poniedziałek, 29 grudnia 2014

ULUBIEŃCY ROKU 2014 - PIELĘGNACJA


Hej :) Tak jak zapowiadałam jest i post o pielęgnacyjnych ulubieńcach roku 2014. Identycznie jak w przypadku kosmetyków do makijażu, znalazły się tu te produkty, których z radością używałam przez praktycznie cały mijający rok i z których byłam (i nadal jestem) niesamowicie zadowolona. Kosmetyki te wybierałam oczywiście pod względem działania, ale mają one jeszcze jeden zasadniczy atut - wszystkie są niesamowicie tanie. Jest to jeden z przykładów na to jaką świetną jakość możemy dostać za niewielkie pieniądze. Oto więc moje ulubione kosmetyki :)


1. MASKI DO WŁOSÓW BIOVAX
Te maski do włosów zrewolucjonizowały moją dotychczasową pielęgnację. Wypróbowałam prawie wszystkie dostępne na rynku wersje (chyba tylko oprócz tej do ciemnych włosów) i znalazłam swoje dwie ulubione:
- Do włosów blond
- Naturalne oleje
Jest to naprawdę niesamowity kosmetyk. Nie dość, że cudownie nawilża włosy i naprawdę je dogłębnie odżywia, to jeszcze ma świetny skład pełen wielu naturalnych substancji. Nie zawiera silikonów, parabenów i innych świństw i nie obciąża włosów (można wsmarować ją nawet w skórę głowy i otrzymamy jedynie nawilżenie a nie obciążenie). Ja kupuję najbardziej ekonomiczną wersję czyli mega opakowanie 500 ml za około 25 zł. Standardowa pojemność to 250 ml za około 18 zł.


2. KREMY DO TWARZY RIVAL DE LOOP
Przypadek sprawił, że odkryłam w Rossmannie rewelacyjne kremy za grosze. Rzadko się zdarza znaleźć krem do 10 złotych, który bardzo wysoko w składzie ma naturalne oleje i ekstrakty, filtr przeciwsłoneczny, witaminy. Te kremy mają to wszystko a przy okazji nie zawierają parabenów, silikonów, barwników i olejów mineralnych. 
WERSJA NIEBIESKA - Hydro - to mój ulubiony krem na dzień. Zawiera kwas hialuronowy, witaminę E, ekstrakt z opuncji. Jest leciutki a przy tym dobrze nawilżający, szybko się wchłania i fantastycznie współpracuje z makijażem.
WERSJA CZERWONA - Regeneration - to jak dla mnie idealny krem na noc (mimo, iż docelowo jest na dzień:). Zawiera świeże komórki z dyni, olej z pestek winogron, olej sojowy i olej z wiesiołka oraz prowitaminę B5 i filtr UV. Jest to bardzo bogaty i dość tłusty krem, który przez noc doskonale odżywia skórę a co najważniejsze nie zapycha jej i pomaga się zregenerować. Uwielbiam go szczególnie zimą.
Każdy z tych kremów kosztuje około 10 złotych.


3. FRUCTIS OLEO REPAIR - ODŻYWKA DO WŁOSÓW
Fantastyczny produkt. Przez cały ten rok starałam się ograniczać SLS w szamponach oraz zregenerować włosy za pomocą masek i olejów. Rezultaty są świetne jednak po nałożeniu odżywczej maski nie mogę zrezygnować z silikonowej odżywki na końcówki. Moje włosy są jeszcze bardzo wysoko porowate i aby je wygładzić silikon jest niezbędny. Większość odżywek to jednak typowo silikonowe bomby, które nic poza oblepieniem włosa nie robią. Oleo Repair natomiast pięknie wygładza, dodaje blasku, dzięki zawartości naturalnych olejków odrobinę nawilża włosy i pięknie pachnie. Nie obciąża też szczególnie jeśli nałożymy ją od ucha w dół. To już chyba moje 5 opakowanie i z pewnością kupię kolejne. Kosztuje około 13 złotych.


4. OLIWKA HIPP
Ta oliwka pojawiła się u mnie stosunkowo niedawno w porównaniu do pozostałych przedstawionych tu kosmetyków. Wcześniej korzystałam z serii Babydream, którą byłam zachwycona ale od kiedy użyłam Hipp po raz pierwszy zakochałam się bez pamięci :) Ma ona bardzo krótki skład w którym pełno naturalnych i fantastycznych olejów. Nie zawiera parafiny, nie zapycha i bardzo delikatnie pachnie. Pielęgnuje skórę wprost cudownie - z dnia na dzień staje się ona bardziej miękka i elastyczna a przez cały czas czuć jak dobrze jest nawilżona. Kosztuje około 15 zł i polecam ją gorąco :)


5. PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE
Ulubieniec totalny, o którym pisałam już milion razy. Jest bardzo delikatny, nie zawiera SLS, nie podrażnia, nie uczula. Świetnie sprawdza się nie tylko jako płyn do higieny intymnej ale też jako delikatny szampon, niewysuszający żel do mycia twarzy czy po prostu żel pod prysznic. Świetny produkt za 4,99 zł. 

To już wszystkie moje hity tego roku :) Strasznie się cieszę, że te produkty wpadły mi w ręce i że za tak niską cenę mogłam używać naprawdę bardzo dobrych jakościowo kosmetyków. Większość z nich składem bije na głowę znane produkty z wielkich reklam i promocji. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie równie obfity w nowe i ciekawe kosmetyki i za rok również będę mogła pokazać Wam dużo wspaniałości :)
Buziaczki :)

sobota, 27 grudnia 2014

ULUBIEŃCY ROKU 2014 - MAKIJAŻ


Hej :) Dziś zapraszam na makijażowe podsumowanie roku 2014. Zdecydowałam, że trafią tu te produkty, których z wielką przyjemnością używałam praktycznie cały rok i których będę używać w kolejnych miesiącach. Są to kosmetyki, na których mogłam polegać i nigdy mnie nie zawiodły. Oto więc moi ulubieńcy :)


1. PODKŁAD BOURJOIS HEALTHY MIX
To nie jest moje tegoroczne odkrycie - używam tego podkładu już od kilku lat. Uważam jednak, że nie ma lepszego drogeryjnego podkładu dla cery normalnej. Sprawdza się równie świetnie i latem i zimą, ma średnie krycie, pięknie rozświetla, fantastycznie się rozprowadza, zostawia skórę zdrowo i naturalnie wyglądającą. Jest przy tym trwały, nie zapycha i pięknie pachnie :) Gama kolorystyczna jest idealna dla polek - jasne, beżowo-żółte odcienie, świetne dopasowanie do kolorytu cery. Ja w ciągu roku używam odcienia 52 Vanilla, natomiast latem przerzucam się na 53 Light Beige. Wart każdej wydanej na niego złotówki (cena regularna 61zł).

2. PODKŁAD RIMMEL WAKE ME UP
Kiedy kupiłam ten podkład nie zrobił on na mnie jakiegoś szokującego wrażenia. Natomiast z biegiem czasu tak go polubiłam, że teraz nie wyobrażam sobie mojej toaletki bez niego. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej sprawdza się zimą, dzięki bardzo przyjemnej, gęstej i "otulającej" konsystencji. Idealny dla cery suchej i normalnej - daje uczucie nawilżenia i ma naprawdę niezłe krycie jak na podkład rozświetlający. Długo utrzymuje się na twarzy i pięknie rozpromienia twarz. Nie nadaje się jednak moim zdaniem do cery mieszanej i tłustej - twarz będzie się zbyt świecić. Ja osobiście uwielbiam go używać, bo na twarzy wygląda pięknie ale nie mogę tego robić codziennie ze względu na lekką tendencję do zapychania. Mój kolor to 103 True Ivory (ciut zbyt różowy, ale dość dobrze się dopasowuje). Kosztuje ok. 41 zł.


3. CATRICE CAMOUFLAGE CREAM
To zdecydowanie dla mnie odkrycie tego roku. Wiele osób wcześniej go polecało, ale dopiero kilka miesięcy temu zdecydowałam się go kupić i potwierdzam wszelkie pochlebstwa pod jego adresem. Jest to korektor, który ma niewiarygodne krycie jak na produkt drogeryjny. Świetnie zakrywa wszelkie niedoskonałości, przebarwienia, plamki. Ma bardzo kremową konsystencję i jest niesamowicie wydajny i trwały. Wiele osób stosuje go również pod oczy jednak ja tego nie robię ze względu na zbyt suchą skórę. Zdecydowanie cudowny produkt za 12,99 zł!!!! Posiadam kultowy kolor 010 Ivory.

4. KOREKTORY EVELINE
Przez pierwszą część roku używałam kupionego w Biedronce korektora Eveline bioHyaluron a gdy mi się skończył kupiłam w drogerii Eveline Art Scenic i śmiało mogę stwierdzić, że to ten sam cudowny korektor :) Kosztuje niewiele (ok. 12,99 zł) a sprawdza się o wiele lepiej niż inne produkty drogeryjne. Doskonale nadaje się pod oczy, nie przesusza, nie wchodzi w zagłębienia, nie waży się, świetnie współpracuje z innymi kosmetykami. Ma średnie krycie i lekko rozświetlającą formułę. Rozprowadza się również bardzo dobrze. U mnie zdegradował korektory z Maybelline i L'Oreal. Latem używałam odcienia Nude a teraz korzystam z jaśniejszego - Light.


5. N.Y.C. SMOOTH MINERAL RÓŻ MINERALNY
O tym kosmetyku nie będę się za bardzo rozpisywać, ponieważ jego dostępność jest tragiczna. Sama używam ostatniego opakowania z zapasu i jak mi się skończy to niestety więcej go pewnie nie dostanę. Jest to produkt sypki, mineralny, o pięknym odcieniu zgaszonego różu. Cudownie się rozprowadza, jest trwały. Jeśli go gdzieś spotkacie to polecam, szczególnie, że kosztuje grosze.

6. EVELINE LIQUID PRECISION EYELINER
Ten rok rozpoczęłam przygodą z żelowym eyelinerem z Maybelline, który był świetny, ale zabierał mi czas - szorowanie pędzelka, zaschnięty produkt itp. Przypadkiem kupiłam ten eyeliner w płynie z Eveline i byłam ciekawa co z tego wyniknie. Uważam, że jest świetny - bardzo czarny, niezwykle trwały (choć nie wodoodporny), świetnie się rozprowadza i nie trzeba się męczyć z pędzelkiem. Ten dołączony do opakowania świetnie daje sobie radę, ponieważ jest sztywny - tak jak w przypadku pisaków. Jedynie końcówka mogłaby być ciut węższa ale dla mnie to akurat nie problem. Polecam spróbować bo cena to tylko 9,99 zł.

7. YSL ROUGE PUR COUTURE VERNIS A LEVRES
Najlepsza szminka jaką kiedykolwiek miałam... Jest w płynie i nakłada się ją aplikatorem jak błyszczyk. Formuła z pozoru przypomina błyszczyk - szminka jest leciutka, zupełnie nie klejąca, delikatna i wydaje się, że zaraz zniknie z ust. Nic bardziej mylnego. Po nałożeniu na usta dostajemy bardzo żywy i nasycony kolor, soczysty połysk i genialną trwałość. Jest to coś co występuje w lakierach do ust - lekkie wżeranie się koloru w wargi. Nie ma jednak problemu ze zmywaniem jej wieczorem czy równomiernym rozprowadzeniem. Dodatkowo kolor można stopniować. Ja posiadam odcień 12, który przy jednej warstwie jest pięknym koralowo-różowym odcieniem, natomiast przy dwóch zaczyna wpadać w czerwień. Świetny i wydajny produkt.

To wszystkie moje makijażowe hity tego roku. W najbliższych dniach zapraszam również na pielęgnacyjne podsumowanie kosmetyczne. Mam nadzieję, że u Was w 2014 roku były same hity a mało bubli i z chęcią poczytam o Waszych faworytach.

Buziaczki :):):)

środa, 24 grudnia 2014

WESOŁYCH ŚWIĄT :)


Kochani! 
Na nadchodzące święta życzę Wam dużo ciepła rodzinnego, spokoju, miłości i radości. Niech ten szczególny czas przyniesie Wam mnóstwo trafionych prezentów, pełno miłych chwil i duuuużo relaksu.

Wesołych Świąt :)

sobota, 20 grudnia 2014

NIEKOSMETYCZNE PREZENTY DLA KOBIETY


  
Hej :) Nadszedł ostatni, przedświąteczny weekend i wielu z nas wykorzysta ten czas na zakup ostatnich prezentów dla najbliższych. Ja na szczęście już uporałam się z tym, ale i tak czeka mnie dzisiaj szał zakupów domowych. Jeśli macie już dość wymyślania "co i komu kupić?" lub potrzebujecie szybkiej inspiracji to zapraszam na post. Znajduje się tutaj kilka prostych i zazwyczaj w miarę trafionych prezentów dla każdej kobiety :)

1. BIŻUTERIA
Kobiety kochają błyskotki - to fakt. Nie zawsze musi to jednak oznaczać, że ucieszymy się z wielkiego wisora a'la 50Cent lub cygańskich kolczyków :) Tutaj lepiej kierować się zasadą "mniej znaczy więcej" i wybierać delikatne egzemplarze. Elegancki łańcuszek, delikatne kolczyki czy subtelnie mieniącą się bransoletkę każda pani lubi mieć w swoim kuferku. Jeśli nawet nie nosi na co dzień zbyt wiele biżuterii to na większe wyjścia nowa błyskotka zawsze się przyda :)


2. DOBRA KSIĄŻKA
To idealny prezent dla osoby, która lubi sobie poczytać przed snem/w tramwaju/przy śniadaniu itp. Oczywiście niezwykle istotny jest gust czytelniczy, bo nie ma nic gorszego niż beznadziejna książka kupiona tylko przez to, że była reklamowaną nowością. Ja ze swojej strony śmiało mogę polecić moich ulubionych autorów:
- Carlos Ruiz Zafon (powieści z odrobiną fantazji i niesamowitym klimatem)
- Janusz Leon Wiśniewski (powieści obyczajowe z uczuciową nutą)
- Camilla Lackberg (skandynawskie kryminały)
- Jo Nesbo (skandynawskie kryminały)
- Krzysztof Kotowski (świetne, polskie, lekko sensacyjne)
- Stieg Larsson (skandynawskie kryminały)
- EL James (powieści romantyczno-erotyczne)
3. PĘDZLE DO MAKIJAŻU
To świetny prezent dla kobiety, która korzysta podczas makijażu z akcesoriów. Ja akurat z pewnego źródła wiem, że prawdopodobnie Mikołaj wysłuchał w tym roku moich próśb i dostanę od niego właśnie pędzle :) Bardzo się cieszę, ponieważ chciałabym mieć ich jak najwięcej ale zawsze albo szkoda mi wydawać pieniędzy albo po prostu nie mogę się zdecydować. Dzięki Mikołajowi moja mini kolekcja w tym roku wreszcie się powiększy. Ważne przy zakupie pędzli jest to, żeby nie kupować tanich i ogromnych zestawów nieznanych marek (nie wiadomo czy takie pędzle będą się do czegokolwiek nadawać). Zdecydowanie lepiej wybrać mniej ale za to renomowanych i sprawdzonych marek (np. Hakuro, Zoeva, Maestro). Takie pędzle posłużą wiele lat i zapewnią komfort malowania :)

4. KOBIECE AKCESORIA 
Tutaj głównie polecam produkty z działu "zdrowie i uroda" czyli takie, które ułatwią nam codzienne "upiększanie się" :) Mam tutaj na myśli głównie:
- prostownice do włosów (ceramiczne i delikatniejsze dla włosów)
- lokówki (stożkowe, grube, cieniutkie)
- lokosuszarki (z wymiennymi szczotkami lub z obrotową szczotką)
- suszarki (z jonizacją, z dyfuzorem)
- depilatory
-szczoteczki do mycia twarzy

To już wszystkie moje pomysły. Mam nadzieję, że każdej z Was uda się kupić te wymarzone prezenty dla bliskich i że same otrzymacie dokładnie to, o co skrycie prosiłyście Mikołaja :)
Buziaki :)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

KILKA POMYSŁÓW NA KOSMETYCZNE PREZENTY ;)


Hej Dziewczyny :) Święta zbliżają się do nas wielkimi krokami i to już ostatni dzwonek na wymyślanie prezentów dla najbliższych. Mimo braku śniegu i wiosenno-jesiennej aury za oknem to również najwyższy czas zacząć cieszyć się tym szczególnym okresem w roku - zabieganiem, sprzątaniem, godzinami spędzonymi w kuchni, ubieraniem choinki i innymi typowo świątecznymi czynnościami ;) Dziś chciałabym podsunąć kilka pomysłów na kosmetyczne prezenty, z których wiele z nas pewnie by się ucieszyło. Oto więc moje propozycje :)

1. PALETY DO MAKIJAŻU
Moim zdaniem to świetny pomysł, ponieważ każda kosmetykoholiczka wie ile nowych możliwości pojawia się z nową paletą. Zazwyczaj są to produkty, które zawierają kilka lub kilkanaście pięknie skomponowanych cieni a czasem i inne kosmetyki. Można kupić również palety zawierające wszystko co potrzeba, żeby tym jednym produktem wykonać cały makijaż. Jeśli nawet nie wszystkie elementy palety nam się przydadzą to w każdej znajdziemy coś nowego i inspirującego. Ważna jest jedynie jakość kosmetyków, co do której warto się zorientować przed zakupem. Ceny dobrych palet makijażowych zaczynają się już od około 35 zł (np. Sleek) a górna granica cenowa zależy tylko od naszych możliwości finansowych.

2. TUSZE DO RZĘS/POMADKI/BŁYSZCZYKI
Nowy tusz do wypróbowania, błyszczyk fajnej marki czy nowy odcień supermodnej szminki to jest to, co większość kobiet lubi :) Taki miły drobiazg powinien sprawić przyjemność większości pań.


3. RÓŻE/BRONZERY
To interesujący prezent, ponieważ warto w kosmetyczce mieć do dyspozycji kilka odcieni różu czy też bronzery w różnych odcieniach. Tutaj warto skupić się oczywiście na preferencjach osoby, której kupujemy prezent. Jeśli gustuje ona np. w brzoskwiniowych kolorach różu i matowych bronzerach to nie uszczęśliwiajmy jej fuksją i brokatem :) Tutaj też dobrze się kierować znanymi i kultowymi produktami, ponieważ ich jakość jest zazwyczaj niezawodna.

4. LAKIERY DO PAZNOKCI
Czyli coś, co wyjątkowo rzadko zużywamy do końca ale zawsze potrzeba nam kolejnego :) Jeśli obdarowywana osoba lubi malować paznokcie to tutaj śmiało możemy szaleć i wybierać w kolorach i fakturach lakierów. Tutaj zasada im mniej tym lepiej nie obowiązuje :) Raczej im więcej kolorów w kuferku tym lepiej ;)

5. PACHNĄCE ŻELE I BALSAMY
Teraz mamy tak wielki wybór żeli pod prysznic i balsamów do ciała, że nie trudno znaleźć coś ciekawego. Wystarczy jako tako rozeznać się w ulubionych zapachach lub markach tego, kogo chcemy obdarzyć prezentem. Jest też wiele gotowych zestawów pięknie spakowanych i w atrakcyjnych cenach, które mogą nam przypaść do gustu.


6. PERFUMY
W tym przypadku absolutnie i definitywnie musimy znać gust osoby obdarowywanej. Jeżeli to ktoś nam bliski to zazwyczaj doskonale wiemy, jakie zapachy lubi i wtedy z całą pewnością flakonik ulubionych perfum bardzo go ucieszy :) Można też wybrać zapach, który dana osoba od dawna chciała wypróbować ale szkoda jej było pieniędzy na "testowanie". Jeśli natomiast nie wiemy jakie perfumy wybrać to lepiej nie ryzykować :)

To już wszystkie moje propozycje. A co wy lubicie dostawać?? Jakie kosmetyki cieszą Was najbardziej??
Buziaki!!! :)

piątek, 12 grudnia 2014

L'OREAL RECITAL PREFERENCE - RECENZJA FARBY DO WŁOSÓW


Hej :) Dziś przygotowałam kilka słów na temat mojej, już od wielu lat ulubionej, farby do włosów L'Oreal Recital Preference. Nie używam jej non stop - czasem testuję jakieś nowości, czasem dla odmiany kupuję inne farby. Jednak zawsze po jakimś czasie wracam do tej i lubię ją tak samo bardzo teraz jak kilka lat temu. Oto więc krótka recenzja :)





ZALETY:
* Kolor na włosach wychodzi bardzo zbliżony do oczekiwanego
* Jest równomierny - dobrze pokrywa odrosty
* Kolor jest nasycony i bardzo świetlisty
* Nie żółknie i nie blaknie szybko
* Farba ma wygodną butelkę z aplikatorem
* Do opakowania dołączona jest świetna odżywka w tubce
* Efekt jest dość naturalny i ładny
* Bardzo duży wybór ciekawych kolorów

WADY:
* Wysoka cena jak na drogeryjną farbę (ok. 33 złote)
*  Trzeba zmoczyć włosy przed nałożeniem farby przez co plątają się podczas rozdzielania pasemek

Oto moje włosy zafarbowane odcieniem 9.1 Viking (zdjęcie sprzed kilku miesięcy, bo aktualnie mam inny kolor na głowie :)

MOJA OPINIA:
Opinia o tych farbach jest oczywiście jak najbardziej pozytywna. Najważniejszy jest kolor a w przypadku tego produktu efekt jest świetny - odcień na włosach jest bardzo podobny do tego jaki założyłyśmy według wzorca na opakowaniu. Do tego jest on naturalny a jednocześnie nasycony i pełen blasku. Odrosty farbuje równomiernie i jeśli farbę nakładamy zgodnie z zaleceniem na opakowaniu to wychodzi naprawdę dobrze. Mój odcień to popielaty blond i najważniejsze jest to, że po kilku myciach nie robi się obrzydliwie żółty. Z czasem, jak każda farba, kolor jej się zmienia ale dalej jest naturalny i chłodny. Wielką zaletą tego produktu jest też dołączona odżywka. Robiłam kiedyś jej recenzję, bo jest świetna. Znajduje się w sporej tubce i wystarcza na kilka użyć i świetnie nawilża i wygładza włosy (ma również przyzwoity skład). Jedyną istotną wadą jest jej cena. 33 złote jak za drogeryjną farbę to bardzo dużo, szczególnie że jest wiele dobrych produktów po 8-9 złotych. Jeśli ktoś ma długie włosy i potrzebuje 2 opakowań to jednorazowe farbowanie to aż 66 złotych, czyli niewiele mniej niż wizyta u fryzjera. Farba jednak często jest w promocji i można ją kupić za 24,99 zł - wtedy za taką jakość opłaca się zapłacić.Podsumowując - jeśli tak jak ja samodzielnie farbujecie włosy w domu to warto wypróbować farby z tej serii gdy są w promocji.

To tyle :) Korzystałyście już z tych farb?? Polecacie szczególnie jakieś odcienie?? Dajcie znać!
Buziaczki :*:*:*

poniedziałek, 8 grudnia 2014

RECENZJA MYDEŁEK ZAPACHOWYCH Z ALTERRY

Hej :) Po wielu miesiącach wreszcie wykończyłam wszystkie, zakupione w maju mydełka z Alterry. Skusiłam się na nie wtedy, ponieważ po prostu pierwszy raz zwróciłam na nie uwagę w Rossmannie. Sugerując się tym, że większość kosmetyków tej marki bardzo lubię wybrałam cztery wersje zapachowe mydła i postanowiłam przetestować. Były one bardzo tanie - po 1,89 zł za kostkę. Wprost nie mogłam się doczekać sprawdzenia zapachu każdego osobna, ponieważ szampony Alterra pachną bosko a wśród mydeł znalazłam takie aromaty jak róża, lawenda, konwalia i nagietek :) Brzmi kusząco, prawda?? Oto więc recenzja po zużyciu wszystkich 4 mydełek.

 
ZALETY:
* Niska cena
* Duży wybór wersji zapachowych
* Ekologiczne, kartonowe opakowanie
* Przyzwoity skład

WADY:
* Zapachy - bardzo się rozczarowałam
* Słabe pienienie się
* Wysuszanie (i rąk i ciała)
* Szeroka i płaska kostka - niewygodnie się ją trzyma w dłoni

 
MOJA OPINIA:
Najogólniej ujęłabym to tak:  zero szału... Muszę przyznać, że najbardziej zawiodłam się na zapachach. W przypadku szamponów czy olejków z Alterry mam wrażenie, że ich zapachy są strasznie naturalne, relaksujące i bardzo, bardzo przyjemne. Natomiast przy wszystkich czterech wersjach tego mydła okazało się, że ich aromaty są po prostu mało przyjemne... Jakieś takie sztuczne i nieciekawe. Nie wiem z czego to wynika, ponieważ po róży, lawendzie i konwalii spodziewałam się samych miłych doznań a tu takie rozczarowanie... Kolejną sprawą jest oczywiście to, że mydła te wysuszyły mi skórę dokładnie tak samo mocno jak wszystkie inne, najzwyklejsze na świecie mydła. Tego akurat się spodziewałam, ale miałam nadzieję, że chociaż do rąk okażą się przydatne. Niestety nie. Prawda jest taka, że mimo przyzwoitego składu każde z tych mydeł się u mnie nie sprawdziło i po wypróbowaniu każdego z nich musiałam je "dobić" podczas prania ręcznego (nie byłam w stanie ich zużyć do końca do skóry). Podsumowując - nic w tych mydełkach mnie nie zachwyciło ani nawet nie zadowoliło na tyle, żebym kiedykolwiek miała je jeszcze kupić. Zdecydowanie bardziej sprawdza się u mnie zwykła Luksja, która jest tańsza i przynajmniej naprawdę przyjemnie pachnie. Nie polecam :/


To jak widzicie dość jednoznaczna opinia, jednak przeczytałam w Internecie bardzo wiele pochlebnych opinii na temat tych mydeł (ale zawsze w innym, takim białym opakowaniu). Jeśli jesteście zorientowane to dajcie znać czy mydła, które ja posiadam to jakaś nowa (gorsza) wersja??? 
Pozdrowionka i buziaki :):):)
 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

ULUBIEŃCY LISTOPADA


Hej ;) dziś pierwszy dzień grudnia i Mikołajki oraz Boże Narodzenie zbliżają się niesamowicie szybko. Uwielbiam ten magiczny, świąteczny czas kiedy dzieci z ekscytacją wyczekują prezentów od Mikołaja a dorośli w śniegu biegają za podarkami i świątecznymi specjałami. Jak na razie śniegu u mnie nie ma i jest jeszcze kilka dni do rozpoczęcia tego szalonego, bożonarodzeniowego czasu. Jest to więc idealny moment na szybkie, kosmetyczne podsumowanie listopada, na które serdecznie Was zapraszam :)

1. OLIWKA PIELĘGNACYJNA HIPP
Jak wiecie, kupiłam ją niedawno, a już zużyłam prawie całą butelkę (i nie jest to dowód na tragicznie kiepską wydajność tylko na to, że aktywnie z niej korzystałam). Z czystym sumieniem dołączam do ogromnej rzeszy fanów tego produktu i z pewnością w najbliższym czasie będzie mi on często towarzyszył. Myślę, że zrobię za jakiś czas recenzję tego produktu, dlatego na razie napiszę tylko, że doskonale się u mnie sprawdził do ciała i również do włosów. Ma też śliczny, delikatny zapach. Kosztuje 14,99 zł.

2. L'OREAL VOLUME MILLION LASHES
Tusz, który również niedawno kupiłam w promocji 1+1 w Rossku. Nigdy wcześniej go nie miałam, ale oglądałam go u mojej siostry i bardzo mi się spodobał. W tym miesiącu cały czas gości na moich rzęsach ze względu na denko poprzednika i jestem z niego bardzo zadowolona. Bardzo ładnie podkręca i pogrubia rzęsy, delikatnie wydłuża i nie skleja. Daje naturalny efekt przy jednaj warstwie a przy dwóch można liczyć na bardziej spektakularny look. Nie skleja rzęs, silikonowa szczoteczka jest wygodna i praktyczna. Super :) Cena regularna to ok. 60 zł.

3. BROKATOWE LAKIERY
Odkąd zrobiło się zimno, na moich paznokciach goszczą ciemniejsze lakiery, które z przyjemnością ożywiam brokatem - robię jakiś subtelny wzorek lub po prostu jeden paznokieć maluję dopasowanym kolorystycznie brokatem. Niestety wiele brokatowych lakierów na rynku to po prostu "tandeta" - zero krycia, drobinki są bez ładu i składu rozrzucone na paznokciu, odpadają lub zaciągają się o ubrania... Mam jednak dwa swoje ulubione i są to:
WIBO GLAMOUR SAND (około 8 zł)
GOLDEN ROSE JOLLY JEWELS (około 12 zł)
Obydwa są mocno kryjące, niesamowicie trwałe i pięknie wyglądają.

4. L'OREAL COLOR RICHE EXTRAORDINAIRE
Jest to pomadka w płynie z wygodnym aplikatorem, która świetnie się u mnie sprawdza w chłodne dni. Dlaczego? Ponieważ ma bardzo treściwą konsystencję, którą przyjemnie nałożyć na usta - jest lekko klejąca, gęsta, idealnie "oblepia" wargi. Dzięki temu wydają się one nawilżone i zadbane i są również jako tako chronione przed zimnem. Ale oczywiście największą zaletą tych szminek są niesamowite, soczyste kolory! Ja mam odcień 401 Fuschia Drama i jest śliczny :) Cena to około 50 zł.

To już wszystko - tylko tyle produktów zachwyciło mnie w tym miesiącu. Jestem ciekawa Waszych ulubieńców oraz opinii o kosmetykach, które ja pokazałam. 
Buziaczki :):):)

piątek, 28 listopada 2014

VERSATILE BLOGGER AWARD - ODPOWIEDŹ NA KOLEJNĄ NOMINACJĘ


Hej :) Dziś nieplanowany wcześniej post ze względu na nominację do zabawy Versatile Blogger Award. Zostałam wybrana do realizacji tego "tagu" już po raz drugi, tym razem przez przemiłą właścicielkę bloga RedHairControl. Nie będę się powtarzać i po raz kolejny przypominać zasad, więc jeśli jesteście ich ciekawi to zajrzyjcie koniecznie na blog wskazany powyżej. Istotą zabawy jest wskazanie 7 faktów na swój temat, więc przechodzę od razu do nich (i mam nadzieję, że nie będę się powtarzać) :):):)

FAKT NR 1
Strasznie marnie sypiam. Wieczorem mogę siedzieć rześka do bardzo późnych godzin a rano wstaję bardzo wcześnie. I mimo tego, że jestem wkurzona, że tak wcześnie się obudziłam to za żadne skarby nie usnę znowu. Nie sypiam też nigdy, przenigdy w ciągu dnia. 

FAKT NR 2
Uwielbiam prawdziwą, włoską kuchnię - makarony, pizzę, LODY i w ogóle w ogóle wszystko. Gdybym mogła zamieszkać we Włoszech to nie robiłabym nic innego tylko non stop jadła :):):)

FAKT NR 3
Jestem mistrzynią wydawania pieniędzy, w związku z czym kompletnie nie potrafię oszczędzać. Potrafiłabym wydać każdą sumę pieniędzy w każdym czasie więc może lepiej, że ich nie mam (chociaż byłyby korzyści dla gospodarki - przy takich konsumentach jak ja bardzo by się rozkręciła ;)

FAKT NR 4
Tak bardzo lubię żyć, że nie wyobrażam sobie, że kiedyś miałabym umrzeć :) Na samą myśl o tym ile wydarzeń z przyszłości mnie ominie i to, że nie będę mogła obserwować jak wszystko idzie na przód troszkę mi psuje nastrój :) Chciałabym zawsze trzymać rękę na pulsie :)

FAKT NR 5
Jestem bardzo niezdecydowana życiowo (albo może lepiej brzmi wszechstronna?:). Z jednej strony mam bardzo precyzyjny zawód, ale z drugiej interesuję się tak naprawdę chyba wszystkim :) Lubię kiedy mój świat jest jak układanka zupełnie niepasujących elementów i kiedy mimo różnorodności wszystko jednak tworzy uroczą całość :)

FAKT NR 6
Chciałabym zwiedzić cały świat :) Zawsze marzyłam o wyprawie do Australii, ale chciałabym też przejechać całe USA, obejrzeć jakieś zupełnie tropikalne wyspy, zobaczyć co słychać na biegunie i Brazylii. Niestety nie mam co liczyć na podróże ale pomarzyć można zawsze :)

FAKT NR 7
Z natury jestem bardzo wymagająca i to w każdej dziedzinie. Wobec siebie najbardziej ale też wobec innych i niestety okazuję to dobitnie. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie którzy mnie otaczają są cudowni i znosimy się nawzajem jak najbardziej świetnie :)

To już wszystkie fakty. Nie będę nominowała nikogo do tego tagu, ponieważ większość bloggerów już go realizowała. Jeśli natomiast jest ktoś, kto jeszcze tego nie uczynił to niech jak najbardziej czuje się nominowany :) Zachęcam też do podsyłania linków do Waszych odpowiedzi na tą zabawę :)
Buziaki!!!

środa, 26 listopada 2014

GILLETTE SIMPLY VENUS 2 - RECENZJA GOLAREK


Hej ;) Zapraszam Was na szybką i konkretną recenzję golarek Gillette Simple Venus 2, na które skusiłam się jakiś czas temu w Biedronce. Zachęciło mnie duże opakowanie i przyzwoita cena, a że to jedyna stosowana przeze mnie forma depilacji to mam już pewne doświadczenie i rozeznanie w jakości golarek. Oto więc moje refleksje na temat tego produktu.


MOJE OCZEKIWANIA
Od golarki oczekuję przede wszystkim tego, żeby była ostra i pozwoliła bezproblemowo, szybko i sprawnie przejść przez depilację. Istotne dla mnie jest również to, żeby "pasek nawilżający" na golarce mnie nie uczulał - nie wiem czy już Wam wspominałam ale mam silne uczulenie na praktycznie wszystkie kremy do depilacji, większość pianek i również na jakieś składniki zawarte w tych paskach. Wydaje się to być problematyczne, ale mam już swój zestaw produktów i jedyne czego mi trzeba to właśnie sprawna golarka - a tu nie jestem problematyczna, ponieważ mój "zarost" jest typowy dla większości blondynek - delikatny i łatwy do usunięcia. Jak więc spisały się u mnie golarki Gillette??


ZALETY
* Ładny design golarek
* Bardzo niska cena w Biedronce (15,99 zł za 12 szt)
* Pasek nawilżający mnie nie uczulił

WADY
* To najbardziej tępe golarki jakich używałam
* Przez to, że są tępe bardzo podrażniły mi skórę
* Łatwo się zaciąć (również z powodu "tępoty" :)
* Jakość ich wykonania jest strasznie marna


 MOJA OPINIA
Są to (oczywiście moim zdaniem) najgorsze golarki jakich kiedykolwiek używałam. Ich ostrza są tak marne, że po ogoleniu jednej łydki człowiek już ma ochotę rzucić nimi o ścianę. Ja przy moim naprawdę bardzo delikatnym "zaroście" nieźle podrażniłam sobie skórę próbując dokładnie wydepilować nogi i wolę nie myśleć ile musiałaby się namachać dziewczyna o standardowym owłosieniu na nogach. Przez to, że golarki te są tępe, bardzo łatwo również się zaciąć - nie ma nic gorszego niż skaleczenie na łydce, gdy nam się spieszy i trzeba włożyć rajstopy... Brrr.. :) Mam również zastrzeżenia co do wykonania - plastik, z którego wykonana jest rączka jest tak marny, że podczas upadku potrafi się połamać. Mi raz upadłą golarka pod prysznicem i niestety to był jej koniec, bo złamała się rączka i odpadłą część z ostrzami. Jedynymi zaletami jakie przychodzą mi na myśl o tych golarkach jest to, że mają ładny design - turkusowy kolor, fioletowy pasek, fajny kształt, oraz niska cena. Wiem, że za tak niską cenę nie mogę oczekiwać zbyt wiele, ale znam dziesiątki golarek w podobnej cenie i to mniej renomowanych firm, które przynajmniej porządnie golą!!! Tutaj niestety bardzo się zawiodłam i z całą pewnością nigdy do tych golarek nie wrócę. Muszę jedynie zużyć pozostałych mi kilka sztuk, co wcale mnie nie cieszy :)

Miałyście może styczność z tymi golarkami?? Wiem, że te, które są sprzedawane na sztuki w drogerii (chyba z 3 ostrzami) są o niebo lepsze. Macie jakieś swoje ulubione sposoby depilacji?? :)
Pozdrowionka!

poniedziałek, 24 listopada 2014

DROBNE ZAKUPY PIELĘGNACYJNE


Hej :) Po ostatnim kosmetyczno-zakupowym szale uznałam, że mam już tyle produktów do makijażu, że nie zużyję ich do końca życia ;) Powzięłam też postanowienie, że nie kupię już nic póki nie zobaczę dna w posiadanym kosmetyku. I jak zwykle jak tylko o tym pomyślałam to od razu skończyło mi się kilka rzeczy :) Tym razem jednak jestem z siebie dumna, ponieważ chyba pierwszy raz w życiu wyszłam z Rossmanna tylko z tymi produktami, których faktycznie potrzebowałam. Oto więc moje drobne zdobycze.


1. LADY SPEED STICK WILD FREESIA
Jeszcze kilka miesięcy temu nie kupiłabym innego antyperspirantu niż moja ulubiona kulka Nivea Dry Comfort Plus. Jednak w ostatnim czasie miałam chęć wypróbować coś nowego i tak się złożyło, że teraz za każdym razem kupuję i testuję inny antyperspirant. Te próby mają czasami dobre a czasami złe wyniki, ale cieszę się, że próbuję czegoś nowego. Tym razem padło na Lady Speed Stick, ponieważ (aż wstyd się przyznać) nigdy nie miałam żadnego produktu tej firmy mimo jej popularności. Na ten moment nic jeszcze na jego temat nie mogę powiedzieć oprócz tego, że pięknie pachnie ;) Kosztuje około 10 zł.


2. ISANA DUSCH OL
Skończył mi się żel pod prysznic i tym razem skusiłam się na olejek z Isany, który już dawno chciałam wypróbować. Ma małe i poręczne opakowanie i ślicznie pachnie więc jestem do niego jak najbardziej pozytywnie nastawiona. Jestem również ciekawa jak będzie wyglądało mycie ciała olejkiem. Za buteleczkę 200 ml zapłaciłam 6,19 zł.


3. HIPP OLIWKA PIELĘGNACYJNA
Sezon na olejki i oliwki rozpoczęty :) Latem zdecydowanie bardziej preferuję szybko wchłaniające się balsamy do ciała, natomiast zima to czas na takie kosmetyki. Dotychczas zawsze sięgałam po oliwkę marki Babydream, ponieważ jest bardzo tania i niezwykle skuteczna (kosztuje około 7 zł), ale tym razem postanowiłam spróbować produktu marki Hipp. Jest on bardzo popularny i niezwykle chwalony w Internecie, więc cieszę się, że będę miała okazję spróbować sama. Kosztuje 14,99 zł.


4. FACELLE PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ
I już chyba dwusetna butelka mojego ukochanego płynu Facelle. Pisałam o nim milion razy więc nie będę się rozwodzić - jest to tani i niezwykle skuteczny środek myjący do WSZYSTKIEGO bez zawartości SLS. Kosztuje 4,99 zł i go po prostu uwielbiam :)

To tyle (na szczęście) jeśli chodzi o bieżące zakupy. Mam nadzieję, że wreszcie zacznę wykańczać posiadane kosmetyki i zrobi mi się odrobina miejsca w łazience :) Zresztą przez to, że mam tak dużo kosmetyków nie cieszę się już nowościami tak mocno jak kiedyś i trzeba to zmienić - dzięki ograniczeniu zakupów niech każdy nowy produkt zacznie wzbudzać taką euforię jak kiedyś :)

Buziaki :):):)

środa, 19 listopada 2014

KURCZAK W ŚMIETANKOWO-TYMIANKOWYM SOSIE


Hej :) Dziś przepis na niezwykle delikatny ale bardzo aromatyczny sos z kurczakiem. Jest świetny z ziemniakami oraz buraczkami lub inną wyrazistą surówką. Niestety nie mam zdjęcia gotowego "obiadu", bo przez przypadek je usunęłam ale myślę, że miłośnicy kurczaka i jak będą zachęceni nową potrawą do wypróbowania :) Zapraszam serdecznie na przepis!

KURCZAK W  ŚMIETANKOWO-TYMIANKOWYM SOSIE
(spora porcja na około 7 osób)

* Mięso z kurczaka 
(u mnie 2 duże piersi i 3 spore udka)
* 2 spore cebule
* 100 g masła (pół kostki)
* 1-1,5 l bulionu drobiowego
* 0,5 szklanki białego, wytrawnego wina
* 330 ml śmietanki 30%
* 2-3 spore szczypty suszonego tymianku 
* 1 liść laurowy
* 3 szt ziela angielskiego
* 1 łyżka mąki
* Sól i pieprz - duże szczypty


Najlepiej zacząć od przygotowania bulionu. Jeśli mamy rosół lub bulion warzywny, np. z poprzedniego dnia to super - wystarczy go jedynie podgrzać. Jeśli jednak nie, to musimy go naprędce przyrządzić (ja z braku czasu zawsze robię po prostu bulion z kostki drobiowej - 2-3 kostki rozpuszczam w 1-1,5 litra wrzątku i zagotowuję). 
Kurczaka myjemy, oddzielamy mięso od kości i kroimy w spore kawałki, a cebulę kroimy w grubą kostkę. Na głębokiej ceramicznej patelni (lub w rondlu) rozgrzewany 50 g masła. Wrzucamy kurczaka i ciągle mieszając (żeby masło się nie przypaliło) smażymy około 10 minut. W tym samym czasie na małej patelni rozgrzewamy pozostałe 50 g masła i wrzucamy cebulę. Dusimy ją również około 10 minut. Gdy kurczak jest już podsmażony dodajemy do niego dużą szczyptę soli i pieprzu oraz cebulę na maśle. Chwilkę mieszamy po czym dodajemy łyżkę mąki. Smażymy wszystko razem i po 2-3 minutach zalewamy bulionem i winem. Dodajemy liść laurowy, ziele angielskie oraz dużą szczyptę tymianku i dusimy około 15 minut. Po tym czasie dodajemy śmietankę i czekamy, aż sos zgęstnieje. Doprawiamy jeszcze dużą szczyptą tymianku oraz solą i pieprzem do smaku. Podajemy z ziemniakami oraz wyrazistą surówką. Smacznego :)

niedziela, 16 listopada 2014

CALVIN KLEIN FLUSH WITH DESIRE - RECENZJA RÓŻY


Hej :) Zapraszam Was dziś na recenzję róży marki CK, które jakieś kilka miesięcy temu kupiłam razem z bronzerem tej marki. Recenzja bronzera już była i link do niej znajduje się tutaj. Minęło już sporo od zakupu, miałam więc dużo czasu na dokładne sprawdzenie tego kosmetyku i wyrobienie sobie jednoznacznej opinii. Jeśli jesteście zainteresowane to serdecznie Was zapraszam do czytania :)


 ISTOTNE INFORMACJE
* Róże są zamknięte w prostych, plastikowych opakowaniach - nie mają lusterka, pudełka czy pędzelka
(jest to nowa wersja opakowania)
* Opakowanie zawiera 5,8 g produktu
* Jest to kosmetyk o pudrowej konsystencji
* Data ważności to 24 miesiące od otwarcia
* W cenie regularnej te róże kosztują około 60 zł, ale są trudno dostępne
* Łatwiej i taniej można je znaleźć w sklepach typu TK Maxx czy Pepco


ZALETY
* Róże są niesamowicie wydajne
* Ich pigmentacja jest ogromna a kolory bardzo nasycone
* Trzymają się na policzkach calutki dzień bez poprawek
* Ich konsystencja jest pudrowa, ale zupełnie nie pylą przy nabieraniu na pędzel 
(mają takie przyjemne, "aksamitne" wykończenie :)
* Opakowanie jest proste, ale przy tym bardzo estetyczne i praktyczne
* Róże mnie nie uczuliły ani nie zapchały :)
* Dobrze się sprawdzają nawet w upały


WADY
* Ich pigmentacja jest tak duża, że trzeba uważać bardzo podczas nakładania
 * Róże średnio się rozcierają
* Są bardzo słabo dostępne
* Ich cena regularna jest bardzo wysoka


MOJA OPINIA
Ogólnie jestem z tych róży bardzo zadowolona. Ich kolory są piękne i bardzo nasycone, a na policzkach (przy prawidłowym nałożeniu) wyglądają bardzo świeżo i naturalnie. Najważniejsze jest jednak to, że utrzymują się na twarzy przez cały dzień - nie trzeba ich poprawiać, nie ścierają się, nie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach :) Daje to naprawdę duży komfort. Podoba mi się również opakowanie. Jest bardzo proste, ale estetyczne i trwałe. Dobrze się zamyka, jest przezroczyste, więc od razu widać który to kolor i ile go jeszcze zostało a także wszędzie się zmieści dzięki temu, że jest płaskie. Wydajność to kolejna sprawa, na którą warto tu zwrócić uwagę. Po wielu miesiącach używania nie widać w nich prawie żadnego ubytku. Ma bardzo długi termin ważności więc jeszcze wiele miesięcy będę mogła z nich korzystać. Kosmetyki te mają jednak również swoje wady... Najważniejszą jest fakt, że dla osób początkujących bądź mało doświadczonych w nakładaniu przygoda z tymi różami może skończyć się wielkimi, kolorowymi plackami na twarzy :) Dzieje się tak dlatego, że róże są strasznie mocno napigmentowane i trzeba nabierać ich naprawdę minimalną ilość a jednocześnie nie są mistrzami rozcierania. Jeśli więc dotkniemy pędzlem twarzy to w niewielkim tylko stopniu będziemy w stanie rozetrzeć to co nałożyłyśmy. Myślę jednak, że jeśli jakimś cudem uda Wam się dorwać te róże w przyzwoitej cenie to nie ma się co zastanawiać tylko trzeba brać. Samo nakładanie po kilku próbach okaże się proste a zyskujemy kosmetyk, który przez 24 miesiące będzie nam służył genialną jakością. Ja jestem zadowolona, ale raczej wątpię czy uda mi się je jeszcze kiedyś znaleźć.  Poza tym te, które mam pewnie wystarczą mi do końca życia :) Tak czy siak polecam i uważam je za naprawdę fajne kosmetyki ;)

Miałyście może styczność z tymi różami?? Jakie znacie jeszcze inne trwałe i wydajne róże?? dajcie znać jakie są wasze wrażenia. Pozdrawiam was serdecznie.
Buziaki!!!! :) :) :)

środa, 12 listopada 2014

PROMOCJA 1+1 W ROSSMANNIE, CZYLI ZAKUPY :)


Hej :) Dzięki mojej kochanej siostrze, która trzyma rękę na pulsie dowiedziałam się o nowej promocji w Rossmannie. Chodzi w niej o to, że kupując w dniach 10-19.11.2014 dowolny kosmetyk do makijażu drugi (w tej samej cenie bądź tańszy) dostajemy gratis. Czyli, np. kupując 2 identyczne podkłady płacimy tylko za jeden. Można wybierać kosmetyki dowolnie ze wszystkich szaf makijażowych i wtedy zamiast za dwa płacimy tylko za jeden. Bardzo się ucieszyłam z tej promocji, ponieważ moje podkładowe zapasy, które zrobiłam w poprzedniej promocji (-49%) już są na wykończeniu i mogłam kupić kilka produktów, które od dawna chciałam spróbować. Oto więc moje zakupy :)


1. BOURJOIS HEALTHY MIX
Czyli nic innego jak mój ukochany podkład. Niestety nie było kolory 52 Vanilla, którego aktualnie używam więc wzięłam ton ciemniejszy - 53 Light Beige. Ten odcień również miałam i byłam z niego zadowolona (jest jasny, oliwkowy - taki między żółtym a beżem :) Z całą pewnością zużyję do ostatniej kropli. Cena bez promocji to 59,99 zł.


2. L'OREAL VOLUME MILLION LASHES
 Tusz do rzęs, który próbowałam kiedyś u siostry i który jest bardzo ceniony i popularny wśród blogerek. Bardzo chciałam mieć swój własny egzemplarz ale cena zawsze mnie odstraszała i zazwyczaj wybierałam coś tańszego. Natomiast w takiej promocji nie mogłam się nie skusić :) Mam nadzieję, że będzie mi świetnie służył. Cena bez promocji 60,99 zł.

W PROMOCJI ZA HEALHTY MIX I TUSZ L'OREAL ZAPŁACIŁAM 60,99 zł, czyli tyle ile kosztował tusz a podkład dostałam za darmo :)


3. L'OREAL INFALLIBLE
Długo zastanawiałam się jakie kosmetyki kupić jeszcze i uznałam, że oprócz podkładów wszystkiego innego mam aż za dużo. I zdecydowałam się kupić właśnie jeszcze dwa podkłady oprócz HM, które będę mogła przetestować przez najbliższe miesiące. Tym sposobem stałam się posiadaczką podkładu L'oreal Infallible w odcieniu 150 Radiant Beige. Nie mam pojęcia, czy jest dobry czy nie bo nic o nim wcześniej nie słyszałam więc sama będę musiała na sobie sprawdzić. Kolor wybrałam na oślep, bo w moim Rossmannie nigdy nie ma testerów i muszę przyznać, że na skórze jest on o wiele ciemniejszy niż się wydaje w opakowaniu (jest odrobinę ciemniejszy niż HM w odcieniu 53). Tak czy siak już nie mogę się doczekać testowania. Cena bez promocji 58,99 zł.

 
4. L'OREAL TRUE MATCH
O tym podkładzie z kolei czytałam sporo i ma on praktycznie tyle samo zwolenników co przeciwników :) Chciałam jednak wreszcie się przekonać jak spisze się u mnie, szczególnie, że urzekł mnie jego piękny odcień. Jest to kolor D1-W1 Golden Ivory, który jest przepięknym, jasnym, delikatnie żółtym odcieniem bardzo zbliżonym (ale minimalnie jaśniejszym) do Healthy Mix 52 Vanilla. Jeśli formuła będzie mi odpowiadać to pewnie ten zużyję w pierwszej kolejności ze względu na bladą cerę zimą. Koszt bez promocji to 58,99 zł.

ZA INFALLIBLE I TRUE MATCH ZAPŁACIŁAM W SUMIE 58,99 zł, czyli jeden kupiłam a jeden dostałam gratis.

To już wszystkie moje zakupy. Jestem strasznie zadowolona i podekscytowana testowaniem oraz tym, że normalnie za takie zakupy zapłaciłabym 238,96 zł a dzięki promocji kosztowało mnie to jedynie 119,98 zł :) Mam spore zapasy na długi czas i mam nadzieję, że dwa nowe podkłady okażą się trafione. Jeśli miałyście te kosmetyki to koniecznie dajcie znać co o nich myślicie i jak się u Was sprawdziły :)

Serdeczne buziaki!!!!

sobota, 8 listopada 2014

YVES ROCHER SEXY PULP - RECENZJA TUSZU


Hej :) Dziś recenzja tuszu do rzęs, który u mnie jest już "na wykończeniu" dzięki czemu miałam sporo czasu na wyrobienie sobie opinii na jego temat. Naszym obiektem jest dziś więc Yves Rocher Sexy Pulp, który dostaniemy zarówno w sklepach stacjonarnych jak i na stronie internetowej YR. Oto moje przemyślenia.

MOJE OCZEKIWANIA
Nie miałam specjalnych wymagań względem tego tuszu, ponieważ nie był on moim wyborem a jedynie prezentem za zakupy w Yves Rocher. Ale mam za to jasno określone, czego oczekuję od każdej dobrej maskary. Jest to zdecydowanie pogrubienie rzęs, ładne rozdzielenie (bez żadnego sklejania) i trwałość przez cały dzień (bez osypywania). Ten tusz jest przez producenta określany jako pogrubiający więc byłam dobrej myśli i zaczęłam testowanie. Oto podsumowanie :)

ZALETY
* Ładne pogrubienie rzęs
* Efekt widoczny ale delikatny - idealny na dzień
* Dobrze rozdziela i nie skleja rzęs 
* Bardzo długo jest świeży (nie zasycha, nie śmierdzi)
* Ma konsystencję "w sam raz" przez cały czas użytkowania
* Ma czarny, ale nie smolisty kolor
* Sam w sobie ma delikatny, przyjemny zapach
* Opakowanie bardzo dobrze się zamyka i jest wytrzymałe

WADY
* Cena regularna około 57 zł
* Szczotka jest duża o nietypowym kształcie
* Szczoteczką bardzo łatwo się pobrudzić podczas aplikacji
* Nie sprawdza się do dolnych rzęs (upaćkamy się na 100%)

MOJA OPINIA
Ogólnie bardzo przyjemnie używało mi się tego tuszu. Jego konsystencja i formuła są naprawdę dobre i trochę przypominają mi Maybelline Colossal Volume, który bardzo lubię. Nie skleja rzęs a efekt jaki daje mi osobiście idealnie pasuje na co dzień - rzęsy są pogrubione, w subtelnym, czarnym kolorze i delikatnie podkręcone. Nie ma tu efektu "mega firany rzęs" ale w makijażu do pracy jest to dla mnie ok. Ważne jest to, że tusz ten możemy zużyć do końca, ponieważ nie traci ani swojej świeżości ani też nie traci właściwości z biegiem czasu. Najgorszym punktem tej maskary jest jej szczoteczka. Pomimo tego, że ładnie podkreśla rzęsy to jej używanie doprowadza mnie do szału... Nie mam tendencji do brudzenia się podczas tuszowania rzęs (nawet przy używaniu tak wielkich szczotek jak w Astor Big&Beautiful) natomiast w przypadku tej szczoty to wydaje mi się nieuniknione! Prawie za każdym razem podczas malowania górna powieka była gdzieś upaćkana i makijaż musiałam poprawiać. Malowanie nim dolnych rzęs to już w ogóle historia... :) Podsumowując, jest to bardzo dobry tusz, ale jego szczotka ma wiele wad. Przyjemnie mi się go używało ale za nic nie zapłaciłabym za niego 57 złotych (ani nawet w promocji 40 zł). Myślę, że w tych granicach cenowych można kupić o wiele lepszą maskarę, która spełni wszystkie nasze oczekiwania. Wybór na półkach sklepowych mamy przecież ogromny :)

To już wszystko, co miałam do powiedzenia o tym produkcie. A jak Wasze wrażenia?? Miałyście z nim styczność??
Pozdrowionka :)