Etykiety

piątek, 19 stycznia 2018

KOLORÓWKA - ULUBIEŃCY ROKU 2017

Hej :)
Wreszcie udało mi się zebrać wszystkie kosmetyki kolorowe, które zachwyciły mnie w ubiegłym roku. Zaskoczeń tu raczej nie będzie bo nie o to przecież chodzi - chcę Wam pokazać wyłącznie te produkty, które są naprawdę warte uwagi i które polecam naprawdę z całego serca. Jeśli wiec jesteście ciekawe, któe kosmetyki wybrałam na moje hity 2017 roku to zapraszam do czytania :)


1. PODKŁADY MARKI BOURJOIS
Niestety (albo na szczęście) nie jestem w stanie wybrać jednego. Moim zdaniem marka Bourjois ma w swojej ofercie aż 3 rewelacyjne podkłady, które na stałe znalazły swoje miejsce w mojej kosmetyczce. Różnią się one znacząco między sobą, ale każdy z nich mi odpowiada w określonych sytuacjach - bo moja cera często kaprysi i czego innego ode mnie chce, tak jak i ja od podkładu :)

BOURJOIS HEALTHY MIX
To najbardziej uniwersalny podkład z jakim się spotkałam - subtelnie rozświetlający, lekko nawilżający, mega komfortowy w noszeniu. Uwielbiam go najbardziej zimą, kiedy chcę żeby moja buzia nabrała świeżego wyglądu z lekkim blaskiem ale przy tym nie świeciła się za bardzo i miała odpowiedni poziom "otulenia". Jest to też świetny podkład kiedy moja cera źle zareaguje na jakiś kosmetyk i ma niedoskonałości - bo może nie kryje jakoś szczególnie ale dzięki lekkiej formule i delikatnemu nawilżeniu sprawia, że makijaż mimo wszystko dobrze wygląda a inne niedoskonałości się nie pojawiają. Jest to jedyny podkład, który absolutnie nie powoduje u mnie żadnych negatywnych skutków (przesuszenia, obciążenia, zapchania itp). 

123 PERFECT - PODKŁAD
Ten podkład z kolei jest dla mnie idealny na lato, kiedy jest gorąco i skóra zaczyna się mimowolnie świecić bardziej niż bym chciała. Mam cerę suchą i zazwyczaj nie mam z tym wielkiego problemu dlatego podkładów typowo matujących oraz typowych pudrów nie znoszę.... Natomiast ten podkład jest taki "idealny" :) Nie matuje za bardzo ale też nie obciąża. Powiedziałabym, że zapewnia takie bardzo naturalne i świeże wykończenie na twarzy dzięki czemu moja skóra nie cierpi na nadmiar matu ale wygląda estetycznie bez wyświecania się w ciągu dnia. Dla cery normalnej moim zdaniem to ideał, który szybko się nakłada, ma krycie w sam raz na co dzień - takie średnie, i nie wymaga pudrowania. Jedyny minus dla mnie to fakt, że zimą nie mogę go zbyt często używać - jego lekko "suche" wykończenie w mroźne dni to dla mnie za mało i potrzebuję czegoś nawilżającego i otulającego żeby uniknąć suchych skórek. No i odrobinę ciemnieje po nałożeniu co też trzeba wziąć pod uwagę. tak czy siak jest on niezbędny w mojej kosmetyczce i wiosną/latem będę go pewnie znów używać non stop :)

123 PERFECT -  CC CREAM
Gdybym miała jednak wybrać podkład, który na mojej cerze wygląda najlepiej i daje mi efekt WOW to zdecydowanie jest to Bourjois 123 Perfect CC Cream! Ma on zuuuuupełnie inne właściwości niż podkład z tej samej serii. Przede wszystkim jest bardzo nawilżający i taki "mokry" w konsystencji co dla cery suchej jest cudowne. Daje taki efekt bardzo dobrze nawodnionej cery, z lekkim blaskiem a przy tym jego krycie jest najlepsze ze wszystkich trzech podkładów, które tutaj opisuję. ma też bardzo łądny, lekko oliwkowy kolor co mi idealnie pasuje (mówię o odcieniu 32). Opakowanie (tubka jest praktyczne i wygodne). Natomiast mimo, że wygląda on na mojej cerze niemal idealnie to korzystam z niego niestety najrzadziej ze wszystkich trzech bo ma małą wadę - zostawia ślady na wszystkim czego się dotknie - na ubraniu, na ubranku dziecka, na szaliku itp. Noszę więc ten podkład z przyjemnością ale tylko wtedy gdzy nie mam w planach przytulanek z córką albo noszenia szala na twarzy ;) Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo polecam ten CC Cream, bo wygląda obłędnie.

2. GOLDEN ROSE MINERAL TERRACOTTA POWDER NR 04
Bronzer idealny dla osób o lekko oliwkowym odcieniu cery, bo nie jest ani zbyt ziemisty ani zbyt złoty czy ceglasty. Mówię tu oczywiście o bronzerze do ocieplania cery. Jest on delikatny, rozświetlający, nadaje cerze zdrowy wygląd takiej lekko muśniętej słońcem skóry (ale to taka opalenizna już oliwkowa, po kilku dniach ;). Nie można z nim raczej przesadzić, bardzo dobrze się utrzymuje i jest mega wydajny a kosztuje około 25 złotych. Cud, miód i orzeszki :)

3. KOREKTOR CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE
Jak dla mnie niezastąpiony korektor pod oczy. Wiem, że wiele osób narzeka na niego, że przesusza, że podkreśla zmarszczki i że jest ciężki ale ja naprawdę nic takiego u siebie nie zauważyłam a mam w tej chwili już co najmniej szóste opakowanie w użyciu. Więc albo nie mam zmarszczek albo u mnie on nie wchodzi w nic :) Nie przesusza mi też skóry pod oczami (a nie używam żadnego kremu pod oczy) i nie uważam też, że jest ciężki. natomiast mogę powiedzieć, że jest bardzo trwały, ładnie kryje cienie pod oczami - tak w sam raz na co dzień, bez szpachli ale spojrzenie od razu jest bardziej wypoczęte. Ma też bardzo łądny kolor - ja używam odcienia 020 Light Beige. Dla mnie w porównaniu do innych drogeryjnych korektorów to ten z Catrice jest kilka półek wyżej i nie mam zamiaru go zmieniać szczególnie, że cena i wydajność są bardzo korzystne.


4. TUSZ LOVELY PUMP UP MASCARA
Kupiony został przypadkiem, bez większych oczekiwań  - po prostu słyszałam o nim legendy i chciałam przy okazji sprawdzić czy zadziała i u mnie. Nie nastawiałam się szczególnie dobrze na niego, bo nigdy nie żałowałąm pieniędzy na porządny tusz do rzęs a te "wynalazki" za 10 zł zazwyczaj okazywały się u mnie jakimś nieporozumieniem. Ale w tym wypadku tak nie było i tusz Lovely stał się moim absolutnym hitem. Żadna maskara dotychczas nie dawała mi przy dwóch warstwach tak idealnego efektu - rzęsy są mocno widoczne, podkręcone, pogrubione a przy tym nie sklejają się i są "wyczesane". Taki naturalny ale ładnie podkreślający spojrzenie look. Wszystkie inne tusze poszły do śmieci odkąd mam ten i nawet nie chce mi się próbować czegoś innego skoro Lovely za 10 zł daje mi dokładnie to czego szukam. Serdecznie Wam go polecam.

5. RIMMEL LASTING FINISH COLOUR RUSH - POMADKA W KREDCE
To chyba jedyny kosmetyk, o którym nigdy nie wspominałam a który absolutnie uwielbiam. jest to szminka w postaci wykręcanej, grubej kredki od Rimmela, którą katowałam cały rok. Nie mówiłam o niej wcześniej bo na 100% była ciągle przy mnie - w torebce lub naszykowana na toaletce do makijażu i traktowałam ją jako "oczywistą oczywistość" :) Kredkę tą kupiłam jakiś czas temu w Rossmannie tylko dlatego, że była "cena na do widzenia" czy coś takiego i kosztowała grosze. kolor bardzo ładny, ciemnoróżowy więc wzięłam. Co więc w tej szmince mnie tak zachwyciło? Po pierwsze jej bardzo leciutka konsystencja, dzięki której mam wrażenie jakbym nakładała bardzo przyjemny balsam na usta a nie kolorową pomadkę. Po drugie ona nawet zachowuje się jak balsam - ładnie nawilża i koi usta, jest bardzo przyjemna w noszeniu. Kolor można budować od lekkiego muśnięcia różem do naprawdę mocnej fuksji i w dodatku ten kolor wżera się w nasze wargi i całkiem długo się utrzymuje (jak na tak lekką i nawilżającą konsystencję). Wykończenie ma lekko błyszczące, usta sprawiają wrażenie nawilżonych i "soczystych" :) I zawsze wtedy gdy robiłam lekki makijaż w stylu podkład, tusz i róż to ta kredka na koniec wędrowała na moje usta (czyli prawie codziennie ;) Dodam jeszcze, że mimo tego, że maltretuję tą szminkę prawie każdego dnia to nawet jeszcze nie zaczęłam jej wysuwać z opakowania bo jest tak wydajna, że ten "czubeczek" wystający z opakowania starczy mi chyba na kolejny rok. polecam, jeśli lubicie nawilżające pomadki, które w miarę długo się trzymają :)

I to tyle - same hity, same kosmetyki, które serdecznie polecam. jestem też pewna, że w 2018 roku niewiele sie u mnie wśród nich zmieni bo nie chcę szukać nowości skoro mam tak dobre i odpowiadające mi produkty pod ręką. A co u Was najlepiej się sprawdziło wśród kolorówki w 2017 roku?? Dajcie znać!

Buziaki
Martyna :)

czwartek, 28 grudnia 2017

PIELĘGNACYJNE HITY ROKU 2017 !!! PALMERS, BIOLAVEN, EVREE, JOHNSON'S, DOVE


Stary rok dobiega końca i czas na podsumowania. Muszę przyznać, że rok 2017 nie należał zdecydowanie do najlepszych lat mojego życia ;) Zdecydowanie był on wypełniony wieloma wyzwaniami i miałam wrażenie, że ciągle napotykam na swojej drodze przeszkody nie do pokonania. Był to również rok kiedy pierwszy raz w życiu zaczęłam wątpić w swoje siły i zaczynałam się poddawać. Na szczęście pojawiła się też ukradkiem pozytywna strona tego wszystkiego - mam poczucie, że niesamowicie przez ten rok dojrzałam, zdecydowanie ugruntowałam swoje priorytety i dzięki temu jestem o dziwo silniejsza - bo już wiem co w życiu jest dla mnie ważne i jak chcę żeby się ono toczyło. nie ma wiec tego złego, co by na dobre nie wyszło ;) Po cichutku liczę jednak, że ten nowy 2018 rok będzie nieco łaskawszy i wreszcie będę mogła trochę odetchnąć :)

Dobra, ale koniec tych rozważań - czas przejść do podsumowania kosmetycznego mijającego roku. Pokażę Wam kosmetyki, które towarzyszyły mi przez prawie cały ten czas i zostaną ze mną jeszcze na długo. Nie wyobrażam sobie już teraz, że któregoś z nich mogłoby mi zabraknąć i nie mam zamiary ich niczym innym zastępować. oto moje hity 2017 roku!


ŻELE POD PRYSZNIC I PŁYNY JOHNSON'S
To dla mnie największe zaskoczenie tego roku a uświadomiłam sobie, że chyba nigdy nie pokazywałam ich w ulubieńcach miesiąca! Pewnie dlatego, że stały pod moim prysznicem jako oczywista oczywistość ;) Ogólnie kiedyś nie miałam najlepszej opinii o tej marce - kojarzyłam ją jako "przereklamowane" kosmetyki dla dzieci, które w sumie nic w sobie nie mają a jest na nie wielki szał. Moja opinia zmieniła się diametralnie gdy zaczęłam używać tych kosmetyków na sobie - a stało się tak dlatego, że moja córeczka dostała od kogoś z bliskich w prezencie szampon i żel a do jej pielęgnacji używam innych preparatów. Żeby się nie zmarnowały zużyłam je ja, a szampon pokochały moje pędzle do makijażu ;) Jeśli chodzi o skład jako kosmetyki dla dorosłych są po prostu super - delikatniejsze niż typowe drogeryjne żele a łatwo dostępne i w świetnej cenie. Do tego najistotniejszy jest aspekt zapachowy - delikatne żele, których używałam dotychczas były rewelacyjne w działaniu, ale umówmy się - ich zapach nie był zachęcający. Natomiast żele Johnson's pachną obłędnie! Szczególnie uwielbiam serię fioletową (na dobranoc), która pachnie świeżo, lawendowo, mega relaksująco. Natomiast ta w biało-żółtych opakowaniach ma zapach, który wcale nie kojarzy mi się z niemowlakiem a z zadbaną kobietą, lekko otuloną perfumami. Nie szukam już innych żeli - chcę używać tylko tych i serdecznie Wam je polecam jeśli znudziło Wam się poszukiwanie dobrych ale trudno dostępnych żeli. te są w każdym Rossmannie czy Biedronce. Dodam, że wszystkie te kosmetyki kupiłam sama. 


BIOLAVEN ŻEL MYJĄCY DO TWARZY
O tym żelu pisałam w kilku postach niedawno więc nie będę się rozpisywać. jest po prostu genialny. bardzo skutecznie myje twarz z pozostałości po demakijażu, daje uczucie bardzo czystej, świeżej skóry a jednocześnie zupełnie jej nie przesusza i nie podrażnia. ma naturalny skład, jest w wygodnym opakowaniu, pachnie jak owocowe cukierki. Cena to około 16 zł więc naprawdę warto wypróbować :)


EVREE MAGIC ROSE - OLEJEK RÓŻANY DO TWARZY
To mój ulubieniec od kilku już lat - niezmiennie uważam go za najlepszy kosmetyk pielęgnacyjny jaki spotkałam na swojej drodze i nie ma opcji, żeby zabrakło go w mojej kosmetyczce. Nakładam go zawsze wieczorem na umytą i oczyszczoną skórę. Kilkoma kropelkami masuję twarz, delektuję się pięknym, różanym zapachem a moja skóra tylko na tym korzysta. Olejek ten pięknie uspokaja wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia na skórze oraz sprawia, że niedoskonałości mniej się rzucają w oczy. Dodatkowo bardzo delikatnie pielęgnuje skórę - leciutko nawilża, natłuszcza ale absolutnie nie zapycha. U mnie po prostu zapewnia idealną równowagę pomiędzy nawilżeniem, natłuszczeniem i trzymaniem w ryzach niedoskonałości i przebarwień. Cudo i nie wyobrażam sobie już pielęgnacji bez niego.


GORVITA ALOE VERA ŻEL
Żel aloesowy to również produkt, bez którego nie wiem jak żyłam wcześniej. Zaczęłam go używać jako kosmetyk do twarzy - zamiast kremu jak dotychczas, nakładałam właśnie żel aloesowy i jakiś olejek albo serum. Taka pielęgnacja to była prawdziwa rewolucja i dała niesamowite efekty. Moja cera wreszcie nie jest zapychana żadnymi ciężkimi mazidłami a ma zapewnione i nawilżenie (dzięki żelowi) i natłuszczenie (dzięki olejkom). Stan skóry bardzo mi się poprawił. Dodatkowo zaczęłam używać żelu również do innych rzeczy i hitem okazało się stosowanie go do włosów - na suche włosy nakładałam żel aloesowy i olejek do olejowania włosów a potem myłam jak zwykle. Efekt był o wiele lepszy niż przy zwyczajnym olejowaniu. I tak krok po kroku używałam tego żelu na milion sposobów i nie wiem teraz jak funkcjonowałam bez niego :)


DOVE ANTYPERSPIRANT W KREMIE
O tym kosmetyku był tutaj osobny post, bo odkryłam go niedawno. Musiałam jednak koniecznie go umieścić jako hit 2017 roku bo zakochałam się w jego konsystencji, zapachu i działaniu na amen ;) Dodatkowo wyparł on mojego wieloletniego ulubieńca od Nivea (Dry Comfort Plus) a to już nie lada wyczyn. Antyperspirant ten delikatnie chroni, dba o skórę pod pachami, ładnie się wchłania, ma wygodne opakowanie, jest mega wydajny, tani i cudnie pachnie - czego więcej chcieć do szczęścia? :) 

To tyle - kilka kosmetyków, ale absolutnie ulubionych, wyjątkowych i godnych polecenia. Post nie jest sponsorowany w żaden sposób a wszystkie opinie są szczere :) W najbliższym czasie postaram się również podsumować kok makijażowo i pokazać wam co takiego najbardziej zaskoczyło mnie w kosmetykach kolorowych.

A Wy jakie macie swoje pielęgnacyjne hity? Chętnie się z nimi zapoznam :)

Buziaki
Martyna

wtorek, 19 grudnia 2017

OPENBOX! PIĘKNA PRZESYŁKA OD LE PETIT MARSEILLAIS

Hej :)
Dzisiaj pokażę Wam zawartość cudownej przesyłki od Le Petit Marseillais, którą otrzymałam w ramach kampanii ambasadorskiej. O tym jak zostać ambasadorką i co zrobić aby móc testować kosmetyki tej firmy przeczytacie tu
Ideą tej kampanii LPM było po pierwsze zapoznanie nas, konsumentów z produktami, które niedawno pojawiły się na rynku, czyli dezodorantami. Ale na szczęście promocja marki nie opiera się jedynie na wysłaniu do bloggerów kilku dezodorantów na zasadzie "weźcie i sobie zobaczcie" ;) W poprzedniej edycji ambasadorki otrzymały 20 pokaźnych próbek  żelu truskawkowego, którymi można było podzielić się z naszymi koleżankami, rodziną , przyjaciółmi. Natomiast sensem tej kampanii jest wspólne testowanie produktów wraz z naszą najbliższą przyjaciółką. W pięknie zapakowanej paczce przychodzą do nas dwa komplety kosmetyków - żel pod prysznic i dezodorant, oczywiście z tej samej linii zapachowej. To zupełnie co innego otwierać taką paczkę razem z przyjaciółką - te emocje co jest w środku, debata, która z nas który zestaw przetestuje i wzajemna wymiana opinii i poglądów na temat kosmetyków. Super! To dla mnie jest istota blogowania - możliwość dzielenia się z innymi radością z danych produktów, wymiana wrażeń i opinii a czasami konfrontacja poglądów (jeśli są odmiennie). Bo co to za frajda samemu otworzyć paczkę, zużyć kosmetyk i opisać ? Dla mnie żadna. Wolę zabawę i wspólne emocje :)
Muszę tu również wspomnieć, że zapachy tych kosmetyków są niezwykle nasycone, energetyzujące i przypominające słoneczne, gorące lato :) Mimo tego, że choinka już w domu a za oknem śnieg to używając np. kosmetyków o zapachu soczystej brzoskwini przenosimy się zupełnie gdzie indziej. Po takim owocowym prysznicu fajnie zrobić sobie szklankę lemoniady i już można się poczuć jakby był czerwiec a nie grudzień ;) ;) ;)

Dobrze, koniec tego gadania, czas pokazać przesyłkę :) 


Jak widzicie otrzymałam zestaw o zapachu Kwiatu Pomarańczy oraz Białej Brzoskwini i Nektarynki. Jeden z nich zatrzymałam dla siebie do testów a drugi będzie testować moja przyjaciółka. Mam nadzieję, że kosmetyki nas nie zawiodą i dostarczą trochę letnich aromatów w nadchodzące święta:))

#swiezosclpm #ambasadorkalpm

Buziaki
Martyna :)

wtorek, 5 grudnia 2017

(BLACK FRIDAY) KOSMETYCZNY HAUL ZAKUPOWY !!! DOVE, SYLVECO, RESIBO, IOSSI, BIOLAVEN

Hej :)
Czy Wy też tak macie, że gdy jeden kosmetyk Wam się kończy to nagle okazuje się że we wszystkich innych też widać denko?? U mnie często to się zdarza - i właśnie teraz nastąpił ten moment. Na szczęście udało mi się dotrwać do Black Friday i chociaż raz skorzystać ze zniżek. Wreszcie też kupiłam kosmetyki, na które miałam chrapkę od dawna ale zapasy nie pozwalały mi na kupowanie kolejnych specyfików. Ale wreszcie mam to, o czym od dawna marzyłam więc zapraszam Was na mały przegląd :)


IOSSI
Strasznie chciałam wypróbować kosmetyki tej marki - przede wszystkim dlatego, że mają cudowne składy, są naturalne, polskie i bardzo chwalone. Niestety mają też krótki termin przydatności (jak to na prawdziwe naturalne kosmetyki przystało) więc nie mogłam nic kupić póki nie zużyję swoich już otwartych produktów. Na szczęście wreszcie mogłam poszaleć i kupiłam sobie całkiem sporą ilość kosmetyków do wypróbowania. Zdecydowałam się na mniejsze pojemności, dzięki czemu mogłam kupić więcej różności i sprawdzić co mi najlepiej pasuje. Kupiłam więc:

-Peeling cukrowy Energetyzująca trawa cytrynowa
- Peeling cukrowy Odświeżający Rozmaryn i Limonka
- Peeling cukrowy Aromatyczna mandarynka i pomarańcza
- Serum Rozświetlające Dzika Róża, Geranium, Cyprys
- Serum Głęboko Nawilżające Drzewo Sandałowe i Awokado
- Krem Nawilżający NAFFI

Z okazji Black Friday marka Iossi dała -20% na kosmetyki, nie objęło to jednak peelingów, które były w zestawie (3x120ml). Tak czy siak dobrze, że chociaż tyle udało się zaoszczędzić, bo powiem szczerze, że ceny regularne tych produktów są dość przerażające ;) Oby były tego warte!


RESIBO - OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
Wreszcie go mam i mogę testować. Jak pewnie już wiecie uwielbiam olejki w pielęgnacji i w demakijażu a ten od Resibo dawno był na mojej liście "must have". Jego cena także nie należy do najniższych ale tym razem Cocolita.pl na Black Friday zaoferowała -20% na niektóre marki i akurat  udało mi sie go kupić go odrobinę taniej. Miałam oczywiście wielką chęć na więcej kosmetyków tej marki, ale skoro zamówiłam taki "pakiet" od Iossi to poczekam aż zużyję.

SYLVECO I BIOLAVEN
Pomadkę z Sylveco uwielbiam - nawet nie za te właściwości peelingujące a to jak ładnie nawilża mi usta. Dłuższy już czas zapominałam ją kupić ale wreszcie jest u mnie i już się nie rozstaniemy.
Kupiłam też kolejną buteleczkę żelu do mycia twarzy z Biolaven, bo jest świetny i nie wyobrażam już sobie bez niego wieczornej pielęgnacji. Obydwa kosmetyki kupiłam na Cocolita.pl ze zniżką na Black Friday.


DOVE
Ostatnio pisałam recenzję rewelacyjnego antyperspirantu w kremie z Dove, który niedawno odkryłam przez przypadek. Całe szczęście w mojej Biedronce byłą dostawa tych kosmetyków i kupiłam sobie jego kolejny egzemplarz. 
Ten zapach tak mnie zachwycił, że postanowiłam wypróbować inne kosmetyki z tej granatowej, standardowej linii Dove (często używam kosmetyków z Dove ale tej serii nigdy nie miałam). Akurat w Tesco była promocja na zestawy kosmetyczne różnych marek i udało mi się niedrogo kupić zestaw z żelem pod prysznic i antyperspirantem w spray'u. I niestety powiem Wam, że to nie jest ten sam zapach. Obydwa kosmetyki zużyję z przyjemnością bo też pachną pięknie, ale nie jest to ten sam cudowny zapach co antyperspirantu w kremie.

To tyle jeśli chodzi o kosmetyczne zakupy podczas Black Friday. Z jednej strony fajnie, że są zniżki i można trochę zaoszczędzić jednak zdecydowanie milej by było gdyby zniżki były wyższe ;) Tak jak pisałam wyżej wszystkie te kosmetyki kupiłam sama, za własne pieniądze i zabieram się za testowanie. Szczególnie kosmetyki Iossi mnie kuszą więc na pewno za jakiś czas dam Wam znać czy są warte tego całego zamieszania i tych cen.

A Wy skorzystałyście z jakiś promocji podczas Black Friday? Może znacie sklepy, gdzie zniżki są większe??

Buziaki
Martyna

wtorek, 28 listopada 2017

DENKO PRODUKTÓW DO WŁOSÓW - MATRIX, BIOVAX, ISANA, JOHNSON'S BABY

 
Hej :)
Dziś zapraszam Was na denko kosmetyków do włosów, które zużyłam w ostatnim (dłuższym) czasie. Przyznaję się, że to nie wszystkie zdenkowane produkty, bo czasami się zapominałam i wiele opakowań poleciało prosto do śmieci. Niektóre były z tych samych serii co te, które dziś opiszę więc wspomnę i o nich co nieco. 


MATRIX TOTAL RESULTS COLOR OBSESSED - SZAMPON I ODŻYWKA
Fioletowa seria z Matrixa jest przeznaczona do włosów farbowanych i jej zadaniem jest ochrona koloru. Ma podobno właściwości antyoksydacyjne i chroni przed promieniowaniem UV. Zużyłam dwa opakowania szamponu i dwa opakowania odżywki - głównie w czasie kiedy jeszcze farbowałam włosy, czyli jakieś pół roku temu (zachowałam tylko jedno opakowanie żeby już domu nie zagracać;). Mimo tego, że szampon zawiera sls nie wypłukiwał on koloru z włosów i był naprawdę delikatny. Odżywka lekko dociążała włosy, była dosyć silikonowa ale ogólny efekt po użyciu tych kosmetyków był super. Kolor faktycznie chroni bardzo dobrze - wystarczyło, że raz dla odmiany umyłam włosy innym szamponem niż ten a już widziałam jak kolor znika - a przy Matrixie tego nie było. Bardzo polecam tą serię szczególnie, że przez internet można je kupić w cenie kosmetyków z drogerii (ok. 18 zł sztuka). U fryzjera płaciłam drożej - po ok 35 zł za buteleczkę. Teraz nie wrócę do tej serii ale tylko dlatego, że nie farbuję już włosów.

MATRIX TOTAL RESULTS MEGA SLEEK - SZAMPON I ODŻYWKA
Seria pomarańczowa z Martixa bardzo mi się spodobała. Są to typowo wygładzające produkty do włosów puszących się i niesfornych. Zdecydowanie nie sprawdzą się do włosów cienkich, bo będą zbyt obciążające. natomiast u mnie dawały bardzo fajny efekt - włosy były wygładzone, lejące i dociążone ale nie musiałam ich myć częściej niż zwykle. O wiele lepiej również współpracowały z prostownicą a efekt lepiej się utrzymywał. Jeśli chodzi o działanie pielęgnacyjne, to teoretycznie jest tu masło shea, które trochę nawilża włosy ale jak to w przypadku typowo fryzjerskich produktów - bardziej chodzi tu o efekt wizualny niż faktyczną pielęgnację. Nie narzekałam jednak i bardzo podobał mi się efekt tych kosmetyków. Z tej serii oprócz szamponu i odżywki mam również Spray Wygładzający, który ułatwia prostowanie ale nie doczeka się on chyba denka bo wystarcza na sto lat :) Ogólnie całą serię polecam jeśli macie puszące się włosy - szczególnie za cenę internetową :)

JOHNSON'S BABY SZAMPON
Przyznaję, że nie kupiłabym sama wcześniej tego szamponu, bo nie uważam go za jakiś wybitny kosmetyk dla dzieci i moja córka go nie używa. Natomiast dostała go ona w jakimś prezencie od kogoś z rodziny i nie bardzo wiedziałam jak go zużyć. Zaczęłam myć num pędzle i do tego sprawdzał mi sie idealnie. Nastał jednak taki dzień, że zapomniałam zamówić szampon dla siebie i sama musiałam z niego skorzystać i umyć moje włosy. I ogólnie zrobił na mnie całkiem fajne wrażenie ;) W dalszym ciągu nie uważam go za delikatny szampon - wręcz przeciwnie wydaje mi się że jest on dosyć mocno oczyszczający. Ale czasami lubię taki efekt i tego potrzebuję. Dodatkowo nie uczula mnie i nie podrażnia skóry głowy więc w ogólnym rozrachunku spisał się całkiem ok. No i bardzo lubię jego rumiankowy zapach :)


BIOVAX GOLD INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASECZKA ARGAN I ZŁOTO
Kupiłam tą maseczkę razem z Oleo-Kremem z tej samej serii. I jak pisałam już w ulubieńcach Oleo-Krem jest po prostu booooski :) Natomiast co do maseczki... Bardzo lubię markę L'biotica i ich produkty do włosów - od wielu lat używam maseczek i zawsze byłam zadowolona. Maseczka Argan i Złoto również mi odpowiada - całkiem fajnie wygładza włosy, lekko dociąża i nawilża. Do tego pachnie po prostu obłędnie. Moje włosy mam wrażenie, że wchłaniają tą maseczkę jak gąbka (zresztą wszystkie maski tej firmy). Jedyny minus jaki widzę to to, że jej działanie nie jest już tak długotrwałe i mocne jak te wcześniejsze maski w plastikowych słoikach. Ta lepiej pachnie, ładniej wygląda ale działanie ma zdecydowanie słabsze. No i wydajność nie jest jakaś super bo bardzo szybko zużyłam całość. Także ogólnie polecam jako odżywkę niż jako maskę, która ma jakoś super regenerować włosy.

ISANA REPAIR NUTRITION MINI MASKA DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH
I kolejny fajny produkt. Wychodzi na to, że dzisiejsze denko to tylko kosmetyki warte uwagi ;) Tego malucha z Isany kupiłam kiedyś podczas promocji w Rossmannie na produkty do włosów. Nie pamiętam ile kosztował, ale Isana to tania marka wiec pewnie nie dużo. I muszę przyznać , że bardzo byłąm mile zaskoczona. Całą tą tubeczkę zużyłam na raz i włosy były bardzo ładne po jej użyciu - miękkie, dociążone lekko, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Po jednorazowym użyciu tyle tylko mogę powiedzieć - jakiegoś super efektu wow nie było ale maseczka spisała się całkiem fajnie. Nie wykluczone, że kiedyś kupię duże opakowanie.

MATRIX BIOLAGE REPAIR INSIDE ODŻYWKA DO WŁOSÓW
Ta odżywka pochodzi z serii Matrix Biolage, czyli tej bardziej zaawansowanej i droższej. Z tej serii miałam wiele produktów i głównie z serii Color Last, którą bardzo lubiłam. Odżywkę Repair Inside kupiłam dla odmiany i mam co do niej mieszane uczucia - z jednej strony jest to bardzo dobra odżywka. Bardzo widocznie nawilża włosy, pozytywnie wpływa na ich regenerację, jest treściwa, daje widoczne rezultaty i włosy są miękkie i przyjemne. Mimo gęstej konsystencji i dobrego działania nie obciążała mi ona fryzury i miałam dosyć sypkie włosy - czyli super. Ale niestety tutaj już niezbyt odpowiada mi skład - zarówno w tej odżywce jak i w całej serii Matrix Biolage, którą miałam. Jest tutaj na samym początku składu olej sojowy, którego unikam w kosmetykach. Dodatkowo Phenoxyethanol i cała masa innych niezbyt sprzyjających substancji. Uważam, że serie, które opisałam powyżej (fioletowa i pomarańczowa z linii Total Results) mają o wiele lepsze składy i przy tym są dużo tańsze. Za kosmetyki z serii Martix Biolage musimy już zapłacić minimum 35 zł za sztukę - czasami nawet 50-60 zł zależy co kupujemy. Efekt tych kosmetyków jest bardzo fajny ale uważam, że w tej cenie można dostać coś o wiele lepszego.

MATRIX BIOLAGE SUGAR SHINE ODŻYWKA
W sumie opinia taka jak wyżej - bardzo dobra odżywka, mocno nabłyszczająca włosy i dająca naprawdę ładny efekt. Skład jednak też pozostawia wiele do życzenia a cena jest wysoka. Ja akurat mam próbkę 50 ml od mojej fryzjerki, ponieważ większość kosmetyków kupowałam w salonie i czasem dostawałam jakiś prezent. Jeśli chcecie spróbować to jak najbardziej ale za cenę tej linii kosmetyków z pewnością znajdziecie coś lepszego.

To tyle - większość produktów okazała się bardzo fajna. Może nie są to hity, które koniecznie muszę mieć i za którymi bardzo tęsknię ale były naprawdę ok i nie zrobiły mi żadnej krzywdy. Teraz moja pielęgnacja włosów bardzo się zmieniła, bo już ich nie farbuję i potrzebują one już czegoś innego także kolejne denko pewnie będzie zupełnie inne.
A Jak u Was spisały się te produkty? Miałyście je?

Buziaki
Martyna

poniedziałek, 27 listopada 2017

DOVE ORIGINAL ANTYPERSPIRANT W KREMIE - RECENZJA



Hej :)
Dziś zapraszam na recenzję antyperspirantu, który bardzo mnie zaskoczył w ostatnich tygodniach. Recenzje tego typu kosmetyków nie zdarzają się u mnie często, ponieważ antyperspirant to kosmetyk, którego praktycznie nie zmieniam - od lat miałam swojego ulubieńca (Nivea Dry Comfort Plus w kulce) i poza kilkoma epizodami gdzie kupiłam coś "na próbę" nic więcej nie używałam. Przyczyna jest prosta - większość antyperspirantów na rynku przeokropnie przesusza mi skórę pod pachami i jest ona tak podrażniona, że nie jestem w stanie nad tym zapanować potem przez długi czas. Wszelkie Rexony, Fa, Garniery i inne tego typu kulki i sztyfty mimo pięknego zapachu i cudownych właściwości antyperspiracyjnych niestety się u mnie nie sprawdzały bo po kilku użyciach miałam wielkie suche placki pod pachami i skóra zaczynała świrować ;)

Najlepiej dotychczas sprawdzała się u mnie marka Nivea, a konkretnie właśnie jeden z wariantów ich kulek (Dry Comfort Plus) - nie przesuszał nic a nic i bardzo dobrze chronił. To mi wystarczało i używam go serio już chyba z 10 lat (nie pamiętam jedynie czy od początku w tej właśnie wersji bo opakowania nieco się zmieniały). Kilka tygodni temu skończył się mój milionowy już chyba egzemplarz i chciałam dokupić w Biedronce ale akurat nie było - idealny moment żeby więc wziąć coś innego na próbę :) I mimo, że przeszłam w ostatnich latach przez wszystkie chyba marki antyperspirantów na rynku to nagle zorientowałam się, że NIGDY nie miałam tego kosmetyku z Dove! A że akurat był w Biedrze duży wybór to padło akurat na tą markę :)

Antyperspiranty Dove były dostępne w różnych wariantach - w spray'u, w kulce, w sztyfcie... Mnie natomiast zaciekawił jeden jedyny egzemplarz, który stał i miał "dziwne" opakowanie - antyperspirant w kremie! Kupiłam, poużywałam kilka tygodni i oto co o nim myślę :)



ZALETY
- bardzo funkcjonalne i wygodne opakowanie
- konsystencja treściwego kremu
- świetne rozprowadzanie
- szybkie wchłanianie się
- pielęgnacja skóry pod pachami
- bardzo dobre właściwości antyperspiracyjne
- absolutnie cudowny zapach
- ogromna wydajność
- niska cena

WADY
- dostępność ?!
- skład typowo "drogeryjny"



MOJA OPINIA
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to najlepszy antyperspirant jakiego miałam okazję używać!!! To "dziwne opakowanie po otwarciu okazało się jeszcze dziwniejsze - mała dziurka z której wykręcamy krem na plastikową, białą główkę i smarujemy. Myślałam, że to będzie porażka ale nie - krem rozprowadza się gładko i przyjemnie a porcje jakie wykręcamy możemy idealnie dopasować do naszych potrzeb. Antyperspirant naprawdę tak jak producent sugeruje jest w postaci gęstego kremu i faktycznie takie mamy wrażenie podczas aplikacji - że kremujemy sobie paszki ;) Jak na tak treściwą formę to wchłania się on bardzo szybko i nie pozostawia takiej suchej i nieestetycznej białej poświaty pod pachą - wręcz przeciwnie skóra jest miękka, jakby trochę nawilżona i wygląda naturalnie. Wydajność tego kosmetyku jest zaskakująca - od kilku tygodni używam intensywnie i ciągle tego samego opakowania a końca jakby nie widać ;) Nie można ocenić ile w środku faktycznie go zostało ale chyba jeszcze sporo, bo ciągle wykręca się bez problemu. Jak na antyperspirant za 13 złotych to uważam, że jest to kosmicznie dobra wydajność :) Jeśli chodzi o działanie to moim zdaniem chroni on bardzo dobrze i nie mam żadnych zastrzeżeń, ale muszę zauważyć, że nie mam żadnych problemów z poceniem i tak naprawdę pod względem ochrony przed poceniem sprawdza się u mnie prawie każdy tego typu specyfik. Natomiast koniecznie muszę wspomnieć o największym (dla mnie) atucie tego produktu - o zapachu! Piękny, boski, absolutnie genialny. lekko pudrowy, kremowy, może odrobinkę kwiatowy. Niby delikatny ale naprawdę mam ochotę czasami cała się nim wysmarować. Bardzo przypadł mi do gustu i ten zapach i cały antyperspirant.
Ale przechodząc do minusów - przez to, że tak długo go już używam i codziennie wieczorem zastanawiam się kiedy mi się skończy to chciałam ostatnio dokupić sobie jeszcze jeden, żeby już był w domu w zapasie. Niestety wtedy w Biedronce był tylko jeden i nie pojawił się ponownie. Odwiedziłam więc 3 okoliczne Rossmanny i supermarket i niestety też go nie znalazłam. Wszędzie są dostępne tylko kulki, sztyfty i aerozole. Więc ratunku - powiedzcie mi gdzie go można kupić? Jeśli to jakaś edycja limitowana, to się chyba zastrzelę ;) :) :) 
Ostatni mały minusik (choć zależy jak dla kogo) to skład. jest to "tradycyjny" antyperspirant z aluminium w składzie więc jeśli stosujecie tylko te naturalne to nie będzie on dla Was. Ja naturalnych jeszcze nie używałam, bo jedyne dobre opinie słyszałam o Schmid's który jest ciężko dostępny więc używam zwykłych, drogeryjnych i na razie nie narzekam. 

Podsumowując - Dove Originals w kremie to mój hit ostatnich tygodni i o dziwo na ten moment całkiem przyćmił mojego dotychczasowego faworyta od Nivea. Z wielką przyjemnością kupię kolejne opakowania i będę używać - o ile oczywiście gdzieś go wreszcie dorwę :):):)

Mam też pytanie do Was - czy wszystkie antyperspiranty z Dove są takie fajne czy tylko ten akurat tak trafiłam? Pytam, bo to mój pierwszy taki specyfik marki Dove i jeśli nie znajdę tego w kremie to z chęcią kupię inny z tej firmy. Który najbardziej polecacie? Dajcie znać :)
Ps. post nie jest sponsorowany. Kosmetyk kupiłam sama i opinia jest jak najbardziej "moja" :)

Buziaki
Martyna