest bardzo wydajny
* Nie podrażnia i nie zapycha porów

WADY:
* Zawiera bardzo dużo drobinek
* Nadaje się bardziej jako róż/rozświetlacz niż jako bronzer
* Dołączony pędzelek nie specjalnie się przydaje
* Raczej nie jest dostępny stacjonarnie więc nie można go wcześniej pooglądać

Czyli Dziewczyny, jeśli lubicie produkty z drobinkami, które sprawiają, że w słońcu Wasza skóra ładnie migocze a jednocześnie jest rozświetlona i ożywiona to ten produkt jest warty wypróbowania. Cena jest niska a jakość bardzo dobra. Jeśli jednak wolicie matowe wykończenia lub po prostu szukacie typowego bronzera to ten akurat raczej nie spełni waszych oczekiwań. Ja bardzo się cieszę, że mam go w swojej kosmetyczce i często właśnie stosuję go zamiast różu. Myślę, że latem będzie niezastąpiony :)

Buziaki :)

wtorek, 21 stycznia 2014

WIBO - PALETKA 4 CIENI


Gdy w listopadzie w sklepach Rossmann odbywała się promocja -40% na kosmetyki do makijażu muszę przyznać, że odwiedziłam ten sklep kilkakrotnie, ponieważ całkowicie nie przemyślałam tego co chcę kupić i czego potrzebuję. Na szczęście udało mi się wtedy kupić bardzo wiele fajnych i niezbędnych produktów, ale oprócz tego do mojego koszyka trafiło też kilka niedrogich kosmetyków, które po prostu wpadły mi z jakiegoś powodu w oko. Jednym z takich produktów była właśnie ta mała paletka cieni z Wibo. Kupiłam ją głównie dlatego, że bardzo spodobało mi się zestawienie kolorów:
ECRU/SZARY/TURKUS/FIOLET
W ogóle zestawienia barw w mini paletkach z tej serii są moim zdaniem bardzo udane, dlatego też uznałam, że wezmę jedną na próbę i zobaczę co i jak :)

Nie będę ukrywać, że nie miałam wielkich oczekiwań - wielokrotnie zdarzyło mi się kupić jakieś tanie cienie, bo kolor wydawał się bajeczny, a w domu okazywało się, że ma on tak mało pigmentu, że prawie go nie widać i zamiast upatrzonej barwy mam jakąś wstrętną, perłową łunę na powiece. Ale w tym wypadku zupełnie tak nie jest :) Wszystkie cztery kolory mają sporo pigmentu - ecru i szary są delikatne, natomiast fiolet i turkus są intensywne i wyraziste. Mają delikatnie perłowe wykończenie a fiolet i turkus delikatnie mienią się drobinkami.


ZALETY:
* Bardzo ładne zestawienia kolorystyczne w paletkach
* Niska cena (regularnie około 12 złotych)
* Dość dobrze napigmentowane 
* Zawierają jedwab i witaminę E
* Są bardzo miękkie i miłe w dotyku (aż chce się je miziać paluchem:)
* Wygodnie się ję aplikuje, ładnie się rozprowadzają i rozcierają
* Mają bardzo estetyczne opakowanie, które dobrze się otwiera i zamyka
* Pod cieniami w osobnej komorze ukryty jest mały aplikatorek
* Nie podrażniają mi oczu

WADY:
* Ciemne kolory przy nakładaniu większej ilości lekko się osypują
* Na powiece utrzymują się średniawo (ale jak na tą cenę to i tak super)


Podsumowując, jak na tak niedrogie cienie są naprawdę bardzo dobrej jakości. Ładne kolory, fajne opakowanie i przyzwoita pigmentacja i trwałość. Wiadomo - do wykonywania jakiś super trwałych makijażowych arcydzieł pewnie się nie nadadzą, ale jeśli używacie cieni raz na jakiś czas albo dopiero zaczynacie i nie chcecie od razu wydawać fortuny to warto się nimi bliżej zainteresować. Jeśli nawet kolor czy faktura danego cienia nie przypadnie wam jakoś szczególnie do gustu to zawsze macie jeszcze trzy do dyspozycji w palecie. No i kosztują one 12 złotych więc nie szkoda dokupić jakiś kolor, którego nam brakuje. Ja w sumie jestem zadowolona :)

Buziaki :)