Etykiety

poniedziałek, 25 września 2017

DEMAKIJAŻ I WIECZORNA PIELĘGNACJA CERY + DWA HITY, KTÓE URATOWALY MI CERĘ :) Evree, Biolaven, Vianek, Gorvita, Be beauty, Rival de Loop

Hej :)
Czasami jest tak, że nasz ulubiony sposób wieczornej pielęgnacji musi ulec zmianie. Zazwyczaj dlatego, że nasza skóra kaprysi, albo za bardzo przyzwyczaiła się do danych kosmetyków, czasami też jej potrzeby się nieco zmieniają z czasem. Ja zmieniłam swoją wieczorną pielęgnację już jakiś czas temu ale z zupełnie innych przyczyn. Pierwszym bodźcem do tego był fakt, że producent mojego ulubionego mleczka do demakijażu zmienił skład kosmetyku i nafaszerował go parafiną (DLACZEGO ONI TO ROBIĄ?!). Niestety inne dostępne na rynku mleczka kompletnie mi nie odpowiadają więc musiałam całkowicie zmienić swój wieczorny rytuał...
Kolejnym powodem był fatalny stan mojej cery wywołany przez krem z Biodermy, o którym pisałam w ostatnim poście. 
I w ten oto sposób zostałam zmuszona do poszukiwań innych rozwiązań kosmetycznych i do całkowitej rewolucji w wieczornej pielęgnacji. Teraz (po około dwóch miesiącach stosowania nowej metody oczyszczania i pielęgnacji) muszę przyznać, że zmiany, które poczyniłam wyszły mi absolutnie na plus. Jestem bardzo zadowolona ze wszystkich kroków wieczornaqj rutyny, natomiast jeśli chodzi o kosmetyki to w większości są ok, ale będę szukać coraz to lepszych specyfików.

Po tym jakże długim wstępie czas na pokazanie i kosmetyków i kolejnych kroków wieczornej pielęgnacji mojej cery. Oto one :)


1. DEMAKIJAŻ 
Do demakijażu twarzy używam dwóch kosmetyków - płynu micelarnego wyłącznie do zmycia makijażu oczu a następnie oleju do rozpuszczenia makijażu twarzy. Ten patent sprawdza mi się najlepiej, ponieważ zmywając całość tylko olejem tusz do rzęs rozmazywał mi się po całej twarzy i czułam dyskomfort ;) 

NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY BE BEAUTY - używam go wyłącznie dlatego, że akurat ten mam w domu i chcę go zużyć. Jest naprawdę ok i nie mam mu nic do zarzucenia , ale wolałabym coś o bardziej przyjaznym składzie. Jak się skończy to na pewno kupię coś innego.

Jeśli chodzi o olej to aktualnie używam zamiennie dwóch.

OLEJ KOKOSOWY -zawsze się sprawdza. Dobrze rozpuszcza makijaż, odpowiada mi jego gęsta konsystencja i to, że jest naturalny. Bardzo go lubię choć nie ukrywam, że lubię różne kompozycje olejków i też pewnie będę próbować innych, ciekawych produktów.

EVREE REGENERUJĄCY OLEJEK -  teoretycznie jest do demakijażu oczu ale u mnie świetnie się sprawdza do całej twarzy. Po płynie micelarnym nalewam niewielką ilość produktu na dłonie i masuję skórę twarzy i oczy, żeby rozpuścić makijaż. U mnie sprawdza się bardzo dobrze, natomiast siostra narzekała, że podrażnił jej bardzo oczy. Ja jestem zadowolona z niego, tylko bardzo płynna konmsystencja jest uciążliwa bo troszkę za dużo się go wylewa.


2. OCZYSZCZANIE TWARZY
Po płynie micelarnym i oleju ZAWSZE oczyszczam skórę jeszcze żelem do mycia twarzy. Nie wyobrażam sobie demakijażu bez tego kroku i uważam, że olej i rozpuszczony makijaż trzeba jednak potraktować czymś "myjącym" :) Nie może być to jednak byle jaki żel - moja skóra twarzy nie toleruje absolutnie sls-ów i innych bardzo oczyszczających substancji. Potrzebuję żelu skutecznie oczyszczającego i z dobrym składem. Używam aktualnie dwóch.

VIANEK NAWILŻAJĄCA EMULSJA DO TWARZY
BIOLAVEN ŻEL MYJĄCY DO TWARZY

Obydwa te żele zasłużyły na osobny post dlatego spodziewajcie się niedługo porównania tych kosmetyków.


3. PIELĘGNACJA
Wcześniej, po etapie oczyszczania zawsze nakładałam na twarz krem, ewentualnie olejek/serum i krem. Ten etap już się skończył i to chyba na zawsze. Dlaczego? Po tym jak krem z Biodermy zrobił mi masakrę na twarzy postanowiłam najpierw odstawić wszystko, co nie było dobrym patentem przy suchej i odwodnionej cerze. Potrzebowałam więc czegoś co nawodni cerę, nawilży ją lekko ale nie zapcha. I znalazłam :)

ALOE VERA GEL GORVITA - żel aloesowy okazał się u mnie hitem stulecia :) Ten z Gorvity jest ok, ale czytałam już że są lepsze, o ciekawszych składach i kolejnym razem kupię pewnie inny. Żel idealnie nawadnia cerę, łagodzi podrażnienia, koi i uspokaja skórę. Nakładam porcję na twarz wieczorem i od razu czuję ulgę. jednak samodzielnie stosowany żel nie jest wystarczający - on jedynie nawodni cerę ale nie nawilży jej i nie zapobiegnie utracie tej wilgoci, dlatego zawsze nakładam na niego olejek.

EVREE MAGIC ROSE - mój drugi hit i to już od kilku lat. Doskonale sprawdza się do mojej cery bo łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, leciutko nawilża i koi. A stosowany na żel aloesowy to po prostu geniusz. Odkąd zaczęłam stosować system żel+ten olejek moja cera wygląda świetnie. Cała masakra po kremie z Biodermy szybko się zagoiła, moje pory są w lepszej kondycji, bo nic ich nie zapycha i cera jest ładnie nawodniona i rozświetlona. Super!

MASECZKA NAPRAWCZA RIVAL DE LOOP - czasami zdarza się jednak taki dzień, że skóra potrzebuje, żeby jej "dowalić" porządnego nawilżenia i czegoś cięższego. Wtedy sięgam po tą właśnie maseczkę. Jest to najlepsza maska jaką używałam. Zawiera kwas hialuronowy, 10%mocznik i kilka olejków w składzie. Nie zapycha, a przy tym sprawia, że cera jest odżywiona, miękka, dopieszczona. Zazwyczaj stosuję ją raz w tygodniu, czasem częściej jak mam chęć - nakładam na noc i rano zmywam pozostałości. 

I to wreszcie tyle :) Z takiej rutyny pielęgnacyjnej jestem obecnie bardzo zadowolona ale będę jeszcze kombinować z kosmetykami - w końcu tyle tych dobroci jest, że ciężko się oprzeć.

A który żel aloesowy Wy polecacie najbardziej? Koreański, typu Holika Holika lub Skin79 czy raczej coś o lepszym składzie typu Equilibra? Chętnie poznam Wasze opinie.

Buziaki
Martyna!

poniedziałek, 18 września 2017

BIODERMA SENSIBIO TOLERANCE PLUS - RECENZJA KREMU


Hej :)
Dawno nie było u mnie żadnej konkretnej recenzji i czas to nadrobić, ponieważ na mojej drodze pojawił się krem - Bioderma Sensibio Tolerance Plus - który wprost prosi o opisanie go tu na blogu. Na początek krótkie przypomnienie, jaką mam cerę i czego szukam w kremie do twarzy żeby spełnił moje oczekiwania - ułatwi to mam nadzieję Wam porównanie do własnej skóry i doświadczeń.

JAKĄ MAM CERĘ?
Moje skóra twarzy jest dosyć wymagająca i w pewnym sensie "problematyczna", ponieważ nie daje się określić żadnym jednym typem. Najprędzej jej do skóry suchej. Nie jest to jednak do końca prawda - jest ona w sumie normalna ale z duuużą skłonnością do odwadniania się ogółem lub w niektórych partiach. Gdy nie pilnuję tego, żeby dostarczyć skórze nawodnienia i nawilżenia to zaczyna ona szaleć - niby się przetłuszcza trochę, rogowaceje i pokazuje mi, że broni się przed brakiem "wody". I jeszcze jedna istotna kwestia - mam rozszerzone pory i skłonność do alergii i zapychania - jeśli więc jakiś krem lub inny kosmetyk ma tendencję (choćby minimalną) do zapychania to mnie zapcha na całego i będę mieć prawie natychmiast widoczne, zatkane pory i niedoskonałości... Także skomplikowana sprawa. Jeśli jednak dbam o nawodnienie cery to jest ona "normalna" i nie sprawia żadnych kłopotów :)

CZEGO SZUKAM W KREMIE?
Jak już napisałam dla mojej twarzy priorytet to nawodnienie i nawilżenie i dokładnie to ma mi dać krem. Absolutnie nie może też zapychać ale za to dobrze by było, gdyby nadawał się pod makijaż. I tyle - nawilżanie, brak zapychania i współpraca z makijażem. Czy to duże wymagania? Jak się okazuje to są to MEGA wymagania, bo do tej pory nie znalazłam ideału ;) A jak na tle tych wymagań sprawdził się krem Bioderma? Oto recenzja.


BIODERMA SENSIBIO TOLERANCE PLUS - DLACZEGO GO KUPIŁAM?
Kiedy zobaczyłam ten krem w promocji to myślałam, że będę skakać z radości! Od dawna chciałam go wypróbować, bo słyszałam, że dobrze nawilża a przy tym jest leciutki i świetny pod makijaż. I kupiłam! Nie mogłam doczekać się następnego dnia żeby go nałożyć :) Opakowanie to estetyczny kartonik, w którym znajduje się krem z higieniczną pompką. Szata graficzna absolutnie na plus - uwielbiam takie proste, zgrabne opakowania. Pojemność kremu to 40ml, czyli mniej niż standardowe słoiczki z kremami z drogerii (50ml).

PIERWSZE WRAŻENIE
Nadszedł kolejny dzień i wreszcie mogłam nałożyć go na twarz. Z pompki wydobywa się niewielka porcja produktu - niektórym wystarczy na całą twarz, dla mnie potrzeba było dwóch pompek (najważniejsze, że nie wychodzi za dużo i nic się nie marnuje). Konsystencja kremu to bardzo lekka emulsja, która łatwo i szybko się rozprowadza. Produkt ma bardzo słaby i niezbyt przyjemny zapach (lekko octowy), ale to zapewne przez brak "ulepszaczy". Makijaż na nim wygląda bardzo dobrze, krem szybko się wchłania więc od razu można nakładać podkład itp. Nic się w ciągu dnia z makijażem nie dzieje złego. I jak dotąd, myślałam sobie - jest super, będzie hit :) Ale...


MOJA OPINIA O KREMIE
Biorąc na tapetę to co producent obiecuje - widzicie to na zdjęciu powyżej - to krem ten niewiele z tego spełnia. Absolutnie nie zgodzę się z tym, że krem ten jest przeznaczony do cery "suchej z tendencjami do pieczenia, ściągnięcia i uczucia kłucia" - ten krem nakładałam na twarz, kiedy moja buzia była w naprawdę idealnym stanie i sam ten krem wywołał uczucie pieczenia i lekkiego podrażnienia. Widoczne było niemal natychmiast po nałożeniu jak skóra robi się delikatnie czerwona i "piekąca" więc współczuję serdecznie temu, kto faktycznie nałożył krem na cerę z problemami, czyli skórę nadwrażliwą (dla której ten krem jest rekomendowany). O innych "cudach" jakie tu opisuje producent nie jestem w stanie się wypowiedzieć, ponieważ żadnych u mnie nie zdziałał - możliwe, że moja cera była w zbyt dobrym stanie, żeby cokolwiek miał szansę zrobić. Tego nie wiem. 
Kolejne "ale" odnosi się do samego nawilżenia - ten lekki krem faktycznie tuż po nałożeniu daje odczucie, że coś tam lekkiego i nawilżającego na nią położyłyśmy ale z całą pewnością nie jest to odpowiednie nawilżenie dla cery suchej. Ta lekkość to atut na początku, bo szybko się wchłania i makijaż super wygląda, ale co z tego skoro nawilżenie jest tak słabe i skóra ma niedobory ?:)

Kolejnym i chyba najważniejszym zastrzeżeniem wobec Bioderma Sensibio Tolerance Plus jest to, że krem ten w ciągu kilku dni używania moją naprawdę na tamten moment ładną cerę zmienił w "jesień średniowiecza"... Nie mogłam uwieżyć w to co widzę w lusterku każdego kolejnego dnia. Cera wyglądająca na taką "zanieczyszczoną", zaskórników od groma i cała masa niedoskonałości. I to nie takich jak zazwyczaj mi się zdarzają gdzieś na brodzie czy czole (w postaci małych krostek). Nie, a raczej nie tylko. Po tym kremie zaczęły pojawiać się wielkie, czerwone bolące pryszczole (to chyba się fachowo nazywa zaskórniki zamknięte;) i to w takich miejscach jak sam środek policzków, okolice brwi, okolice ust no i standardowo właśnie broda. Masakra. Już nie pamiętam czy kiedykolwiek miałam coś takiego na twarzy, chyba nie. Musiałam zacząć szybko reagować i "leczyć" jakoś cerę po tej rewolucji...


I ostatnia sprawa to cena kremu. Bez promocji w mojej aptece kosztuje 76 złotych. Tak, 76 złotych za krem, którego nie dość, że jest mniej w opakowaniu niż w typowych kremach do twarzy to jeszcze nie ma wcale zbyt ciekawego składu i w sumie niczym nie imponuje. Nie można powiedzieć, że krem nic nie robi ;) U mnie zrobił całkiem sporą masakrę na twarzy przy jednoczesnym braku nawilżenia i lekkim podrażnieniu. Dla mnie Bioderma Sensibio Tolerance Plus to "krem samo zło"... Nie mam pojęcia jak wykorzystać tą zawartość opakowania, którą jeszcze mam bo z jednej strony mam ochotę wywalić to do śmieci a z drugiej szkoda mi tych pieniędzy, które na niego wydałam. Jeden jedyny pozytyw z używania tego kremu jest taki, że gdy musiałam ratować skórę z opresji to znalazłam idealny sposób na to by ją szybko ogarnąć i z pewnością niedługo napiszę Wam o dwóch cudowych kosmetykach, które mi w tym pomogły.

Wracając do Biodermy, moja cera jest dość nietypowa i możliwe, że dlatego ten krem się u mnie nie sprawdził. Może u Was będzie inaczej, szczególnie jeśli szukacie jedynie lekkiego nawilżacza pod makijaż (bo w tej kwestii sprawdził się ok). Ja ze swojej strony nie mogę go polecić, bo narobił u mnie wielu szkód, w niczym nie pomógł a straciłam na niego sporo pieniędzy. Tak, więc zastanówcie się przez zakupem albo weźcie próbkę bo nie ma sensu się męczyć później.

Może są tu osoby, u których się sprawdził? Jakie macie doświadczenia z Biodermą? Dajcie koniecznie znać. Buziaki :*

Martyna

czwartek, 7 września 2017

HITY LATA 2017! La Roche Posay, Farmona, Golden Rose, Inglot, Semilac, Neonail, Rival de Loop


Hej :)
Wreszcie przyszedł czas na podsumowanie lata i kosmetyków, które spisały się na medal właśnie w tym okresie. Gdybym chciała pokazać Wam wszystkich "ulubieńców" tego lata to pewnie musiałabym dodać ze cztery posty na ten temat, bo bardzo dużo ciekawych kosmetyków przewinęło się w ostatnim czasie przez moje ręce. Ale zdecydowałam, że po prostu pokaże te kosmetyki, które sprawdziły mi się najbardziej, zrobiły jakiś efekt "wow" lub zaskoczyły mnie na tyle, że nie byłabym w stanie ich zamienić na coś innego. Oto więc moje hity lata :)


FARMONA HERBAL CARE - MASŁO DO CIAŁA LAWENDA
To cudo kupiłam przypadkiem, podczas zakupów w Biedronce - zainteresowało mnie ładne opakowanie, bardzo ciekawy skład i cena - aż 9,99 zł ;) Jest to idealny kosmetyk dla osób, które (jak ja) nie znoszą się balsamować i czekać aż kosmetyk się wchłonie ale jednak potrzebują "coś" na siebie nałożyć, żeby zadbać o skórę. Masło Farmona ma gęstą, faktycznie masełkowatą konsystencję jednak wchłania się po prostu ekspresowo. Pozostawia skórę delikatnie nawilżoną i ładnie wyglądającą (ale z długotrwałym nawilżeniem bym raczej nie przesadzała). Skład - jak na kosmetyk z Biedronki za 10 złotych - ma wprost genialny: 92% naturalnych składników takich jak np. masło shea (na drugim miejscu w składzie), oliwa z oliwek, olej kokosowy, słonecznikowy itp. Dodatkowo zachwycił mnie zapach - mimo, że nie lubię za bardzo pachnących balsamów do ciała to zapach tej lawendy jest oszałamiający (taki trochę ziołowy, długo utrzymujący się na skórze). Opakowanie praktyczne i wytrzymałe - mimo wielu upadków jedynie pogięła mi się lekko nakrętka ;) 

LA ROCHE POSAY ANTHELIOS XL COMFORT - KREM Z FILTREM DO TWARZY
Szukałam kremu z wysokim filtrem do twarzy, który nie będzie matujący (bo one często przesuszają) ale nie będę również wyglądać po nim jak świecący balon ze spływającym makijażem. I ten aksamitny krem z La Roche Posay jest idealny. Nie wysusza skóry, ładnie wygląda nałożony samodzielnie (bez makijażu) a jednocześnie świetnie współpracuje ze wszystkimi moimi podkładami i pudrami. Nic się nie warzy, nie ciastkuje ani nie roluje. Twarz trochę się świeci ale moim zdaniem dosyć naturalnie i osobiście mi to nie przeszkadzało. I NAJWAŻNIEJSZE: krem nie zapchał mi porów, o co bałam się niesamowicie, bo mam do tego duże skłonności. Ochrona przeciwsłoneczna również na najwyższym poziomie. Cena nie najniższa (około 60 zł w mojej aptece, gdzie go kupiłam) ale używałam go całe lato i jeszcze odrobina została w opakowaniu, więc wydajność super. Polecam.

LA ROCHE POSAY HYDREANE LEGERE - KREM NAWILŻAJĄCY
Tego kremu pewnie nie kupiłabym nigdy samodzielnie, bo ani skład ani jakieś szczególne właściwości nie rzuciły mi się wcześniej w oczy. Ale kupując wyżej opisany krem z filtrem dostałam w zestawie taką 15 ml próbkę właśnie tego nawilżającego kremu i przetestowałam. I okazał się po prostu świetny, ale w dosyć specyficznych momentach. Zazwyczaj stosuję kremy, które są długotrwale nawilżające i dają cały czas komfort dobrze nawilżonej cery. Hydreane Legere nie jest zupełnie takim kremem ;) To krem idealny gdy nagle, przez jakieś warunki atmosferyczne lub inne czynniki moja skóra woła: PIĆ! Mam wrażenie, że ten krem po prostu szybko nawadnia moją buzię, sprawia, że dostaje ona dawkę wody, lekkiego nawilżenia i automatycznie przechodzą jej wszystkie fochy (typu odwodnienie, suche skórki, nagłe przetłuszczanie się z powodu odwodnienia). Nie jest to jednak krem cudownie i na długo pielęgnujący naszą cerę. To albo takie koło ratunkowe albo krem do codziennego stosowania dla osób z cerą normalną. Mi bardzo przydał się tego lata i z pewnością dokupię kolejne opakowanie choć muszę przyznać, że jest to bardzo niewydajny kosmetyk bo ekspresowo go zużyłam a kosztuje około 40 złotych. 

MASECZKA NAPRAWCZA RIVAL DE LOOP
Genialna, absolutnie idealna maseczka do cery suchej lub przesuszonej i wołającej o ukojenie. Nigdy nie miałam tak dobrej maseczki do twarzy. Naprawdę nigdy i nawet na dłuższy czas przestałam je całkiem stosow3ać bo miałam wrażenie, że na mnie nie działają i nic nie robią. Ta robi :) Na drugim miejscu w składzie ma mocznik, który niesamowicie koi skórę, nawilża, zapewnia komfort, łagodzi przesuszenia i suche skórki. W ogóle skład maseczki, jak na specyfik za około 2 złote jest bogaty w wiele substancji takich jak masło shea, olej słonecznikowy, sojowy, glicerynę. I tak jak napisałam takie opakowanie (składające się z 2 saszetek) kosztuje około 2 zł a jedna saszetka wystarcza na 2 solidne użycia. Czyli za 2 zł mamy 4 razy zrobioną maseczkę. Ja zostawiam ją na noc (kładę jedynie ręcznik na poduszkę, bo trochę się klei) i zmywam resztki rano. I mam bosko nawilżoną i odżywioną skórę - nie nakłądam nawet wtedy rano kremu nawilżającego a jedynie ten z filtrem i jest bosko. Polecam :)


PODKŁAD INGLOT HD PERFECT COVERUP
teoretycznie to zupełnie nie jest podkład na lato - dość dobrze kryjący, trwały i odrobinę widoczny na twarzy. Co więc sprawiło, że nie mogłam się z nim rozstać tego lata? KOLOR! Jak pisałam wcześniej codziennie używam do twarzy kremu z filtrem 50, natomiast ciała nie smaruję już żadnymi filtrami bo nie przebywam na słońcu na tyle długo, żeby aż tak chronić się przed nim. Dlatego też moje ciało lekko musnęło słońce a twarz pozostała jasna. A zaznaczę, że mam właśnie jasną skórę ale o zdecydowanie oliwkowej tonacji. I właśnie przez tą tonację okazało się, że żaden z podkładów (a mam ich trochę) nie jest dla mnie kolorystycznie odpowiedni. Nawet Bourjois HM wyglądał na mojej twarzy zbyt różowo. Na szczęście miałam Inglot w odcieniu 81. Boski, boski oliwkowy odcień, niezwykle rzadko spotykany. Idealnie wpasował się w koloryt mojej skóry i mimo tego, że nie jest leciutki to na samym kremie z filtrem sprawdzał się cudownie (natomiast jeśli nakładałam jeszcze krem nawilżający to było już tego za dużo). Jeśli znacie inne podkłady o oliwkowych odcieniach to koniecznie dajcie znać bo ja oprócz tego nic nie mogę znależć :):):)

GOLDEN ROSE MINERAT TERRACOTTA POWDER NR 04
Bronzer idealny dla mnie na lato. Wraz z podkładem z Inglota sprawiał, że moja blada twarz w niczym nie różniła się kolorystycznie od lekko opalonego ciała. Daje on efekt zdrowej, lekko muśniętej słońcem opalenizny w oliwkowo-złotym odcieniu. Jest też subtelnie rozświetlający i twarz wygląda po prostu pięknie. Hit, po prostu hit :) Kosztował mnie 25 zł w drogerii internetowei i to chyba najlepiej wydane 25 zł w ostatnim czasie bo odkąd przyszedł to się z nim nie rozstaję a ubytku nie widać. Serdecznie polecam.

LAKIERY HYBRYDOWE SEMILAC I NEONAIL
Tak, wiem - jestem chyba ostatnią kobietą na świecie, która wzięła się wreszcie za manicure hybrydowy :) Wcześniej miałam kilkakrotnie zrobione hybrydy na pazurkach i były super ale w moim zwariowanym życiu nigdy nie miałam kiedy pójść i je zrobić/zdjąć co przy moich szybko rosnących paznokciach wyglądało nie najlepiej i kończyło się zdrapywaniem lakieru na szybko i malowaniem ich tradycyjnymi lakierami. Wszystko się zmieniło gdy postanowiłam kupić sobie "sprzęt" do wykonywania ich samodzielnie. Nie są tak piękne jak zrobione przez specjalistę, wręcz daleko i do ideału bo dopiero się uczę tej całej zabawy ale ma  przynajmniej ten komfort, że siadam w domu gdy mam chwilę czasu i robię sobie właśnie wtedy manicure. Dodatkowo po prostu przepadłam, zakochałam się bez pamięci w tych wszystkich lakierach, kolorach, fakturach, wzorach jakie można stworzyć! I mimo, iż na razie robię sobie jednokolorowe paznokcie bez szaleństw (bo innych nie umiem) to chcę się wkręcić w ten świat i uczyć coraz to nowych rzeczy. A ostatnio odkryłam niedaleko mojego domu sklep ze wszystkimi możliwymi lakierami Semilac i już wiem, że tam zbankrutuję :)

To tyle z moich letnich ulubieńców kosmetycznych. Zastanawiam się czy dam radę zebrać do kupy też tych niekosmetycznych, żeby co nieco Wam pokazać, ale nie obiecuję bo Życie pędzi jak szalone i nie na wszystko jest niestety czas. Dajcie znać co u Was sprawdziło się latem oraz czy znacie jakieś podkłądy o oliwkowych odcieniach.

będę strasznie wdzięczna. Buziaczki i do następnego postu!
Martyna

czwartek, 24 sierpnia 2017

-49% W ROSSMANN - SZYBKI PODGLĄD MOICH ZAKUPÓW :)


Hej :)
Dziś nie będę się rozwodzić na temat ani promocji -49% w Rossmannie (bo jest o tym napisane szczegółowo dosłownie wszędzie ;) ani też na temat poszczególnych kosmetyków. Dlaczego? Ponieważ w szale zakupów kupiłam sobie prawie wyłącznie nowości, których wcześniej nie używałam. Dla frajdy spróbowania czegoś nowego, dla przyjemności wieczornego spa i z nadzieją na odkrycie nowych perełek kosmetycznych. 
Jednakże nie byłabym sobą gdybym nie pokazała Wam chociaż ukradkiem co kupiłam, dlatego jedno malutkie zdjęcie musiałam tu dodać. Są to:

- Maseczki Hada Labo (które meeega mnie ciekawią)
- Maseczki Rival de Loop (kocham tą markę!, ale maseczek nie miałam jeszcze chyba)
- Maseczki Ziaja (bo zawsze się przydadzą)
- Maseczki Bielenda (ciekawa marka)
- Maska i Krem do włosów Biovax (swego czasu szalałam za maskami z Biovaxu)
- Mini odżywka z Isany (nie znam, nie wiem, zobaczymy :)
- Masło na rozstępy Palmer's (balsamu nienawidzę, może masło będzie lepsze?)
- Bio Oil (budzi u mnie kontrowersje ale dam mu szansę ;)

Kupiłam jeszcze kilka innych rzeczy ale nie objętych promocją więc nie będę ich tu pokazywać. Innym razem. Innym razem też spodziewajcie się szczegółowych recenzji wszystkich tych produktów, bo na pewno się bez nich nie obejdzie jak zużyję cały ten kram :)

Dobrej nocy!
Martyna

niedziela, 20 sierpnia 2017

PYSZNY MAKARON Z KURKAMI I ŚMIETANKĄ

Hej :)
Bardzo dawno nie było żadnego przepisu, choć jeśli obserwujecie mnie na Instagramie (@glossyyygirl) to pewnie wiecie, że kulinarnie dzieje się u mnie zawsze sporo :) Ten makaron, na który przepis dzisiaj podam robiłam jakiś czas temu ale postanowiłam go dodać tutaj póki sezon na kurki trwa. Ogólnie uwielbiam wszelkie pasty, makarony, kluski i inne takie a jeszcze w połączeniu z pysznymi świeżymi grzybami to już w ogóle :) Zapraszam więc serdecznie do skorzystania z mojego przepisu.


MAKARON Z KURKAMI
( na 4 średnie porcje)

* 350g makaronu rurki/świderki/kokardki - co lubicie
(u mnie jest to makaron bezglutenowy z Lidla)
* 200g kurek
* 100 ml śmietanki 30%
* 50g masła
* 1 cebula
* ok 50g sera Parmezan/ Grana Padano/ Pecorino (co macie)
* sól
* czarny pieprz (najlepiej świeżo mielony)
* natka pietruszki do dekoracji


Wstawić wodę na makaron (bo sos robi się naprawdę szybko) i zetrzeć sobie ser na talerzyk, żeby był naszykowany.
Kurki wrzucić do miski z bardzo zimną wodą i szybko, ale dokładnie wypłukać i przełożyć na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się z nich wody. Zostawić je w całości chyba, że (tak jak u mnie) trafiły Wam się większe egzemplarze to wtedy pokroić na mniejsze kawałki.
Na dużej głębokiej patelni rozgrzać masło i wrzucić pokrojoną drobno cebulę. Gdy zeszkli się już ona ładnie to wtedy właśnie dorzucamy kurki.l Smażyć razem około 10 minut (w międzyczasie gotować makaron - ten bezglutenowy potrzebuje około 12 minut żeby był al dente, sugerujcie się tym co podaje producent na opakowaniu).
Do naszych kurek i cebuli dodać sporą szczyptę soli i sporą szczyptę pieprzu, wymieszać i wlać śmietankę. Gotować chwilkę sos aż nieco się zredukuje.
Dodać na patelnię świeżo ugotowany makaron (ewentualnie 2 łyżki wody z gotowania makaronu jeśli sos jest za gęsty) i starty ser.

Wszystko szybko wymieszać i od razu przekładać na talerze.
Posypać posiekaną świeżą natką pietruszki, która tutaj idealnie pasuje :)

I gotowe! Całość zajmie nam około pół godzinki a efekt jest naprawdę pyszny i sycący. Kaloriami nie ma co się tu przejmować, trzeba korzystać póki trwa sezon na takie leśne skarby :)

Smacznego!
Martyna

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

NAJLEPSZE PODKŁADY DO CERY SUCHEJ I NORMALNEJ (DROGERYJNE)


Hej :)
Dziś krótki post o podkładach, które są łatwo dostępne dla każdej z nas, mają w miarę rozsądne ceny i świetnie się sprawdzą u posiadaczek cery suchej i normalnej. A że sama jestem posiadaczką właśnie takiego typu skóry i przez moje ręce przewinęło się mnóstwo specyfików i mazideł to możecie mi wierzyć lub nie - wybrałam dla Was to co najlepsze :) Oto trzej "podkładowi" ulubieńcy :)

BOURJOIS HEALTHY MIX
Kiedyś (mniej więcej z 7 lat temu) błąkałam się po drogeriach w poszukiwaniu w miarę sensownego podkładu do mojej nietypowej cery. Większość koleżanek kupowała bez problemu podkłady z drogeryjnej półki i świetnie się sprawdzały na ich mieszanych lub tłustych cerach. Na mojej jednak każdy wyglądał źle - a to zbyt matowo, a to zbyt kryjąco ("szpachla"), a to po prostu za sucho... Gdy patrzyłam na swoją twarz z mega podkreślonymi skórkami i bardzo widocznym makijażem to miałam ochotę go zdrapać . Wydałam dużo drobnych kwot na kolejne podkłady, które ogółem dały całkiem niezłą sumkę a ja dalej nie znalazłam nic sensownego. 
I wtedy znajoma poleciła mi właśnie Bourjois Healthy Mix. Gdy zobaczyłam tą horrendalną i zawrotną jak na tamte czasy kwotę prawie 60 złotych za podkład to trochę to mną wstrząsnęło ;) Ale kupiłam i nie żałuję do dzisiaj, bo ewidentnie był to przełom w moim makijażu :)
Nagle okazało się, że mój makijaż może być lekki, subtelny a jednocześnie trwały. I przede wszystkim moja cera wygląda na zdrową, rozświetloną i po prostu świeżą! To był szok i z tym podkładem nie rozstaję się do dzisiaj.

Jaki jest Bourjois Healthy Mix?
To bardzo lekki podkład, pięknie wyrównujący koloryt cery i dający bardzo naturalny efekt. Jeśli chodzi o krycie to dla mnie ono jest zdecydowanie lekkie - niektórzy mówią, że średnie ale ja się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Dlatego, że średnie krycie można oczywiście uzyskać stopniując efekt i dokładając podkładu jednak moim zdaniem najpiękniej wygląda on nałożony w minimalnej ilości. Skóra po jego nałożeniu jest rozświetlona, jakby lekko nawilżona i wygląda na świeżą, dziewczęcą, zadbaną. Nie ukryje on jednak żadnych niedoskonałości więc będzie potrzebny korektor tu i ówdzie. Nie sprawdzi się on również jeśli macie cerę przetłuszczającą się - będzie wam przeszkadzał nadmierny błysk. Podkład jest średnio trwały - w ciągu dnia nieco ściera się z nosa, brody ale w taki sposób, że dalej twarz wygląda bardzo ładnie. Nie podkreśla suchych skórek a wręcz je nieco "chowa" i przede wszystkim - nie zapycha!
Gama kolorystyczna jest świetna - jasne, dosyć żółte odcienie, choć w tej nowej wersji mam wrażenie, że kolory są minimalnie ciemniejsze niż wcześniej. 
Cena w drogerii to ponad 60 zł, ale w drogeriach internetowych bez problemu kupicie go za około 35 zł. 

INGLOT HD PERFECT COVERUP
To zdecydowanie najbardziej kryjący z wszystkich trzech podkładów i o najdziwniejszej formule :) Dlaczego? Dlatego, że zazwyczaj podkłady typu hd lub po prostu podkłady nieźle kryjące są dosyć wysuszające i słabo wyglądają na suchej cerze. Tu natomiast mam wrażenie, że ten podkład został stworzony z myślą właśnie o posiadaczkach takiej skóry. Jestem zadowolona z zakupu mimo, iż akurat w tym przypadku cenę uważam za nieco za wysoką - za 35 ml trzeba w Inglocie zapłacić aż 89 złotych i dodam, że nie jest to najwydajniejszy podkład jaki miałam w życiu ;)

Jaki jest Inglot HD?
Jest to podkład gęsty, bardzo kremowy i przyjemny w nakładaniu. Po nałożeniu go na skórę czujemy komfort takiej "otulonej", nawilżonej buzi, co właścicielki cery suchej z pewnością docenią, natomiast przy innym typie cery będzie to minus tego podkładu. Nie jest to również podkład, którego nie widać na skórze. Jest on widoczny w takim sensie, że widać że mamy na sobie ładny makijaż (a nie w takim, że nałożyłyśmy sobie szpachlę na twarz:). Krycie jest naprawdę niezłe więc jeśli potrzebujecie krycia i porządnego otulenia skóry na co dzień to jest to podkład dla Was. Jeśli na co dzień lubicie delikatny makijaż to ten podkład dobrze się sprawdzi na większe wyjście. Ja mam skórę suchą, czasami normalną i dla mnie Inglot HD jest absolutnie genialny na jesień/ zimę, bo wtedy moja skóra potrzebuje właśnie takiego nawilżenia, otulenia i lepszego krycia. Na lato/wiosnę jest dla mnie trochę za ciężki na dzień ale na wieczór albo na wyjście jest super.

BOURJOIS 123PERFECT CC CREAM
Ten CC Cream to po prostu geniusz i gdyby nie jedna jego wada byłby moim podkładem wszech czasów. Ogólnie na co dzień nie używam wszelkich kremów CC ani BB, bo (mimo iż lubię naturalny wygląd) te specyfiki to w większości jakaś porażka - ani to kryje ani wyrównuje koloryt więc po co nakładać sobie warstwę czegoś takiego na twarz? Jak chcę krycia to biorę podkład a jak chcę mega naturalny look to nie nakładam nic i tyle :) I pewnie sama z siebie nigdy bym tego kosmetyku nie kupiła, ale... po pierwsze miałam podkład z tej serii 123Perfect i byłam bardzo zadowolona, a po drugie ten krem CC zrobił taką furorę w Internecie, że nie mogłam powstrzymać swojej ciekawości i kupiłam (już dawno, dawno temu). I jestem zachwycona, bo okazał się lepszy niż podkład z tej samej serii :)

Jaki jest 123Perfect CC Cream?
Moim zdaniem to nie CC Cream tylko po prostu świetny podkład. Zacznijmy od tego, że ma on naprawdę idealne krycie - takie średnie, ale "porządnie" średnie i zadowalające dla większości z nas. Przepięknie wyrównuje koloryt cery, maskuje drobne przebarwienia i małych nieprzyjaciół ale przy tym wygląda bardzo naturalnie i nie tworzy efektu maski. Bardzo ładnie stapia się ze skórą, tak, że nie widać go jakoś specjalnie ale robi to co do niego należy. Jego formuła jest bardzo przyjemna - jest dość płynny, ale niewiele go potrzeba, żeby pokryć twarz i nawet przy minimalnej ilości zapewnia ładną cerę. Daje również uczycie komfortu i lekkiego nawilżenia skóry oraz zawiera w sobie filtr SPF15, co, np. dla mnie w jesienno-zimowym okresie jest wystarczające i nie muszę dokładać kolejnej warstwy kremu z filtrem. Jest to też produkt dość dobrze utrzymujący się na twarzy - po całym dniu dalej wygląda bardzo ładnie (o wiele lepiej niż Healthy Mix). Ten Krem CC w drogerii kosztuje około 60 zł ale w Internecie można go dorwać za około 35 zł.
Ideał? Prawie... Krem ten ma jak dla mnie tylko jedną, ale dość ważną wadę. Nie zastyga na twarzy i dotknięty do ubrań czy czegoś innego zostawia na tym ślady. I nie ważne jest czy go przypudrujemy, czy użyjemy fixera lub innej metody. Wkładając bluzkę przez głowę zostają ślady na dekolcie a przytulając się do dziecka zostawiamy swój makijaż na jego ubranku... Dlatego mimo mojego zachwytu nad tym kosmetykiem nie używam go gdy idę na odzieżowy shopping itp, bo dostałabym zawału, że zniszcze jakieś ubrania podczas przymiarek w sklepie.. Ale na co dzień czy do pracy sprawdza się super.

KOLORY
Poniżej zdjęcie kolorów wszystkich 3 podkładów na mojej ręce. Fotka robiona w świetle dziennym i bez lampy błyskowej. Jak widać Healthy Mix nr 52 jest najbardziej  beżowy z całej trójki i najjaśniejszy. Ten kolor jest dla mnie ok przez czas kiedy jestem bardzo blada (ale nie należę do bladziochów, mam raczej średnią karnację). 123Perfect nr 32 jest dla mnie wprost idealny przez większość roku - delikatnie zółto-oliwkowy odcień, średnio jasny, cudo :) Natomiast Inglot HD nr 81 na tym zdjęciu wypada bardzo ciemno ale nałożony w małej ilości na twarz nie wygląda aż tak. Wybrałam kolor 81 bo ma pięknie oliwkowy, rzadko spotykany w sklepach odcień. Jest dla mnie ok gdy jestem opalona, ale naprawdę ten kolor stapia się ze skórą tak ładnie, że wiosną/latem często go mogłam nosić. Jego formuła jest z kolei idealna na zimę ale jaśniejsze kolory niż ten nie są już oliwkowe więc w chłodne pory roku będę go po prostu mieszać z jaśniejszym.


I to tyle w temacie podkładów dla cery suchej i normalnej. Te trzy drogeryjne perełki z czystym sumieniem mogę Wam polecić, bo u mnie sprawdzają się super i jak dotąd na nic ciekawszego nie trafiłam. Jeśli Wy macie jakieś specyfiki godne polecenia to podzielcie się koniecznie - testowania podkładów nigdy dość :)

Buziaki
Martyna